ŚWIĘTA RACJA

11 sierpnia 2015

ZASADY SĄ DLA SŁABYCH

15 sierpnia 2015

7 FILARÓW KOMEDII ROMANTYCZNYCH

13 sierpnia 2015

– Ooo nie, tylko nie tenis! – oburzyłam się, aż mi lody skapnęły na piżamkę. – Nie masz litości! Wczoraj był tenis!
– Dobrze, masz rację – rzekł on, wzdychając męczeńsko i sięgając po pilot. – To ja włączę boks.
– Odchodzę.
– Dobrze, cóż więc byś chciała dzisiaj zobaczyć? – zapytał, a ja przywdziałam uśmiech numer dwa.
– Świetnie, że pytasz – zaczęłam. – Bo zaraz się zacznie komedia romantyczna na…
– Odchodzę.

Zupełnie nie rozumiem. Niczym guma do żucia dla mózgu, komedie romantyczne od lat dostarczają styranym codziennym zmaganiom z rosołem i mopem halinkom rozrywki tyleż koniecznej, co łatwo przyswajalnej. Jako stuprocentowa halinka, pałam więc do nich miłością szczerą i mocną, bez wahania łykając źle zagrane niespójne historie i płacząc nawet tam, gdzie nie muszę. A ten mi na to, że boks? Skandal! Komedii romantycznych nie można nie kochać. Sprawa jest prosta:

Ukryta prawda

Podstawą kasowego hitu jest mocny scenariusz, z tego więc powodu intryga, wokół której skonstruowany jest szanujący się miłosny szit hit, musi wgniatać w fotel i wywoływać w widzu szok, niedowierzanie i potrzebę wypicia coli. Najprawdopodobniej sprawa wygląda tak: ona coś wie, a on wie, że ona to wie, ale ona nie wie, że on wie, że ona wie, ponieważ on ją okłamuje, dlatego ona się w nim zakochuje, ale pewnego dnia prawda wychodzi na jaw i ona już wie, że on wie, że ona wie, czego on nie wie, ale zaraz się dowiaduje. Odkrycie tego mrocznego sekretu zdaje się ostatecznie grzebać szanse na szczęśliwe pożycie głównych bohaterów – ona krzyczy, że tak być nie będzie i odchodzi, on mówi, że to nieporozumienie i ajmsory, ona je lody i patrzy smutno w dal, on spaceruje w deszczu. Kiedy jednak targany lękiem o bezpieczne jutro widz spogląda z trwogą na zegarek, odkrywa, że do końca filmu zostało jeszcze dwadzieścia minut, więc jeszcze nie wszystko stracone i sięga po czipsa.

Tik tak

Główną bohaterkę amerykańskiego gniota nawet mało rozeznany widz może poznać już po pierwszych paru minutach filmu po zestawie domyślnych cech holiłódzkich heroin: po pierwsze, na pewno w pierwszych scenach będzie biec, bo będzie gdzieś spóźniona; po drugie, jej stylówka będzie odpicowana niczym Kinga Rusin w sobotnie przedpołudnie; po trzecie, dziewoja będzie miała jakiś bezsensowny znak szczególny, typu szalik, który nosi nawet w sierpniowe upały, dziwny chód, nienaturalny tik, polegający na odgarnianiu grzywki lub upodobanie do zagryzania wargi. Atrybut tego typu jest niezbędny, aby główny bohater mógł się w niej zakochać, bowiem wiadomo, że kobieta powinna być przede wszystkim urocza i bezradna, ponadto prawdopodobnie tuż przed tym, jak główna bohaterka będzie chciała rzucić focha ostatecznego i odejść na wieki, filmowy andżej zacznie wyliczać wszystkie cudowne rzeczy, które w niej kocha, a wspomnienie znaku szczególnego stanowić będzie wisienkę na torcie, dzięki której halinka ostatecznie stwierdzi, że on to ją jednak zna jak nikt i ajlawju.

Ekipa

Żeby nadrobić luki w scenariuszu i odwrócić uwagę od braków w osobowościach głównych postaci i niespójnej akcji, twórcy filmu postanawiają działać z zaskoczenia i wyposażają swoich bohaterów w odpowiednio skomponowaną świtę. Na ekranie pojawiają się więc najlepszy przyjaciel głównego bohatera, który mówi dużo śmiesznych rzeczy, zawsze pije piwo i często się drapie, przyjaciółka głównej bohaterki, która zamula, lubi udzielać rad, a w wolnych chwilach przewraca oczami, szef, który zawsze nosi szelki, a w chwili próby powie coś wzniosłego, typu „walcz o nią, synu”, a także wścibska sąsiadka z małym pieskiem i w papilotach, przy czym papiloty nosi ona, a nie jej pupil. Jako że postacie te jako jedyne mają jaja i dobrze napisane dialogi, błyskawicznie stają się gwiazdami drugiego planu i jedynym powodem, dla którego film nie wywołuje w tobie mocnych torsji, a tylko zgagę.

