KARMELOWY COFFEE SHAKE TYPU „ŚLINOTOK”

7 lipca 2015

DOPROWADŹ MNIE DO PASJI

12 lipca 2015

TOP 5 MIEJSCÓWEK NA LATO

9 lipca 2015
MIEJSCA NA WAKACJE 2015

Za oknami ulewy, wiatry i chmury, co może oznaczać tylko jedno: nadszedł sezon urlopowy. Jako że przeciętny Polak stara się nadążać za trendami, jest to okres trudnych decyzji, frustracji w sklepach z bikini oraz wzmożonych wizyt na wonga.com. W obliczu dynamicznie rozwijającej się sytuacji w krajach strefy euro oraz zagrożenia krachem na chińskiej giełdzie, postanowiłam pomóc Wam wybrać najlepsze miejsce do wydania Waszych ciężko zarobionych peelenów i cykania fotek na insta. Rozsiądźcie się więc i poznajcie pięć najlepszych propozycji na lato 2015.

Tunezja

Początek urlopu jest niezbyt udany – prawie spóźniasz się na lotnisko po tym, jak twoja matka przykuwa się kajdanami do twojej lewej nogi, błagając, żebyś nie wyjeżdżał na pewną śmierć. Uciekasz się do podstępu, mówiąc, że zjadłbyś pierogi, a kiedy dom wypełnia już swojski aromat smażonej cebuli, wymykasz się po cichu, z dziwną mieszanką wyrzutów sumienia i ekscytacji na myśl o tym, jak zamieszczasz na fejsie info, że jesteś w Afryce. W momencie, kiedy na twoim nadgarstku montują czerwoną opaskę otwierającą ci dostęp do nieograniczonej ilości lokalnego piwa i frytek, zaczynasz planować wakacyjne podrywy wśród okolicznych Rosjanek, licząc, że pakiet „all inclusive” zawiera również oprószone piaskiem blondynki. Niestety, po wycieczce zwiadowczej na hotelowy basen odkrywasz, że poza tobą w hotelu jest tylko sześćdziesięcioletnia pani Halinka z blond trwałą i recepcjonista powtarzający „łi not kilju, mister”. Już pierwszej nocy budzą cię głośne odgłosy kopulacyjne dobiegające z pokoju pani Halinki, dlatego dzwonisz na recepcję, żeby przynieśli ci zatyczki do uszu, ale niestety nikt nie odbiera, postanawiasz więc iść na plażę i upić się na smutno. Reszta wyjazdu upływa ci na samotnym fotografowaniu własnych stóp na piasku i odrzucaniu połączeń przychodzących od mamy.

Szacowany koszt za dwa tygodnie wakacji: 990 zł

  • Poziom funu
    9%
  • Poziom lansu
    29%

Grecja

Kiedy tylko dowiedziałeś się, że Grecja idzie na dno, przygnieciona ciężarem gigakryzysu, było dla ciebie jasne, że nie może cię tam zabraknąć. Oczami wyobraźni widząc niskie ceny w tawernach i zachwyt lokalnych bogiń, dla których będziesz bogaczem z raju gospodarczego, pakujesz krem z filtrem i kartę kredytową mBanku, zakładając, że resztę kupisz na miejscu, a następnie rezerwujesz pierwszy lepszy lot do kraju oliwek i fety. Twojemu lądowaniu na Korfu towarzyszą gromkie brawa, z zaskoczeniem jednak odkrywasz, że to nie andżeje radujący się, że WizzAir bezpiecznie wylądował, a grecka delegacja składająca się z okolicznych sklepikarzy, zaludniająca tłumnie pas startowy. Opuszczając lotnisko, żałujesz, że nie wziąłeś żadnego bagażu ani chociaż swetra, bo oto opędzasz się kartą kredytową od hotelarzy, licytujących się między sobą, u którego powinieneś się zatrzymać. Czując się jak Mick Jagger w Warszawie w 1967, wreszcie wybierasz tego, który obiecuje płacić ci dwa euro za każdą spędzoną u niego noc i dorzuca siostrę, która jest tegoroczną Miss Aten, a oprócz tego ćwiczy jogę, gra na PlayStation i jest dziewicą. Po upojnych dwóch tygodniach, do Polski wracasz 12 kilo grubszy, opalony na heban, z nieswoją walizką pełną rodowych sreber kobiet, które usiłowały przekupić cię, żebyś poślubił ich córki i wywiózł je do krainy polskiego dobrobytu.

Szacowany koszt za dwa tygodnie wakacji: 0 zł

  • Poziom funu
    98%
  • Poziom lansu
    41%

 

419809_4437808587173_1928757617_n

Będąc młodą brunetką…

 

USA

Na początku wszystko idzie zgodnie z planem: nie spóźniasz się na odprawę, w samolocie nie ma ani jednego wrzeszczącego dziecka, a w wolnocłówce kupiłeś sobie Jacka Daniel’sa w cenie Tymbarku, więc kiedy podchodzi do ciebie sympatyczna stewardessa w garsonce a la wczesna Jolanta Kwaśniewska, zadając odwieczne pytanie „cziken or pasta?”, ochoczo odpowiadasz „tak”. Pierwszy szok przychodzi po weryfikacji u urzędnika imigracyjnego – gdy odbierasz swój paszport, okazuje się, że ktoś podmienił ci zdjęcie w wizie i od teraz masz fotkę z twarzą w tęczowe paski. Podnosisz zdumione oczy na urzędnika, ale on z uśmiechem na twarzy mówi tylko, że „łelkam to Amerika”, więc ty mu na to, że „fenkju” i z trwogą pędzisz po bagaż. Wychodzisz na ulicę, fantazjując o złapaniu legendarnej żółtej taksy, ale jedyne co widzisz, to dziewięciometrowe limuzyny, a także billboardy reklamujące salony sukien ślubnych oraz usługi prawników rozwodowych. Zanim pojedziesz do swojego hotelu, postanawiasz wstąpić do baru, żeby uczcić początek urlopu szklaneczką szkockiej. Następnego dnia budzisz się u boku podstarzałej, podejrzanie mocno umalowanej kobiety w wieku średnim, która przedstawia ci się jako Caitlyn Jenner i mówi, że jesteście:

a) w Vegas;

b) małżeństwem.

