7 TYPOWYCH GOŚCI WESELNYCH

20 lipca 2015

WYGRAĆ ROZSTANIE

24 lipca 2015

7 KŁAMSTW KOBIET NA ZAKUPACH

22 lipca 2015

Wokół damskich zakupów powstało wiele mitów. Ten najpopularniejszy zdaje się być jednocześnie najbardziej krzywdzącym, bowiem mężczyznom wydaje się, że wydawanie pieniędzy to dla nas przyjemność, podczas gdy wycieczka do sklepów to nie tylko ciężka praca łowiecka, ale przede wszystkim bolesna próba charakteru. Pozostawiona sam na sam z bezlitosnym koktajlem wzorów, tkanin i barw, zakupoosoba nie potrafi oszacować, co jest warte jej uwagi, a co winno wrócić natychmiast tam, skąd przybyło, czyli do Kambodży, bo przecież ona nie ma talii na żebrach i kto to w ogóle uszył. Niestety, w świecie zdominowanym przez prześmiewczych samców, mało kto zwraca uwagę na to, jak trudnym doświadczeniem jest dla kobiety wizyta w sklepie odzieżowym. Po dokładnych badaniach na reprezentatywnej grupie badawczej składającej się ze mnie, ostatecznie rozszyfrowałam procesy zachodzące w głowie przeciętnej zakupoosoby, żeby obnażyć przed Wami wszystkie jej kłamstwa i odkryć odwieczną tajemnicę: jak to się dzieje, że hajs znika?

1. „Wejdę tu tylko na chwilę”

Słowa te najczęściej wypowiada do towarzysza podróży po centrum handlowym, choć nierzadko sama jest ich adresatką. Na widok przyjaźnie połyskującego szyldu ulubionego sklepu, zakupoosoba zapomina o tym, że tak naprawdę miała iść tylko na pocztę, w domu zostawiła makaron na gazie, a w samochodzie na parkingu czeka na nią 70 stopni Celsjusza, trójka dzieci, pies, Joanna Racewicz i straż miejska. Jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy, tak naprawdę całą swoją dzisiejszą trasę podświadomie zaaranżowała tak, żeby się tu znaleźć, dlatego jest zaskoczona miejscem, w którym się znalazła. Wersja oficjalna jest taka, że to sklep niespodziewanie zaatakował ją zza bankomatu, tak więc nie ma wyjścia – musi tu zajrzeć. Tylko na chwilę. Z ciekawości. Przecież nie będzie nic kupować.

2. „Właśnie tego szukałam!”

To niesamowite! Ta bluzka ma dokładnie taki sam kolor, jak guziki naszyte na majtkach, które kupiła rok temu na Allegro! Przecież właśnie tego szukała! Zachwycona, że oto sklepowe znalezisko idealnie będzie jej pasować do dowolnie wybranego elementu imponującej garderoby, z prędkością Google’a pytanego o początki kariery Karoliny Szostak, zakupoosoba przekonuje samą siebie, że obiekt pożądania jest jej potrzebny do życia. Kolejnych siedem setnych sekundy później może przysiąc, że od dawna właśnie tego szukała, a tak naprawdę weszła tu, bo miała nadzieję, że właśnie na to trafi. Uważając, że miała ogromne szczęście i to musi być przeznaczenie, zakupoosoba kontrolne zerka na cenę, choć tłumaczy samej sobie, że robi to tylko z ciekawości, bo przecież i tak nic dziś nie kupi. W tej fazie często na czole zakupoosoby pojawia się pierwszy pot.

3. „Tylko przymierzę”

Rozsądnie uznając, że fakt, że znalezisko ją zachwyca, nie oznacza, że będzie dobrze na niej leżało, zakupoosoba podejmuje spontaniczną decyzję o przymierzeniu obiektu pożądania. Nadal głęboko wierzy, że robi to w celach informacyjno-badawczych, a przymierzenie znaleziska ma za zadanie utwierdzić ją w przekonaniu, że nic dziś nie kupi, bo przecież pogrubia, źle skrojone, co to ma być za kolor i ogólnie fuj. W tym celu, zakupoosoba kieruje się do przymierzalni, w duchu klnąc, że założyła zły stanik i to na pewno zepsuje cały efekt. Na jej twarz występują rumieńce ekscytacji i lęku, a dłonie zaczynają charakterystycznie trząść się w przypływie adrenaliny.

shop

4. „Schudnę do tego”

