SMAK RÓWNOŚCI

11 czerwca 2015

JAK SZYBKO I BEZBOLEŚNIE POPEŁNIĆ SAMOBÓJSTWO

15 czerwca 2015

SYNESTEZJA: PONIEDZIAŁKI SĄ ŻÓŁTE

14 czerwca 2015
synestezja

– Jakiego koloru jest dla was „Teresa”? – zapytała Huragan Teresa.
– Dla mnie ciemnozielona – odparła moja mama.
– A dla mnie pomarańczowa – dodała czteroletnia Fab.
– No co wy, dla mnie brązowa, taka kawa z mlekiem! – zdziwiła się babcia.
– A „Izabela”? – zapytała mama.
– Granatowa! – odpowiedziałam.
– Granatowo-fioletowa, prawie identyczna jak „Julia” – powiedziała Huragan Teresa.
– Dla mnie „Julia” też jest fioletowa! – ucieszyłam się. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, jak dziwaczna jest rozmowa, którą prowadziłyśmy tego poranka, przy stole w kuchni mojej babci.

Zderzenie z rzeczywistością przyszło, kiedy poszłam do przedszkola i zaczęłam pytać wszystkie dzieci, jakiego koloru jest dla nich żółta ciężarówka, bo dla mnie czerwonego. Już po piątym „jesteś tępa” zrozumiałam, że chyba nie kumają, o co mi chodzi. Postanowiłam skonfrontować swoje osobliwe doświadczenia z mamą, która odkryła przede mną okrutną prawdę: „nie wszyscy mają tak, jak my”. Byłam w szoku – wychowana przez mamę i babcię, obie synestetyczne, myślałam, że kolorki skaczące przed oczami to wbudowana opcja u każdego człowieka. Tymczasem okazało się, że to wirus. Postanowiłam więcej nie dzielić się z otoczeniem swoim postrzeganiem świata i zostawić te atrakcje dla siebie.

Przełom nastąpił dopiero kiedy miałam jedenaście lat. Byłam chora, więc nie poszłam do szkoły, a zamiast tego spędzałam dzień, oglądając telewizję w piżamie. Skakałam po kanałach, aż trafiłam na program dokumentalny o ludziach, którzy widzą kolory, kiedy słyszą muzykę. Byłam zachwycona: wreszcie miałam dowód, że nie cierpię na dziedziczoną w linii żeńskiej chorobę psychiczną, a po prostu mam niegroźną, doskonale znaną naukowcom zdolność. Mało tego, po raz pierwszy ta zdolność została nazwana: była to synestezja.

Synestezja, nazywana „pomieszaniem zmysłów”, to stan, w którym po stymulacji danego zmysłu, w mózgu uaktywniają się receptory odpowiedzialne za inne zmysły. I tak, synesteta słyszący muzykę, może jednocześnie czuć jakiś zapach, bądź czując dany smak, widzieć przed oczami obrazy. Istnieją różne rodzaje skojarzeń synestetycznych, ponadto każdy synesteta odbiera te same bodźce w inny sposób, czego nauczyłam się już jako czterolatka, dyskutując z moimi prywatnymi wiedźmami. Ale do konkretów: jak to wygląda u mnie w praktyce?

Słowa

Słowa są spoko. Można je wypowiadać, słyszeć, pisać, czytać, a przede wszystkim – widzieć. Bo pewnie o tym nie wiecie, ale litery mają kolory. Skutkiem tego, słowa też mają kolory, tak samo jak osobowości i faktury, choć na mniejszą skalę, niż liczby. Ale do tego przejdziemy później. W każdym razie, najczęściej całe słowo ma kolor litery, na którą się zaczyna, na przykład „s” jest zielone, więc „stół” też jest zielony, ale czasem w słowie dominuje głoska, która zmienia kolor całego słowa, na przykład „p” jest niebieskie, ale „sz” i „cz” są żółte, więc słowo „pszczoła” jest dla mnie żółte. I tak, mój mózg poszczególne słowa odbiera tak:

kolorki

Muzyka

Najsilniej działającym u mnie skojarzeniem synestetycznym jest para dźwięk-obraz. Muzyka wywołuje u mnie bardzo wyraźne projekcje, składające się z barwnych plam, wzorów, ruchomych obrazków i figur. Są piosenki, których przez to nie jestem w stanie słuchać, bo mnie bolą, lub takie, których nie powinnam słuchać, bo działają na mnie zbyt silnie. Przykładem utworu, który mnie „obezwładnia” i wywala na orbitę, jest ten:

 

Choć nie jest to bez znaczenia, nie chodzi tu wcale o to, że Bono jest boski. Po prostu ten kawałek sprawia, że mój mózg szaleje, serce zaczyna mi walić i dostaję zadyszki. Wysoce niewskazane podczas prowadzenia samochodu, ale bardzo przyjemne, kiedy siedzę sama na kanapie i słucham muzyki z zamkniętymi oczami. Piosenek robiących mi aż taką jajecznicę z mózgu nie ma zbyt wiele, choć jest jeszcze parę przykładów. Ale nie powiem Wam nic więcej, bo jeszcze wykorzystacie to przeciwko mnie, gdy będę startować w wyborach prezydenckich.

