SĄSIEDZI

20 sierpnia 2015

CUDOWNE ROZMNOŻENIE

26 sierpnia 2015

JAK GRAĆ W LOTTO?

24 sierpnia 2015
cudowne rozmnożenie
lotto fabjulus

Właśnie mijają dwadzieścia cztery godziny, odkąd Ziębice na Dolnym Śląsku stały się najbardziej znienawidzoną miejscowością w Polsce. To tam bowiem skreślono szczęśliwy kupon Lotto, który wzbogacił swojego właściciela o trzydzieści pięć milionów złotych, które, umówmy się, należały się tobie. Sytuacja, w której po raz kolejny ktoś wygrywa twoje pieniądze jest co najmniej frustrująca, bowiem skoro nie wygrałeś, oznacza to, że przegrałeś, a nie codziennie przegrywa się równowartość dziesięciu milionów puszek Lecha. Na szczęście, nie wszystko jeszcze stracone, bo następne losowanie już jutro i przy odrobinie szczęścia, już niedługo w puli totalizatora sportowego znów uzbiera się kwota wystarczająco atrakcyjna, żeby chciało ci się wyjść z chaty i zainwestować trzy ziko. Co jednak zrobić, żeby tym razem twoje cardio nie poszło na marne? Poznaj pięć niezawodnych strategii wytrawnych graczy Lotto i już nigdy nie daj się oszukać tak, jak w sobotę.

1. Na dziecię boże

Świadom, że w życiu nie ma przypadków, a każdy sukces jest efektem ciężkiej pracy, swoją drogę do bogactwa zaczyna od odpowiedniego przygotowania. Zanim jeszcze przekroczy próg lokalnej kolektury, robi znak krzyża, następnie wyciąga z portfela zasuszoną czterolistną koniczynę, którą kupił na Allegro i prosi przechodniów, żeby dali mi kopa na szczęście, co o dziwo wszyscy ochoczo czynią. Wymawiając słowa „na chybił-trafił, proszę”, chowa dłonie do kieszeni, żeby móc bez obciachu trzymać kciuki, po czym chucha trzykrotnie na otrzymany kupon i chowa go do portfela. W drodze powrotnej do domu, omijając starannie drabiny, czarne koty i zakonnice, dwukrotnie odmawia różaniec, po czym, na wszelki wypadek, gada też z Allahem, Jahwą i Zeusem, bo nigdy nie wiadomo. Potem już tylko szczera rozmowa ze Świętym Tomaszem z Akwinu, dwa przysiady, setka wódki i można uderzyć w kimono u boku pluszowego słonika. Koniecznie z trąbą do góry. Tej nocy śpi spokojnie – wie, że trzydzieści milionów ma już w kieszeni.

'Congratulations, you won $34.  Let me call you a limo.'

2. Na Lwa Rywina

Po tym, jak w zeszłym tygodniu uniknął utraty prawa jazdy za brawurową jazdę z prędkością ponad 60 km/h w katowickiej „strefie 30”, wie, że w życiu nie ma nic za darmo, dlatego też postanawia zdecydować się na tradycyjną, staropolską, sprawdzoną metodę, gwarantującą osiąganie swoich celów – łapówkę. Jadąc na pobliską stację benzynową, celem zakupu Magnuma i trzech losów na zbliżającą się kumulację, odbywa głośną rozmowę z bozią, podczas której gwarantuje, że jeśli wygra, połowę pieniędzy rozdzieli między lokalny sierociniec, schronisko dla zwierząt, swoją parafię oraz komitety wyborcze wszystkich partii, bo zawsze istnieje cień szansy, że bozia jest lewakiem. Nie bez trudu, ale z pełnym przekonaniem obiecuje też spłacić wszystkie długi szwagra-hazardzisty, jedną ratę kredytu Kasi Cichopek i kartę kredytową żony po wyprzedażach – wszystko po to, żeby przekonać Rękę, Co Nosi Kule, że warto wybrać właśnie jego, bo przecież jest taki szlachetny i wcale nie chce tej kasy dla siebie. Dopiero po chwili namysłu, do umowy dodaje gwiazdkę i aneks małym druczkiem, że wszystkie te obietnice zrealizuje tylko jeśli wygra więcej niż dziesięć baniek – w przeciwnym wypadku może mu braknąć na nadrzędny cel statutowy: pomoc biednym. Czyli sobie.