Założywszy na siebie znalezisko, zakupoosoba ogląda się ze wszystkich stron, po czym stwierdza, że jest gruba. W pierwszej chwili, postanawia desperacko wciągnąć powietrze tak głęboko, aż żebra wyjdą jej na wierzch, jak oczy księdza w konfesjonale po Juwenaliach. Niestety, zabieg ten nie tylko nie unicestwia oponki czekoladopochodnej w okolicach pępka, a wręcz uwydatnia drastyczny brak jędrności skóry zakupoosoby, toteż postanawia ona, że od dziś przechodzi na dietę. No, od jutra, bo dziś na obiad będzie spaghetti. I kiedy już podnosi ręce, żeby zdjąć z siebie niefortunne wdzianko, przypomina jej się, że przecież ma na sobie ten zły stanik i to wszystko dlatego! To on tak zdeformował jej ciało, że wygląda jak smutny bałwanek, a tak naprawdę przecież jest uosobieniem seksu, zdrowia i silnej woli. Poza tym, w tych sklepach są fatalne lustra. Fatalne! Każdy w nich wygląda grubo. I to światło! Jak w prosektorium! Obnaża każdy drobny mankament figury, a ona przecież pytała dziś rano misiaczka, czy jest gruba, a misiaczek odpowiedział, że nie. Poza tym, nawet jeśli przytyła dwa kilo w tym miesiącu, to naprawdę nie ma znaczenia. Ona schudnie. I tak miała zacząć biegać. A teraz, gdy to kupi, wreszcie będzie miała motywację.

5. „To prawdziwa okazja”

Nie do końca świadoma, kiedy jej mocne postanowienie, że niczego dziś nie kupi, zmieniło się w decyzję, że nie wyjdzie stąd bez znaleziska, zakupoosoba kieruje się do kasy, po drodze uruchamiając procesy racjonalizatorskie. Nie mija pięć sekund, zanim dochodzi do wniosku, że w sumie za tę cenę, to grzech by było tego nie kupić. Obniżka 20%! Z 299 złotych na 239! To prawie jak za darmo! Jakby się nad tym głębiej zastanowić, to ona właściwie zarabia! Wiedząc już, że nie może nie wziąć znaleziska, z westchnieniem ulgi zbliża się do kasy i uspokaja nadal drżące dłonie.

6. „Będę w tym chodzić cały czas!”

Zastanawiając się, którą kartą zapłaci za swoje nowe cudo, zakupoosoba przystępuje do usprawiedliwienia swojej decyzji. W fazie tej uzmysławia sobie, że znalezisko będzie jej pasować do absolutnie wszystkiego, tak więc z całą pewnością będzie nosić je bezustannie, z krótkimi przerwami na pranie, choć to też niechętnie, bo to przecież jedwab. Na podziw zasługują tutaj stanowczość, z jaką samą siebie zapewnia, że podjęła doskonałą decyzję, a także konsekwentne odpychanie od siebie myśli, że w jej szafie jest już sześć identycznych znalezisk, niektóre nadal z metkami. Zadowolona, że podjęła tak mądrą i racjonalną decyzję, zakupoosoba po raz pierwszy beztrosko się uśmiecha i zaczyna szukać portfela.

7. „Najwyżej jutro zwrócę”

Kiedy wreszcie nadchodzi jej pora, aby stanąć z terminalem fejs tu interfejs, zakupoosoba czuje w duszy ukłucie niepewności. Może jednak popełnia błąd? Może nie powinna tego kupować? Ostatecznie, nie wygląda w tym jakoś szałowo, a gdyby znalezisko nie było opatrzone czerwonym napisem „SALE”, wyzwalającym w niej najgorsze instynkty prahalinek-łowczyń, nie wydałaby na nie 239 złotych, tylko prychnęła z pogardą na zawyżone ceny korporacyjnych wyzyskiwaczy. I kiedy już jest o krok od rezygnacji z zakupu, do głowy przychodzi jej ono: najsłodsze spośród wszystkich kłamstw. Przecież zawsze może to oddać! Tak długo, jak paragonu nie porwą ptaszyska, a metka nie zginie w towarzystwie skórek banana i opakowań po jogurcie, zakupoosoba ma furtkę, żeby wrócić do sklepu następnego dnia i powiedzieć pani przy kasie, że zdecydowała się na rozstanie, którego przyczyną jest niezgodność charakterów. Zakupoosoba postanawia sfinalizować transakcję. Pani przy kasie życzy miłego dnia. Zakupoosoba już wie, że taki właśnie będzie.

Przeceny ewryłer, aż mnie serce boli od tych uroczych białych procencików na czerwonych kartonikach… Jak dogadujecie się z zakupami? To skomplikowane czy raczej jesteście z nimi w stabilnym związku? Bo ja właśnie patrzę na pudło nowych butów i boję się go rozpakować. Owszem, kupiłam, ale przecież zawsze mogę je oddać…