DZIEWCZYNA CHŁOPAKA Z GITARĄ

30 czerwca 2015

PIĘKNY JAK SPOD IGŁY

6 lipca 2015

MIŁOŚĆ, WIERNOŚĆ, HASŁO DO FEJSA

3 lipca 2015
CHŁOPAK Z GITARĄ FABJULUS
haslo do fejsa

– Niby mnie przeprosił, ale krótko potem poleciał na skargę do siostry! – relacjonowała oburzona. Spotkałyśmy się na szybki obiad w małej knajpce w centrum, bo musiała streścić mi swoją wczorajszą awanturę z narzeczonym.– Stwierdził, że jestem paranoiczką i że najchętniej trzymałabym go na smyczy, a on od czasu do czasu musi się rozerwać z kolegami. Ty sobie to wyobrażasz?! Paranoiczką! Co za palant!
– Skąd wiesz? – zapytałam.
– Skąd wiem co? – zmarszczyła czoło.
– Że powiedział to wszystko siostrze – uściśliłam.
– Bo sprawdziłam mu rano fejsa – odparła, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
– Sprawdzasz mu wiadomości? – zdziwiłam się.
– No jasne! A ty swojemu niby nie? – wykrzyknęła. – Proszę cię, oczywiście, że to robię, WSZYSTKIE to robimy! – uśmiechnęła się z politowaniem.
– Ja swojemu nie sprawdzam… – odpowiedziałam zdezorientowana.
– To może powinnaś zacząć. Kto wie, czego byś się dowiedziała… – rzuciła jadowicie i wzięła łyk zimnej lemoniady.

Zaufanie v. 2.0

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Byłam wychowana w domu, w którym mój pamiętnik pełen gorzkich skarg na ona-nic-nie-rozumie mamę lub on-nigdy-nie-był-młody tatę mógłby leżeć na stole w jadalni przez tydzień, a i tak miałam stuprocentową pewność, że nikt nigdy nie zacznie w nim grzebać bez mojej zgody. Poczucie bezpieczeństwa, że mam prawo do swoich sekretów i własnego świata było dla mnie tak oczywiste, jak sobotnie porządki i wtorkowa pyskówka z księdzem na religii. Tymczasem, oto siedziałam ze swoją przyjaciółką, informującą mnie, że sprawdzanie komuś wiadomości nie tylko nie jest zbrodnią na wolności, a wręcz jest całkowicie normalne.

– On tobie też dłubie w komputerze? Albo w smsach? – spytałam, starając się nie brzmieć moralizatorsko.
– Pewnie tak, ale nawet jeśli, to nie ma problemu. Przecież nie mam nic do ukrycia – odparła lekko.
– Nic? – zdziwiłam się.
– Nic. Przecież razem mieszkamy…
– Ale chyba masz jakiś margines prywatności? – zapytałam zaskoczona.
– Nie, mówię mu o wszystkim – stwierdziła z rosnącą irytacją, po czym dodała coś, co zabrzmiało tak kuriozalnie, że nie mogłam opanować szyderczego uśmiechu: – No wiesz, przecież mu ufam!

Ewidentnie jej definicja zaufania bardzo odbiegała od mojej. Ja pod pojęciem zaufania rozumiałam szanowanie prywatności drugiej osoby i spokój o to, że nie krzywdzi mnie za moimi plecami. Ona – uważała, że zaufanie polega na porannym wjeździe na Facebooka, przeglądanie najnowszych smsów i przetrząsanie spamu w skrzynce pocztowej narzeczonego, na wypadek, gdyby Gmail pomylił wyuzdane propozycje grupowego seksu od koleżanki z działu kadr z rewolucyjną metodą powiększania penisa o 57 centymetrów w zaledwie dwa dni.

Zaradne andżeje

Pierwszym, co przyszło mi do głowy, było szybkie pytanie, czy kiedykolwiek wysłałam jej coś, czego nie chciałabym pokazać jej facetowi. W ciągu kilku setnych sekundy, z efektywnością Google’a o poranku, mój mózg przedstawił mi wyniki swojego wyszukiwania: nieuzasadniony hejt na mojego onego, kiedy miałam okres i chciałam się wygadać, bo jak on może tak zostawiać te skarpetki i fuj; fotka moich gigantycznych cycków podczas nawału mlecznego pięć dni po porodzie; fotka mojego nieproporcjonalnie wielkiego lewego cycka po tym, kiedy z prawego już odciągnęłam pokarm; fotka w bieliźnie w przymierzalni, kiedy nie mogłam się zdecydować na pas do pończoch i potrzebowałam rady; zwierzenia o zaskakująco obfitej miesiączce; szczegółowy opis snu erotycznego z profesorem Snapem w roli głównej. A to wszystko tylko w ciągu ostatniego półrocza. Zmroziło mnie. Zaczęłam się zastanawiać, jakie jest prawdopodobieństwo, że narzeczony mojej przyjaciółki równie ochoczo, jak ona, przetrzepuje jej archiwa w chwilach wolnych od innych rozrywek.

Odpowiedź nadeszła tydzień później.

„Jak się nazywał ten krem ujędrniający, który kupiłyśmy ostatnio w drogerii?” – zapytałam w smsie o 18:31. Odpowiedź nadeszła kilka sekund później.
„Halinka zasnęła na kanapie, więc ci teraz nie odpisze. Buziaki, andżej”.

To już było za dużo jak na mój blond umysł. Choć tego nie pochwalałam, byłam w stanie zrozumieć, że robił jej wjazd na telefon, podczas gdy spała. Ale czemu się z tym ujawnił? I przede wszystkim: po co, do stu tysięcy spoconych Davidów Beckhamów, odpisał na smsa, który nie był do niego?!

Postanowiłam zapamiętać, żeby już nigdy nie wysyłać do halinki żadnych kompromitujących informacji, skoro jej domowy ojciec Mateusz wiecznie czuwa. Jednocześnie jednak zadałam sobie pytanie, czy może to nie ze mną jest coś nie tak. Może tak, jak kredyt na mieszkanie to nowy ślub, podanie sobie haseł do fejsa, sympatii i allegro to nowe wyznanie miłości? Może ludzie prawdziwie, głęboko zakochani nie potrzebują prywatności?

Odpowiedź, jak zwykle, podało mi życie.

– Nie uwierzysz, co się stało! – usłyszałam w słuchawce.
– Nie uwierzę – odparłam.
– Ten palant zmienił hasło do fejsa! – krzyknęła oburzona.
– O kurde. Zorientował się, że mu tam zaglądasz? – zapytałam zaskoczona, pamiętając pomocnego smsa od andżeja.
– Pewnie tak, ale to nie o to chodzi! Przecież to jest poważny problem! – kontynuowała drżącym głosem. – Wiesz, co to znaczy?!
– Że odciął cię od informacji?
– Nie! To znaczy, że on mi nie ufa! – odparła, a mnie zatkało. – To koniec! Powiedz sama: jak mam żyć w związku bez zaufania?! – zapytała płaczliwie.

I powiem Wam szczerze, że naprawdę nie wiem.