MUFFINY TYPU „O JA CIĘ”

1 czerwca 2015

KONSERWACJA FUTRA

1 czerwca 2015

9 RZECZY, KTÓRE CZYNIĄ MNIE ŚWIREM

1 czerwca 2015
boskie muffiny (1)
THRILLER (1)
9 RZECZY (1)

FlowMummy opublikowała wczoraj tekst z trzynastoma wstydliwymi faktami na swój temat. Czytałam sobie, chichocząc pod nosem, aż dotarłam do punktu, który mnie zaszokował: po raz pierwszy znalazłam kogoś o dziwactwie takim samym, jak moje!

Zakwiczałam z radości i natychmiast wysmarowałam u niej komentarz, po czym pomyślałam sobie, że takie drobne grzeszki to i tak jest liga juniorów przy tym, co mnie umila każdy dzień. Zestaw zaburzeń, natręctw i odpałów, jakimi obdarzyła mnie hojna Matka Natura, na początku bawi, żeby później zadziwiać, a na końcu przerażać. Postanowiłam więc zdobyć się na chwilę prawdy i podzielić się z Wami najostrzejszymi jazdami, jakie mam wgrane w softa. A zacznę od odchyłu, który połączył mnie z FlowMummy:

1. Resztka na dnie

Biorę kubek i wypełniam go kawą lub herbatą. Na początku jest zbyt gorąca, żeby ją pić, patrzę więc na nią karcąco, motywując, żeby nieco wystygła. Ewentualnie, w sezonie wichrów i mrozów, splatam na naczyniu ręce i grzeję się, fantazjując o czerwcowych upałach. Wreszcie ciecz osiąga temperaturę zdatną do spożycia, siorbię więc, popijam, roztapiam kostkę czekolady, tudzież zabijam w pośpiechu pragnienie. Aż zostaje on: ten ostatni łyk na samym dnie.  Odrobinka płynu, która dzieli mój kubek od opróżnienia. I bez względu na to, czy zaparzyłam sobie wielki, półlitrowy kubek herbaty, czy malutką filiżankę na fikuśnym spodeczku, nie ma opcji, żebym to wypiła. Ostatni łyk jest już zimny i obleśny, więc wylewam go do zlewu. Chyba, że zapomnę wylać – wtedy do porządku przywołuje mnie głośne, mało wyszukane wykrzyknienie dezaprobaty z ust tego, kto właśnie pakował naczynia do zmywarki i zachlapał tą resztką podłogę, zmywarkę, szafki, ścianę i własne nogi. Ajm sory.

A jeśli umrzesz- (1)

2. Początki i końce

Piętki chleba są super. Kocham piętki chleba. Byłabym najszczęśliwsza na świecie, gdyby chleb składał się wyłącznie z piętek – chrupałabym je, z masełkiem lub bez, o każdej porze dnia i nocy, a po paru rozkosznych tygodniach, wynosiliby mnie z domu na noszach. Niestety, inaczej rzecz ma się z pomidorem. Obłe, krańcowe plastry pomidora są prawdopodobnie najobleśniejszą rzeczą, jaka może mnie zaatakować w kuchni. Nie jestem w stanie ich jeść, z trudem ich dotykam. Jeśli nie znajduję wolontariusza, który przejawia na nie apetyt, wyrzucam je do kosza. Wiem: marnotrawstwo, grzech, dzieci w Afryce, wstyd mi, ale nic na to nie poradzę.

3. Pomaluj mój świat

Kiedy miałam cztery lata, dostałam od taty ogromny komplet kredek. Było ich mnóstwo, bo nie dość, że były tam wszystkie kolory tęczy, to jeszcze każdy kolor występował w kilku odcieniach. Od tamtej pory, o każdej porze dnia i nocy, koloruję świat. Patrząc na cokolwiek: ludzi, zwierzęta, meble, ściany, oglądając filmy i reklamy, prasując sukienkę, rozmawiając z Tobą przy kawie, czytając książkę i krojąc warzywa do obiadu, wyobrażam sobie, że rysuję to, co widzę i koloruję za pomocą tych kredek z dzieciństwa. Zastanawiam się, jakie kolory połączyć, żeby uzyskać tęczówkę Angeliny Jolie i włosy Johnny’ego Deppa. Cieniuję, rozcieram, gumuję. A kiedy skończę, zaczynam od nowa. Mój umysł nigdy nie odpoczywa. Kredki są ciągle w ruchu. Z trzema wyjątkami: czerń koloruję klapką z telewizora Elemis, który mieli moi rodzice dwadzieścia lat temu, biel koloruję swoją białą bluzką ze stokrotkami, którą nosiłam w zerówce, a czerwień koloruję kubkiem Nescafe. Spoko.

4. Głośniej

Oglądanie ze mną telewizji i słuchanie radia, to prawdziwa męczarnia. Nie pozwalam bowiem ustawić głośności na poziom inny, niż te, które są na Oficjalnej Liście Liczb Autoryzowanych. Liczbami owymi są: 1,2,3, wszystkie wielokrotności piątki, 7, 13 i 18. Prawdziwy dramat zaczyna się wtedy, kiedy żadna z głośności za wspomnianych poziomach nie jest odpowiednia, bo na przykład na piątce jest za cicho, ale na siódemce jest już za głośno. Co wtedy robić, jak żyć? Odpowiedź jest prosta: prędzej wyłączę telewizor w połowie filmu, niż ustawię głośność na szóstkę! Jednym z najpiękniejszych okresów mojego życia był ten, kiedy jeździłam samochodem, w którym głośności radia nie były przypisane żadne liczby. Był to czas absolutnej wolności, choć i pewnej dezorientacji – przez pierwszy miesiąc nie wiedziałam, po czym poznać, że Wojciech Mann mówi odpowiednio głośno.

monk1

5. Wata

Ludzie bywają uczuleni na trawy, krewetki, mleko, cytrusy i zwierzęta domowe. Ja jestem uczulona na watę. Od dzieciństwa, nie jestem w stanie znieść dotyku waty, a na jej widok kulę się w sobie, robi mi się słabo i dostaję wysypki. Podobnie rzecz ma się z aksamitem. Jego dotyk jest dla mnie jak polewanie dłoni kwasem, a kiedy przez przypadek otrę się o czyjeś dziecko odziane od stóp do głów w aksamit, momentalnie tracę oddech. Kiedy już po śmierci pójdę do piekła, znęcające się nade mną diabły będą owijać mnie w watę, ubrane w dziecięce ubranka z misia.

6. Stop stopom

Jest mój on i jestem ja. Żyjemy sobie spokojnie, kochamy się bezgranicznie, dzielimy radości, troski, sypialnię, jadalnię i ostatni kawałek ciasta. Możemy się miziać po uszkach, pleckach i ramionkach, leżeć pod jednym pledem na kanapie i turlać się po trawie. Jest jednak jedna granica, której przekraczać nie wolno. Są nią stopy. Nie, nie moje – moje stopy są bardzo przyjazne, lubią być masowane, smarowane, chętnie tańczą i słuchają Bacha. Kiedy jednak czuję dotyk cudzej stopy, czuję się, jakby wysypano na mnie wiadro pełne dupek pomidorów. Jeszcze gorzej jest, kiedy czyjaś stopa dotknie mojej stopy. Jest to uczucie przeszywające mnie i zostawiające głębokie ślady w mojej psychice. Tak jakby z moją psychiką nie było dostatecznie źle.

7.  Równość i sprawiedliwość

Czasem przez przypadek uderzę się w stopę. W takich momentach odczuwam poważny dyskomfort – nie dlatego, że boli, po prostu wiem, że druga stopa nie została uderzona. Nie mam wyjścia i muszę jej wypłacić, tak solidnie, żeby było po równo. Żeby jednak nie było niesprawiedliwie, że jedną stopę faworyzuję i była pierwsza, zaraz potem uderzam się jeszcze raz, tym razem w stopę, która wcześniej była druga, a następnie czwarty raz, w tę, od której całe to szaleństwo się zaczęło. To samo robię z dłońmi, palcami, łokciami i nogami. Wystukuję paznokciami sekwencje bazujące na czwórkach, wybijam rytm na obie strony, liczę oddechy, dzielę je i powtarzam. Ma być po równo. Byłabym świetną matką rodziny wielodzietnej.

swir1

8. Słów cięcie – gięcie

Odkąd opanowałam alfabet i tabliczkę mnożenia, swoją życiową misją uczyniłam rozkładanie zdań na części pierwsze. Specjalizuję się w szukaniu środkowej litery w słowie oraz środkowego słowa w zdaniu, obliczaniu średniej arytmetycznej ilości liter w słowach danego zdania i określaniu ilości sylab. Szczególnie dotkliwie atakują mnie one z przydrożnych billboardów i telewizyjnych reklam. To cud, że dostałam prawo jazdy…

9. Twoje imię pięknie pachnie!

Wszystkie powyższe odchyły wymiękają jednak przy najbardziej egzotycznym spośród wszystkich moich skrzywień: synestezji. Tak jak moja mama i babcia, od urodzenia jestem synestetką, czyli mam pomieszane zmysły. Kiedy słyszę dźwięki, mój mózg generuje obrazy, zapachy i faktury (ale nie że VAT, tylko że szkło, papier i drewno), natomiast słowa, kolory, liczby i litery mają dla mnie osobowości. Skutkiem tego, słowo krzesło jest czerwone i zdenerwowane, a piątka jest niebieska i radosna. Innymi słowy – od dzieciństwa, przed oczami latają mi wzorki i kolorki. Jeśli chcecie, kiedyś Wam o tym napiszę.

Całe szczęście, że wszystkie te urozmaicenia męczą tylko mnie, a jedyne, czym drażnię mojego onego, to za ciche filmy i marnowanie herbaty… No, ale dość o mnie. Przecież wiem doskonale, że nie ma czegoś takiego jak normalność, więc sami nie jesteście lepsi… Gadać mi tu, tylko szczerze: jakie macie odchyły?

  • Stopy luzik. Za to uszy… Nienawidzę jak ktoś mnie całuje po uszach! Fuuuuj.

  • K.

    Aj love ju! Też tak mam ze stopami! Koleżanka z grupy:D

  • A, no i nienawidzę zapachu ziołowych cukierków i herbatek. Kiedy byłam mała na żołądku stanęła mi skórka z pomidora. Cały dzień bolał mnie brzuch. Mama w końcu wpadła na pomysł, żeby mi zaparzyć miętowej herbatki. Wieczorem, po powrocie z pracy. Wypiłam szklankę i wymiotowałam pół nocy. Od tamtej pory jak tylko czuję zapach ziołowych naparów od razu mi się podnosi…

    • mary_ann

      Generalnie lubię zapachy ziół, ale w trakcie okresu nie ma mowy, bym użyła podpasek o zapachu rumianku (no, chyba że nie mam wyjścia ;)). Brrr, wręcz zbiera mi się na wymioty na samą myśl o nich.

