MUFFINY TYPU „O JA CIĘ”

30 maja 2015

KONSERWACJA FUTRA

3 czerwca 2015

9 RZECZY, KTÓRE CZYNIĄ MNIE ŚWIREM

1 czerwca 2015

FlowMummy opublikowała wczoraj tekst z trzynastoma wstydliwymi faktami na swój temat. Czytałam sobie, chichocząc pod nosem, aż dotarłam do punktu, który mnie zaszokował: po raz pierwszy znalazłam kogoś o dziwactwie takim samym, jak moje!

Zakwiczałam z radości i natychmiast wysmarowałam u niej komentarz, po czym pomyślałam sobie, że takie drobne grzeszki to i tak jest liga juniorów przy tym, co mnie umila każdy dzień. Zestaw zaburzeń, natręctw i odpałów, jakimi obdarzyła mnie hojna Matka Natura, na początku bawi, żeby później zadziwiać, a na końcu przerażać. Postanowiłam więc zdobyć się na chwilę prawdy i podzielić się z Wami najostrzejszymi jazdami, jakie mam wgrane w softa. A zacznę od odchyłu, który połączył mnie z FlowMummy:

1. Resztka na dnie

Biorę kubek i wypełniam go kawą lub herbatą. Na początku jest zbyt gorąca, żeby ją pić, patrzę więc na nią karcąco, motywując, żeby nieco wystygła. Ewentualnie, w sezonie wichrów i mrozów, splatam na naczyniu ręce i grzeję się, fantazjując o czerwcowych upałach. Wreszcie ciecz osiąga temperaturę zdatną do spożycia, siorbię więc, popijam, roztapiam kostkę czekolady, tudzież zabijam w pośpiechu pragnienie. Aż zostaje on: ten ostatni łyk na samym dnie.  Odrobinka płynu, która dzieli mój kubek od opróżnienia. I bez względu na to, czy zaparzyłam sobie wielki, półlitrowy kubek herbaty, czy malutką filiżankę na fikuśnym spodeczku, nie ma opcji, żebym to wypiła. Ostatni łyk jest już zimny i obleśny, więc wylewam go do zlewu. Chyba, że zapomnę wylać – wtedy do porządku przywołuje mnie głośne, mało wyszukane wykrzyknienie dezaprobaty z ust tego, kto właśnie pakował naczynia do zmywarki i zachlapał tą resztką podłogę, zmywarkę, szafki, ścianę i własne nogi. Ajm sory.

A jeśli umrzesz- (1)

2. Początki i końce

Piętki chleba są super. Kocham piętki chleba. Byłabym najszczęśliwsza na świecie, gdyby chleb składał się wyłącznie z piętek – chrupałabym je, z masełkiem lub bez, o każdej porze dnia i nocy, a po paru rozkosznych tygodniach, wynosiliby mnie z domu na noszach. Niestety, inaczej rzecz ma się z pomidorem. Obłe, krańcowe plastry pomidora są prawdopodobnie najobleśniejszą rzeczą, jaka może mnie zaatakować w kuchni. Nie jestem w stanie ich jeść, z trudem ich dotykam. Jeśli nie znajduję wolontariusza, który przejawia na nie apetyt, wyrzucam je do kosza. Wiem: marnotrawstwo, grzech, dzieci w Afryce, wstyd mi, ale nic na to nie poradzę.

3. Pomaluj mój świat

Kiedy miałam cztery lata, dostałam od taty ogromny komplet kredek. Było ich mnóstwo, bo nie dość, że były tam wszystkie kolory tęczy, to jeszcze każdy kolor występował w kilku odcieniach. Od tamtej pory, o każdej porze dnia i nocy, koloruję świat. Patrząc na cokolwiek: ludzi, zwierzęta, meble, ściany, oglądając filmy i reklamy, prasując sukienkę, rozmawiając z Tobą przy kawie, czytając książkę i krojąc warzywa do obiadu, wyobrażam sobie, że rysuję to, co widzę i koloruję za pomocą tych kredek z dzieciństwa. Zastanawiam się, jakie kolory połączyć, żeby uzyskać tęczówkę Angeliny Jolie i włosy Johnny’ego Deppa. Cieniuję, rozcieram, gumuję. A kiedy skończę, zaczynam od nowa. Mój umysł nigdy nie odpoczywa. Kredki są ciągle w ruchu. Z trzema wyjątkami: czerń koloruję klapką z telewizora Elemis, który mieli moi rodzice dwadzieścia lat temu, biel koloruję swoją białą bluzką ze stokrotkami, którą nosiłam w zerówce, a czerwień koloruję kubkiem Nescafe. Spoko.

