MIŁOŚĆ, WIERNOŚĆ, HASŁO DO FEJSA

3 lipca 2015

KARMELOWY COFFEE SHAKE TYPU „ŚLINOTOK”

7 lipca 2015

PIĘKNY JAK SPOD IGŁY

6 lipca 2015
haslo do fejsa

Maseczka, krem, masaż, manicure i pedicure. Jeśli ma kaprys i trochę kasy – botoks i odrobina kwasu. Inwestująca w siebie kobieta nikogo nie szokuje, chyba, że przekombinuje i ma usta jak wlew paliwa. A co, kiedy ten sam kaprys ma mężczyzna? Mój dzisiejszy gość, Jakub Damore-Krekora, gościł ostatnio na łamach Newsweeka oraz w „Pytaniu na Śniadanie”, gdzie opowiedział otwarcie o swoich doświadczeniach z poprawianiem urody. To, co nastąpiło potem, przerosło jego najśmielsze oczekiwania…

Fab: Zacznijmy od tego, czego nie udało ci się w pełni opowiedzieć w programie. Jakim poddałeś się zabiegom i jak były one rozłożone w czasie?

JDK: Najpierw zoperowałem nos, było to dziesięć lat temu, potem uszy – osiem lat temu, a od pięciu lat regularnie stosuję botoks i różne wypełniacze, niedawno po raz pierwszy wypróbowałem wypełnienia własnym tłuszczem. W ostatnim półroczu poddałem się odsysaniu tłuszczu z podbródka i implementacji nici liftingujących skórę.

Potrafisz ocenić, ile pieniędzy wydałeś na swoje zabiegi?

Trudno dokładnie powiedzieć, bo niektóre zabiegi dostałem w prezencie, ale gdyby podliczyć wszystko w ciągu ostatnich dziesięciu lat, myślę, że spokojnie około czterdziestu, może pięćdziesięciu tysięcy złotych.

Dlaczego je zrobiłeś?

Nos był kaprysem, typową fanaberią, ale dał mi też poczucie, że w zasięgu ręki mam możliwość poprawy tego, co mi nie odpowiada w swoim wyglądzie. Z każdym kolejnym zabiegiem, znikały kompleksy związane z moją powierzchownością i budowała się pewność siebie, której kiedyś nie było. Stopniowo zacząłem zauważać, co jest w moim wyglądzie dobre, a co przerysowane. Ten proces trwał latami.

 

Jakub Damore Krekora

fot. archiwum Jakuba Damore-Krekory

 

Z jakimi reakcjami w swoim otoczeniu spotykasz się w związku z twoją pogonią za perfekcyjnym wyglądem?

Czy perfekcyjnym? Nie wiem… Mam nietypową urodę, więc nie każdemu się podobam, niektórzy wręcz uważają, że jestem brzydki. Moje otoczenie akceptuje mnie takiego, jakim jestem, czy to przed czy po botoksie. Na szczęście, doszedłem do takiego etapu, że nie muszę i wręcz nie chcę się nikomu przypodobać. Nie potrzebuję tego. Mam ten komfort i pewność, że ludzie, którymi się otaczam, są szczerzy ale nie obłudni. Kiedyś przebywałem w środowisku, w którym jednego dnia pito ze mną szampana, a drugiego po cichu wbijano mi nóż w plecy. Tamte czasy minęły.

Na pewno inaczej sytuacja wygląda w przypadku obcych ludzi, którzy nie patrzą na ciebie przez pryzmat przyjaźni czy miłości. Często bywałeś szufladkowany?

Szufladkowanie to zjawisko, z którym miałem do czynienia od najmłodszych lat. Zawsze miałem więcej do powiedzenia, niż wszyscy rówieśnicy. Nie wstydziłem się mówić o wielu rzeczach, które dla wielu do dziś są kontrowersyjne. Całe mnóstwo porównań, setki negatywnych postów… Sam nie wiem, jak to się stało, że w pewnym momencie przestałem reagować, komentować, wszystko wpadało jednym uchem i wypadało drugim. I tak już zostało.

To, co rozpętało się w sieci po twoim występie w “Pytaniu na Śniadanie” to była cyberprzemoc. Klasyczny hejt, w dodatku w bardzo prymitywnym wydaniu. Dotykają cię krytyczne słowa nieznajomych w sieci?

Wiem że wielu może uważać to tylko za pozę, ale naprawdę od paru lat zupełnie się nie przejmuję hejtem w żadnej postaci. Oczywiście nie było tak od początku, kiedyś denerwowało mnie każde obraźliwe słowo w moim kierunku. Dziś wiem, że moje nerwy nic by nie zmieniły, nie wejdę do głów i serc tych ludzi, którzy komentują. Nie zmienię ich podejścia. Nie wiem jakie mają podstawy do tego, żeby wypisywać takie głupoty i jednocześnie nie muszę im niczego udowodniać.

Ok, ale wiem na pewno, że gdybym sama przeczytała serię przykrych słów na swój temat, czułabym ukłucie bólu, bez względu na to, jak bardzo usiłowałabym się tym nie przejmować. Jak radzisz sobie z tym, co się o tobie mówi?

Generalnie nie czytam i nie oglądam siebie – po co? Wiem, co powiedziałem, wiem jak wyglądałem. Ale jeśli już zdarzy mi się coś przeczytać… Cóż, mam świetny przykład: ostatnio dostałem napadu śmiechu, a akurat wchodziłem do windy, więc po chwili cała winda była w dobrym nastroju! Serio!