  • Alyssa

    O matkooo <3 też mam tak, że jak uderzę się w stopę, to uderzam też drugą i tak w kółko :D z rękami, biodrami, udami, wszystkim też tak mam XD nie jestem sama <3
    Kocham twojego bloga, jet jednym z moich ulubionych ^^

    • Dzięki, buźka :* Jakie to szczęście, że jest nas więcej :D

  • :(

    • martina

      Ja nie cierpie jak ktos dotyka moich wlosow (wizyta u fryzjera jest tortura,ha ha), cala sie gotuje w srodku, wsciekam… mam wrazenie ze od dotkniecia moje wlosy sa brzydkie i od razu bym myla, poza tym musze idealnie ulozyc te wlosy i ktos dotykajac moze je zepsuc, no i to dziwne uczucie po tym jak ktos mnie dotknal w glowe, taki dyskomfort na glowie, ;-)
      Jaki horror przezywam jak jest wiekszy wiatr, i ta panika ze fryzura sie zepsuje. No dramat, co ja mam z tym dziwactwem wlosowym.

  • Ja nie lubię końcówek od pomidorów, ale tylko tych ostatnich, te rozpoczynające mogą być. Zwłaszcza jak są obrane ze skórki, to bym tylko je jadła. Denerwuje też ludzi tym, że pasta do zębów musi być wyciskana od końca, bo jak to tak w środku naciskać, przecież brzydko to wygląda. Nie pozwalam też się zagoić strupom i innym takim, bo denerwuje mnie ich posiadanie, chociaż dobrze wiem, że bez tykania zagoją się szybciej.

    • Mrs.Lucky

      Mam to samo z pastą!

    • Moja przyjaciółka też non stop dłubie sobie w strupach, nie mogę na to patrzeć :D

    • To ja mam tak z syfami jak ty ze strupami. Strasznie mnie wkurzają i zaraz je wyciskam, chociaż nie powinno się tak robić. Dobrze, że nigdy nie cierpiałam na trądzik i raczej sporadycznie coś mi się pojawia (najczęściej przed ważnymi wydarzeniami i imprezami, oczywiście na środku nosa), bo inaczej to moja skóra byłaby w tragicznym stanie.

      • trądzik krył się pod „innymi takimi”. Niestety, czasem mnie porządnie wysypie..

    • Maciej Słupski

      „Denerwuje też ludzi tym, że pasta do zębów musi być wyciskana od końca, bo jak to tak w środku naciskać, przecież brzydko to wygląda.” O! O! O! Dokładnie! :D

  • Mrs.Lucky

    Wow! Ty to jesteś jednak poważnie rąbnięta :D Mam to samo z głośnością, biciem się po równo na każdą stronę i stopami!!! Jak super! :D

  • BasiaS

    Ja jak dodaję to mnożę. W sensie teraz już mniej niż za dzieciaka, bo wyręcza mnie kalkulator w telefonie, ale jeśli to robię w pamięci to 6+7 obliczam jako 2*6+1. Jak jest x+9 to mój mózg mówi ‚następna dziesiątka i x-1′ czyli 7+9 to 7-1+10
    Zawsze moi znajomi powtarzali, że dłużej by im zajęło wymyślenie tego sposobu, niż po prostu zapamiętanie że 6+7=13, ale ja już tak mam i na to nie poradzę ;)

    • „jak dodaję to mnożę” <3 coś jak Forrest Gump, który jak szedł, to biegł :D

    • jak mnożę to odejmuję od kolejnej dziesiątki, ale tylko jak jest x9. 6×9 to 6-1+10-6

  • Ooo, to ja mam trochę podobnie z tymi liczbami – obojętnie, czy chodzi o głośność w tv, czy o wartość jasności na monitorze, czy o poziom kontrastu w Photoshopie, czy o cokolwiek innego, co wyrażane jest numerami – mogę ustawić tylko na PARZYSTE! Czasami, gdy obrabiam fotki (a obrabiam często, bo jestem fotografem) mnóstwo czasu tracę na to, by dana wartość wskoczyła mi na numer parzysty!;)

  • Natalia Kaplita

    3, 4, 7, 14, 21. Tyle minut może się coś gotować. Ryż 14. Jeszcze nie gotowy? To 3 minuty więcej. Ryż rozgotowany? Zmudedżeg.
    Zapalniczki, zapałki i małe naklejki (jak na bananach albo na jabłkach). Tak obleśne jak spływająca chara z parapetu na dworcu głównym. Końcówka ogórka jeszcze bardziej.
    I pępek. Nikt nie może dotknąć mojego pępka.

  • Joanna

    Ja nie lubię jak ktoś mnie dotyka po brzuchu. Całowanie jest w ogóle blee i odrazu się kule wtedy w pozycję embrionalną. Od kiedy jestem w ciąży jest strasznie bo każdy chce podotykać, a ja się cofam jakby mnie mieli macać rozgrzanym pogrzebaczem :) Jak patrzę na różne przedmioty to chce odrazu wiedzieć jak się je produkuje i kombinuje jak je składają na linii produkcyjnej. Mieszam herbatę/kawę zawsze najpierw w zgodnie ze wskazówkami zegara a potem przeciwnie, zgodnie zawsze licze i potem przeciwnie mieszam 2 razy mniej.. Takie o…

    • Dobry system! Jakie to szczęście, że nie słodzę. Co to by się działo…!

    • „Jak patrzę na różne przedmioty to chce odrazu wiedzieć jak się je produkuje i kombinuje jak je składają na linii produkcyjnej” ja chodzę na pokazy iluzjonistyczne i potem spędzam godziny w necie żeby wynaleźć jak to się robi.. mimo że sama nie mam zamiaru próbować nawet. lubię też znać koniec książki/filmu/serialu.. kocham spoilery

  • No ja z tą głośnością mam jeszcze gorzej bo tylko wielokrotności piątki mogą widnieć na wyświetlaczu. Żadne 2, 7 czy 13… :< Sytuacja, w której albo jest za cicho albo za głośno zdarza się nagminnie. Ale jak ustawiam głośność w aucie na 34 to mnie krew zalewa i muszę mieć 35 :D
    A co do stóp – uważam, że to najgorsza część ciała człowieka, totalnie aseksualna i po prostu brzydka (sorry, fetyszyści). Nie cierpię na nie patrzeć, a tym bardziej ich dotykać. Oprócz swoich oczywiście.

  • Joanna

    i tak tak tak tak! Napisz o synestezji.

  • O, piętki pomidorów – blehhh, za to te chlebowe ubóstwiam od dziecka. Najlepiej z takiego cieplutkiego chleba. Jak byłam mała to potrafiłam obgryźć chleb na około. :D

  • Primo- koniecznie napisz o syntezji! Secundo- stopy są złe. Męskie stopy są złe. Mam niesamowite obrzydzenie do męskich stóp i szczytem fizycznego oddania u mnie jest pozwolenie facetowi przy którym zasypiam dotknięcia moich stóp swoimi :D Nie jesteś sama!

  • Neka

    Może to nie aż tak dziwne ale opowiem… generalnie jestem osobą uwielbiającą ciszę i spokój, nie mogę zasnąć jak w pokoju nie ma całkowitej ciemności (musiałam odwrócić router bo mi światełka mrugały…), ale jak zostaję sama w domu gdzie teoretycznie powinnam się cieszyć, bo wreszcie nic mi nie stuka z kuchni czy z pokoju sióstr, nie ma żadnych zbędnych dźwięków to muszę włączyć sobie muzykę, czajnik, zmywarkę, pralkę cokolwiek co genere jakieś dźwięki, bo autentycznie zaczynam dostawać atak paniki jak panuje taka cisza przez dłuższy czas…

    • mary_ann

      Piąteczka, mam tak samo! :)
      Zmuszałam chłopaka do wstania z łóżka, by zgasił/odwrócił/cokolwiek zrobił ze światełkiem przy zasilaczu. Takie małe światełko, a spać nie daje.

      Choć, z drugiej strony, zdarza mi się zasypiać przy zapalonym świetle. Wtedy kołdra ląduje pod oczy. Nie na oczy. Pod. Była współlokatorka zawsze się z tego śmiała. Dziwna jakaś :D

  • Ven

    Nienawidzę gotowanej cebuli. I pora. I farfocli w zupie. O Boże, jakie farfocle są okropne! D:

  • Mateusz Rzońca

    Poczułem się aż przybity taką ilością przypałów na tak małej powierzchni :O

    • Mateusz Rzońca

      A z moich własnych przypałów… chyba powinienem napisać własny tekst, bo jest ich równie wiele. Np. nie jestem w stanie zasnąć wieczorem, jeśli najpierw nie spojrzę na zegarek, nie odczytam w myślach godziny i nie powiem do siebie „dobranoc”. Albo „wyłamuję” sobie palce. O dziwo nie jest to przejaw zdenerwowania. Ale nie ma szans, żebym zrobił tak tylko z jednym palcem. A co jak się reszta obrazi? Najbardziej wkurzające dla mnie jest ciągłe „rysowanie” językiem po podniebieniu znaczków mijanych samochodów. A głośność musi być wielokrotnością piątki, chyba, że są za duże wahania to musi mieć 2 lub 8 na końcu. Inne parzyste są już za blisko ww. piątki :D

      • jak mała byłam, to musiałam się spytać rodziców przed pójściem spać o której wstajemy, nawet jeśli wiedziałam, że jak do szkoły to o 7, bo inaczej to się bałam, że się jutro nie obudzimy :o

        • Mateusz Rzońca

          I weź tu zostań na noc sama :o

        • Boże, jakie to cudne! Hahaha :D

  • Mizu

    Prooszę proszę proszę napisz o synesteji *.* Od kiedy przeczytałam książkę w której główny bohater ją miał zakochałam się w tym słowie i tym zjawisku, chciałabym o nim wiedzieć jak najwięcej, a jak na złość jakoś nie mogę znaleźć takich fajnych informacji, tylko same suche fakty :/

    • Ooo, jaka to była książka???

      • Martynka

        Nie wiem, czy Niżu miała ją na myśli, ale ja czytałam „Poniedziałki są czerwone”.

        • Dzięki! Nie znałam, już kupuję!

  • KasiaC

    O mamo, mamo, jak ja Cię rozumiem z chlebem, pomidorem i uwielbieniem symetrii ! Największy dylemat: jak się zahaczy małym palcem u stopy o futrynę – czy przywalić drugą stopą, choć wiem, że to nie będzie to samo, czy się zająć masowaniem drugiej…
    Pomidory hackuję w ten sposób, że odcinam baardzo cienką warstwę tuż przy skórze, którą to mianuję dupką, i reszta jest zjadalna. Jak mi się nie chce bawić, nacinam krzyżyk i udaję, że sprawa jest załatwiona.

    • „choć wiem, że to nie będzie to samo” :D Tak właśnie jest!

  • Anna M. Augustowska

    myślałam, że jestem świrnięta, teraz wiem, że to tylko synestezja
    ;)

    • Jeeeej! Piąteczka!

      • Anna M. Augustowska

        PS: u mnie również krzesło jest czerwone!

