JAK SZYBKO I BEZBOLEŚNIE POPEŁNIĆ SAMOBÓJSTWO

15 czerwca 2015

GRA TOWARZYSKA: GOROL NA GEBURSTAGU

21 czerwca 2015

10 FILARÓW FILMÓW KATASTROFICZNYCH

17 czerwca 2015

– Cho do kina – rzekł on.
– Jesteś taki romantyczny! – wzruszyłam się ja i rzuciłam się do internetów, żeby poznać repertuary okolicznych kin. Kiedy ujrzałam, że grają „San Andreas” z The Rockiem, oczy błysnęły mi w mieszance niedowierzania i radości. Wiedziałam już, że czeka mnie prawdziwa uczta.

Jestem ogromną fanką The Rocka, po pierwsze dlatego, że wygląda tak:

…a ja lubię łysych, a po drugie dlatego, że wygląda tak:

…a ja lubię dziary. Tak więc, kiedy mój on zaprosił mnie na naszą tradycyjną randkę w niedzielę o 16.00, bo wtedy najłatwiej możemy podrzucić Dziedzica Cyganom, wybór był prosty. Wiadomo: mięśnie dla mnie, tsunami dla niego. Poza tym, filmy katastroficzne to znakomite wyciskacze łez, a ja uwielbiam wzruszać się na filmach. Wskoczyłam więc w swoje najlepsze dresy i pofrunęliśmy do kina.

Sto efektownych minut później wyszliśmy z sali, wycierając sobie nawzajem policzki lśniące od słonych łez smutku, że to już koniec. „San Andreas” to film tak rozkosznie typowy, że od samego początku wiedziałam, czego spodziewać się po kolejnych scenach, a przecież nie ma nic lepszego, niż obrażający Twój intelekt film, w którym nic Cię nie zaskoczy, a w dodatku dużo rzeczy się pali. Żebyście więc w przyszłości i Wy mogli delektować się holiłudzką chałą, zdradzę Wam 10 filarów każdego filmu katastrofalnego. Czy tam, katastroficznego.

1. Rozbita rodzina

Poznajcie naszego bohatera. Pan bohater jest sympatyczny, dobrze zbudowany, przystojny i słynie z ciętej riposty. Już po paru minutach filmu dowiadujemy się, że miał kiedyś żonę, ale odeszła od niego po tym, jak popełnił jakiś błąd drugiej kategorii, który co prawda nie świadczył o tym, że jej nie kocha, ale oddalił ich od siebie i już nie potrafili ze sobą rozmawiać. Owocem ich związku było potomstwo, którego największym marzeniem jest, aby rodzice znowu byli razem. Sami zainteresowani patrzą na siebie podejrzanie czule, gdy tak wyrzucają sobie wzajemne spóźnienia i błędy wychowawcze, toteż widz ma niejasne wrażenie, że pyknie, jednak na drodze do wielkiego pojednania stoi nowy partner mamusi. Typ niby jest sympatyczny, ma fajne auto i stawia wszystkim lody, ale jednak trochę zawadza, więc w wyniku kataklizmu prawdopodobnie poniesie męczeńską śmierć, żeby nie było, że dostał kosza. Dzięki temu taktownemu zgonowi, byli małżonkowie wpadną sobie w ramiona, ponownie połączeni przez traumatyczne doświadczenia, liczne otarcia w widocznych miejscach i brak suchej odzieży.

2. Ten, którego nikt nie słucha

Może być szalonym naukowcem, astronomem-hobbystą, amazońskim szamanem lub pustelnikiem mieszkającym w szałasie i konstruującym walkie-talkie z kapsli po coli. Jedno jest pewne: on coś wie. Na podstawie wieloletnich badań ruchów wiatru, starych ksiąg pozostawionych przez Majów oraz apetytu zaprzyjaźnionej sarny, lata temu przewidział nadciągającą katastrofę, w związku z czym od dawna usiłuje ostrzec ludzkość przed nieuniknionym, ale nikt nie traktuje go poważnie, bo nosi beżowe bojówki i kamizelkę zrobioną ze swetra. Kiedy jednak w wyniku pierwszego tąpnięcia, w Białym Domu kryształowy żyrandol spada pierwszej damie na stopę, jej małżonek postanawia działać. Już po pobieżnym przeszukaniu Googli, okazuje się, że tragedii można było zapobiec, a szaleniec okazuje się być geniuszem, który jako jedyny może uratować ludzkość. Niestety, mimo licznych zasług, na 75% bohatersko umrze tuż przed końcem filmu, mówiąc coś podniosłego, typu „juhu!”.