4. Głośniej

Oglądanie ze mną telewizji i słuchanie radia, to prawdziwa męczarnia. Nie pozwalam bowiem ustawić głośności na poziom inny, niż te, które są na Oficjalnej Liście Liczb Autoryzowanych. Liczbami owymi są: 1,2,3, wszystkie wielokrotności piątki, 7, 13 i 18. Prawdziwy dramat zaczyna się wtedy, kiedy żadna z głośności za wspomnianych poziomach nie jest odpowiednia, bo na przykład na piątce jest za cicho, ale na siódemce jest już za głośno. Co wtedy robić, jak żyć? Odpowiedź jest prosta: prędzej wyłączę telewizor w połowie filmu, niż ustawię głośność na szóstkę! Jednym z najpiękniejszych okresów mojego życia był ten, kiedy jeździłam samochodem, w którym głośności radia nie były przypisane żadne liczby. Był to czas absolutnej wolności, choć i pewnej dezorientacji – przez pierwszy miesiąc nie wiedziałam, po czym poznać, że Wojciech Mann mówi odpowiednio głośno.

monk1

5. Wata

Ludzie bywają uczuleni na trawy, krewetki, mleko, cytrusy i zwierzęta domowe. Ja jestem uczulona na watę. Od dzieciństwa, nie jestem w stanie znieść dotyku waty, a na jej widok kulę się w sobie, robi mi się słabo i dostaję wysypki. Podobnie rzecz ma się z aksamitem. Jego dotyk jest dla mnie jak polewanie dłoni kwasem, a kiedy przez przypadek otrę się o czyjeś dziecko odziane od stóp do głów w aksamit, momentalnie tracę oddech. Kiedy już po śmierci pójdę do piekła, znęcające się nade mną diabły będą owijać mnie w watę, ubrane w dziecięce ubranka z misia.

6. Stop stopom

Jest mój on i jestem ja. Żyjemy sobie spokojnie, kochamy się bezgranicznie, dzielimy radości, troski, sypialnię, jadalnię i ostatni kawałek ciasta. Możemy się miziać po uszkach, pleckach i ramionkach, leżeć pod jednym pledem na kanapie i turlać się po trawie. Jest jednak jedna granica, której przekraczać nie wolno. Są nią stopy. Nie, nie moje – moje stopy są bardzo przyjazne, lubią być masowane, smarowane, chętnie tańczą i słuchają Bacha. Kiedy jednak czuję dotyk cudzej stopy, czuję się, jakby wysypano na mnie wiadro pełne dupek pomidorów. Jeszcze gorzej jest, kiedy czyjaś stopa dotknie mojej stopy. Jest to uczucie przeszywające mnie i zostawiające głębokie ślady w mojej psychice. Tak jakby z moją psychiką nie było dostatecznie źle.

7.  Równość i sprawiedliwość

Czasem przez przypadek uderzę się w stopę. W takich momentach odczuwam poważny dyskomfort – nie dlatego, że boli, po prostu wiem, że druga stopa nie została uderzona. Nie mam wyjścia i muszę jej wypłacić, tak solidnie, żeby było po równo. Żeby jednak nie było niesprawiedliwie, że jedną stopę faworyzuję i była pierwsza, zaraz potem uderzam się jeszcze raz, tym razem w stopę, która wcześniej była druga, a następnie czwarty raz, w tę, od której całe to szaleństwo się zaczęło. To samo robię z dłońmi, palcami, łokciami i nogami. Wystukuję paznokciami sekwencje bazujące na czwórkach, wybijam rytm na obie strony, liczę oddechy, dzielę je i powtarzam. Ma być po równo. Byłabym świetną matką rodziny wielodzietnej.

swir1

8. Słów cięcie – gięcie

Odkąd opanowałam alfabet i tabliczkę mnożenia, swoją życiową misją uczyniłam rozkładanie zdań na części pierwsze. Specjalizuję się w szukaniu środkowej litery w słowie oraz środkowego słowa w zdaniu, obliczaniu średniej arytmetycznej ilości liter w słowach danego zdania i określaniu ilości sylab. Szczególnie dotkliwie atakują mnie one z przydrożnych billboardów i telewizyjnych reklam. To cud, że dostałam prawo jazdy…

9. Twoje imię pięknie pachnie!

Wszystkie powyższe odchyły wymiękają jednak przy najbardziej egzotycznym spośród wszystkich moich skrzywień: synestezji. Tak jak moja mama i babcia, od urodzenia jestem synestetką, czyli mam pomieszane zmysły. Kiedy słyszę dźwięki, mój mózg generuje obrazy, zapachy i faktury (ale nie że VAT, tylko że szkło, papier i drewno), natomiast słowa, kolory, liczby i litery mają dla mnie osobowości. Skutkiem tego, słowo krzesło jest czerwone i zdenerwowane, a piątka jest niebieska i radosna. Innymi słowy – od dzieciństwa, przed oczami latają mi wzorki i kolorki. Jeśli chcecie, kiedyś Wam o tym napiszę.

Całe szczęście, że wszystkie te urozmaicenia męczą tylko mnie, a jedyne, czym drażnię mojego onego, to za ciche filmy i marnowanie herbaty… No, ale dość o mnie. Przecież wiem doskonale, że nie ma czegoś takiego jak normalność, więc sami nie jesteście lepsi… Gadać mi tu, tylko szczerze: jakie macie odchyły?