  • Jest mi słabo na widok nierównych struktur typu pęcherzyki, grudki, wysypki. O dotknięciu takowych nie ma mowy, bo momentalnie moje kończyny robią się jak z waty. Mam schizę na punkcie poprawiania ludzi: mówi się sobie, a nie se i w każdym razie, a nie w każdym bądź razie – to coś co drażni mnie przeokrutnie. No i od małego uważam, że niebieski i zielony są „parą”, tak jak czerwony i żółty i zawsze wszystko układam w tej właśnie kolorystycznej sekwencji.
    Świry tak bardzo :D

  • Potwierdzam, piętki są najlepsze!
    Moje odchyły? Czasami gadam sama do siebie, nie mam talentu do prasowania, bo zawsze ubranie się przypala, więc prasuję na zimno :D

    • Na zimno to jak? :D ja nie prasuję jak coś dobrze wygląda po porządnym strzepnięciu na mokro, a jak już trzeba to parą ;)

  • pod punktem pierwszym i drugim, podpisuję się rękami i nogami, a czytając słowo „wata” aż się wzdrygnęłam. od razu przyszedł mi na myśl steropian, dźwięk łamanego steropianu to mój największy koszmar. dzień dobry, mam na imię Karolina, to mój pierwszy raz w stowarzyszeniu dziwaków.

    • Cześć, Karolina! Rozsiądź się! Kawa czy herbata?

      • kawa, tylko uważaj przy wkładaniu do zmywarki ;)

  • Kotekso

    No to tak:
    – mam obsesję ładnego pisania (rzadko kiedy mi się zdarza) i wgl. ładnego zapisywania notatek z lekcji. Jak mi nie wychodzi to strasznie się wkurzam na siebie.

    – zawsze zostawiam koniuszek kiełbasy. Tą dupkę.

    – jak mam coś podać z kuchni to biorę to „w dwa paluszki” (w sensie jedzenie)
    I też czekam na wpis o synestezji :)

    • Gdy jeszcze jadałam mięso, koniuszek kiełbasy spotykał ten sam los, co koniec pomidora.

      • Mateusz Rzońca

        U mnie ten los często spotyka końcówki ogórków kiszonych…

        • Kiszonych nie, ale zielonych jak najbardziej :)

          • Mateusz Rzońca

            Z zielonych to normalka akurat. Bo to trochę jakby wsuwać ogonki z jabłek :)

          • Z obranych też :) – zaznaczam. Pierwszy odkrojony plasterek jest dupką i ląduje w koszu :)

    • Z tym pisaniem też tak mam. Notatki na studiach robiłam na przykład dwa razy – raz na zajęciach, a potem drugi raz w domu „na czysto” :) Teraz w pracy nie raz wyrzucam brzydkie notatki innych zastępując je ładnie przeze mnie napisanymi wersjami.

  • Paula Babska

    haha, uwielbiam czytać takie zwierzenia! od razu człowiekowi raźniej – bycie świrem jest fajne tylko w grupie. :D mam sporo odchyłów tego typu, ale chyba najbardziej ostatnio mnie irytuje nieustanne LICZENIE, tzn. dodawanie cyfr w godzinie. np. teraz jest 21:21, więc będę patrzeć na godzinę, dopóki nie dodam wszystkich cyfr w różny sposób. najlepiej, jak jest coś w stylu 16:49, wtedy są dwie piękne dziesiątki – 6+4 i 9+1… przy takich ładnych kombinacjach potrafię spędzić minutę, patrząc na wyświetlacz telefonu/komputera/gdziekolwiek ta godzina się wyświetla i jestem zła, że potem już nie jest tak równo…

    i nienawidzę stóp! najlepiej, żeby żadna stopa się do mnie nie zbliżała; ani nikt do moich stóp, bo umieram. podobnie nie lubię, gdy ktoś dotyka moich dłoni, a zdarza się to dosyć często, bo zawsze mam długie, naturalne i pomalowane paznokcie i ludzie z uporem maniaka chcą je oglądać. bardzo często liczę w myślach do trzech i wyrywam dłoń jak najdalej od tej osoby. :D nie wiem, czy to wszystko wynika z tego, że baaardzo długo nie lubiłam swoich stóp i dłoni, ale zawsze zwracam na nie uwagę u innych osób, zwłaszcza na dłonie. do tego stopnia, że, gdy myślę o jakiejś znajomej osobie, widzę jej dłonie: kształt, wielkość, paznokcie, każdy szczegół. serio, rozpoznałabym przynajmniej 2/3 swoich znajomych po dłoniach, i to nawet nie tych aktualnie najbliższych… no i brzydkie dłonie są w stanie mnie zniechęcić na amen. :)

    gorący kubek z herbatą lub kawą musi stać w tym samym miejscu, więc z każdym wypitym łykiem macam stół jak niewidoma, by wyczuć, gdzie dokładnie stał, żeby trafić w to samo miejsce. czasami uda mi się opanować w miejscach publicznych. a czasami, niestety, macam stoły jak świr. jeśli chodzi o głos w telewizorze, najlepiej, gdy nie jest parzyście. ze zmysłami też mam coś podobnego, ale raczej nie na tak zaawansowanym etapie, chętnie bym poczytała coś więcej na ten temat! :)

    pozdrawiam :)

    p.s. jestem zachwycona Twoimi paznokciami na zdjęciu!

    • Haha dziękuję! Paznokcie są ważne w życiu ;) KOCHAM, jak elementy godziny tworzą dziesiątkę. I ceny w sklepie. 4+6 to jest w ogóle mistrzostwo świata <3

  • Asia

    Nie zasnę, jak nie pomyślę co ubiorę następnego dnia.
    Mojego pępka też nie można dotknąć, kolan też nie ;)

  • juss

    nigdy nie ustawiam budzika na pełną godzinę… jesli powinnam wstać o 7, ustawiam budzik na 6.59 albo 7.01 :) Nie zasnę gdy przed moim nosem coś leży (drugi człowiek, bądź poduszka)

    • Też robię to coś z budzikiem!

  • Justyna Formas

    A już myślałam że to ze mną jest coś nie tak :D Podpinam się pod stop stopom :D Mam tak samo :) Do tego nienawidzę mycia garów… Obrzydzają mnie te resztki które zostają w wodzie po umyciu garów dlatego moletuję mojego o zmywarkę :P Grożę mu że zacznę myć gary pod bieżącą wodą i puszcze nas z torbami :P Aaa no i oczywiscie sprawdzanie dat ważności potrafię stać pół godziny w sklepie i obracać słoik ogórków czy butelkę wody mineralnej tak długo póki nie znajdę daty ważności i mam problem ze zjedzieniem czegoś u kogoś bo nie wiem czy to nie było po terminie :P

  • Lady Shepard

    Z herbata i kawą mam tak samo..nawet rozpuszczalna ma mikrofusy, które niesłychanie drażnią me podniebienie..w kwestii jedzenia ser zawsze musi być na spodzie, czy to pod wędliną, czy pomidorem..a pomidor zawsze na wierzchu..jeśli ktoś poda mi kanapkę ze zmienioną kolejnością warstw to będę przekładać po swojemu..u Ciebie jest wata, a u mnie styropian i stare emaliowane garnki, w których zeszła emalia, aż mi się słabo robi, podobnie na myśl o cudzych stopach..nie zależnie jakby cudowne, gładkie i pachnące były, stopy są stopami i są fu..a co do nieustannej pracy mózgu to ja odtwarzam w głowie różne sytuacje z życia i tak jakby przemodelowuję je..np. nie potrafię się odszczekać się jak ktoś mnie obraża, więc później moja głowa tworzy potencjalne scenariusze, jak mogłabym odpowiedzieć..mam też tendencje do odpływania w świat fantazji, myślę o sobie w 3 osobie i kreuję sobie własną rzeczywistość..więcej grzeszków nie pamiętam, proszę o przyjęcie do grona świrów :)

    • Cóż… Jeśli chodzi o odszczekiwanie po czasie, mam do powiedzenia tyle: http://www.fabjulus.pl/2014/10/mistrzyni-cietej-riposty.html Dlatego właśnie spokojnie mogę przyjąć Cię do naszej silnej ekipy :D

      • Lady Shepard

        Prawie się popłakałam ze śmiechu :) dokładnie tak to wygląda z tymi ripostami :) cieszę się, że nie jestem sama :)

  • Zuzanna Bąk

    Ja natomiast nie lubię dotykania pępka, a jak nie daj Boże, leże wtulona w mojego lubego a on mi przez przypadek szturchnie nogą, złapie lub położy nogę na moją rzepkę. No krew mnie zalewa od tego uczucia! Na szczęście nie zdarza się to już często :)

  • Ania

    Ja z kolei nienawidzę piętek chleba, musiałby mnie koń sto razy kopnąć żebym takową zjadła.
    Z resztą to samo jest z dupkami pomidorów i innymi takimi podobnymi :)

  • Ola Gil

    8 i 9 – mam to samo :D Z tym że nie szukam środkowego słowa w zdaniach, a sprawdzam jak układają się litery w sylabach (np słowo ananas jest ładne, bo można je podzielić na dwie części po trzy litery i jedna ma na środku spółgłoskę a na bokach samogłoski, a druga na odwrót). Co do zmysłów, to odbieram różnymi zmysłami zapachy – czuje ich ciężar, widzę kolor i konsystencję, ale nie potrafię opisać zapachu zapachem. A, jeszcze jedno – kiedy widzę tablicę rejestracyjną rozkładam ją na czynniki pierwsze. Np cyfry 9458 są ładne, bo można z nich zrobić 14 i 14 (9+5 i 4+8) a z tego można zrobić 7777, więc ładnie. Z tym, że wszystkie chwyty dozwolone, czasem sumuję liczby czasem odejmuję, a czasem np z cyfr 3 i 3 robię liczbę 33. Omg to jednak trochę dziwne jak się tak o tym pisze.

    • mary_ann

      Słowo SEDES też jest ładne xD Po obu stronach D są te same litery, w lustrzanym odbiciu; poza tym fajnie pisze się to słowo na klawiaturze ;D
      O, a jeśli chodzi o klawiaturę, uwielbiam układać wyrazy z liter leżących obok siebie. I tak powstaje KLOP (znów słowo związane z toaletą ;p), KIJ, ch*j bez literki C, DESER, SAD itd. ;)

    • Ale super! Piona!

