NA DRUGI KONIEC ŚWIATA

17 lipca 2015

7 KŁAMSTW KOBIET NA ZAKUPACH

22 lipca 2015

7 TYPOWYCH GOŚCI WESELNYCH

20 lipca 2015

Organizacja wesela przypomina grę w GTA bez kodów: jest trudno, nieprzewidywalnie i możecie nie wyjść z tego cało. Nieważne bowiem ile czasu poświęcicie na rozstrzyganie wyższości bigosu nad barszczem z krokietem, tudzież na naukę walca wiedeńskiego w rytm dowolnie wybranego utworu zespołu Sumptuastic, to nie od was zależy to, czy wasz wielki dzień będzie udany. Od momentu stłuczenia związanych tasiemką za dwa ziko kieliszków i pozamiatania ich plastikowym zestawem zmiotki i szufelki firmy Curver, być albo nie być waszego melanżu zależy wyłącznie od ekipy, jaką zgromadziliście na sali. I choć każde wesele jest inne, a każda rodzina wyjątkowa, pogódźcie się z tym, że na prawdziwym polskim weselu są role, które muszą zostać obsadzone. Zanim więc wskoczycie w gorsety i lakierki, przeczytajcie poniższy przegląd typowych gości weselnych, żeby w ferworze walki nic was już nie zaskoczyło. No, dobra, to na pierwszy ogień idzie…

Imprezowy automat

Początki są niewinne: podczas gdy wszyscy goście rozsiadają się już nad parującym talerzem rosołu z makaronem, jego nie ma jeszcze na sali. Pytasz mamę, czy go nie widziała, a ona mówi, że poszedł zapalić, co jest dziwne, bo przecież znasz swojego kuzyna i wiesz, że nie lubi tytoniu. Wreszcie wchodzi, krokiem pewnym acz miękkim, a następnie rozsiada się przy stole i sprawnie opróżnia zawartość talerza. A następnie drugiego. I trzeciego. Kiedy jest w trakcie czwartej dolewki, kelner uprzejmie informuje go, że musi zabrać wazę, bowiem robi miejsce na drugie danie. Na widok półmiska mięs, kuzyn aż podskakuje ze szczęścia, po czym intonuje dziarsko przyśpiewkę ludową „mięsny jeż”, którą niestety podłapuje reszta gości oraz akordeonista z weselnej kapeli. Zanim zdążysz się zorientować, co się stało, cała sala buja się od lewej do prawej, śpiewając „ty go zjesz” przy akompaniamencie rosyjskiej harmoszki, a następnie podsumowuje to chóralnym „gorzko” – i tak oto twój kuzyn po raz pierwszy tego wieczoru skutecznie animuje tłum. Dalej jest tylko lepiej – to właśnie on przekona kapelę, żeby jednak zagrała „Majteczki w kropeczki”, wygra konkurs na ubieranie banana w balon ustami, który to konkurs sam wymyśli kilka chwil wcześniej, a także złapie muchę pana młodego podczas oczepin, poprowadzi pociąg zwany wężem i obtańcuje wszystkie ciotki na weselu, dzięki czemu po wsze czasy w obu rodzinach będzie znany jako „ten wspaniały młodzieniec”. Taki kuzyn to skarb! Martwi cię tylko, że tyle pali…

Gwiazda

Według archaicznych zasad wpajanych światu przez zakompleksione ciotki z nadwagą, w dniu wesela nie wypada wyglądać lepiej niż panna młoda. Ale co ona, biedna, ma poradzić na to, że po prostu jest powalająco piękna? Kuzynka – gwiazda, od urodzenia borykająca się z problemem ponadprzeciętnej urody i genialnego metabolizmu, nie tylko jest świetnym lachonem, ale co gorsza – doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Z tego powodu, na waszym weselu wystąpi w obcisłej, czerwonej sukience z dekoltem na biuście i plecach, z rozcięciem na udzie i widoczną bielizną w każdej z tych szczelin. Swoją stylizację uzupełni o buty tak wysokie, że przed założeniem ich musi jechać na tygodniową aklimatyzację w Himalajach z Krzysztofem Wielickim, a w torebce zawsze nosi spadochron, na wypadek, gdyby miała się przewrócić. Dwukrotnie przekroczywszy granicę dobrego smaku, dzisiejszej nocy nie zejdzie z parkietu nawet na chwilę. Powody są dwa:
a) wie, że kiedy tańczy, wszystkie oczy zwrócone są tylko na nią;
b) boi się, że kiedy usiądzie, pęknie jej kiecka.

