TEŚCIOWA. LEVEL: HARD

8 czerwca 2015

SYNESTEZJA: PONIEDZIAŁKI SĄ ŻÓŁTE

14 czerwca 2015

SMAK RÓWNOŚCI

11 czerwca 2015
teściowa fabjulus
synestezja

– Zwątpiłem – powiedział do słuchawki zamiast powitania.
– Cześć. Dlaczego?
– W pociągu byłem w jednym przedziale z taką jedną niewiastą, na oko po trzydziestce. Kiedy pociąg dojechał do Warszawy, wstałem, żeby zdjąć nasze walizki, a w tym momencie ona się na mnie wydarła! – poskarżył się żałośnie.
– Ale że niby co? – zdziwiłam się.
– Że jakim prawem zakładam, że skoro jest kobietą, to potrzebuje samca, żeby ją wyręczał! To jest jakaś tragedia! – krzyczał.
– To jest jakaś kretynka – poprawiłam go.
– Nie, to już drugi raz w tym tygodniu, ostatnio chciałem ustąpić jakiejś dziewczynie miejsca w tramwaju, a ona stwierdziła, że sobie nie życzy takich archaicznych przejawów seksizmu… – żalił się.
– Nie przejmuj się. Nie zrobiłeś nic złego.
– Wiem, ale zaczynam się poważnie martwić. Ja chyba nigdy nie znajdę tej jedynej… – stwierdził gorzko.

Facetki

Choć opowieść mojego przyjaciela mnie zaskoczyła, problem, o którym mówił, nie był dla mnie nowością. Nie pierwszy raz spotkałam się z osobą, która myślała, że istotą równości płci jest zacieranie między nimi granic, a odcinanie się od typowych zasad dobrego wychowania jest nie tylko mile widziane, ale wręcz świadczy o postępowości. Pierwszy raz, kiedy w czwartej klasie podstawówki, kolega oburzył się, że dziewczynki mają inne progi czasowe w biegach na ocenę. Kiedy argument o odmiennych uwarunkowaniach biologicznych przekonał go na tyle, żeby wytrącić mu argumenty z ręki, ale nie na tyle, żeby ostudzić rozbudzone oburzenie, rezolutnie zapytał panią wuefistkę, dlaczego w takim razie ma przepuszczać koleżanki w drzwiach.

Do dziś pyskaty jedenastolatek, który kradł mi plastelinę na technice, pozostaje dla mnie idealnym symbolem wypaczania pojęcia równouprawnienia.

Coraz rzadziej zaskakują mnie kobiety, które z oburzeniem odmawiają przyjęcia męskiej pomocy lub zwykłych uprzejmych gestów ze strony przedstawicieli wrogiego obozu penisoosobników. Uważając to za uwłaczające, nie godzą się, aby ustępować im miejsca, przepuszczać je w drzwiach, pomagać z ciężkimi torbami, podawać płaszcz, wstawać z krzesła, kiedy one odchodzą od stołu – słowem, nie życzą sobie wszystkiego tego, czego będę uczyć swojego syna, jak tylko opanuje jedzenie marchewki jamą ustną, a nie całą twarzą. Za wszelką cenę chcąc udowodnić, że „równy” oznacza „taki sam”, męskich mężczyzn uznają za barbarzyńców, a kobiece kobiety – za relikt przeszłości. Komu chcą to udowodnić – nie wiem.

Blondynka u mechanika #tobędzie20złotych #albo10 #alboniechpanijużjedzie

A photo posted by Julia Oleś (@fabjulus) on

 

 Typowy przykład męskiej, szowinistycznej świni

– O, jak dobrze cię widzieć! – ucieszyłam się na widok kolegi, wracając do biura ze sklepu, obładowana przekąskami dla czterech osób.
– Wiem, co czujesz. Co rano to powtarzam, gdy widzę się w lustrze – zażartował, machając kartą dostępu.
– To jak? Wpuścisz mnie? – uśmiechnęłam się przymilnie.
– No, nie wiem. Podobno otwieranie przed kobietami drzwi jest przestarzałe – odparł.
– Czyli mam szukać swojej karty? – udałam rozczarowanie.
– Czemu nie? Tyle walczyłyście o emancypację… – stwierdził z nagłą powagą.

Otóż nie. Nie o to chodzi kobietom, które uczyniły swoją misją walkę o prawa kobiet. Nie o to chodzi tym, którzy dążą to tego, żeby godzina pracy kobiety wynagradzana była tak samo, jak godzina tej samej pracy wykonana przez mężczyznę. Nie na tym polega zdobywanie szacunku. Obrażanie się na biologię, obyczaje, kulturę i zdrowy rozsądek, nie tylko świadczy o niskiej inteligencji, ale przede wszystkim prowadzi do absurdów. Jak wtedy, kiedy w szóstym miesiącu ciąży niosłam przez biuro krzesło, a żaden z trzech obecnych w nim kolegów, nie uznał za stosowne mi w tym pomóc. Przestań się oburzać, że ktoś cię traktuje jak kobietę, halinko. Prawdziwie równi będziemy dopiero wtedy, kiedy kobiety nie będą uważały, że muszą zachowywać się jak faceci, żeby zarobić na szacunek.

A Ty, Wojtek, oddawaj moją plastelinę!