NAJLEPSZE TEKSTY HURAGANU TERESY

25 maja 2015

MUFFINY TYPU „O JA CIĘ”

30 maja 2015

7 SKŁADNIKÓW WIECZORU PANIEŃSKIEGO

28 maja 2015

Ustaliliśmy ostatnio, że każda kobieta marzy o dniu, kiedy jej ukochany padnie przed nią na kolana nie dlatego, że z kanapki spadło mu salami, ale po to, aby zapytać ją, czy zrzeknie się dla niego swojego nazwiska, miejsca na palcu serdecznym i kodów rabatowych do Cinema City, a jeśli któraś tego nie pragnie, to na pewno jest szalona lub kłamie. Nie każdy jednak wie, że u podstaw tego marzenia nie leżą fantazje o spacerze do ołtarza w białej sukni, a przemożna potrzeba urządzenia z ekipą zaufanych fąfelek igrzysk estrogenu. A znacie mnie – uwielbiam wszystko, co przegięte, kiczowate i plastikowe. Z tego właśnie powodu, dziś na warsztat bierzemy króla wszystkich melanży: wieczór panieński!

1. Kreacja

Odkąd ujrzałaś na fejsie zaproszenie na to wydarzenie, wiedziałaś, że dobranie odpowiedniej kreacji na wieczór panieński będzie trudniejsze, niż ubranie się na pierwszą wizytę w Dzień Dobry TVN. Z tego powodu, rzucasz się żywiołowo na internety, żeby zapytać stylistę z Google o radę. Już czterdzieści sześć setnych sekundy później odkrywasz niecałe dwadzieścia siedem tysięcy rozwiązań tej trudnej sytuacji, spośród których udaje ci się wycyzelować recepturę idealną. Okazuje się, że w ten magiczny wieczór, wszystkie uczestniczki melanżu powinny wyglądać jak tanie, niewprawne w swoim fachu prostytutki, przy czym strój panny młodej musi kontrastować barwą z odzieżą jej świty. Wszystkie jednak możecie i powinnyście uzbroić się w: peruki a la Uma Thurman w Pulp Fiction; pończochy samonośne z widoczną koronką, najlepiej kabaretki, bo to nie tylko lepiej wygląda, ale i zapewnia optymalną cyrkulację powietrza podczas tańca; sukienki tak krótką, żeby w razie niespodziewanego podrywu dysponować atutem w postaci pakietu easy access, a także wystarczająco wydekoltowane, żeby usatysfakcjonować obecnych w klubie fetyszystów pępków; obuwie wyposażone w platformy, otwarte palce, szpilki, brokat, cekiny, lakierowaną skórę, ćwieki, panterkę i koronkę. Wszystko to jednak pełni rolę drugoplanową przy atrybutach najważniejszych: szarfach chwały. Prawdziwa szarfa chwały, niczym uchwyt na koszyku kiwi z Biedry, powinna zawierać pakiet podstawowych informacji uczestniczki wieczoru panieńskiego: nazwę imprezy, imię jej bohaterki, datę, kraj pochodzenia i datę ważności. Przede wszystkim jednak, cała stylizacja musi być bogata w…

2. Penisy

Jak powszechnie wiadomo, wieczór panieński to uroczystość zarezerwowana tylko dla niewiast: na liście gości są same babeczki, wszystko jest różowe, urocze i kojarzy się z siłą kobiet. Z tego właśnie powodu, motywem przewodnim waszego melanżu będzie penis. Różowy. Uroczy. Kojarzy się z siłą kobiet. Jest to w pełni zrozumiałe posunięcie, ostatecznie nic nie jest tak gustowne i zabawne jak penis. Pamiętasz, jakby to było dziś, jak w drugiej klasie, kolega z ławki obok ozdobił twój śliczny zeszyt do matematyki ogromną ilustracją nieobrzezanego, owłosionego, męskiego przyrodzenia, a ty się rozpłakałaś z obrzydzenia, złości i strachu. Mimo to, już za chwilę wybuchniesz ochrypłym śmiechem starego palacza na widok wielkiego, fallicznego tortu z biszkopta i bitej śmietany, ozdobionego małymi kutaświeczkami, cukrowymi plemnikami i dedykacją z lukru. Ubrudziwszy się śmietaną tu i ówdzie, ku uciesze towarzyszek oraz własnej, bo nie ma to jak dobry żart sytuacyjny, z rozkoszą wypijesz drinka przez różową, plastikową słomkę w kształcie żylastego pindola. Na głowie zainstalujesz opaskę z dwoma świecącymi członkami na sprężynach, podrygującymi entuzjastycznie przy każdej salwie pełnego klasy rechotu. Wreszcie, z dumą postawisz na stoliku czarny wibrator, przepasany czerwoną wstęgą i już do końca imprezy będziesz pozować z nim do zdjęć, wkładając go w dekolt, usta i między nogi. Czego się nie robi w imię siły kobiet.