Przed i po. Fot. archiwum JDK

Przed i po. Fot. archiwum JDK

 

Znamienne jest to, że przedmiotem krytyki nie była sama medycyna estetyczna, a tylko fakt, że poddałeś się jej Ty-mężczyzna. Kobietom wolno więcej? A może właśnie wymaga się od nich więcej, dlatego nikt nie ma problemu z kobietą dążącą do ideału, a według komentatora-hejtera mężczyzna powinien ograniczyć się do mydła i dezodorantu?

Przedmiotem, krytyki stała się głownie moja wątpliwa uroda oraz orientacja seksualna, a przecież to nie było tematem spotkania. Generalnie polska mentalność przejawia się w takim wzorcu myslenia, że jeśli zbyt dużą wagę przywiązujesz do wyglądu, czy to ubioru czy dbania o siebie, tym mniej musisz mieć oleju w głowie, zapewne jesteś pustakiem, który nie ma nic do powiedzenia. Jeśli w jakiś sposób się wyróżniasz, to lepiej ściągnąć cię w dół, niż ci dorównać. Tak jest prościej.

Ale tak, dla wielu Polaków „prawdziwy facet” nie powinien przekraczać granicy zwykłego dezodorantu, nie wspominając o kosmetyczce lub manikiurzystce, a co dopiero medycyna estetyczna…. Nie potrafię tego zrozumieć ani wyjaśnić. Mam to szczęście, że od najmłodszych lat otaczałem się ludźmi o różnych narodowościach i dość wcześnie zacząłem podróżować. Chłonąłem wszystko, co nowe, inne i lepsze od szarej polskiej ulicy lat dziewięćdziesiątych. To ukształtowało mój światopogląd, dlatego nie potrafię dziś nawet tłumaczyć rzeczy, które dla mnie są tak naturalne, jak oddychanie! Każdy, bez względu na płeć, powinien o siebie dbać. To, w jakim stopniu to robi, to jest już jego indywidualna sprawa. Dla mnie dezodorant i mydło to za mało.

W Twoim przypadku zadecydowały względy estetyczne, ale ogromny odsetek klientów klinik medycyny estetycznej i pacjentów chirurgów plastycznych stanowią osoby, które musiały poddać się zabiegowi ze względów medycznych. Czy masz w swoim otoczeniu takie osoby?

Nie mam, ale dość często myślę o tym, że mam szczęście, bo to co robię, to kwestia estetyki i własnych chęci, a nie konieczności.

Poddając się kolejnym zabiegom, dążysz do osiągnięcia wymarzonego ideału? Uważasz, że jesteś coraz bliżej celu i po prostu odhaczasz kolejne punkty na liście, czy raczej z czasem wynajdujesz kolejne rzeczy, które masz ochotę poprawić?

Absolutnie nie mam ideału, do ktorego zmierzam. Jestem na etapie dermatologi estetycznej, teraz zależy mi już tylko na utrzymaniu efektów dotychczasowych zabiegów. Medycyna estetyczna to moje hobby, lubię wiedzieć, co nowego ukazuje się na rynku, jakie są nowe zabiegi, metody, preparaty. Czasem zdarza się, że poddając się jakiemuś zabiegowi, sprawdzam jego efektywność.

 

Przed i po. Fot. archiwum JDK

Przed i po. Fot. archiwum JDK

A co z tymi częściami ciała, których nie widać gołym okiem? Czy o zdrowie dbasz równie starannie? Badasz się, ćwiczysz, dobrze odżywiasz?

No właśnie… Powiem szczerze, że tu jest trochę gorzej. O ile regularnie się badam, to z ćwiczeniami i odżywianiem jest trochę gorzej. No dobra: znacznie gorzej. Parę lat temu przeszedłem na dietę, która miała zmienić moje nawyki żywieniowe i wytrzymałem siedemnaście miesięcy, ćwiczyłem przy tym dość intensywnie. Ciało nabrało ładnych proporcji, byłem szczuplejszy niż teraz, ale nie do końca szczęśliwy sam ze sobą. Obecnie, dwadzieścia kilogramów później, nie chce rezygnować z przyjemności, jaką jest jedzenie. Natomiast pracuje nad zmianą nastawienia do ćwiczeń… nadal!

Co dalej? Planujesz dalsze modyfikacje?

Tak jak wspomniałem wcześniej, teraz już tylko podtrzymanie tego, co jest. Dalszych modyfikacji nie planuję.

Moja przyjaciółka pracuje w tej samej branży, co ty i stwierdziła ostatnio, że przy mojej mimice, to już ostatni dzwonek na botoks… Co twoim zdaniem mogłabym sobie poprawić?

Regularna mezoterapia igłowa na pewno poprawi kondycje skóry. Botoks? Nie wygląda na to, żebyś go potrzebowała. Na razie…

Jakub Damore-Krekora. Urodzony 6 sierpnia 1983 roku w Puławach. Od wczesnych lat młodości związany z grupami dziennikarsko-aktorskimi na terenie województwa lubelskiego. Absolwent dziennikarstwa w Uniwersytecie Marii Curie – Skłodowskiej w Lublinie, a także podyplomowego Kierownictwa Produkcji w Akademii Leona Koźmińskiego oraz zawodowych kursów aktorskich w USA, gdzie mieszkał przez kilka lat. Obecnie pracuje we wszystkich wyuczonych zawodach, a także paru  pokrewnych.

Co myślicie o mężczyznach wychodzących poza bezpieczną granicę dezodorantu i mydła? I czy w XXI wieku pragnienie piękna jest zarezerwowane tylko dla kobiet?