  • Łomatko! :D Strzelę teraz wyznaniem, ale… czuję się jak stalker, serio. Twój stalker, tadaaam (!), to JA. Dopiero przy wpisie o muffinach pisałam, że „mam tak samo” i bla bla, a teraz przeczytałam o synestezji i od razu miałam napisać komentarz. No, ale myślę sobie „nie, zaczekam do jutra, teraz przecież nie mam już czasu”, zamknęłam blog i… zaś wlazłam, bo chichałam się do siebie. No, nie daje mi to spokoju! „A” jest przecież zawsze czerwone, dla mnie normalka! ;)
    Po wpisie, jaki zaplanowałam najbliższy, napiszę chyba też o swoich dziwactwach, bo od razu kilka mi przyszło do głowy. Kupa śmiechu z tym wszystkim :)

  • Jakkolwiek to nie zabrzmi – Twoje dziwactwa są świetne!
    Też mam parę, ale wymienię tylko te główne: ubrania w szafie muszą być powieszone na wieszakach (ustawionych w jedną stronę) i to kolorystycznie, a jeśli mam np. 5 białych bluzek to od lewej muszą być te z najkrótszym rękawem. Kiedy mam ze sobą banknoty, to są one zawsze poukładane nominałami i również ułożone w jedną stronę (po wydaniu mi pieniędzy przez ekspedientkę potrafię stać w kolejce zanim ich nie ułożę). W dodatku za każdym razem gdy wchodzę do jakiegokolwiek pomieszczenia, to pierwszą rzeczą jaką robię, jest sprawdzenie ” obszaru za drzwiami” – mam schiza, że za drzwiami czai się ktoś z siekierą albo nie daj buk podobny do mnie wariat. Nie zostawię także w spokoju „blaszki” po tabletkach, tylko dokładnie zeskrobię z nich folię poświęcając paznokcie. Nie lubię też kiedy ktoś dotyka moich włosów i jak tylko poczuję czyjeś paluchy w pobliżu to odwracam się z szybkością światła i zdezorientowanym spojrzeniem. Ciężkie życie świra – a jeszcze nie wyczerpałam tematu…

    • Ja mam najkrótszy rękawek z prawej, ale to pewnie dlatego, że jestem lewostronna. Z banknotami mam też podobnie :) szkoda, że inni tak nie mają i każdą zmianę w pracy zaczynam od ich układania w kasetce :P

    • Anula

      O rajuuu ale fajnie że ktoś tez tak ma :) znaczy z ubraniami i innymi rzeczami. U mnie w szafkach absolutnie WSZYSTKO ma swoje miejsce :) talerze w suszarce, garnki, słoiczki itp ubrania muszą być równiutko poukładane i koniecznie kolorami no i najgorsze :) zrelaksować się nie potrafię dopóki wszystkie rzeczy nie trafia na swoje właściwe miejsce :) uffff ulżyło mi. Dzięki Fab za tego posta!

      • Kuuuurcze, taki porządek w szafie to jest moje największe marzenie! Ale po pierwsze, nie mam wystarczająco dużo miejsca w szafach na takie luksusy, po drugie, brakuje mi takiej systematyczności. Ale już niedługo, jak będę mieć własną garderobę, też tak zrobię! <3

  • Cudze stopy są najbardziej obrzydliwą rzeczą na świecie. Tak jak wata, skrzeczące wełniane swetry i celofan (chociaż chyba nie był on tylko dla mnie okropny, bo już w kwiaciarniach jest taki wypasiony, co nie skrzypi). Ja muszę napinać po równo mięśnie pod kolanami (jakkolwiek profesjonalnie to się nazywa). Poza tym nienawidzę jak ktoś odkłada pastę do zębów zamknięciem do góry. Przecież to nie ma sensu!

  • Z tymi stopami to nie jest żadne dziwactwo tylko zupełnie normalna normalność [zresztą wystarczy spojrzeć na komentarze :P].

    Ja nie potrafię zjeść obiadu, jak jest źle ułożony na talerzu – według zasady trójpodziału obiadowego mięso ma być z przodu, surówka z tyłu z lewej, ziemniaczki z tyłu z prawej – jak podadzą inaczej, będę przekładać, bo źle położonego jeść nie potrafię :)

    Tą trójką to mnie trochę przestraszyłaś :P

    • Z tym układaniem na talerzu to też wiele osób tak ma! Ale jesteście dziwni ;)))))

      • Paola

        Też tak układam kotleta….

  • „Kiedy jednak czuję dotyk cudzej stopy, czuję się, jakby wysypano na mnie wiadro pełne dupek pomidorów.” – genialne :D Jesli o mnie chodzi, to nie jestem w stanie przeczytać książki, którą kupiłam sobie sama, ale jako druga. Przypuśćmy, że czytałam akurat jeszcze jakąś zaległą i za tę nowo kupioną zabrała się moja mama… O nie! Nie tknę jej już wtedy, została zbeszczeszczona, pozbawiona dziewictwa, historia przeczytana pewnie straciła na wartości i książka już mnie tak nie wciągnie! Inną kwestią jest ułożenie jedzenia na talerzu. Na górze muszą być ziemniaki/kasza/kluski, po prawej na dole mięso, po lewej na dole surówka/wszelaka zielenina. Inaczej mam mindfuck, plączą mi się ręce i nie wiem jak to nałożyć na widelec.

  • Ja nienawidzę ryb w stanie kompletnym, brzydzą mnie, do ręki tego nie wezmę, do akwarium w pokoju muszę siedzieć plecami, albo zasłaniać je kocem. Ale przygotowaną przez kogo innego zjem. :D

  • Napisz o synestezji, to bardzo ciekawe :)
    Jedyne z czym się nie zgodzę, to że była byś dobrą mamą rodziny wielodzietnej bo ma być po równo, smaruję właśnie o tym wpis, że ma być sprawiedliwie, a sprawiedliwie nie znaczy tak samo :)
    Moje odchyły:
    1. Herbaciany – nie cierpię nalanych nie „do pełna” kubków. Ma się nie wylewać, ale musi być pełny, bo będzie mi brakować tego łyczka.
    2. Pierś kurczaka – nie poddam obróbce dopóki nie wytnę tej okropnej żyły ze środka. Po zabiegu to już nie przypomina filetu…
    3. Nerwica natręctw..
    4. Skarpetki. Muszą idealnie przylegać, żadnych fałdek i podwijających się pod paluszek szwów nie mogę znieść.
    5. Mam własną matematykę, liczę wszystko tak na około i tak inaczej niż wszyscy, że w opinii osób, które się z tym moim liczeniem spotkały, strasznie lubię utrudniać sobie życie, a dla mnie tak jest łatwiej :D
    6. Będzie tego bo wpis mi wyjdzie :)
    Ciekawie masz w głowie, pozdrawiam :)

  • Ja jestem świrem, bo mam dziwne lęki. Nawet pisałam o tym dzień wcześniej u siebie. W zasadzie to boję się praktycznie wszystkiego np. szeroko rozumianego gotowania. Aczkolwiek przygotowanie muffinów to całkiem co innego:D

  • Katarzyna Bryg

    A ja z całego serca nienawidzę rodzynek. Tylko najdziwniejsze jest to, że dotyczy ich to tylko wtedy, kiedy są np. w serniku lub w serze do naleśników. Jak występują oddzielnie, to moge się nimi zajadać. :D

    • Grocrafty

      O, a ja mam odwrotnie, nienawidzę rodzynek, za to moja ulubiona drożdżówka jest własnie z rodzynkami:)

  • jejku, ja tez mam sporo odchyłów :) jak idę po ulicy nie mogę przejść między dwoma słupami, choćbym musiała przejść na drugą stronę ulicy, sama myśl o taki czynie wywołuje u mnie atak paniki a u mojego męża atak śmiechu. Kawę poranną mogę wypić tylko z przeznaczonych do tego kubków – część jest herbacianych i nie wolno z nich pić niczego innego. Też mam hopla na punkcie poziomów głośności i wszyscy wiedzą, że u mnie w samochodzie pewne głośności są niedopuszczalne (np. 6 i 11, bezpieczne są 5 i 7), podobnie jak w domu (bezpieczne 21, 25 i 33). Książki na regale muszą być idealnie ułożone czasami potrafię się na nie przez godzinę gapić a potem przełożyć jedną z jednej części półki na inną, bo tam będzie lepiej pasować.
    Jak ktoś zostawi otwartą przez przypadek szufladę (czy to u nas w domu czy gdziekolwiek indziej gdzie jestem) to nie mogę się na niczym skupić póki szuflada nie zostanie domknięta, mam w sobie niepokój absolutny:). Moją ulubioną cyfrą jest 3 i uwielbiam jej wielokrotności, doszukuję się ich we wszystkim co fajne. Jestem fanką rejestracji samochodowych – zawsze jak widzę jakąś nietypową dla naszego regionu to muszę wiedzieć skąd jest, poza tym mam zapamiętane większość numerów rejestracyjnych na naszym osiedlu i jak „spotykam” te samochody na mieście to mówię – o! to samochód z naszego osiedla. Poza tym w moim numerze rejestracyjnym jest końcówka z literami PT i zawsze jak widzę jakiś samochód z taką końcówką na mieście zapamiętuję co to było i zastanawiam się czy właściciel rejestrował ten samochód w urzędzie tego samego dnia co ja.
    Już nie mówię o takich oczywistościach jak siadanie zawsze w tym samym miejscu np. jak jestem u kogoś.
    Tak, wiem, mam poważne problemy :):):)

  • Oo, a u mnie dni tygodnia mają kolory – poniedziałek jest niebieski, wtorek jasnoczerwony, środa czerwona, czwartek zielony, piątek niebieski, ale jaśniejszy od poniedziałku, sobota ma kolor wtorku, a niedziela jest pomarańczowa. Mam tak od dziecka, nie mam pojęcia dlaczego.

    I nienawidzę cebuli, ale nie jej smaku, tylko sposobu w jaki chrupie. Chętnie jem cebulę, jeśli ktoś ją zmiksuje albo rozgotuje i jej faktura jest niewyczuwalna, ale niech mi tylko jakiś kawałek chrupnie w ustach, to mam ochotę zwymiotować, obrzydliwość.

    • To proste: pewnie jesteś synestetką :) Ja zawsze muszę być przykryta, nawet kiedy jestem w tropikach i jest parno, duszno i wilgotno :)

  • Muka

    Fab, kadr z „Dnia Świra” pasuje tu jak ulał. Właśnie ten film pozwolił mi zorientować się, że mam te wszystkie natręctwa :D Bo ja też liczę, wystukuję sylaby palcami, dzielę słowa i zdania, szukam symetrii dookoła (nie przekłada się to na porządek w domu, po prostu idę ulicą i np. widzę jakiś szyld i od razu dzielę napis na połówki, ćwiartki itp.). Na całe szczęście świat mi się nie zawali, jak nie usiądę, wróciwszy się na chwilę do domu – tego etapu mam nadzieję nie osiągnąć. Jeśli tak kiedyś będzie, powiem lekarzowi. Moja siostra z kolei ma od lat problemy ze skupieniem się na książce (a kiedyś czytała jedną za drugą), bo zamiast na sensie zdania, uwagę koncentruje na liczeniu sylab i jakichś dziwnych konfiguracjach w zdaniu. No, ale my wszyscy, całą rodziną, mamy masę odchyłów. Przynajmniej my dwie się przyznajemy :P
    Czasem zamyślę się tak bardzo, idąc ulicą, że nie zauważam, gdy zaczynam się śmiać na głos z tego, o czym pomyślałam. Nagle orientuję się, że ktoś chyba widzi, więc momentalne buzia z powrotem w ciup i przyspieszam kroku -_-”

    Acha: dziewiątka jest dla mnie brązowo-pomarańczowa, piątka niebieska, czwórka czerwona, ósemka fioletowa :)

    • „Dzień świra” bardzo mi pomógł – zrozumiałam, że nie jestem sama we wszechświecie :D

  • Julia Kozubek

    Moim największym odchyłem jest pedantyczność. Zmagałam się z tym od lat, aż w końcu doszłam do wniosku, że te zmagania zwyczajnie nie mają sensu i czynią mnie jeszcze bardziej nieszczęśliwą. Pogodziłam się z nimi i żyje mi się dużo lepiej :) Kapcie zostawione przy łóżku przez mojego faceta muszą być prosto do linii dywanu. Klatka dla szczurków i kocyk pod nią zgodnie z linią paneli, stół dokładnie pod lampą sufitową, zegarek pod odpowiednim kątem, każda noga stoliczka zgodnie z liniami na dywaniku… I łażę i poprawiam, tak długo aż będzie okej. Wtedy dopiero mogę odpocząć. Aż się boję co będzie gdy facet ze mną zamieszka…

    • A co on na to?

