TWÓJ MELANŻ BOLI MNIE W FEJSA

24 stycznia 2015

PO CZYM POZNAĆ, ŻE JESTEŚ DOROSŁY?

29 stycznia 2015

7 ZAWODÓW, KTÓRE NIOSĄ RADOŚĆ

27 stycznia 2015

Mamy koniec stycznia, zatem właśnie zaczął się okres studniówkowego bezguścia i tanich, ciepłych alkoholi polewanych do duraleksowych kubeczków pod falbanami satynowych kreacji koleżanek z humana. Oznacza to, że już za mniej więcej 100 dni polscy maturzyści napiszą egzamin zamykający ich przygodę z przymusem szkolnym i otwierający przed nimi drzwi ku świetlanej przyszłości. Co dalej? Studia? Praca? Własny biznes? Internety, publikacje w Newsweeku i rozmowy z wujkami Januszami pełne są zestawień karier-pewniaków, które wiążą się z potokami hajsu i szacunkiem na mieście, ale nikt nie mówi o satysfakcji z pracy. A pieniądze to przecież nie wszystko: co człowiekowi po premii za weekendowe dyżury na izbie przyjęć, jeśli kompletnie go to nie jara? Zastanówmy się więc, które zawody wiążą się z czystą, bezdyskusyjną radością.

7. Kurier

Przybyciu kuriera towarzyszy jedno z dwóch uczuć: ulga po długim oczekiwaniu lub radosne zaskoczenie. Nie słyszałam o kimś, kto byłby niezadowolony z tego, że został przesyłkę pod same drzwi. Nawet jeśli paczka, którą ze sobą przynosi pan w czerwonym kubraczku jest za późno, klient cieszy się, że w ogóle przybył, poza tym nie zabija się posłańca. A jeżeli w szarym pudełeczku jest coś innego, niż miało być, kurier pewnie się o tym nie dowie, bo już dawno będzie nieść szczęście innemu wyczekującemu go klientowi na tej samej ulicy.

6. Stewardessa

Niczym skrzyżowanie anioła z Ewą Kopacz, pojawia się znienacka w przestworzach, cała na granatowo, mówiąc, że rozumie twoje potrzeby, bo ma takie same, a następnie dyskretnie wskazuje możliwe rozwiązania w razie katastrofy. Potem jest już tylko lepiej: wpada co chwilę, żeby zapytać, czy może ci jakoś pomóc, czy masz wszystko, czego potrzebujesz i czy czujesz się dobrze. Stewardessa jest trochę jak podniebna mama, która opiekuje się tobą, kiedy masz grypę: chętnie przyniesie ci podusię i pomoże włączyć film w twoim własnym telewizorku, a gdy właśnie zaczynasz odczuwać głód, niespodziewanie staje obok ciebie z wózkiem pełnym żarcia, pytając „cziken or pasta?”. I w dodatku nie musisz jej za to płacić. Cudownie!

5. Ekspedient w Nutellerii

Najlepszy synonim dla nazwy tej profesji to: sprzedawca kawałków nieba. Spędza cały dzień otoczony czekoladową fosą, patrząc na ogromne, lśniące oczy zachwyconych klientów, walczących z zapięciem portfela i ślinotokiem. Jest już nieco uodporniony na widok takiej ilości czekolady naraz, więc może służyć merytoryczną radą, podczas gdy oszołomieni andżeje próbują sobie przypomnieć, jaki jest aktualny kurs euro i czym w sumie są te całe kalorie. Teoretycznie, istnieje ryzyko małego zgrzytu przy kasie, ale w znakomitej większości, oszołomienie czekoladowym nawałem ustępuje dopiero po 4-5 dniach, więc sprzedawca nie jest świadkiem szoku finansowego, a jego udziałem jest czyste szczęście.

4. Bloger

Niczym matki chrzestne w „Kopciuszku”, o każdej porze dnia i nocy, blogerzy zaspokajają nawet najbardziej wysublimowane potrzeby swoich czytelników. Bez względu na to, czy potrzebują oni akurat poważnego artykułu o węgierskiej opozycji, recenzji szamponu z Rossmanna, przepisu na kotlety z buraków czy ujścia dla skumulowanego hejtu – blogerzy siedzą w swoich blogowych krainach otoczeni artykułami i czekają, żeby służyć pomocą. Są jak kompilacja kolorowych magazynów, specjalistycznych poradników, codziennej prasy i kablówki, tylko lepsi i za darmo. Kochajmy blogerów!

