CO ZNACZĄ DRINKI KOBIET W KLUBACH?

5 czerwca 2015

SMAK RÓWNOŚCI

11 czerwca 2015

TEŚCIOWA. LEVEL: HARD

8 czerwca 2015
teściowa fabjulus

– Czy wiesz, że odkąd nasz syn się z tobą spotyka, w jego pokoju panuje bezustanny bałagan? – zapytała mnie mama mojego ówczesnego chłopaka.
– Nie wiem – zachichotałam, myśląc, że to żart.
– Skarpetki walają się po dywanie. Z kosza przy biurku wysypują się papiery – zaczęła wyliczać ona, bez cienia uśmiechu na twarzy. – Na biurku leżą stosy dokumentów. Garnitury nie schowane do szafy, gniotą się na fotelach – kontynuowała, a moja mina zaczęła tężeć. Ona nie żartowała. Autentycznie rozliczała swojego blisko trzydziestoletniego syna z bałaganu na biurku. Nie miałam pojęcia, po co mi to mówi, ani jak mam na to zareagować. Ostatecznie, widziałam jego rodziców po raz pierwszy w życiu, w dodatku właśnie sympatycznie rozmawialiśmy sobie o moich studiach.
– Cóż… Może nie miał czasu sprzątać… – odparłam zdezorientowana i spojrzałam na zainteresowanego, który właśnie oglądał swoje paznokcie, nie odzywając się ani słowem.
– I ty myślisz, że to jest w porządku? – zapytał mnie jego oburzony ojciec. – Powiedz, co byś pomyślała na naszym miejscu?
– Słucham? – zapytałam, marszcząc czoło jak George Clooney.
– Bo my myślimy, że masz na naszego syna zły wpływ – kontynuował on, podczas gdy ja odkrywałam nowe możliwości własnej mimiki. – Jeśli chcesz udowodnić, że tak nie jest, postaraj się, żeby ten bałagan zniknął.
– Eeeee… No… Ja myślę, że on posprząta… Prawda, że posprzątasz? – zapytałam desperacko swojego chłopaka, a on bezgłośnie pokiwał głową.
– Oby. Bo chwilowo nie wiemy, co myśleć o waszym związku – zakończyła jego matka z pełną powagą, a ja stłumiłam wybuch nerwowego śmiechu.

Miło cię poznać

Klasyk na pograniczu banału: konflikt z teściową. Znamy to z reklam, seriali, opowieści koleżanek i przede wszystkim z kawałów, skutkiem czego temat bardziej bawi, niż przeraża. Bo przecież teściowa spadająca w przepaść w twoim nowym aucie, to są mieszane uczucia, a teściowa na 102 to taka sto metrów za domem, dwa metry pod ziemią. Heheszki. Aż spotka to ciebie.

W pierwszej chwili nie podpadło mi, że mój całkiem nowy chłopak już po tygodniu związku chce przedstawić mnie swoim rodzicom. Wręcz przeciwnie: uważałam to za komplement, poza tym rodzice moich znajomych zawsze za mną przepadali, więc postanowiłam wziąć to na klatę. Choć słabo się jeszcze znaliśmy i wcześniej wspominał coś o mieszkaniu w pojedynkę, tuż przed tym radosnym wydarzeniem towarzyskim wyjaśnił, że jednak mieszka z rodzicami, ale to żaden problem, bo przecież jest jedynakiem, w dodatku dorosłym i samodzielnym, a oni są wyluzowani, więc to tak, jakby mieszkał sam. Łyknęłam to, bo on taki starszy, a ja taka dwudziestoletnia, i tak, pewnego zimowego popołudnia, na totalnym relaksie przekroczyłam próg ich domu, żeby już po półgodzinnej pogawędce o niczym zostać rozsmarowaną na kanapie przez atak tak niespodziewany i intensywny, że nawet czujny Steven Seagal by tego nie ogarnął.

Oczywiście, dziś, usłyszawszy taki tekst, wybuchnęłabym śmiechem, uprzejmie podziękowałabym za herbatkę i poszłabym na najbliższy przystanek autobusowy, gdzie wsiadłabym do pierwszego autobusu do innego wymiaru, a następnie skasowałabym bilet i numer tego typa. Niestety, moja dzisiejsza mądrość rodziła się w bólach. To był jeden z nich.

 


 

– Powiedz mi… Po co ci ten kolczyk w chrząstce? – zapytała mnie nagle pół roku później, kiedy spokojnie jadłam sobie ciasto.
– Jak to: „po co”? – odparłam elokwentnie, z ustami pełnymi biszkopta.
– Na siłę taka ekstrawagancja… Rekompensujesz sobie tym jakieś braki w osobowości? – uściśliła pytanie chłodno i spokojnie, nie spuszczając ze mnie wzroku. Zwróciłam swój atrakcyjny wytrzeszcz ku jej synowi, który zacząć udawać, że zbiera okruchy z talerza maleńkim widelczykiem.
– Braki w osobowości? – zapytałam oszołomiona, odruchowo łapiąc się za maleńką cyrkonię w chrząstce prawego ucha. – Nie, po prostu podoba mi się kolczyk w chrząstce.
– Nam się nie podoba – do rozmowy włączył się jej mąż. – Dlatego masz go wyjąć.
– Co takiego?! – nie mogłam uwierzyć w to, co słyszałam. Moje ręce zaczęły się trząść z dziwnej mieszanki oburzenia i lęku, a tymczasem mój ówczesny wybranek nadal standardowo udawał, że go tam nie ma.
– Tak. Nie życzymy sobie, żebyś przekraczała nasz próg z tym czymś w uchu. Przecież możesz to wyjąć, prawda? To nie jest na stałe. Pokaż nam. Wyjmij na próbę – uśmiechnął się pan domu z udawaną życzliwością, choć w jego oku złowieszczo błysnęła bezwzględność.