Gladiator

Na całym świecie nie ma drugiej osoby, która kochałaby wesela tak, jak on. Pierwszy pojawia się pod kościołem, żeby zająć najlepsze miejsca w szpalerze i zaklepać sobie punkt widokowy w drugiej ławce w kościele. Po przybyciu na salę weselną, wykonuje żywiołowy sprint ku swojemu miejscu, jak gdyby obawiał się, że ktoś mu je zajmie, po czym natychmiast ściąga marynarkę, obnażając koszulę z krótkim rękawem, a także ściąga krawat i rozpina dwa guziki na klacie. Z satysfakcją wymalowaną pod wąsem, stwierdza, że wreszcie jest gotowy do boju i sięga po wódkę, żeby polać wszystkim w zasięgu wzroku, w tym sobie dwa razy – za fatygę. Nie potrzebuje popity – w końcu zaraz wniosą szampany do toastu, więc idealnie przepłucze nimi zęby przed rosołkiem. W okolicach drugiego dania ciepłego, jego koszula jest już całkiem rozpięta, natomiast podczas oczepin pełni rolę boa otulającego czule jego gardziel, a w razie potrzeby – wyciągającego oporne młode damy na parkiet. Choć, szczerze mówiąc, trudno wyobrazić sobie, żeby którakolwiek kobieta mogła być oporna na jego wdzięki.

Przerwa na Dejwida

Przerwa na Dejwida / fot. stylenews.peoplestylewatch.com

Zawodowiec

To miłe, że opłaciliście profesjonalnego fotografa na dzisiejszą uroczystość, ale ten wydatek był całkowicie zbędny, bowiem przecież na wesele zaprosiliście wujka Cześka. Wujek Czesiek od lat pasjonuje się artystyczną fotografią, a Playboya kupuje tylko dla dobrych kadrów, dlatego też na dzisiejszą imprezę przyszedł wyposażony w nie jeden, nie dwa, a sześć aparatów fotograficznych! Jednorazowych, co prawda, ale jednak sześć! Czy ten wasz niby-profesjonalny fotograf może się pochwalić tym samym? NIE SĄDZĘ! Już od pierwszych chwil uroczystości zaślubin, z czujnością reportera „Faktu”, wujek Czesiek rzuca się ku ołtarzowi, żeby uwiecznić kolor paznokci panny młodej, kolor stuły księdza, kolor paznokci panny młodej na tle stuły księdza, muchę pana młodego i muchę siedzącą na musze pana młodego. Skutkiem tego, na wszystkich zdjęciach od waszego, pożal się Boże, fotografa, widoczni będziecie zakochani Wy i aparat wujka Cześka. Czyli, spójrzmy prawdzie w oczy, najważniejsi bohaterowie dzisiejszego melanżu.