3. Urzędnik skarbowy

Żartowaaaaałam!

3. Striptizerka

Striptizerka to wyjątkowo niewdzięczna profesja. Bariery wejścia ogromne, bo trzeba mieć nienaganną prezencję, odpowiednie usposobienie, stanowiące mieszankę bezwstydności i wdzięku, poczucie rytmu i imponującą siłę w bicach, bo takie śmiganie po rurkach to wcale nie jest łatwa sprawa. A jednak, jeśli dziewczyna pochwali się na świątecznym obiedzie, że jest najlepszą striptizerką w mieście, nie dostanie od babci mieszkania w spadku i grubej koperty, jak jej brat studiujący prawo, a raczej polecenie, że ma dzwonić po karetkę, bo ojciec właśnie dostał zawału. Poza tym, każdy ćwok uważa słowo „striptizerka” za synonim słowa „prostytutka”, co jest oczywistym, krzywdzącym absurdem. Mimo to, trudno znaleźć przykład ścieżki kariery, dzięki której dziewoja uszczęśliwiałaby każdego dnia więcej osób. Gdyby się nad tym głębiej zastanowić, dobra striptizerka jest niczym skrzyżowanie terapeuty z sitcomem – odpręża, poprawia humor i zostaje w pamięci na długo. A propos sitcomów…

2. Monter kablówki

Od chwili, gdy andżej zdecyduje, że jest już gotowy na poważne zobowiązanie, przypieczętowane dwuletnią umową z dostawcą magicznego dekodera, który skrywa Al Jazeerę, TV Trwam i Hustler TV, a także nagrywa, zatrzymuje, przewija (reklamy), przewija (dzieci), piecze muffiny i robi pranie, pan monter kablówki staje się pożądany bardziej, niż korekta w MaleMENie. Nie ważne, kiedy przyjdzie, i tak będzie za późno, a każda minuta bez niego będzie ciągnąć się jak wieczność. Mimo to, narastająca irytacja znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy wreszcie pojawia się w drzwiach: ultra szczęśliwy klient zawsze powita go szerokim uśmiechem, herbatą i propozycją, żeby został na obiad, bo właśnie zamawiał żarcie. I tak przechodzimy do absolutnego zwycięzcy, króla uszczęśliwiaczy, szarej eminencji pracuj.pl…

1. Dostawca pizzy


Składanie zamówienia przez telefon bywa trudne, bowiem już w momencie, gdy wykręcamy numer do pizzerii, możemy przysiąc, że czujemy zapach pepperoni z podwójnym serem na cienkim cieście wgryzający się we włosy, a nasze usta wypełniają się zaskakującą ilością śliny. Bulgocząc więc niewyraźnie acz radośnie, niczym nurek-amator znajdujący Nemo, pytamy, kiedy możemy spodziewać się dostawcy. Bez względu, jaki wyrok usłyszymy w słuchawce, pięć minut przed godziną zero niecierpliwie przeskakujemy z nogi na nogę, przyklejeni do okna. Gdy oczom naszym ukaże się charakterystyczny skuter z wielką, czarną torbą na bagażniku, wydajemy z siebie przenikliwy pisk i udajemy się na poszukiwania portfela. Dzierżąc w drżących dłoniach odliczoną kwotę z napiwkiem hojniejszym, niż w restauracji Magdy Gessler, czekamy w progu z przerażającym uśmiechem i wytrzeszczem Muppeta, przyprawiając wychodzącego z windy dostawcę o mini zawał serca. Wręczamy mu pieniądze i, nie odrywając spojrzenia od kartonowego obiektu pożądania, czekamy, aż je przeliczy, żeby wreszcie wyrwać pudełko z jego dłoni i wbiec do domu, mówiąc do siebie „tak wygląda szczęście”.

Wszystkie feministyczne aktywistki informuję, że nie jestem bardzo przywiązana do powyższego przypisania płci do profesji, tak więc oczywiście striptizerka może być striptizerem, a monter monter…ką (?). Naprawdę, wszystko mi jedno, tak długo, jak niosą ze sobą radość…

No właśnie: jakie zawody najczęściej Was uszczęśliwiają? Piszcie, kto najczęściej przynosi Wam radość, zrobimy z tego top 10, 15, 20!