      • Julia Kozubek

        Póki nie każę mu niczego specjalnego robić w związku z tym to jest okej, traktuje to jako mało szkodliwe wariactwo :-) a sama wychodzę z założenia, że skoro to moje odchyły, to ja mam łazić i poprawiać a nie on. Nie jego wina że ma babę wariatkę.

  • gohagoha

    Dokładnie to samo mam z równością i sprawiedliwością! Gdy jedną ręką/nogą mocniej w coś uderzę druga musi oberwać tak samo, gdy podrapię się po lewym uchu prawe też muszę podrapać, czasem udaje mi się to opanować ale niestety zazwyczaj jest to silniejsze ode mnie :(. I później stoję przed czyimiś drzwiami do domu i stukam – raz jedną ręką, raz drugą…
    A, i kocham pralki. Tylko oczywiście te w których widać jak pranie się kręci. Potrafię siedzieć przed pralką i namawiać ją „żeby już się rozkręciła”, patrzeć jak znika kapsułka… Ciekawsze niż seriale :D
    Poza tym uwielbiam wymyślać przypadkowym ludziom scenariusze ich życia i sytuacje w których los mógłby nas połączyć. Ostatnio tak się wczułam, że siedząc na przystanku obok babeczki 50+ zapytałam ją ,,A Artur to już wróciłam z wczasów?”. Po prostu logicznym wydało mi się, że ma syna około trzydziechy, zakochanego w sobie jedynaka, który zostawia ją ze wszystkimi problemami a sam podróżuje po świecie. Do tej pory mi jej szkoda. :(
    Trafiłam tu niedawno, zostanę na dłużej. Pozdrawiam :)

    • Hahaha <3 Wspaniałe! Pralka to ulubiony serial mojej mamy ! :D

  • pola

    Gumy do żucia zawsze przegryzam na pół. Cukierki zawsze biorę parzyście. Nie potrafię przeżuwac z lewej strony jamy ustnej. Nie potrafię chodzić „w parze” po czyjejś prawej stronie – znosi mnie ;)

    • Tak się teraz nad tym zastanowiłam i ja chyba żuję tylko lewą stroną :O

  • Też nie dopijam herbaty do końca)) Z innymi napojami na zimno już problemu nie mam. Uwielbiam chlebowe piętki, jeżeli na śniadanie mamy kajzerki, to mąż zawsze zostawia dla mnie spodki)))
    Nie lubię jak ktoś dotyka moich łokci i nienawidzę ściągniętych/przekręconych skarpetek))))

    • Dot

      Zgadzam się z dotykaniem łokci!

  • pola

    Gumę do żucia zawsze przegryzam na pół. Jedzenie gryzę tylko prawymi zębami. Idąc w parze zawsze chodzę po czyjejś lewej stronie.

  • Chwileczka

    Wygląda na to że jestem przerażająco normalna, chociaż jakby się tak zastanowić…
    Drewniane deski do krojenia, nie ma nic gorszego niż dotyk noża na takiej desce, no może poza dźwiękiem, jaki wydaje taki kontakt. I w ogóle wszystkie drewniane kuchenne utensylia, paskudztwo. Tak naprawdę toleruje tylko wykałaczki. I to też z trudem.
    I zamsz. Też okropieństwo. Zamszowe buty powinny być prawnie zakazane.

    • Ej! A szpilki? Zamszowe szpilki? <3

      • Chwileczka

        O nie. Nawet najwspanialsza szpilka się nie obroni jeśli jest zamszowa.

  • Paola

    Ja mam natomiast manię wycierania blatu w kuchni. Nawet jak jest czysty ale znowu wyjdę z kuchni i wrócę – muszę umyć. W trakcie gotowania przeżywamy horror bo ja cały czas wycieram. Koszmar :|

  • Klaudia Szcz

    U mnie resztki na dnie tyczą się wszystkiego, nie tylko kawy czy herbaty. Zostawiam ostatni łyk w butelce wody, Kubusia, jogurtu pitnego czy w szklance z sokiem. Jest to dla mnie pojęcie zupełnie abstrakcyjne – wypić coś do końca. Na szczęście mój tata ma tak samo, także może jest to uwarunkowane genetycznie :D Mama i mój ony jedynie mogą załamywać ręce i cierpliwie wylewać nasze resztki do zlewu :P

  • Ola

    7! W szczególności objawia się kiedy idę po chodniku, na którym co jakiś czas są paski – każda stopa na takim pasku musi stanąć tyle samo razy. Takie same proporcje między przodem stopy i piętą. Chociażbym miała nienaturalnie drobić albo robić wielkie kroki, ostatecznie MUSI być po równo.

    Mówiłam już, że w ostatecznym rozrachunku między tymi liniami prawa i lewa stopa muszą zrobić dokładnie tyle samo kroków?

  • Mtus190

    Moim największym odchyłem jest fakt, że kiedy idę spać to drzwi od mojego pokoju, drzwiczki od szafek czy też szuflady muszą – podkreślam MUSZĄ – być pozamykane, inaczej nie da mi to spokoju i nie zasnę :) No i oczywiście muszę zawsze spać od zewnętrznej strony łóżka, nigdy od ściany.
    A, i gdy wychodzę z domu, to sprawdzam poprzez trzykrotne naciśnięcię klamki, czy drzwi na pewno są zamknięte.

    • Mam obsesję na punkcie szuflad i szafek… Mogę mieć największy bałagan w całym domu, ale szufladki i szafki muszą być pozamykane :D

      • Dot

        Plus zasłony i firany równo rozmieszczone na żabkach i symetria jak się patrzy.

  • Karolina Piwowarska

    Julia u Ciebie 2 też jest pomarańczowe?:)

    • Nie, dwójka jest niebieska, ale każdy synesteta ma inne przyporządkowanie kolorów :)

  • Kasia

    o, a ja mam coś, o czym nikt tutaj jeszcze nie wspomniał. Kiedy korzystam z worda (nieważne, czy czytam notatki czy tworzę własny tekst) ŻADNE słowo nie może być PODKREŚLONE na czerwono. Jeśli pojawia się krwisty wężyk natychmiast klikam F7 i dodaję słowo do słownika lub, w przypadku chwilowego rozchwiania spowodowanego inwazją węży, „IGNORUJ”. Ot, taka mania.

  • Alyssa

    Pisałam już niżej, że mam tak samo z uderzeniem gdziekolwiek, druga strona też musi dostać XD i tak zaczęłam się zastanawiać, co ja jeszcze takiego dziwnego robię.
    1. Zawsze jak przechodzę obok jakiegoś szyldu, nazwy sklepu czy coś, to czytam sobie te nazwy w myślach. To jeszcze chyba jest normalne, ale dla mnie każda nazwa ma inny ton, i tak lewiatan jest śpiewaczką operową, empik ponurym facetem, matras małą dziewczynką i tak dalej XD
    2. Strzelam palcami gdy mi się nudzi, palcami u rąk, u stóp, nadgarstkami, szyją, kręgosłupem, stopą całą. Ach, współczuję ludziom, którzy są obok mnie, mają piękną orkiestrę XD
    3. Śpiewam sobie w myślach co akurat robię, na przykład: ooooch torba mi spadła i co teraz? No pozbieramy posprzątamy, a co toooo? Podnosimy, och tragedio ma, czy ta torebka nie lubi mnieeee, czy ta torebka gardzi mnąąą, o nieeee tak być nie będzieee, nananannana!
    Ech…
    4. W nocy czasami kompletnie z niczego przypominam sobie jakąś scenę z horroru, potem kolejną i kolejną, masakra…
    5. Podczas obiadu ZAWSZE na początku jem najgorszą część np. marchewki, potem tą lepszą, a najlepszą zostawiam na koniec <3

    I nie lubię piętek od chleba (nie zabijajcie) ani dupek pomidorów ^^

  • Ania

    Koleżanki nie mogą zniesć moich preferencji zywieniowych: nie jem keczupu, ogólnie czerwonych sosów, które moga nosić znamię keczupu. Dalej są pieczarki, makaron (pod każda postacią), rosół (rosół+makaron=ból głowy, to diagnoza mojej babci). Lubię czekoladę, ale ciast czekoladowych nie, mogą być tylko kawałki czekolady, a juz na pewno nie krem czekoladowy, czy rozpuszczona czekolada w środku (browni- fuj). Banany też nie są dobre jak i mleko, maślanka, kefir, śmietana, sernik (drożdżówki z serem włącznie), makowiec. Lody i jogurty na pewno nie malinowe i nie z owocami leśnymi bo mają pestki. Właściwie to ciężko mi to spisywać, tak z głowy nie umiem wymienić moich nielubianych pokarmów, ale przy rozmowach żywieniowych standardowo musi paść- eee… nie lubię tego.
    Poza tym wszystko liczę, kiedyś musiało osiągać odpowiednią wartość, więc doliczałam elementy poboczne. Siedzę w autobusie tylko w wybranych miejscach (choć to powoduje raczej choroba lokomocyjna). Włosy są zakazaną częścią mego ciała- nie można dotykać. Mało kto może się zwracać do mnie w wołaczu, wolę mianownik swego imienia. Życie wcale nie jest takie proste…

    • No ale z tymi ciastami to już przesadziłaś! ;)

  • Ilość moich odchyłów jest przerażająca :p Nie wiem czy chcę się nimi dzielić haha. Ogólnie jestem dość głośna, skacząca i wybuchowa, a do tego uwielbiam walić sucharkami :D

  • Dominika Skorupa

    nie nazwałabym siebie synestetką, bo ogólnie mam niewiele objawów, ale faktura niektórych rzeczy sprawia, że czuję ich smak. Zazwyczaj nieprzyjemny, nie kojarzący się z niczym jadalnym (oooo, to smakuje jak szary papier toaletowy, albo miedziany gwoździk…) i wtedy już mam gigantyczny problem żeby to coś dotknąć… Cofa mnie do odruchu wymiotnego aż.

    Cudze stopy są w miarę OK, tzn nie przeszkadzają mi jakoś wybitnie, ale mojej królewskiej stopy tykać nie wolno. No nie i już…

    Lubię tylko górną część bułki. Ten Mój musi mnie jednak kochać, bo grzecznie pożera doły.

    Czytam te same książki po milion razy, choć znam je na pamięć. Zwykle przypisane są do konkretnej pory roku („Burza” Szekspira tylko wiosną!). A jak nie daj boże trafie na inne tłumaczenie niż to które znam i lubię nie jestem w stanie czytać dalej i wściekam się, na źle przetłumaczone nazwy własne i konstrukcje zdań.
    Podobnie z piosenkami – jeśli mam jakąś ukochaną wersję nie ma opcji żeby spodobał mi się kower. Jeśli kocham kower nie polubię oryginału. Albo wersja koncertowa z nagrania (na żywo ok) to koszmar. Szlag mnie trafia na źle położone akcenty.