3. Skubany dzieciak

Prawdopodobnie syn głównego bohatera, choć może też być jego młodszym bratem lub dzieckiem jego sąsiadów. Bardziej wygadany i inteligentny niż cała reszta bohaterów razem wzięta, poza typem z punktu drugiego, który zostanie zresztą jego najlepszym przyjacielem. Nie rozstaje się z laptopem, komórką i/lub książką, które okażą się być kluczowe  w procesie ratowania ludzkości, bowiem posłużą do zlokalizowania najbliższych zapasów suchych bandaży, helikopterów sterowanych głosem i palet pełnych pasztetu Profi. Niby sprytny, ale jednak wkurzający. Odzywa się tak, że gdyby usłyszała to moja matka, to dostałby szlaban na komputer i AirMaxy.

4. Nieważni ludzie

Już przy pierwszym uderzeniu katastrofy, która dotyka świat, czyli Stany Zjednoczone, widz jest świadkiem mniej więcej trzystu pięćdziesięciu nieprzyjemnych zgonów. Trup ściele się gęsto, pochłaniany przez nieznane wirusy, bezlitosne huragany, trzęsienia ziemi, pożary, eksplozje i powodzie, a kino wypełnia się wrzaskami tak rozdzierającymi, że cały czas łapiesz się na tym, że szukasz pilota, bo nie chcesz obudzić dzieci. Dalej nie jest lepiej: ludzie spadają w przepaść, wylatują w powietrze, giną pod murami zapadających się budynków i puszczają sobie One Direction, a skala tego okrucieństwa przywodzi Ci na myśl dziecięce eksperymenty z usuwaniem drabinek z basenu w Simsach. Wszystko to jest jednak nieważne, bo happy end będzie wtedy, gdy przeżyje trójka głównych bohaterów.

5. Bezbronne zwierzątko

Pomimo faktu, że na Twoich oczach właśnie zginęło sto milionów przypadkowych ofiar, a wielkie miasta zostały obrócone w pył przez niszczycielski żywioł, na totalnym luziku przeżuwasz sobie popcorn i siorbiesz głośno colę, przez co jakaś Fab-wariatka z ostatniego rzędu rzuciła w ciebie swoimi okularami 3D i do końca seansu prawdopodobnie dostanie zeza. Jej strata. W końcu jesteś tu dla rozrywki. Wtem, na ekranie pojawia się on: malutki, uroczy, wystraszony szczeniaczek. Heroicznie uratowany przez swojego pana z pożaru, patrzy ufnie w oko kamery, a ty zaczynasz smarkać w popcorn. Już wiesz, że do końca filmu będziesz żyć w bezustannym strachu: mniejsza o kobiety i dzieci, ale jeśli psiakowi osmali się choćby ogonek, pozwiesz producenta filmu za bestialstwo.

6. Zły bogacz

Każdy szanujący się film katastroficzny, poza rozrywkową, spełnia też rolę moralizatorsko-edukacyjną i ma za zadanie przypomnieć widzowi, że liczy się wewnętrzne piękno, a w obliczu tragedii wszyscy jesteśmy równi. Aby przekazać nam tę cenną lekcję, w filmie prędzej czy później pojawi się postać andżeja tak nadzianego, że mógłby być żelkiem Akuku. Ma nowe lambo, wielką chatę i śliczną niunię przy boku. Choć w pierwszej chwili sprawia wrażenie gościa, z którym chciałbyś napić się wódki, nie daj się zwieść: w chwili próby ten sympatyczny jegomość okaże się być egoistycznym kmiotem. Myśląc, że hajs stawia go ponad zwykłymi śmiertelnikami, nie zawaha się przehandlować własnej matki za suche gatki i miejscówę w bunkrze. Z tego powodu, niebawem dopadnie go karma w postaci wyjątkowo groteskowej śmierci, na przykład wyzionie ducha pod spadającym toi-toiem, czym ubawi Cię do łez, zwłaszcza, że będziesz już wiedział, że uroczy psiak jest bezpieczny.