Królowa stylu

Nikt nie przyzna tego na głos, ale na imprezach rodzinnych wszyscy zawsze czekają tylko na nią. Nikt tak jak ona, nie nadaje imprezom rodzinnym smaku i polotu, a choć lata jej młodości i pojedynczego podbródka już dawno minęły, wiadomo doskonale, że wszystkie oczy będą zwrócone tylko na nią. Królowa jest tylko jedna i jest nią ciocia Halinka. Zasada jest prosta: ma być na bogato. Z tego powodu, ciocia Halinka przywdziewa na swoje obfite ciało obcisłą kreację o barwie i fakturze rybiej łuski, którą okrywa bolerkiem z cekinami i uzupełnia złotymi sandałkami na obcasach jednocześnie wysokich i błagających o litość. Błyszczą się jej usta, bransoletki, paznokcie, włosy, torebka, a po dwóch tańcach również twarz. Wszystko to wprawia cię jednocześnie w osłupienie i podziw: wiesz doskonale, że nie znalazłbyś takich okazów, choćbyś przemierzył Ptak Fashion City wzdłuż i wszerz, a przecież każdy czasem potrzebuje odrobiny glamouru w swojej stylówce.

cekiny

Magda Gessler

Rosół był zbyt wodnisty. Rolady suche, jak spoty Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Wódka tak ciepła, że można by gotować w niej ziemniaki, którym by się to zresztą przydało, bo są za twarde. Twoja rodzinna Magda Gessler urządziła w życiu pięć wesel, w tym dwa własne, więc z przyjemnością nie tylko oceni każdy punkt waszego wielkiego dnia, ale i podzieli się swoją opinią z otoczeniem. Nie czarujmy się – będzie to ocena krytyczna, ale w rodzinie nie wolno się okłamywać, prawda? Kiedy już dowiesz się, że tort to sama śmietana, a wokalista fałszuje, ciocia przejdzie do konkretów i powie ci, co naprawdę myśli o bograczu po północy, a także zdradzi, że french na paznokciach panny młodej wyszedł z mody w 2007 roku, a ta fryzura ją pogrubia. I kiedy już oboje będziecie na skraju załamania nerwowego, a panna młoda będzie rozglądała się za nożyczkami, którymi nada swojej nudnej kreacji nieco awangardy, ciotka z uśmiechem na twarzy poinformuje was, że wspaniale się bawiła i wesele było świetne, a w kopercie, którą wręczyła ci podczas składania życzeń, znajdziesz równowartość czterech tygodniowych wyjazdów na olinkluziw do Egiptu.

Wielki nieobecny

Najprawdopodobniej mąż Magdy Gessler. Ostatni raz widziałeś go podczas składania życzeń i chyba w okolicach rosołku, a potem zapadł się jak kamień w wodę. W ogromie wrażeń, nawet nie zauważyłeś jego braku, dopóki ktoś nie powiedział ci, że idzie na fajkę z wujkiem Andrzejem – i wtedy cię olśniło. Wujek Andrzej, znany jako Ambasador Tarasu, swoja misją uczynił spędzenie całego wesela w oparach dymu tytoniowego i stopniowe powiększanie sterty petów w popielniczce umieszczonej w paszczy kamiennego lwa. Z radością witając każdego nowego przybysza, zabawia pozostałych palaczy kulturalną rozmową o polityce, kulturze i sztuce, a także częstuje niekończącymi się czerwonymi Marlboro i od czasu do czasu dyskretnie wraca na salę, aby napić się piwka. Jako że zdolności interpersonalne i poczucie humoru wujka Andrzeja obrosło w rodzinie w legendę, w okolicach godziny 23 odkrywasz, że 3/4 waszych gości przeniosło się na taras, by słuchać przezabawnych anegdot o podkradaniu butów kolegom w wojsku i utknięciu w windzie z Pamelą Anderson w hotelu w Vegas. Przed oczepinami decydujesz się jednak na interwencję u Magdy Gessler, bowiem lada chwila na salę ma wjechać świniak z petardą pod ogonem, a na sali nie ma nikogo, by powitać go owacjami.

Dajcie znać, kogo jeszcze umieścilibyście w dzisiejszym zestawieniu. Moje wesele tuż-tuż, nie mogę dać się zaskoczyć! I pamiętajcie: jak mawiał Henry Ford, przygotowanie się jest sekretem sukcesu – a Henry’ego Forda trzeba słuchać. Ostatecznie, to on wymyślił weekend.