PAN PANTOFEL

4 sierpnia 2015

7 ABSURDÓW POLSKIEGO WESELA

7 sierpnia 2015

JAK ZOSTAĆ DZIENNIKARZEM MAMADU?

5 sierpnia 2015

Dawno, dawno temu, kiedy byłam małą dziewczynką i na świecie nie było jeszcze blogów, marzyłam, że kiedyś zostanę dziennikarką. Podzieliłam się tym pragnieniem z Najmądrzejszą Osobą Na Świecie, czyli moją mamą, a ona powiedziała mi, że aby to osiągnąć, muszę zdobyć wykształcenie, mieć coś do powiedzenia i ćwiczyć warsztat pisarski. Powiedziała mi też, że aby napisać jedno zdanie, muszę przeczytać ich tysiąc. I że w drodze do sukcesu nie ma ścieżek na skróty. Byłam małą, ufną Fab, więc jej uwierzyłam. Wczoraj dowiedziałam się, że mnie okłamała.

Kreatywność 2015

Wczoraj na łamach portalu Mamadu ukazał się bowiem tekst pod bardzo chwytliwym, wdzięcznym i poprawnym językowo tytułem „Zostawiłem ją dla innej kobiety. Ale to moja żona do tego doprowadziła„. Tekst ten, dzieło autorstwa Katarzyny Troszczyńskiej, uświadomił mi, że spośród pięciu rad mojej mamy, aż cztery były absurdalne. I choć moje dziennikarskie marzenia w 1996 roku zostały wyparte przez plan zostania projektantką mody, postanowiłam podzielić się z Wami swoją nowo zdobytą wiedzą, żeby uchronić setki młodych ludzi przed zmarnowaniem sobie życia i ciężką pracą. Oto nowa Złota Piątka każdego początkującego twórcy takiego… na przykład… no, nie wiem… powiedzmy Mamadu:

1. Czytaj blogi

Blogi są spoko. Dzięki nim będziesz na bieżąco z tym, co dzieje się w świecie, odkryjesz nowe trendy w modzie, przepisy na ciasta bez jajek, mąki i cukru, dowiesz się, jaki wybrać wózek, co myśleć o nowych „Avengersach” i jak rozmawiać ze swoim misiaczkiem, ale przede wszystkim, odkryjesz nieskończone źródło inspiracji. Dasz wiarę, że ci frajerzy w necie normalnie piszą za friko? I to regularnie? I to na różne tematy? I nawet nie mogą sobie potem wpisać do CV, że zrobili staż w renomowanym portalu?

2. Wybierz temat dla siebie

Gdy dedlajny gonią, a otwarty edytor w Wordzie nadal oślepia cię swą bielą i karcąco miga kursorem, niczym palec wskazujący redaktor naczelnej na kolegium, nie wahaj się i sięgnij po któryś z tematów, który przykuł dziś twoją uwagę. Możliwości jest wiele, choć postaraj się wybrać blogera innego niż Jason Hunt, bo on jednak ma wielu czytelników i może ktoś się kapnie. Ale już taka, na przykład, FabJulus… Czemu nie?

punkt widzenia

Pyk! Na przykład o zdradzie. Dużo lajków miała. I komentarze były. Znaczy nośne. Jedziesz.

3. Zmodyfikuj

Tutaj masz wreszcie pole do popisu. Puść wodze fantazji! Zacznij od formy. Tam był dialog. Też chcesz, żeby brzmiało jak „z życia wzięte”, więc zdecyduj się na list. We wstępie napisz to, co tam wynikało z puenty: to zmyli przeciwnika. Znaczy czytelnika. Idź dalej: Fab miała dwa lata walki. Ty miej dziesięć.

walka1

walka2U Fab było jedno dziecko – ty miej dwoje. Przeżuj ten tekst akapit po akapicie – w przeciwnym wypadku możesz się zgubić.

ak1 ak2

ak3 ak4

ak5 ak6

Następnie, dodaj coś od siebie. Albo nie od siebie, to by było niekonsekwentne. O, zobacz: w powiązanych wpisach pod „Punktem widzenia” jest artykuł o teściowej i ma dużo komentarzy! Czyli ludzie to lubią! Dajesz:

tes1

ak7 ak8

Niech twój bohater wykaże się szlachetnością i zaproponuje terapię:

ter1 ter2

Wreszcie, dojdź do gwoździa programu, czyli zdrady. Koleżanka z pracy jest świetnym pomysłem, ale nie zagalopuj się z tą Japonką – to by było przegięcie.

ak9 ak10 ak11

Wpleć do historii wątek wyżalania się znajomym…

ak12 ak13

…i podziału majątku…

ak14 ak15

Powinno wystarczyć. Zrób sobie herbatę, pora na przerwę, zasłużyłeś.

4. Nadaj swój styl

Albo jeszcze lepiej: brak stylu. Zacznij od tytułu – niech przykuwa uwagę i skłania czytelnika do rozważań, na przykład kogo kazała bohaterowi rzucić jego żona dla innej kobiety. Niech tekst wygląda tak, że nikt nigdy nie uwierzy, że napisał to facet. Co jakiś czas przypominaj sobie, że to miał być list i wtrącaj zwroty w drugiej osobie. Tamten tekst miał mocne zakończenie? Napisz coś, co też wstrząśnie czytelnikiem! Na przykład pytanie retoryczne. Bitches love pytania retoryczne!

5. Opublikuj

W tym momencie warianty są trzy: jeśli napisałeś to dobrze, źródło twojej inspiracji nigdy nie wyjdzie na jaw, a ty pogrzejesz się w blasku lajków pod swoim tekstem na fanpage’u swojego stażodawcy i będziesz mieć święty spokój do jutra. Jeśli w toku mielenia swojego dzieła jakimś cudem zmieniłeś sens całego tekstu i stworzyłeś grafomański bełkot, twój tekst rozejdzie się po internetach z szybkością błyskawicy, bo każdy będzie chciał powiedzieć światu, jak bardzo jest słaby. Jeżeli natomiast zrypałeś sprawę  i zapożyczenia będą zbyt jaskrawe, istnieje szansa, że owoc twojej półgodzinnej pracy trafi do samej autorki pierwowzoru, bo czterdzieści osób wyśle jej go w ciągu pierwszej godziny po publikacji, a wówczas rzeczona autorka napisze o tym tekst i przekieruje swoich czytelników na twój statek-matkę. W każdym z tych wariantów wygrywasz! Kto wie, może nawet naczelna da ci admina na fanpage’u?

Jak widzicie, okazuje się, że moja kochana Puma nie okłamała mnie tylko w jednym: aby napisać jedno zdanie, trzeba przeczytać ich tysiąc. Albo skopiować i wkleić. Teoretycznie powinnam się cieszyć: podobno naśladownictwo jest najwyższą formą komplementu. Wiem, że Pani to czyta, Pani Kasiu, zatem dziękuję, ale następnym razem proszę po prostu użyć opcji „udostępnij”.

ps

P.P.S. Imię autora również.

fot. Jean-Paul P.G.