PRZYCHODZI DZIECKO DO RESTAURACJI

15 listopada 2014

LUMBERSEKSUALNI – MĘŻCZYŹNI O WYSOKIEJ ZAWARTOŚCI DREWNA

18 listopada 2014

5 PIOSENEK, KTÓRE BOLĄ

17 listopada 2014

Zawsze uważałam, że standardowy podział muzyki na gatunki to nieporozumienie. Jakie ma znaczenie, czy piosenka jest rockowa, housowa czy bluesowa? I tak zaklasyfikujesz ją jako idealną na doła, w sam raz do sprzątania albo nadającą się tylko na poranek na kacu. Poznajcie więc piosenki, które bolą.


Gabriel Fleszar – „Kroplą deszczu”

 



Ta piosenka opisuje tak wiele właściwości opadów atmosferycznych, że powinna pełnić rolę vademecum z geografii dla klas maturalnych. Dowiadujemy się stąd między innymi, że deszcz jest mężem upadków oraz więźniem swoich własnych marzeń (niestety, 15 lat później nadal nie wiadomo, jakie marzenia ma deszcz). Co gorsza, jest też sługą Gabriela Fleszara, który to z kolei jest błaznem z datą wczorajszego dnia.

Gabriel Fleszar - Kroplą Deszczu



Nadmiar wody stworzył tu głębię, w której utonęły gramatyka, sens oraz dobry smak. Teledysk natomiast sprawił, że do dziś unikam granatu oraz konkursów miss mokrego podkoszulka. Przede wszystkim jednak, od 1999 roku zawsze mam przy sobie parasol – panicznie boję się, że kiedyś złapie mnie deszcz, a w jego kropli będzie on i przez przypadek z sobą go zabiorę

Tak. To on. A przy nim twoja twarz. Bój się.

Cheb Khaled – „Aicha”

 



Desperacja w latach dziewięćdziesiątych była chyba trendy. Mamy tu kolejną opowieść o nieszczęśliwej miłości: on ją kocha, ona go ignoruje, on ją chce karmić perłami i dekorować owocami (czy też odwrotnie, francuskiego uczyłam się dawno temu), ale ona jest feministką i tu jest problem, bo Allah tego nie łyknie, toteż Cheb cierpi. Cierpi z promiennym uśmiechem na obolałej twarzy.

Cheb Khaled - "Aicha"



Puść mi ten utwór, jeśli chcesz mnie zabić. 

Bon Jovi – „It’s my life”

 


Energetyczny protest song zbuntowanych, młodzieżowych czterdziestolatków. Odkrywają oni, że nie będą wiecznie żyć, więc postanawiają zrobić coś szalonego i zorganizować koncert w kanale. Jon Bon Jovi, potrząsając wyprostowaną grzywką w kolorze 1021 jasny perłowy blond, chce nauczyć nas życia. Jego filozofię można sprowadzić do trzech krótkich rad: nie poddawaj się, cytuj Sinatrę i wybiel sobie zęby. 

Bon Jovi - "It's my life"



Największym problemem tego utworu jest to, że bardzo chce być jednocześnie rockowym manifestem i popowym hitem. Już pierwsze jego sekundy brzmią jak sampel soundtracku z tandetnego horroru. To nie jest przypadek: ta piosenka jest zarówno tandetna, jak i horrendalna. Z nieznanych mi jednak przyczyn, polskie stacje radiowe od jedenastu lat myślą, że jest spoko, więc ilekroć jadę samochodem w trasę dłuższą, niż do warzywniaka i z powrotem, mam stuprocentową pewność, że ją usłyszę, co tylko potęguje moją do niej niechęć.

Puść mi ten utwór, jeśli chcesz, żebym cię zabiła.

Feel – „Jak anioła głos”

 


Tutaj wszystko jest złe. Zaćpane oczy Sylwii Gruchały, pas startowy na brodzie Kupichy, skrzyżowanie biblii z motywem drogi i sekcja smyczkowa kradziona z Simsów.

Podmiot liryczny cierpi na ewidentną paranoję. Deklaruje, że widzi różne rzeczy, których nie ma, słyszy głosy, czuje własne organy wewnętrzne, w dodatku ma wrażenie, że nie jest sam. Źródeł jego halucynacji możemy doszukiwać się w problemie alkoholowym, który sygnalizowany jest tutaj dwukrotnie, w postaci „dźwięku pustej szklanki”. Moje uszy krwawią.

Feel - "Jak anioła głos"



Jest jednak coś, co od lat nie daje mi spokoju: czy ktoś może wie, czym jest pusta szklanka pomarańczy?

James Blunt – „You’re beautiful”

 
 
 

Najgorszy striptiz w historii szołbiznesu. Głos zdołowanego koźlęcia pod wpływem helu. Zima. Nerwica natręctw. Obleśne buty. Kręcona grzywka. I to by było na tyle, jeśli chodzi o najsilniejsze strony tego utworu.

Piosenka opowiada piękną i wcale nie przerażającą historię psychopaty młodzieńca, który ujrzał w metrze piękną kobietę i zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Niestety, okazało się, że niewiasta owa była z jakimś mężczyzną, czyli najpewniej była zajęta. Młodzieniec się zasmucił, ale myli się ten, kto myśli, że tu historia się kończy. Otóż okazuje się, że James ma plan. Rozwiązanie jest oczywiste: w takiej sytuacji należy się zabić.

James Blunt - "You're beautiful"

Podmiot liryczny w osobie Jamesa Blunta jest najbardziej niemęskim tworem, jaki mogłabym sobie wyobrazić. I nie chodzi mi tu tylko o głos barokowego kastrata, lichą klatkę piersiową i fryzurkę wygryzioną przez chomiki. Nie ma nic bardziej odpychającego od faceta, który się poddaje, zanim wystartuje w wyścigu. Ale cóż… każdego szkoda. Żegnaj, James.

Macie jakieś piosenki, które Was bolą?