  • Dianeczka

    Moje orgazmy maja kolory. Gryzę się czasem w język, żeby nie powiedzieć „cholera! jakie to było nieprawdopodobnie fioletowe!”

  • Ania Brzozowska

    Herbata? O tak! To ja. Ale mam też inne odchyły. Nienawidzę, gdy ktoś wydaje odgłos szczura, mlaszcze i zasypiając wypuszcza powietrze, przez co słychać takie ‚kky’. Aż na samą myśl przechodzą mnie dreszcze, aaa i nic tak nie irytuje moich oczu jak facet miziający się po zaroście, mam wrażenie że głaszcze przez to swoje wszy.. bleee. i jak w dniu świra muszę zawsze zrobić dzióbek układając kaptur, bo jak zrobię dzióbek to nie ma ch.. we wsi! ;)

  • Dominika Pastuszak

    Każdy remont, sprzątanie czy przemeblowanie kończy się bardzo długim układaniem książek. Mam ich sporo, a poukładanie ich tak, żeby były skatalogowane według gatunku, w miarę możliwości autorów i jednocześnie „wzrostu” zamienia się w prawdziwy maraton układania książek. Kiedy ktoś sugeruje mi pozbycie się chociaż części z nich, zaczynam warczeć. Nie jestem wielkim molem, czytam 1-2 książki miesięcznie, ale jakoś tak ciężko pozbyć się kolekcji, którą z uporem maniaka znosiło się do domu przez okres od podstawówki do dorosłości.
    Mój najbardziej irytujący odchył pojawia się chyba wtedy, gdy jest posprzątane. Patrzę z dumą na lśniące mieszkanie i mam ochotę zamordować każdego, kto okrutnie niweczy moją dumę (np. robiąc sobie kanapkę w świeżo umytej kuchni, albo postanawia zrobić herbatę 2 minuty po tym, jak pozmywałam).

    • Przecież pozbywanie się książek to zbrodnia! :O

    • Aix79

      Mój mąż od razu chce do ubikacji jak tylko wyszoruję i poleję domestosem…atawizm jaki czy co

  • pola

    Wczoraj odkryłam jeszcze coś! Stojąc w kolejce w sklepie, aptece, gdziekolwiek NIENAWIDZĘ, nie potrafię się nie odsunąć jeśli ktoś obcy stoi zbyt blisko mnie! Aż się „otrzepuję” jak odejdę na bezpieczną dla mnie odległość!

  • rodzynki, w żadnej postaci, ale winogrona lubię :D

  • Jejuuuu, stopy. Nienawidzę. Jestem w stanie zabić za to, że ktoś mnie dotknie stopą. Nienawidzę jak robi to mój mąż. Jedyne stopy jakie akceptuje pod każdą postacią są stópki synka ;-)

    • Wiadomo, dzieci do 5 roku życia się nie liczą.

  • Z 1 mam tak samo!

  • Agnieszka Korzeniewska

    Ze stopami mam podobnie:) i uwielbiam pietki od chleba! Mniamm

  • O Boże, w końcu ktoś powiedział głośno to o stopach. Nienawidzę dotyku cudzej stopy! Aż mnie ciarki przechodzą jak o tym myślę. Czasem gdy facet próbuje mnie wkurzyć miźnie mnie stopą po mojej stopie, nodze lub czymkolwiek innym, a ja dostaje białej gorączki i mdłości.. ech ciężkie życie :D i może uznacie mnie za na prawdę dziwną i może nie powinnam o tym pisać (‚internety nie zapominają’), odkąd jestem w złych stosunkach z mamą (wcześniej to się mniej objawiało, ale też byłam ‚brzydliwa’) nie mogę np. zjeść z nią spokojnie obiadu, bo coś mi się robi jak ciamknie, mlasknie wrr.. albo jak mam dotknąć jej buta.. o nie, no way :P a jak mam zapiąć jej np. ramiączko od stanika? koncentruje największą siłę mojej woli, koncentruję się tylko i wyłącznie na zapięciu, aż pot leje się z czoła i bije sobie w myślach brawa jak to się uda..

  • Kamila Bucka

    umarłam jesteś świetna :)

  • Punkt 9… no w końcu jest na tym świecie taki sam wariat jak ja! Jak trudno mi to komuś wytłumaczyć, że kolory pachną!

  • Trafiłam na Twój blog przypadkiem, ale zostanę na dłużej ;)
    Piętki z chleba… Widzę, że nie tylko ja mam na ich punkcie kręćka ;) Kiedy jestem u rodziców we trójkę toczymy wojnę o piętki ;)
    A osobiście nie potrafię przeżyć kiedy na gorącym mleku robi się „kożuch”.

  • AnSk

    Gdy jem cokolwiek, zaczynam od tego co lubię najmniej, a kończę na najlepszym. Zawsze! I dostaje bzika gdy widzę resztki na talerzu. Jeśli ktoś je ze mną obiad i zostawi np. ostatniego ziemniaka czy liść sałaty, to albo go tym nakarmie na siłe albo sama zjem. To samo z drinkami. Jest to straszne. Potrafię siedzieć w klubie, gadać z koleżanką a w myślach fantazjować jak wlewam jej te biedne roztopione kostki lodu do gardła. To chyba przeciwieństwo twojego ostatniego łyka

  • Joanna Kaliszka

    kiedy sie denerwuje, musze złapać kogoś za mały palec i go pomiętolić. Najgorzej jest w trakcie sesji, ludzie mają sine, spuchnięte dłonie + nie każdy chce dać się „złapać”. A ja SERIO musze kogoś złapać!:/ Moim znajomym śni się po nocach, że ich ganiam i mówię „daj paluszka”.
    Plus nie oglądam seriali, które nie mają jeszcze 3 sezonów bo sie boje, że sie skończą a ja sie już zaangażuje.

    • Czyli np pisząc egzamin, sięgasz do sąsiedniej ławki po pomocną dłoń? ;) A z seriali spokojnie mogę Ci polecić „Modę na Sukces” <3

  • Joanna Kaliszka

    kiedy sie denerwuje, musze złapać kogoś za mały palec i go pomiętolić.
    Najgorzej jest w trakcie sesji, ludzie mają sine, spuchnięte dłonie +
    nie każdy chce dać się „złapać”. A ja SERIO musze kogoś złapać!:/ Moim
    znajomym śni się po nocach, że ich ganiam i mówię „daj paluszka”.
    Plus nie oglądam seriali, które nie mają jeszcze 3 sezonów bo sie boje, że sie skończą a ja zdążę się już zaangażować

  • pod hasło ‚równość i sprawiedliwość’ podpinam się mocno i podpisuję pod owym hasłem każdą z czterech mych kończyn. nie wiem jak to możliwe, że dożyłam 22 lat powielając wszystkie bóle, ukłucia, uderzenia itp. tak, by obu rękom, obu nogom, obu barkom i kolanom było po równo. ta nerwica natręctw dotycząca tego, by wszystkiego było po równo gryzie mnie do dziś, tak już mam i… i już! nawet idąc chodnikiem i następując prawą nogą dwukrotnie na załamanie mogę podskoczyć, żeby dwa razy pod rząd nastąpić na załamanie nogą lewą. wyobrażasz sobie? jedna torba z zakupami na jednym ramieniu, torebka na drugim, papier toaletowy pod pachą, klucze do klatki w dłoni, a ja podskakuję, żeby moim nogom nie było smutno, że któraś coś dostała od życia, a druga nie. #jakżyć
    pozdrawiam ciepło :)
    K.

    • Ja sobie nie muszę wyobrażać, to moje życie jest! ;)

  • Też kiedyś miałem problem z wyrównywaniem wszystkiego.
    Obrażenia kończyn: Po równo.
    Liczba oddechów: Po równo.
    No i nie zapominajmy o nieśmiertelnym unikaniu stąpania po „przerwach” między kafelkami.

  • Agata

    Uwielbiam faktury różnych materiałów, muszę praktycznie wszystkiego dotknąć co tylko widzę! W sklepie z ubraniami, podchodzę do wieszaków tylko by dotknąć ciekawy materiał, w practikerze przesiewam gwoździe między palcami, a w domu np groch, nie potrafię się powstrzymać. :)
    I oczywiście parzystność przede wszystkim, rękom i nogom nie może być smutno.

  • otoKika

    Współczuje Ci niesamowicie, znam odchyły opisane w pkt 1 – no bo jak wypić ostatni łyk, skoro już zimne ;) 4 – oczywista oczywistość :P 6 – jak mój ukochany chce mnie zdenerwować to w sypialni przed snem dotyka swoimi stopami moje stopy, ale jeszcze gorsze jest to jak czuję, że jego stopy są dosłownie milimietr od moich i wiem, że w końcu to mnie spotka i dotkną moich stóp… wrr… okropieństwo, a najgorsze, że on tego nie rozumie :/ :P

    • Dominika Skorupa

      ja mam odwrotnie: mam problem z zasypianiem kiedy nie dotykam stopą Jego stopy…. jak On jedzie gdzieś służbowo to przenoszę się z łóżka na kanapę, bo tam brak stopy jest OK. Teraz z braku Ślubnego zabieram sobie Syna do wyra i trzymam go za stopę zasypiając;)

  • gabiszu

    czwórka! myślałam, że tylko ja tak mam… pamiętam jak w przedszkolu pani zapytała o imiona rodziców, a ja odpowiedziałam „lucyna i piotr”, a za chwilę zaczęły mnie męczyć wyrzuty sumienia, że dlaczego to akurat mamę wymieniłam jako pierwszą, i że na pewno tacie byłoby smutno, więc musiałam sobie w myślach dopowiedzieć „piotr i lucyna”. ale nadal było niesprawiedliwie bo za pierwszym razem to mama była pierwsza, więc musiałam jeszcze raz powiedzieć „piotr i lucyna, lucyna i piotr”. i od tego czasu równość i sprawiedliwość musi być wszędzie. jeśli trzymam w rękach kubek, to dokładnie tyle samo palców prawej i lewej ręki musi go dotykać, jak stuknę jednym palcem dwa razy, to cała pozostała dziewiątka też musi stuknąć dwa razy. no i w ustach sprawiedliwość też jest, język dotyka każdego zęba tyle samo razy od prawej do lewej, później od lewej do prawej. moim innym dziwactwem jest nienawiść do wielkich liter. w szkole i na studiach przeżywałam prawdziwy koszmar, gdy musiałam przestrzegać tej zasady, w internecie nie robię tego nigdy, przez co niektórzy mają mnie za analfabetę. wielkie litery są ohydne. tak samo jak cyfry, zawsze piszę słownie, a wybieranie numeru telefonu mnie autentycznie boli fizycznie. początki i końce w jedzeniu też są straszne, najgorsze są dupki parówek. no i zapominanie słów. prostych słów, jak telefon, lodówka, łóżko, książka, wanna, fortepian. i zastępowanie ich tym, co akurat mi przychodzi do głowy. i w ten sposób często ode mnie można usłyszeć „schowaj masło do parówki, lokówki… lodówki” mój mężczyzna już przywykł po czterech latach, ale ludzie często mają mnie za świra, gdy nie mogę sobie przypomnieć, że czytałam wieczorem książkę, więc mówię, że czytałam krążek. ach, myślę, że byśmy się dogadały.