7. Włosy

Nieważne, czy klęska żywiołowa złapała ją, gdy akurat była w supermarkecie, kościele, pracy czy siłowni – możesz być pewien, że główna bohaterka będzie miała głowę pełną bujnych pukli, opadających jej swobodnie na ramiona. Jako że jest prawdziwą twardzielką i niestraszne jej wichry, burze i meteory, nie zwiąże ich przez cały film, jak niepodległości broniąc swojego prawa do grzebienia i prostownicy. Dzięki temu, stawi czoła apokalipsie z idealną fryzurą, niczym Heidi Klum w reklamie Taftu, a tuż po lawinie i tsunami jej włosy będą wyglądały lepiej niż Twoje po odżywce z olejku arganowego, mleka jednorożca i łez feniksa. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie.

8. Żarty, żarciki

Nic nie rozładowuje napięcia tak, jak dobry żart sytuacyjny. Niestety, w filmach katastroficznych w miejsce dobrych żartów mamy kulawe suchary, i tak, tuż po ocaleniu ją przed potokiem śmiercionośnej lawy, główna bohaterka rezolutnie podziękuje za gorące przyjęcie, a uratowawszy ukochanego przed spadnięciem w przepaść, powie, że musi już spadać. Dżołki sypią się przy każdej okazji, przede wszystkim, gdy bohater jest sam i postanawia rozbawić samego siebie, błyskotliwie komentując sytuację. Pomimo swej zaawansowanej suchości, żarty jednak wywołują uśmiech na twarzach Polaków – dobrze wiedzieć, że za wielką wodą też są fani „Chwili dla Ciebie”.

9. Wzruszenie

Żeby zrównoważyć bezustanny ubaw i ocalić boki widzów przed zerwaniem, twórcy filmów katastroficznych przeplatają pełne humoru dialogi momentami wzniosłymi, niczym ostatnie pożegnanie Krystyny Lubicz. Po mistrzowsku budując napięcie, postawią swoich bohaterów w obliczu sytuacji tak dramatycznych, że klasyczny polski andżej mógłby zdobyć się najwyżej na zdrowaśkę, tymczasem pan główny bohater wypowie coś w rodzaju „odzyskamy nasz dom” lub „chodź, maleńka, uratujmy naszą córkę”. Okazuje się jednak, że ta maestria słowa to nic przy tekstach, jakimi przy odrobinie szczęścia uraczy nas głowa państwa…

10. Świat czyli USA

Jeśli masz szczęście i oglądasz film typu 10/10, prawdopodobnie już od pierwszych chwil bohaterom towarzyszyć będzie prezydent Stanów Zjednoczonych, męski, mężny i strapiony. Dzięki serii mądrych decyzji, bezbłędnie pokieruje naród ku zgodzie i bezpieczeństwu, a w momencie kulminacyjnym, bez wahania odda swoje miejsce w schronie atomowym kulawej sierotce z króliczkiem-maskotką, prawdopodobnie rudej. Jeśli masz pecha i oglądasz zwykłe 7/10, będziesz musiał zadowolić się flagą USA, uszytą naprędce ze starych skarpetek i mchu, łopoczącą na wietrze we wzruszającym tańcu nadziei. W obu wypadkach, napisy lecące w rytm utworu łudząco podobnego do hymnu USA sprawią, że poczujesz się dumny z tego, że jesteś Amerykaninem i dopiero wyjeżdżając z kinowego parkingu na polską szosę kapniesz się, że przecież nie jesteś.

Nie wiem, jak można nie kochać takiego kina. Bawi, uczy, wzrusza, rozwija, w dodatku poszerza horyzonty, bo gdyby nie „2012”, żodyn do dziś by nie wiedział, że Yellowstone to tak naprawdę wielki wulkan. ŻODYN. „San Andreas” jest wszystkim tym, czego człowiek szuka w filmach katastroficznych, w dodatku miał to, czego inni nie mieli, czyli The Rocka. Mimo braku prezydenta, daję więc mocne 11/10. Byłoby więcej, ale The Rock nie zdjął koszulki. A Wy, na co chadzacie do kina?