GDYBY DAWNIEJ ISTNIAŁ PUDELEK: MARYLA RODOWICZ

30 marca 2015

TBT 2: WYKRES, FOCH I PIŻAMA

2 kwietnia 2015

MODA NA TRUDNE MACIERZYŃSTWO

1 kwietnia 2015
TBT 2 - FABJULUS
Moda na trudne macierzyństwo - fabjulus

Przerywają milczenie. Mają dość. Odkryją przed wami prawdę. Matki w internecie.

Ich szczere manifesty biją rekordy popularności i zalewają sieć, udostępniane prawie tak często, jak „te myśli”. Wśród zaskakujących prawd, jakie ujawniają czytelnikom, znajdują się na przykład informacje, że ich noworodki nie śpią, ich dwulatki nie jedzą, a ich pięciolatki nie słuchają. Matki są zaskoczone. Myślały, że będą spędzać dnie, grając z niemowlakiem w Scrabble. Zmęczone mityczną zmową milczenia wokół prawdziwego oblicza macierzyństwa, postanawiają więc wreszcie zdobyć się na szczerość. Dlatego siadają do klawiatury i piszą.

Słona zapłata

Swoje macierzyństwo porównują do spadania w otchłań, stania na krawędzi i zaprzedawania duszy diabłu. Opowiadają dramatyczne historie o tym, że ich maluchy ich potrzebują, więc nie ma mowy o spontanicznym wypadzie do Paryża lub Biedronki. Mówią nam, jak się dla nas, czytelników, poświęcają i piszą po nocach notki na bloga, oświetlając sobie klawiaturę otwartą lodówką i płacząc przy tym ze zmęczenia i głodu. Opowiadają, jak czasem muszą jeść obiad na stojąco, w dodatku jedną ręką, bo w drugiej wierci się ten bezczelnie pragnący rodzicielskiej miłości dwumiesięczny demon zła. Że te spacery takie nudne. Że te kupy takie częste. Że te kolki takie długie.

Ostatnio na moim fejsbuniu pojawił się nowy hit: tekst „Jesteś matką i masz swoje życie? Słono za to zapłacisz” z niezawodnego portalu mamadu.pl. W ciągu paru godzin, ten tekst udostępniło siedmiu nie związanych ze sobą moich znajomych, ludzi z różnych miejscowości i środowisk. Sam tytuł publikacji brzmiał tak pieniacko, że wiedziałam, że pod linkiem czekają mnie absurdalne wyburzenia kobiety walczącej z problemem, którego nie ma. Parę minut później, okazało się, że miałam rację. Teza w artykule jest następująca: jeśli kobieta nie spędza życia wekując słoiki w podomce, do pielęgnacji twarzy używając wyłącznie oczyszczającej kuracji parowej nad garnkiem gotujących się ziemniaków oraz kremu Pani Walewskiej, ludzie gadajo, że jest złą matką. I to właśnie jest słone płacenie za swoje życie. Że ludzie gadajo. Straszne.

Licencja na narzekanie

Tu nie chodzi o to, że kobiety, którym jest ciężko, mają cierpieć w samotności, bo nie wypada epatować smutkiem. Doskonale rozumiem motywację autorek tych tekstów. Wiadomo, hormony nie mają litości, w krzyżu łupie, chłop całymi dniami siedzi w korpo. Z tego samego powodu byłabym też w stanie pojąć, gdyby te teksty udostępniały młode mamy, skąpane w baby-bluesie i pociążowej nadwadze. Ale nie, wśród zachwyconych przesłaniem mamadu.pl znaleźli się bezdzietna koleżanka-feministka, czterdziestoletni mechanik samochodowy i sympatyczny model-gej. Narzekanie na trudy macierzyństwa jest w tym sezonie modne. Najlepiej komponuje się z kobaltowym kombinezonem i miętową torebką.

Pewna blogerka, której artykuły kiedyś bardzo lubiłam czytać, niedawno została matką i napisała ostatnio mroczną notkę o tym, jak bycie matką małej terrorystki wysysa z niej duszę i ona czuje się oszukana, bo przecież w reklamach i serialach jest inaczej. 147 udostępnień gawiedzi. Dzień później wrzuciła fotkę z wózkiem: „Cudowny dzień z księżniczką! Idziemy karmić kaczuszki i szukać wiosny!”. 326 lajków. Nikt nie dostrzegł absurdu.

Dlaczego sieci nie zalewają zwierzenia zrozpaczonych bezdzietnych? „Nikt nie uprzedzał, że kac jest taki trudny!”. „Mam dość nocnego życia!”. „Świat nie rozumie, jak trudno jest mieć okres!”. „Manifest zmęczonej crossfiterki!”.

Dlaczego w dobrym tonie jest mieć dość tradycyjnej roli kobiety, przeciążenia obowiązkami i oczekiwań świata, a kiedy mężczyzna narzeka na swój bagaż, na jego głowę sypią się gromy? Bycie „chujową panią domu” i nieumiejętność ugotowania makaronu są przezabawne, ale facet, który nie ma ochoty przewijać noworodka to palant?

Halina, ogarnij się!

Jasne, że bycie młodą mamą bywa przewalone. Dzisiejszą notkę piszę jedną ręką, bo druga chwilowo służy Dziedzicowi jako gryzak. Czasem jestem niewyspana, bolą mnie plecy i idę spać o 20.00. Stół w jadalni głównie służy kotu za luksusową leżankę, bo rzadko przy nim jem. Często omdlewają mi ramiona i dwa razy zdarzyło mi się rozpłakać ze zmęczenia. Tylko że jakieś dwa miliony razy zdarzyło mi się rozpłakać ze szczęścia.

Jestem dorosłą, odpowiedzialną kobietą i wiedziałam, w co się pakuję. Musiałabym upaść na cycki, żeby teraz narzekać. A prawda jest taka, że dziesięć nieprzespanych nocy z rzędu, audyt w robocie i całonocny melanż razem wzięte nie męczą mnie nawet w połowie tak bardzo, jak kobiety zdziwione, że ich dzieci są dziećmi.