    • gabiszu

      aa, no i jeszcze ostre przedmioty! noże, nawet te do smarowania chleba, nożyczki, nawet te plastikowe, nigdy, przenigdy nie mogą leżeć skierowane w moją stronę! oczami wyobraźni widzę, jak nagle same z siebie ruszają prosto w moja stronę i wbijają się m mój brzuch albo, co gorsza, w oko. przed zaśnięciem wszystkie ostre przedmioty muszą być pochowane, najlepiej pod kluczem, żeby przypadkowy morderca, gdyby przypadkowo znalazł się w moim domu i przypadkowo nie miał przy sobie żadnego narzędzia, nie znalazł nić u mnie. no i z tego samego powodu nie mogę spać przodem do ściany, bo moje plecy narażone są na atak, a ja jestem bezbronna. ale najgorsze to są oczy. mogę oglądać horrory, w których wypruwają flaki, odcinają kończyny i robią sobie inne przyjemności, ale jak na plan główny wchodzi oko i ktoś coś w nie wbija, to od razu mnie trzęsie, chce mi się rzygać i wszystko mnie boli. oczy to najwrażliwsza dla mnie część ciała, mogę przeżyć każdy jeden ból, wolałabym stracić wszystkie nogi, ręce i dwie nerki, byle tylko trzymać się z dala od moich oczu. no i nie ma mowy żebym wyciągnęła komuś coś z oka, prędzej puszę pawia i zemdleję. jak cudownie się wyspowiadać.

  • Dot

    Firanki i zasłony muszą być do końca poodsłaniane albo do końca zasłonięte.
    Butelki z wodą czy sokami mają swoje miejsce na podłodze i nie może być inaczej. (Kiedy przychodzą goście, oczywiście wszystko stoi na stole.)
    Wszystko się we mnie gotuje, kiedy słyszę/widzę błędy językowe, stylistyczne, niedobry szyk zdania. Ale myślę, że filolodzy już tak po prostu mają :D
    Czasem gdy czegoś słucham, zapisuję te słowa/zdania w głowie na klawiaturze komputerowej.

  • Marta

    Nigdy nie komentuję wpisów na blogach. Na Twój trafiłam wczoraj i ze 3 razy chciałam coś napisać ;). Dzisiaj już nie wytrzymałam;).

    Lubię trójki i dziewiątki. Często sprawdzam, czy na bilbordach, w hasłach reklamowych lub jakichś długich zapisanych słowach ilość liter jest podzielna przez 3. Wzrokiem sobie oddzielam po 3 litery, kolejne 3 i tak do końca. Jeśli zostaje na końcu inna liczba liter niż 3, to sprawdzam, czy tekst jest podzielny przez 4. Jeśli nie, to przez 5…
    Szukam zależności w cyfrach na tablicach rejestracyjnych. Czy np. suma pierwszej i drugiej da liczbę złożoną z trzeciej i czwartej, albo pierwsza pomnożona przez trzecią będzie równa drugiej pomnożonej przez czwartą.
    Jak ustawiam budzik, to suma cyfr musi być podzielna przez 9. Ewentualnie przez 3. Albo mieć 3 takie same cyfry.

    • Cudowne <3 Każdy z tych odchyłów rozumiem! Piona! :D

  • Angelika Duszyńska

    Nie mogę się powstrzymać, chociaż nigdy nie komentuję. Widzę, że piętkowa schiza jest bardzo popularna :D U mnie dodatkowo występuje:
    – układanie zakupów w siatce. Nie ważne jak, ale jakoś muszą być poukładane wg tylko mnie znanego schematu. Najczęściej kategoria wagowa, ale zdarzają się kolorystyczne :D Tak samo książki na półkach. Najpierw układam je wielkością, a potem te takiego samego formatu kolorystycznie wg kolorów tęczy. Inaczej się nie da. Ogólnie wszystko musi być poukładane wg jakiegokolwiek kodu. Mój mąż jak pierwszy raz byliśmy na zakupach jedzeniowych razem złapał się za głowę. Później jak kasjerka się krzywo patrzyła, że tylko ja wyjmuję rzeczy z wózka a on stoi musiał się ratować tekstami: „Kochanie, kolorystycznie poukładasz w domu” albo „Ale te czerwone tabletki też wzięłaś?”… Najgorzej jak zacznę układać rzeczy w szufladach i segregować je wg dla mnei bardzo oczywistej sekwencji. Najgorzej, że po dwóch dniach zapominam jaka ona była i nic nie jestem w stanie znaleźć…
    – rodzynki… Nie cierpię rodzynek. Toleruję tylko te w makowcu. Najlepiej jak by były przekręcone razem z makiem. I innych bakalii też nie toleruję. W domu mówią, że jak chcą mieć ze mną spokój to dają mi kawałek keksa – żeby zjeść muszę wydłubać praktycznie wszystko. Winogrona oczywiście uwielbiam :D
    – idąc chodnikiem nie mogę nadepnąć na łączenia płyt i ZAWSZE wyrównuję chód do osoby z którą idę, tak żebyśmy szli z jednej i tej samej nogi. Przy okazji oczywiście ja nie mogę nadepnąć na łączenia… Obczajcie jak to musi z boku wyglądać :D
    – układanie ciuchów w szafie. Musi być równo i osobno spodnie, swetry, bluzki z długim rękawem, z krótkim rękawem… Od 7 lat toczę o to regularne wojny z moim – on składa każdy ciuch na pół, zwija w kłębek i wrzuca gdziekolwiek.. a mnie strzyka w kręgosłupie… Chociaż od kiedy jestem w ciąży zaczął się pilnować, bo wie, że średnio raz w tygodniu robiłam porządek na jego półkach…

    To chyba tak na szybko w skrótowym skrócie :D

    • Nawet nie wiesz, jak z każdym kolejnym komentarzem pod tym wątkiem raduje się moja pokręcona dusza ;) Moja siostra ma ten sam odpał na rodzynki. Ale najbardziej mnie rozbawiło, że zapominasz swoją własną sekwencję i nic nie możesz znaleźć – taki autotrolling :)

      • Angelika Duszyńska

        Ej to nie jest śmieszne… Wczoraj szukałam kocich nożyczek… Znalazłam… W szufladzie ze sztućcami.. WTF?! Małż się nie przyznaje…

  • Bali87

    Też nie dopijam do końca! Mój On mówi, że to nie do ogarnięcia, muszę mu pokazać ten wpis! Jak dobrze, ze jest nas więcej! :D

    • Pokaż mu, od razu kupi Ci kwiaty, że jesteś taka normalna ;)

  • Klaudia Czech

    nienawidzę rodzynek. obojętnie czy są w serniku, w drożdżówce czy bez niczego. Fuj i tyle! Nie lubię cebuli w jajecznicy. o matko, ile ja w dzieciństwie musiałam się tej cebuli nadłubać, żeby ją powyciągać spomiędzy jajek :D no i mam jakiś dziwny odchył, którym jest analizowanie strojów i ogólnie wyglądu kobiet. Nie zazdroszczę ubrań, ale często widzę kobietę która ma ładną spódnicę i w mojej głowie od razu powstaje analiza: ale ma ładną spódnicę i kolor spódnicy, ładny na makijaż i kolor makijażu i tak z każdą częścią garderoby

  • Ania

    Hehehe z pomidorami mam dokładnie to samo, a fuj, mój M nie rozumie, ale cieszę się, że jedyną nie jestem :-) wyobraź sobie mokra wełnę, aż mnie wzdryga, jak ona skrzyni, aż zęby cierpną. A herbatę wypije tylko jeśli ma odpowiednią temperaturę, taka, że już nie parzy w język, ale dalej paruje. Stopy są obleśne w każdym wydaniu. To najgorsza i najbrzydsza część ciała.
    Zlew po umyciu musi być suchy a okruszki z blatu sprzatniete co do okruszki ;-) wszyscy mamy świra ;-) i dobrze, jest się z kogo pośmiać :-P

  • Marta Kazanowska

    Kolejny fenomenalny tekst. Nagle poczułam się normalna z moimi wariactwami, choć nie podzielam żadnego z Twoich.
    Z odchyłów żywieniowych na przykład nienawidzę miodu, z wyglądu, zapachu i przede wszystkim smaku. Jak poczuję smak miodu, zbiera mi się na wymioty (co ciekawe, to chyba genetyczne, bo ma tak mój ojciec, jedna z moich sióstr, a jak się okazało niedawno, również mój mały siostrzeniec). Poza tym jem wszystko „na sucho”, nie wolno polewać mojego jedzenia żadnym sosem, a z produktów „sosopodobnych” jem jedynie majonez.
    Mam straszne obrzydzenie do keczupu, którego zapach sprawia, że mam mdłości i brzydzi mnie widok krojonego pomidora. Jak tylko widzę wyciekający sok z pestkami, muszę wyjść z kuchni.
    Jeśli chodzi o inne dziwactwa, to nie znoszę dźwięku strzelania w stawach (miałam poważne problemy ze snem, gdy na studiach dzieliłam pokój w akademiku z dziewczyną z chorym kręgosłupem).
    Odzież, którą mam złożoną w komodzie, regularnie składam od nowa, bo musi być złożona „na deskę” i kolorystycznie, majtki i biustonosze również. To wyniosłam chyba z pracy, bo od lat pracuję w sieciówkach.
    Nienawidzę, gdy ludzie nie stosują polskich znaków i interpunkcyjnych w sms-ach lub na fejsie.
    Piję tylko ze „swoich” kubków. Nawet, jeśli jest jakiś zestaw czy komplet i wszystkie są takie same, muszę sobie oznaczyć, że któryś jest mój.
    Ale najgorszy jest mój rytuał zmywania, który moją mamę doprowadza do szału. Po pierwsze MUSZĘ być sama w kuchni! Nie wolno nikomu wchodzić. Potem układam sobie wszystko z lewej strony wg kategorii i kolejności zmywania: najpierw szklanki i kubki, potem talerze, następnie sztućce, a na końcu plastikowe pojemniki i miski, garnki, ostatnie patelnie i deski do krojenia. Gdy dana partia jest umyta, trafia na to samo miejsce na blacie (zlew mam jednokomorowy, ale zmywanie pod bieżącą wodą nie wchodzi w grę). Wszystko płuczę wg tego samego schematu, a dodatkowo sztućce też zawsze w tej samej kolejności: noże do krojenia, noże „do masła”, widelce, „nietypowe”, np. otwieracz do puszek, obieraczka do warzyw, mieszadła od miksera, potem łyżki, łyżeczki i drewniane mieszadła. Nie daj borze ktoś wejdzie i doniesie mi coś w trakcie lub gdy właśnie kończę…
    O mamo, rozpisalam się. Pozdrowienia i uściski od wariatki.

  • cat_a_strophe

    Poczułam się wywołana do tablicy!

    1. Kiedy idę z kimś, zawsze muszę iść z lewej strony. Zawsze. W innym wypadku słyszę w głowie dźwięk rysowanej paznokciem tablicy.

    2. Stopy (high five!) są obrzydliwe. Ale tylko męskie. Jak On przez przypadek dotknie mnie stopą, mam ochotę krzyczeć. Okropne.