Liczby

Podobnie jak litery, każda liczba ma swój kolor, fakturę i osobowość. Jedynka jest biała i nie przepadam za nią, bo jest strasznie zadufana w sobie, taka Mariah Carey wśród cyfr; dwójka to typowa Mama Muminka: jest jasnoniebieska, nieco pulchna, bardzo pogodna i wycofana; trójka, niczym Britney Spears, zawsze odwali coś dziwnego, bo jest żółta i nieodpowiedzialna; czwórka jest czerwona i stanowcza jak profesor McGonagall… Z powodu tych skojarzeń, jestem bardzo związana emocjonalnie z liczbami i nieprzyjemnym jest dla mnie widok cyfr w kolorach innych, niż te, które przypisuje im mój mózg.

kolorki2

Czas

Ponieważ odchyłów nigdy dość, synesteci widzą też czas. Dzień, tydzień, miesiąc czy rok mają u nas postać wyraźnego, trójwymiarowego modelu, innego u każdego synestety. Na przykład, tydzień to u mnie zamknięta pętla, kształtem przypominająca zarys Volkswagena Garbusa, z dniami wychodzącymi bliżej lub dalej mnie, a każdy dzień ma swój kolor, fakturę i osobowość. Poniedziałki są z żółte, wtorki – pomarańczowe, środy – czerwone, czwartki – bordowe, piątki – fioletowe, soboty – jasnoniebieskie, niedziele – szare. Niedziele są chropowate i znajdują się na górze pętli, z lewej są ziarniste poniedziałki, wtorki wychodzą bliżej mnie i mają fakturę płótna, środy są gładkie i nieco wycofane, dalej są miękkie czwartki i aksamitne, najbardziej wysunięte na prawo piątki, nad którymi skręcają w lewo śliskie soboty… Podobnie „czuję” przyszłość i przeszłość: dany rok ma u mnie konkretne miejsce na ogromnej osi czasu, bez względu na to, czy chodzi tu o wyginięcie dinozaurów, chrzest Polski czy datę urodzin Piaska. Nie muszę się zastanawiać nad tym, jak wyglądają dla mnie poszczególne pętle czasowe, bo je czuję. Po prostu cały czas na nich siedzę.

Bardzo nieprzyjemna dla mnie, bo inna od mojej, przykładowa wizja roku synestety. Niebieski czerwiec?! Przecież wiadomo, że czerwiec jest żółty i znajduje się tam, gdzie na tym obrazku jest grudzień…! źródło: blogs.discovermagazine.com

Ała. źródło: psychologyinaction.org

Ludzie

Poza tymi wszystkimi atrakcjami, jest jeszcze jedna rzecz, która dręczy mnie na co dzień. Oprócz tego, że poszczególne słowa eksplodują w mojej głowie feerią barw, własny zestaw kolorków ma też każdy napotkany przeze mnie człowiek, a jego kolory nie mają żadnego związku z jego imieniem, a raczej z głosem, energią i szeroko pojętą aurą. Czym innym jest więc kolor słowa „Andrzej” (czerwony, naturalnie), czym innym kolor Andrzeja Gołoty, znanego jako Endrju Golara (pomarańczowo-czerwony, w pepitkę), a czym innym kolor andżeja spod budki z piwem. Wszyscy ludzie mają swoje własne barwy, faktury i aury, zazwyczaj świadczące o ich najsilniejszych cechach charakteru, a żeby je zobaczyć, muszę usłyszeć głos danego delikwenta, najlepiej osobiście. Choć taki Endrju jest wystarczająco wyrazisty na jutubach…

http://instagram.com/p/1z_4llAj2L/

I tak, w dużym skrócie, wygląda moje życie. Specjaliści mówią, że mój mózg pracuje jak po LSD, tylko bez wycieczek w inne wymiary. Czuję się z tym nieco nieswojo, ale lepsze LSD niż SLD. Najciekawsze jest jednak to, że podobno na etapie życia płodowego, wszyscy ludzie byli kiedyś synestetami, po prostu większości z nas połączenia między zmysłami zaniknęły po przyjściu na świat, a niektórym zostały na całe życie. Jak więc rzecz ma się z Waszymi mózgami? Została w Was odrobina szaleństwa?

Grafika mózgu: app.emaze.com