Teściowa albo zdrowie

To wyglądało zawsze tak samo: oni wynajdowali problemy, które brzmiały tak abstrakcyjnie, jakby tworzyli im je scenarzyści „Trudnych spraw”, ja nie potrafiłam się obronić, bo byłam zamroczona przez opary absurdu, mój chłopak zostawiał mnie z tym samą, a gdy byliśmy sami, przepraszał mnie za ich zachowanie. Ja mu mówiłam, że tego nie wytrzymuję nerwowo, on mi mówił, że już niedługo się od nich wyprowadzi i nie będziemy musieli tego znosić. Dlaczego wciąż się nie wyprowadzał – nie wiem.

Rok później standardem było, że przed każdą wizytą u teściów musiałam wrzucać sobie tabletę uspokajającą, żeby nie dostać ataku paniki, mój chłopak rozgrzewał mnie do boju niczym Mickey Rocky’ego Balboę tuż przed zrzuceniem satynowego szlafroczka, a następnie wbijałam do paszczy lwa, gdzie przez kilka godzin słuchałam wyrzutów moich teściów, że przeze mnie ich syn zjadł w nocy batonika, o czym świadczą śmieci, które znalazła rano pani domu, a to przecież niezdrowo, ewentualnie tłumaczyłam się, dlaczego pomyliły mi się daty, gdy przedstawiałam im swój harmonogram sesji, bo to wygląda, jakbym celowo chciała wprowadzić ich w błąd, a tak poza tym, to pewnie wcale nie studiuję, bo mnie wywalili, tylko dorywczo buduję bomby dla Al Kaidy i/lub sprzedaję swoje ciało w Dubaju.

Słowem – rodzice mojego chłopaka stopniowo weszli w każdy aspekt mojego życia, kontrolując i krytykując mnie na każdym kroku, a ja to znosiłam, bo uważałam, że powinnam poświęcić się dla mężczyzny, którego kocham byłam skończoną kretynką.

 


 

– Dlaczego tak się opierasz na stole? – zapytała mnie pewnego kolejnego, niekończącego się wieczoru.
– Jak? Chodzi pani o to, że mam na blacie łokieć? – wyprostowałam się szybko, a cień dobrego humoru opuścił mnie w akompaniamencie głośnego łomotu serca.
– Nie, chodzi o to, że tak dziwnie podpierasz brodę, że zasłaniasz sobie palcami usta. Usta zasłaniają sobie ludzie, którzy mają coś do ukrycia. Masz coś do ukrycia? – niespodziewanie dodał pan mąż. Niestety, ich syn właśnie w tym momencie poczuł nagły zew natury, wstał więc od stołu i oddelegował się do łazienki.
– Nie, po prostu tak mi było wygodnie… – zaczęłam się tłumaczyć, walcząc z rumieńcem wypływającym mi na twarz.
– To przestań tak siadać. Chyba że chcesz, żebyśmy uznali cię za kłamcę. Jesteś kłamcą? – zapytał, świdrując mnie swoim zimnym wzrokiem.
– Przecież nic nie mówiłam, słuchałam państwa rozmowy…! – stwierdziłam, zbita z tropu.
– I po co to pyskowanie? Zawsze musisz tak dyskutować. Nie ma tobie za grosz pokory! Po prostu nie siadaj tak przy stole – uciął, wyraźnie zniesmaczony, a pani domu z satysfakcją spojrzała na mnie znad parującej filiżanki herbaty.

Detoks

Od tamtej pory minęło wiele lat, a moja ekstremalna przygoda nauczyła mnie wielu pożytecznych rzeczy. Po pierwsze – kontakty z teściami są bardzo ważne. Mogą stanowić wisienkę na torcie pięknego związku lub całkiem obrzydzić jego smak. Mogą też uczynić Cię stałym klientem pobliskiej apteki. Po drugie – od pozbierania się po toksycznym związku trudniejsze jest tylko zbieranie się po toksycznym związku z teściami. I po trzecie – choć rodzice partnera potrafią zamienić życie w koszmar, złe z nimi relacje to nie powód, żeby się rozstać. Partner, który nie potrafi się im postawić – owszem. Ostatecznie, to nie z nimi się wiążesz. Choćby więc Twoimi teściami mieli być państwo Hitlerowie, nic nie szkodzi, tak długo, jak Hitlerzątko stoi za tobą murem.

Dziś mam teściów, których porównać mogłabym do aniołów miłosierdzia, wychowywanych na niebiańskich polanach przez mistrzów zen, Troskliwe Misie i tęczę. Nie mam pojęcia, gdzie teraz mieszka mój korpobyły ani czy posprzątał już wszystkie skarpetki. Po latach wiem jednak jedno: ich metody miały głęboki sens! Wychowały twardziela z jajami. Jestem nim ja.

A wy? Jakie macie doświadczenia z teściami? Bardziej nerwica czy jednak miłość rośnie wokół nas?