Weekend u mamusi

Nieważne, czy bohaterowie są przebojowymi prawnikami w wielkim mieście, zabieganymi dziennikarzami czy złodziejami żyjącymi na krawędzi. Jeśli oglądasz komedię romantyczną, wiedz, że prędzej czy później bohaterowie pojadą na wycieczkę i będzie nią całkowicie spontaniczna wizyta u rodziców, którzy mieszkają na farmie, jedzą dużo strączków i mają huśtawkę na tarasie. Dzięki tej wyprawie, główna bohaterka odkryje, że jej andżej jako dziecko miał nadwagę, andżej odkryje, że jego halinka potrafi zmywać, natomiast rodzice andżeja odkryją, że ich syn jednak nie jest gejem, choć brali to pod uwagę, bo przecież ma już trzydzieści lat, a nadal jest kawalerem. Wyjazd do rodziny obfitować będzie w spacery w blasku zachodzącego słońca, gry planszowe i dżins, przy czym rodzice oszaleją wręcz z miłości do nowo poznanego wybranka swej pociechy, co udowodnią ofiarując delikwentowi bezcenną pamiątkę rodzinną i dokładkę ciasta z wiśniami. Niestety, prawdopodobnie to właśnie podczas tego weekendu na jaw wyjdzie ukryta prawda, która stanie na drodze rodzącemu się uczuciu halinki i andżeja.

Cykl miesiączkowy

Mimo, że w wirze wydarzeń bohaterom stanie na drodze wiele rzeczy, takich jak zmiany pogody, kłopoty komunikacyjne i wahania nastrojów, jedno jest pewne: nie będzie to okres. Dzięki całkowicie zdyscyplinowanemu cyklowi miesiączkowemu głównej bohaterki, andżej i halinka będą mogli przeżyć spontaniczne chwile uniesień w dowolnych okolicznościach przyrody, wolni od rozterek prokreacyjnych oraz zapasów Vanisha, a dzień po halinka będzie mogła zaprezentować się swojemu wybrankowi w jego koszuli, dziwnym trafem zakrywającej obszary podatne na przewianie, z włosami w stanie idealnego tapiru postkoitalnego, a andżej wskoczy w szary t-shirt i pójdzie po bułki. Całe szczęście! Ostatecznie, mieli 25% szans, że skończy się na herbatce.

Sekretarka

Szara eminencja holiłódzkich superprodukcji, główna intrygantka i najważniejsza bohaterka każdej porządnej komedii romantycznej: sekretarka. Ale nie taka dwudziestoletnia blondyna, z opalonym na Leppera w delegacji ciałem wciśniętym w garsonkę o rozmiar za małą, by nazywać ją biznesową, ale ta automatyczna, cierpliwie rejestrująca to, czego jej właściciel nie chce lub nie może wysłuchać sam. Na uwagę zasługuje fakt, że w filmie takim bezwzględnie każdy bohater nie tylko ma pocztę głosową, ale i regularnie z niej korzysta, odsłuchując wiadomości, a zwłaszcza je nagrywając. Automatyczna sekretarka jest bowiem wymarzonym narzędziem, żeby powiedzieć komuś, że jest się z nim w ciąży, ewentualnie że wylatuje z pracy lub że jego ojciec tak naprawdę nie jest jego ojcem. Ostatecznie, jak inaczej Najmniej Odpowiednia Osoba miałaby się o tym dowiedzieć?

Rzutem na taśmę

Ona już wie, on już żałuje, w tle gra Ed Sheeran – znaczy się dramat. Ona postanawia, że jedzie do amazońskiej dżungli albo innego Bostonu, on już się pogodził z myślą, że ją stracił na forever i wtedy właśnie szef w szelkach postanawia zmotywować swojego pupila, żeby walczył o miłość swojego życia. Zaczyna się bezwzględna walka z czasem, której nie powstydziłby się nawet Bond, bo przecież ona już na lotnisku, a on ciągle w korku. I kiedy już wydaje się, że sprawa jest przegrana, bo ona zajada się Toblerone z bezcłówki, a stewardessa pokazuje wyjścia ewakuacyjne, andżej wybiega na pas startowy, w dłoni dzierżąc transparent z napisem „wyjdź za mnie, halinko” i wszyscy zaczynają bić brawo, nikt nikogo nie pozywa, stewardessa dojada Toblerone, a halinka na migi pokazuje, że „ofkors”.

Ja się pytam: jaki kanał sportowy jest w stanie to pobić?! Zaprawdę powiadam wam, że żodyn. Ratujcie więc moje nieopierzone małżeństwo i piszcie, jakie komedie romantyczne lubicie najbardziej! Moją misją na dziś jest stopić lód serca onego.

I wygrać z tenisem.

I jeszcze z boksem.

fot. Thomas Leuthard