3. Striptizer

Jako że wielkimi krokami zbliża się dzień, w którym panna młoda zadeklaruje przed światem, że nie chce już nigdy oglądać nago nikogo poza swym wybrankiem, to chyba oczywiste, że na swoim wieczorze chały chwały pragnie nasycić swe oczy widokiem obcego, męskiego ciała. Tu właśnie z odsieczą przychodzi on – uosobienie testosteronu i seksapilu: męski striptizer! Męski striptizer jest bardzo męski, z tego właśnie powodu, gdy tylko wyskakuje z przyciasnego stroju policjanta, który ewidentnie zajumał siedmioletniemu chrześniakowi, z zaskoczeniem odkrywasz, że jego wydepilowany tors lśni oliwką, umięśniony poślad wyeksponowany jest dzięki satynowym stringom z efektownym słoniem z przodu, a całe ciało kolorystyką przypomina ci, że gdzieś w łazience miałaś resztki Ziai Sopot. Już pierwsze ruchy jego wysportowanego ciała wprawiają cię w osłupienie, bowiem pomna nauk Shakiry, że biodra nie kłamią, masz przeczucie graniczące z pewnością, że pan striptizer pragnie zaludnić twoją macicę. Twoje rozważania, jak mu powiedzieć, że nie jesteś zainteresowana, nie raniąc jego uczuć, przerywa brutalnie dotyk zimnego pośladka, rozsmarowującego się na twoim policzku i zjeżdżającego w stronę dekoltu. Nie wiesz, jak zareagować, więc rozglądasz się po koleżankach, żeby odkryć, że pożądanym odruchem jest pisk i brawa. Piszczysz więc i podrywasz dłonie z kolan, tylko po to, aby już po chwili pan striptizer umieścił je na swoim torsie, zmuszając cię do emocjonującej podróży w kierunku trąby słonia.

4. Limuzyna

Uzgodniwszy z koleżankami dress code, atrakcje i menu na ten magiczny wieczór, przechodzisz do dalszych szczegółów, żeby już po chwili dojść do gwoździa programu: limuzyny. Oczywistym jest dla was, że ekipa najlepszych towarów w mieście nie będzie korzystać z usług linii tramwajowej numer sześć, a taksówka nie jest wystarczająco glamour, ustalacie więc, że wynajmiecie białe limo z kierowcą, barkiem pełnym schłodzonej wódki i dvd z teledyskiem „Ona tańczy dla mnie” puszczanym na pętli na wszystkich sześciu ekranach swojego bolidu. Pakiet obejmuje godzinną podróż po mieście, w tym czterokrotny przejazd pobliskim rondem oraz zwalnianie przy każdym przystanku autobusowym, podczas którego będziecie miały możliwość otworzyć okna i wykrzyczeć na pół dzielnicy imię gwiazdy wieczoru. Na samą myśl o roziskrzonych różowym światłem ledowych lampek foteczkach, jakie po tym kursie wylądują na waszych Instagramach, wszystkie doznajecie mrowienia kciuków i lecicie przed lustro, żeby jednoznacznie wyselekcjonować mityczny „lepszy profil”. Jeszcze nie wiecie, że długość waszych sukienek nie będzie chciała współpracować z fotografiami, na których siedzicie. I całe szczęście. Po co psuć sobie humor.

5. Alkohol

Jak sama nazwa wskazuje, wieczór panieński to festiwal kobiecości, stylu i klasy. Oczywistym więc zdaje się być fakt, że tej nocy nie możecie popijać niczego innego, niż doskonale schłodzony szampan, w asyście słodkich truskawek i czekoladowego fondue. Z tego powodu, dwa tygodnie przez melanżem, ustalasz z psiapsiółkami, że nie zapozujecie do foteczek z niczym innym, niż wysokie kieliszki pełne musującego Dom Perignon. Ewentualnie może być Bissinger z Lidla, przecież i tak nikt się nie dowie. Niestety, już na etapie dopinania budżetu, odkrywacie, że trudno będzie zapewnić wystarczającą ilość tego szlachetnego trunku, żeby wprowadzić się w odświętny nastrój, szybko rezygnujecie więc z Bissingera na rzecz starego, dobrego sowietskoje igristoje za 5 ziko, zgadzając się, że po flaszce na głowę wystarczy, a co będziecie pić w klubie – zadecydujecie już na miejscu. Jako że jeszcze nie dociera do was zasadniczy błąd w waszym rozumowaniu, płyniecie z prądem swojej młodości i ponętności, z każdym łykiem ruskiego szampana przybliżając się do imprezowego ideału, jakim są zdjęcia Dżołany Krupy na Instagramie. Schody zaczynają się w punkcie docelowym, gdzie, po półgodzinnych konsultacjach grupowych przy barze, ustalacie, że będziecie wszystkie piły modżajto, ale już dwie rundki później walicie jednocześnie wódkę, piwo, kamikadze i tequilę, czyli wszystko to, co stawiają wam zachwyceni waszymi pępkami andżeje. Jeszcze nie wiecie, czym to się skończy.