    3. Cyfry. Cyfry dzielą się na dobre, złe i neutralne. Złe to 3 , 4 i 9. Neutralne 1, 2, 6, 7. Dobre są 5 i 8. Jednym z kryteriów wyboru mieszkania, które kupowałam był jego numer. Wstyd. P.s. jedyny wyjątek to liczba 19. 19 jest bardzo spoko, mimo tej parszywej ,,9″.

    4. Ketchup nigdy nie może dotknąć pieczywa. Jeżeli dotknie- cała kanapka jest skażona i nie da się jej zjeść.

    5. Aksamit (high five!) ma najobrzydliwszą fakturę na świecie. Mam gęsią skórkę na samą myśl, że miałabym go dotknąć. Ble.

    6. Wady wymowy. Niestety, nie mogłabym mieć przyjaciela, który ma wadę wymowy, bo z pewnością bym oszalała. Jeżeli ktoś nie wymawia np. ,,r”, każde słowo, które ,,skaleczy” powtarzam sobie w głowie kilkanaście razy, np.: byłem w górach (gólach, gólach, gólach, gólach…) i jeździłem na rowerze (loweże, loweże loweże, loweże…).

    7. Ostatnia ,,piona”: Krzesło zdecydowanie jest czerwone, a moje imię jest niebieskie :)

  • Kompulsywnie piorę. Uwielbiam prać. Uwielbiam segregować brudne rzeczy, mogą być cudze.

    Napisz, proszę o synestezji!

  • Jak to jest, że przeglądam FB widzę Twój wpis, o tym, że jest nowy post i się uśmiecham :) dziwactwo? Poza tym zawsze po zjedzeniu śniadania, obiadu czy jakiegokolwiek posiłku muszę przegryźć to czymś czekoladowym, idąc ulicą omijam studzienki kanalizacyjne, kiedy coś oglądam i się skupiam bawię się włosami, nakręcam kosmyk na palec i kręcę, kręcę, panicznie boję się śliskich rzeczy, w życiu nie dotknę ryby, kiedy widzę jak moje dziecko bierze coś wełnianego do buzi, przechodzą po mnie dreszcze – nienawidzę tego. Chyba wszystko :)

  • Klaudia

    również niedopijam,
    płaczę na reklamach,
    kiedy mi się nudzi śpiewam pieśni kościelne,
    królewskich stóp się nie tyka!
    kiedy widzę samochód marki KIA automatycznie krzyczę piskliwymi głosem „kia”,
    kocham syfki. syfki, krosty wszystko co da się wyciskać, najchętniej to wycisnęłabym każdemu zewsząd,
    pokój w którym śpię musi być zamknięty, KOŁDRA ma być guzikami do góry,
    śpię od 22lat z dwoma misiami, nie zasnę bez nich, chyba że mam przy sobie faceta ;)
    w myślach rozmawiamy po angielsku z moim idolem bądź układam do niego wiadomości, listy,
    panicznie boję się latających robaków
    i myślę że to kropla w morzu ale więcej nie umiem sobie przypomnieć ;)

  • Adrianna K

    Wszystkie punkty (poza 5, 6 i 9) to cała ja. Do punktu 8 dodałabym liczenie wszystkiego – literek w wyrazach (a nawet, o zgrozo w całych zdaniach!), kolorów, krawędzi, schodów, kafelek..

  • michasia

    resztka na dnie i równość i sprawiedliwość – mam tak samo!:)

  • Pingback: Rozdział 36: strachy, fobie i natręctwa, czyli Klucha Dziwaczka | Klucha Leniwa()

  • Ja też mam obsesję na punkcie zamykania. Zawsze zamykam drzwi od domu. Jeżeli akurat nigdzie nie wychodzę – przekręcam klucz w zamku raz. Jeżeli gdzieś wychodzę -przekręcam go dwa razy i dwa razy pukam we framugę, żeby się upewnić, że są zamknięte. Pukam do drzwi łazienki i zamykam się w niej, nawet jak nikogo nie ma w domu. Wkurza mnie kiedy ktoś nie zapuka do drzwi mojego pokoju, tylko wchodzi „na chama”, i to w momentach mało dla mnie komfortowych. Jak byłam mała (ok. 7-8 lat) zanim zdecydowałam się na zjedzenie jakiejś szynki, musiałam ją najpierw powąchać. Jeżeli zapach nie przypadł mi do gustu, nie jadłam jej. Co do stóp – mnie one ogólnie obrzydzają. Nie rozumiem wszystkich fetyszystów stóp…

  • Kejt

    1. Zawsze zostawiam ostatni łyk. Fab, nawet nie wiesz jak się cieszę, że ktoś jeszcze tak ma!
    2. Też nie cierpię dotyku waty. Aż mnie zęby bolą na samą myśl (nie mam pojęcia czemu zęby…).
    3. Pilnik do paznokci – powinni tego zabronić! Na sam widok mnie trzęsie, zęby mnie bolą, dostaję palpitalcji. A jak ktokolwiek spróbowałby dotknąć pilnikiem mojego paznokcia, to przysięgam – zamordowałabym.
    4. Mam ustaloną kolejność czynności przed wyjściem. Najpierw jem, potem biorę prysznic (bez mycia włosów), ubieram się, myję włosy, nakładam makijaż i na końcu suszę włosy. Żaden kataklizm nie jest w stanie zmienić tej kolejności. Często wychodzę głodna, bo nie zjem czegokolwiek po wzięciu prysznica.
    5. Nienawidzę pachnieć jedzeniem. Jak wychodzę z domu i czuję, że pachnę obiadem, to zawsze wracam się przebrać w coś neutralnego. Jak zjem coś na mieście i czuję na sobie zapach jedzenia, to wracam do domu i nie ma opcji żeby mnie zmusić do pójścia gdziekolwiek.
    6. Jem jajko na miękko kiedy w telewizji leci Seksmisja.
    7. Nie wypiję wody, która jest w szklance dłużej niż godzinę. Nie wiem czemu, po prostu nie wypiję. Może zakurzona czy coś….
    8. Nie wypiję herbaty z kubka, który w środku jest kolorowy. Ma być biały i kropka. Inaczej herbata nie smakuje. Żadna siła na ziemi nie zmusi mnie do wypicia herbaty z kubka czarnego w środku. Wtedy smakuje najgorzej!
    9. Już 9? Dużo tego… Zawsze zmieniam stringi na figi po wejściu do domu. Po przekroczeniu progu stringi zaczynają mnie nagle uwierać. Ale z kolei nie wyjdę z domu w figach, bo mnie gryzą i uwierają zaraz po przekroczeniu progu.
    10. Muszę zjeść coś słodkiego po obiedzie, bo inaczej będę głodna. Nie wcisnę nawet małego groszka, ale pół tortu ‚wejdzie’.
    11. Nie zasnę przy zamkniętych drzwiach w pokoju, bo mam wrażenie, że powietrze nie krąży i się uduszę. Okno otwarte na oścież nie pomaga.

    12. Jak z kimś idę, to muszę być po prawej stronie.
    13. Muszę pooglądać chwilę telewizję przed spaniem. Nawet jak wracam nad ranem i jedyne o czym marzę to pójście spać, to muszę włączyć telewizor chociaż na pół minuty żeby pobrzęczał i dopiero mogę zasypiać.

  • Daria Kieruzel

    Witam w klubie fanek piętek i obsesyjnych antyfanek dupek z pomidora. Mnie się wręcz niedobrze robi na myśl,że mam je zjeść.Dupki w sensie. Pomidora. W ogole pomidor to dla mnie warzywo o dwóch twarzach. Jako jędrny,twardy pomidor o prężnej skórce, zjadany przeze mnie z ochotą ale wystarczy,że na skórce pojawi się jedna zmarszczka,ze straci swoją elastycznosć,to juz nie ma bola. Nie zeżrę choćby nie wiem co. Jestem skłonna nawet zwymiotować o.O Zjem ewentualnie po sparzeniu i obraniu. Wiem,jestem dziwna ;)

    • Daria Kieruzel

      aaaa i z co do jedzenia to nie zjem śniadania w łóżku.
      Widok zmiętej pościeli wywołuje u mnie te same odruchy,co zmięty pomidor.

  • Orianna N.

    To mój pierwszy komentarz tutaj ale jak czytałam to aż mnie swędziało żeby napisać, najlepiej z bliżej nieokreśloną mnogością wykrzykników, „tak, totalnie, ja też tak mam!”. Zwłaszcza w kwestii równości. Panicznie się boję, że kiedy długo niosę ciężką torbę i w jednej dłoni mam ją krócej to druga odczuje to jako gigantyczną niesprawiedliwość ;) No i synestezja! Jestem Ci niesamowicie wdzięczna, że nareszcie wiem jak się nazywa coś przez co całe moje dzieciństwo śmiali się ze mnie lekarze kiedy mówiłam, że kolano boli mnie galaretka malinowa i nie mogłam im wytłumaczyć, że inaczej nie potrafię tego nazwać. Jeszcze raz wielkie dzięki, prowadzisz super blog i zdaje się, że zagoszczę tu na dłużej :)

  • Radosław Nowak

    Mam praktycznie tak samo z równością i sprawiedliwością! A początki i końce przyjmują u mnie nieco inną formę, a mianowicie zawsze, gdy jem coś podłużnego, najpierw odgryzam końce, a dopiero potem zabieram się za resztę. Nieważne, czy to kawał mięcha zwany kiełbasą, czy to parówka niewiele z mięchem mająca wspólnego, czy to naleśnik zwinięty w rulon, z którego po odgryzieniu końców zaczyna mi na talerz i/lub ręce kapać nadzienie, czy też cokolwiek innego — i tak zawsze muszę odgryźć najpierw końcówkę. No i kocham piętki chleba <3 Do tego (jako że kocham języki i słowa i kilkoma się posługuję) często zdarza się tak, że np. idąc ulicą nazywam wszystkie rzeczy, które znajdą się w zasięgu mojego wzroku, we wszystkich językach, jakie znam. Jak nie mogę sobie przypomnieć nazwy jakiegoś przedmiotu w danym języku, nie będę mógł się na niczym innym skupić, póki sobie jej nie przypomnę lub nie sprawdzę w słowniku. To mi nieco przypomina Twoje "Pomaluj mój świat", tylko w wersji słownej. A może wcale nie jest to tak podobne? Mniejsza. A, i jest jeszcze code-switching. Jak rozmawiam z kimś, kto podnie jak jak zna dosyć dobrze inny język, który ja znam, potrafię przeskakiwać z jednego języka na drugi w środku zdania. Co często konfunduje osoby dookoła nas :D

  • Pingback: Strachy, fobie i natręctwa, czyli Klucha Dziwaczka – Klucha Leniwa()

  • Izolda

    U mnie 1,2, 4, 5, 6 i 7 – prawie tak samo, przy czym w ogóle nie pijam kawy – raczej herbatę, końcówkę pomidorka daję kotu (też jest świrem, uwielbia pomidorki, ogórki, sałatę, szparagi, chleb, a szczególnie żelki winne bez żelatyny), głośność musi być nieparzyście, waty i styropianu nie cierpię, dotknięcie stopą mnie parzy lub mrozi, a jak się uderzę w jedno kolano to ściskam się mocno za drugie, bo uderzyć nie mam odwagi ;)