3. Na 50Centa

W momencie, gdy kupuje los i chowa go w portfelu między paragonem za japonki z CCC a kuponem na darmową kawę do Maka, wizualizuje sobie, że wygrał trzydzieści baniek i odpływa myślami do krainy wiecznych hajsów. Już wie, co zrobi, gdy wygra: otóż po starannych rozkminach, sprawdzeniu kursu franka i stanu klocków hamulcowych w swoim aucie, doskonale zna swoje priorytety i wie, że zrobi melanż. Oczami wyobraźni widzi, jak ustawia na stole niezliczone flaszki czystej, w towarzystwie kabanosów, ścieżek koksu, soku pomarańczowego oraz czipsów, i to nie takich z Biedry, tylko oryginalnych Laysów z zieloną cebulką. Sprawdza w necie, po ile teraz chodzą Golfy z klimą i postanawia, że każdego z gości obdaruje samochodem – będzie jak Mike Tyson, tylko bez tygrysów i dziary na twarzy. Następnie rozgląda się po chacie i w pierwszej chwili myśli, że wreszcie strzeli sobie porządną plazmę i panele o piątej klasie ścieralności, ale po szybkiej ocenie rozmiarów parkingu po blokiem olśniewa go, że żeby pomieścić gdzieś te wszystkie fury, kobiety i alkohol, nie może dalej mieszkać w dwóch pokojach z aneksem kuchennym, więc po prostu strzeli sobie chatę jak Don Vasyl. Googla fontanny. Googla mercedesy. Googla fontanny w kształcie mercedesów. Googla prywatne występy Beyonce i Iwony Węgrowskiej. Chwyta kalkulator. I stwierdza, że już jest dwie bańki w plecy.

luck

4. Na Donalda Trumpa

Szybkie samochody i piękne kobiety są dla amatorów. On doskonale wie, co zrobi ze swoimi milionami, gdy wreszcie je wygra: pomnoży je. Po spędzeniu dwóch wieczorów na kickstarterze i rozmowie z żoną, wybiera trzy pewniaki, a więc prototyp kremu na łysienie, czwartą część „Wiedźmina” i warsztat szwagra z Zawiercia, po czym postanawia wesprzeć te inicjatywy swoimi funduszami w zamian za udział w nieuniknionych zyskach. Wybiera się do krawca i zamawia garnitur szyty na miarę, po czym kupuje na Aliexpressie złoty Rolex i skarpetki w dolary. Problem pojawia się, kiedy po umówieniu godziny prywatnego coachingu u Mateusza Grzesiaka wchodzi na konto, żeby zrobić przelew i odkrywa, że od tygodnia jest na debecie. Pędzi więc do kolektury, żeby zapytać, jak może spieniężyć swój kupon i wtedy właśnie odkrywa, że jakimś cudem nie wygrał.

5. Na impotenta

Nie dla niego szczeniacka ekscytacja samochodami, rezydencjami bez hipoteki, wyborami Miss Wielkopolski i dwutygodniowym all inclusive w Chałupach – on preferuje rozwagę i spokój. Wizja wygranej, owszem, ekscytuje go, ale nie na tyle, żeby tracić głowę. Spokojnie udaje się do zaprzyjaźnionej kolektury i jak zwykle skreśla kolejno: swoją datę urodzin i imienin, a także dzień urodzin mamy, taty i średnią ocen na świadectwie maturalnym – liczby, które ustawione od najmniejszej do największej i przeczytane od lewej do prawej, przypadkowo odpowiadają liczbie dni, jakie minęły, odkąd ostatnio się śmiał. Jeśli nie wygra tym razem, nie szkodzi – wygra następnym. Nie zamierza rezygnować ze swoich szczęśliwych liczb. Co zrobi z pieniędzmi? To chyba oczywiste! Wpłaci na lokatę.

Graliście przedwczoraj? Przyznam Wam w sekrecie: my owszem. Mało tego, zachęceni „trójką” trafioną w czwartkowym losowaniu, popełniliśmy typowy błąd nowicjuszy i reinwestowaliśmy całą wygraną w losy na sobotę. To było złe zagranie: było by z tego sześć Magnumów! Sześć! Ale nie powiem Wam, której z powyższych technik użyliśmy. Chyba, że zdradzicie mi własne…