Zagraj pan Wodeckiego! (2)

6. Układ choreograficzny

Wyskakując ze zgrabnością młodej łani ze swojego dziewięciometrowego środka transportu, truchtacie co sił w obcasach prosto na parkiet, żeby dokonać pierwszej tego wieczoru podróży w czasie. Oto, pomimo stylówki na zmęczoną strażniczkę lasu, stajecie w kółeczku i zaczynacie dreptać w miejscu, niczym przedszkolak na poobiednim maratonie „tańczymy labada”. Każda patrzy na własne stopy lub rozgląda się po sali, bowiem intensywne wpatrywanie się w oczy koleżanki podczas pląsu nie tylko wygląda podejrzanie, ale i przywodzi na myśl poranną randkę z orbitrekiem pod lustrem osiedlowej siłowni. Im więcej modżajto wlewacie jednak do baku, tym większym modyfikacjom ulega kształt waszego idealnego kółka, żeby nagle, po pierwszej wspólnej wycieczce do toalety, uległo ono unicestwieniu poprzez przeprowadzkę na rurę. Klubowa rura lub klatka, początkowo częstowana przez was grymasem pełnym niesmaku i wyższości, staje się nagle dla was nie tylko idealnym miejscem na wyeksponowanie pełnych gracji ruchów wczesnej Natalii Oreiro, ale i zapewnia niezbędne wsparcie, bowiem nagle zaczynacie rozumieć, że igristoje w połączeniu z tequilą, dwunastoma centymetrami obcasów śmierci i platformą typu „kawalerska kromka chleba” współpracuje tyleż szybko, co zabójczo. Okazuje się jednak, że nawet metalowa rura nie jest w stanie znieść wszystkiego, dlatego już po drugim lądowaniu na parkiecie, schodzicie z podestu, żeby znaleźć sobie wieszaki. Wieszaki, tłumnie koczujące pod waszym dotychczasowym rykowiskiem, ochoczo zgadzają się postawić wam po szocie, a następnie czule objąć jednocześnie w pasie, biodrach, szyi i kolanach, obśliniając być może fragmenty obudowy, ale za to skutecznie chroniąc was przed kolejnym starciem z grawitacją.

7. Bania absolutna

Ilekroć zagubione koleżanki uderzają do ciebie z sakramentalnym pytaniem „jak żyć”, odpowiadasz z miną mistrza zen, że kluczem jest klasa, dystans i zgrywanie niedostępnej. Jak nikt wiesz, że podstawą jest, aby mężczyzna musiał zdobywać kobietę, aby w pełni docenić złożoność jej osobowości i zasłużyć na jej uczucie. I oto siedzisz niepewnie na stołku przy barze, odkrywając ze zdumieniem, że właśnie zamówiłaś dwa wściekłe psy, a obok ciebie w rytm muzyki podryguje twoja najlepsza przyjaciółka, z awangardowo przekrzywioną peruką i poważnym ubytkiem w strukturze pończoch. Nie wiesz, jak się tu znalazłaś, bo ostatnie, co pamiętasz, to zerowanie kielona z didżejem, wydaje się więc, że oto odbyłaś drugą podróż w czasie, podczas której straciłaś trzy godziny i dwa tipsy. Świadoma, że przed wami jeszcze co najmniej dwie godziny ostrego melanżu, domawiasz u barmana miskę czipsów i paluszki, bowiem jest to jedyny wysokokaloryczny pokarm, jakim o tej porze dysponuje ten lokal, po czym pożerasz je, dzieląc się niechętnie z przyjaciółką i marząc, że tak skomponowany podkład przedłuży nieco twoją żywotność. Już po chwili czujecie się na siłach, żeby stawić czoła wściekłości zamówionych psów, więc wlewacie do gardła zawartość kieliszków, po czym ruszacie ochoczo do łazienki, żeby przypudrować noski. Niestety, wasze plany krzyżuje didżej puszczający piosenkę Rihanny, która, jak powszechnie wiadomo, jest „waszą piosenką”, z głośnym piskiem i rękami podniesionymi ku stroboskopom, ruszasz więc w kierunku parkietu, ale nie wiesz, czy podróż zakończona jest sukcesem, bo parę sekund później odbywasz trzecią podróż w czasie i nagle jest poranek, a ty leżysz we własnym łóżku, modląc się, żeby ktoś dał ci wody i powiedział, że wszystko będzie dobrze.

Dajcie znać, jeśli pominęłam jakiegoś imprezowego pewniaka. I koniecznie podzielcie się swoimi doświadczeniami z wieczorami kawalersko-panieńskimi! Nie trzymajcie mnie w niewiedzy i smutku! Mój wielki dzień coraz bliżej, muszę zebrać inspiracje, żeby wycisnąć z niego maksimum wrażeń. A, umówmy się, moja świta wpada czasem na tego bloga… I niech mi tylko spróbują nie strzelić limuzyny!