KONWERSACYJNE KLOCKI

12 stycznia 2015

5 PIOSENEK, KTÓRE SĄ O CZYMŚ INNYM, NIŻ MYŚLISZ

16 stycznia 2015

PRZEPROWADZKA: LEVEL PRO

14 stycznia 2015

Jedenaście – tyle razy przeprowadzałam się w ciągu ostatnich sześciu lat. I to jeszcze nie jest moje ostatnie słowo. Jakkolwiek można więc mieć wątpliwości co do mojej umiejętności podejmowania decyzji i życiowej konsekwencji, żodyn mi nie powie, że nie potrafię się przeprowadzać. ŻODYN. A dziś i ty dowiesz się, jak robią to czempioni.

Jestem mistrzem przeprowadzek. Miesięcznik „Karton” przyznał mi tytuł „Roommate września 2013”. Dostałam nawet własną rozkładówkę i bon -10% do Castoramy, przy zakupach za minimum 500 złotych. To są poważne splendory. Po paru podejściach, człowiek zaczyna zauważać pewne schematy i ostatecznie odkrywa, że bez względu na to, czy wynosi się z 300-metrowego domu z ogrodem, czy z kawalerki, w której zimą trzeba wynosić stół na balkon, żeby zrobić miejsce na sezonowe sadło kota, zmiana lokum jest zawsze dokładnie taką samą kaszaną. 

Determinacja


A więc to dziś. Fajnie mieszkało się w secesyjnej kamieniczce, ale jeszcze jeden sezon grzewczy w tych wyziębionych korytarzach, a będziesz musiała zacząć sprzedawać swoje ciało, na przykład nerki, żeby pokryć rachunki za ogrzewanie. Znalazłaś przytulne mieszkanko w bloku z wielkiej płyty, teraz tylko pozostało się tam przenieść. Tym razem pójdzie szybko i sprawnie, bo jesteś przygotowana jak nigdy: zarąbałaś wszystkie kartony z Biedry, kupiłaś taśmę klejącą i wielkie worki na śmieci, a także poprosiłaś wujka Janusza, jedynego znanego ci posiadacza poloneza combi w wersji van, żeby przewiózł ci to wszystko do nowego mieszkania. Masz 10 godzin. Luzik.

Fascynacja


Taka przeprowadzka to nawet niezła rzecz! Wreszcie masz pretekst, żeby dokładnie przejrzeć swoje rzeczy. Przecież zawsze chciałaś zrobić porządek w papierach i pozbyć się ciuchów, w których już nie chodzisz. Otwierasz szafę z ubraniami i wywalasz wszystko na podłogę. Dzielisz ubrania na to, co nosisz, to, co oddasz młodszej kuzynce i to, co wywalisz do śmietnika. Znajdujesz mnóstwo ciuchów, o istnieniu których zapomniałaś. Ponadto, na dnie kosza ze skarpetkami odkrywasz zegarek, który rok temu na parapetówce, w stanie bani absolutnej schowałaś przed samą sobą, żeby go nie zgubić i od tamtej pory go nie widziałaś. Jesteś zachwycona – to jak zakupy bez wydawania pieniędzy!

Prokrastynacja


Składanie ubrań cię zmęczyło, więc postanawiasz, że zajmiesz się nimi później. Zaczynasz przymierzać nowo znalezione sukienki. Włączasz też telewizor – nic się nie stanie, jeśli w tle będzie grał serial. Przerzucasz torebki bez przekonania, szukając czegoś w sam raz na wesele kuzynki, na które idziesz za pół roku. Po chwili stwierdzasz, że jesteś głodna, więc idziesz odgrzać sobie spaghetti. Oglądając trzeci już odcinek „Gry o tron”, plamisz sukienkę sosem pomidorowym. Piszesz o tym post na facebooku. Przy okazji sprawdzasz pocztę i wchodzisz na pudelka.

Motywacja


Dobra, pora wyłączyć zdjęcia śmiesznych kotów i wziąć się do roboty. Właśnie, gdzie jest twój kot? Pakujesz do kartonów książki, płyty i wszystko inne, co łatwo jest spakować, a zajmuje dużo miejsca. Już 10 minut później pokój wygląda na opustoszały, co poprawia ci humor. Wyrzucasz stare gazety, notatki ze studiów i niepotrzebne listy. Pracujesz jak automat. Opisując spakowane kartony, czujesz się jak Perfekcyjna Pani Domu: jesteś taka zorganizowana i porządna! 

Dezorientacja


Nie wiesz, jak to się stało, ale zostały ci tylko trzy godziny! Spakowałaś już sześć kartonów, a rzeczy wcale nie ubyło! Zastanawiasz się, po co ci tyle butów i ile sezonów grzewczych miałabyś z głowy, gdybyś ich nie kupiła. Odpowiedź wcale nie jest pokrzepiająca. Postanawiasz spakować łazienkę i zadajesz sobie pytanie, ile można mieć szamponów. Przeklinasz dzień, w którym weszłaś na bloga Anwen. Toniesz w lakierach do paznokci i włosów. Potykasz się o wór pełen śmieci. Wydaje ci się, że słyszysz gdzieś miauczenie.

Rezygnacja


Została godzina, ale postanawiasz udawać, że to nieprawda. Skończyły ci się kartony, choć jesteś dopiero w połowie przeglądania ubrań, a do kuchni jeszcze nawet nie zdążyłaś wejść. Wrzucasz garnki i naczynia do worków na śmieci, tłukąc przy tym większość pięknych kieliszków do wina, które kupiłaś sobie za premię świąteczną. Chce ci się płakać. Wyciągasz jeden z niedobitków i wypełniasz go czerwonym wytrawnym. Nagle słyszysz dzwonek do drzwi: wujek Janusz przyjechał kwadrans wcześniej. Wrzucasz chaotycznie do worków ciuchy, które starannie układałaś przez ostatnie trzy godziny. Trudno, nie masz czasu tego dokończyć, posegregujesz je w nowym mieszkaniu. Kota nadal nie ma.

Desperacja


Wujek Janusz zaczyna wynosić część rzeczy, żeby zrobić trochę miejsca. W amoku wrzucasz do worków na śmieci wszystko, co leży na podłodze. Wujek Janusz pyta, dlaczego z kartonu opisanego „swetry” coś się leje. W ten sposób znajdujesz kota. Zastanawiasz się, czy kiedykolwiek spierzesz smród kociej uryny ze swojego ulubionego wełnianego golfa. Zgarniasz drobiazgi do torebki, chwytasz kota i żegnasz się z mieszkaniem. Jesteś gotowa na nowy etap w życiu. Wsiadasz do poloneza i czujesz niepokojący odór. Pełna obaw, przeglądasz zawartość samochodu. Odkrywasz, że wujek spakował do auta śmieci, a wyrzucił wór z butami. Całe szczęście, że w dłoni nadal masz kieliszek pełen wina…


fot. https://www.flickr.com/photos/mimoopsy/