Zaskoczony obecnością papparazzi pod hotelem, odkrywasz, że typiara jest podobno sławna i bogata, postanawiasz więc wygooglać jej nazwisko, ale najpierw zjeść śniadanie. Ostatecznie twoja żona okazuje się być czarująca i zapominasz to zrobić, postanawiasz za to zamieszkać w Stanach i stworzyć z nią rodzinę, tuż po tym, jak pozamykasz wszystkie ważne sprawy w Polsce.

Szacowany koszt za dwa tygodnie wakacji: 5200 zł

  • Poziom funu
    95%
  • Poziom lansu
    99%

Czechy

Odkąd zobaczyłeś odcinek „Warsaw shore”, w którym jurna i jędrna elita intelektualna naszego kraju zażywała kąpieli w czeskim piwie, przysiągłeś sobie, że zawitasz kiedyś do tego raju. Kiedy więc tylko zegar w fabryce obwieszcza początek urlopu, pakujesz termos, kanapki, polar i Halinę do matiza, i wyruszasz do ojczyzny Krecika. Jarasz się, bo jest szansa, że wakacje wyjdą relatywnie tanio, poza tym twój plan jest ambitny: obejrzawszy wszystkie odcinki Makłowicza na Morawach, rozpisałeś sobie wszystkie godne uwagi skanseny, kościółki, a nawet muzeum Skody, jednak już po pierwszym wieczorze rozbijasz się boleśnie o mur rzeczywistości: Czesi są cudowni. Tak cudowni, że o opuszczeniu karczmy bogatej we wszelkie odmiany złocistego trunku nie może być mowy, bowiem bogactwo smaku, jakie odkrywane jest przed tobą z minuty na minutę narasta i zwala cię z nóg. Ze wstydem wspominasz każdego ciepłego Harnasia w puszce, jakim skalałeś swoje szlachetne podniebienie i przysięgasz na knedliczki więcej tego nie robić. Nie jesteś w stanie odkleić się od kufla, toteż spędzasz czternaście dni w stanie permanentnej bani, aż odkrywasz, że nastukałeś taki rachunek na barze, że żeby rozliczyć się z karczmiarzem, musisz zostawić mu swojego matiza oraz Halinę. Stwierdzając, że może to i lepiej, bo pewnie do 2017 nie będziesz w stanie prowadzić pojazdów mechanicznych ani uprawiać miłości fizycznej, przybijasz pionę z sympatycznym Vojtechem i umawiasz się z nim na przyszły rok.

Szacowany koszt za dwa tygodnie wakacji: 6800 zł

  • Poziom funu
    83%
  • Poziom lansu
    6%

Własna chata

Dwa miesiące przed planowanym urlopem zaczynasz przeglądać TravelPlanet, licząc, że znajdziesz opcję na dwa tygodnie wakacji all inclusive w Maroku poniżej tysiąca złotych. Nie zrażają cię niepowodzenia – ostatecznie od czego jest last minute? Na wszelki wypadek kupujesz karnet na solarium, żeby nie porażać bielą owłosionych ud na złotym piasku marokańskich plaż, szczepisz się na dur brzuszny i pakujesz walizkę. Kiedy jednak mija trzeci dzień urlopu, a ty nadal klikasz F5 na wyszukiwarce Last Minute, ubrany w piankowe japonki i kapelusz typu panama, postanawiasz się poddać. Jesteś prawdziwym Polakiem, dlatego w urlop zrobisz remont. Jedziesz do Castoramy, gdzie kupujesz 10 litrów farby, folię, piankę uszczelniającą i brodzik. Podczas odświeżania łazienki, przez przypadek uszkadzasz instalację elektryczną, zalewasz sąsiada, tłuczesz muszlę klozetową i chlapiesz farbą kafelki. Postanawiasz skorzystać z okazji i zrobić podwieszany sedes, wymienić baterie i kupić halogeny na sufit. Dwa tygodnie później, podczas rozmowy telefonicznej z konsultantką Providentu na dziale z kaloryferami w Praktikerze, przypominasz sobie, że dwa dni temu skończył ci się urlop, postanawiasz więc zadzwonić do pracy i ściemnić, że jesteś chory, bo nadal nie masz nawet gdzie się wykąpać.

Szacowany koszt za dwa tygodnie wakacji: 13 000 zł

  • Poziom funu
    0%
  • Poziom lansu
    0%

 

Mam nadzieję, że pomogłam. Napiszcie szybko, gdzie planujecie wydać w tym roku swoje hajsy z funduszu urlopowego i pamiętajcie: jak dla mnie możecie jechać nawet na Marsa, tak długo, jak nie zapomnicie o Waszej Fab!