PUNKT WIDZENIA

1 sierpnia 2015

JAK ZOSTAĆ DZIENNIKARZEM MAMADU?

5 sierpnia 2015

PAN PANTOFEL

4 sierpnia 2015

– Dżizas , ale wy jesteście toksyczni – parsknął w kufel.
– Co? My? – zdziwiła się Halinka, odkładając telefon na stolik.
– No, wy! – odparł z oburzeniem. – Daj chłopu żyć, po co do niego wydzwaniasz i pytasz, kiedy wróci? Wróci jak wróci, urlop ma! – stwierdził i pociągnął łyk piwa. Poprawiłam się nerwowo na krześle i spojrzałam na swój telefon. Sama chwilę wcześniej pisałam do swojego onego, żeby już wrócili z tych zakupów, bo chcemy z Halinką iść się opalać.
– Po prostu byłam ciekawa, poza tym chciałabym już iść na plażę… – zaczęła się tłumaczyć, a nasz kolega uśmiechnął się tryumfalnie.
– I o tym mówię! Nie możesz iść sama? Musisz wszędzie go tak targać ze sobą? – zapytał, a Halinka spojrzała na mnie z przerażeniem.
Ale… bez niego to żadna przyjemność… – powiedziała nieśmiało.
– I to właśnie jest chore. Twój chłop to pantofel – rzucił i poszedł zamówić drugie piwo, a Halinka pochyliła się nade mną i zadała pytanie, którego wolałam nie słyszeć:
– Też tak myślisz?

Ten, Który Bał Się Haliny

Kiedy ich poznałam, ich związek był dla mnie niezrozumiały niczym fryzura Krzysztofa Rutkowskiego. Ona – perfekcjonistka z obsesją kontroli, segregująca kolorami bieliznę w szufladzie i tresująca muchy, by nie siadały na żarciu. On – informatyk wyluzowany bardziej niż Snoop Dogg na lotnisku we Włoszech, pasjonujący się głównie GTA, produktami Kompanii Piwowarskiej i kebabami. Ich wersja wydarzeń była taka, że kiedy się poznali, świat stanął w miejscu, chmury na niebie ułożyły się w napis „love”, a w powietrzu unosił się subtelny zapach truskawek, szampana i złotych obrączek z grawerem. Wersja naocznych świadków była taka, że oboje byli na bani, zatańczyli do dwóch kawałków i razem pojechali do niej. Bez względu na to, kto mówił prawdę – byli razem już siedem lat, w tym rok jako małżeństwo.

Odkąd połączyła ich magiczna atmosfera katowickiego klubu studenckiego, ich życia diametralnie się zmieniły. Za sprawą imponującego daru w postaci alkomatu w oczach, Halinka słynęła w towarzystwie jako Ta, Która Zabija Melanż, bowiem tuż przed chwilą, w której Andżej właśnie zamierzał uczynić coś wiekopomnego, anonsując to prośbą „potrzymajcie mi piwo”, zwykła informować go, że pora wracać do domu. Andżej z kolei znany był jako Ten, Który Boi Się Reginy, od pamiętnego wyjazdu pod namioty, gdy poszedł do sklepu uzupełnić zapasy i dzwonił do Halinki z pytaniem, który papier toaletowy ma wybrać. Tak, nie ulegało najmniejszej wątpliwości – Andżej był typowym pantoflarzem.

Skrojeni na miarę

– Boże, dlaczego ja? – zapytała mnie dramatycznie dzień przed ich ślubem.
– Boże, ale co się stało? – zmartwiłam się.
– Boże, dzwonili z kwiaciarni. Frezje będą brzoskwiniowe – powiedziała słabo.
– A miały być…? – zapytałam.
– No jasnoróżowe przecież. Jak wstążka w sukni! – powiedziała jak do ćwierćinteligenta.
– No przecież. I co teraz będzie?
– Nie wiem. Nie wiem. Naprawdę nie wiem! – zakończyła dramatycznie i odłożyła słuchawkę. Zadzwoniła do mnie pół godziny później.
– Nikt nie zwróci na to uwagi, prawda? – zapytała.
– Na frezje? Nikt – odparłam.
– Andżej tak mówi.
– I dobrze mówi.
– I zrobił mi takiego pysznego drinka! Pysznego. Z kokosem.
– I dobrze zrobił.
– Jak ja go kocham. Jakie to szczęście, że on jest taki spokojny. Właśnie dlatego wychodzę za niego za mąż! – powiedziała już całkiem radośnie.

Popatrzyłam więc teraz na zmartwioną Halinkę, a następnie na naszego kolegę, który wracał właśnie z piwem i wyrazem samozadowolenia w pakiecie. W tym roku na nasze coroczne grupowe wakacje przyjechał sam, bowiem tuż przed wyjazdem rozstał się z dziewczyną. Czwartą od czasu zeszłorocznego wypadu. Tymczasem Andżej i Halina byli jedyną znaną mi parą, która nigdy się nie kłóciła. A potem przypomniałam sobie imprezę, jaką z okazji obrony pracy magisterskiej zorganizował Andżej. Przynosząc pierwszą flaszkę do stolika, pocałował ją namiętnie i rzekł:
– Za kobietę, bez której nie napisałbym pracy. Za kobietę, bez której zapomniałbym złożyć ją do dziekanatu. Za kobietę, bez której zaspałbym na obronę!

Uśmiechnęłam się więc szeroko do Halinki, nadal czekającej na odpowiedź i powiedziałam:
– Myślę, że jesteście dla siebie stworzeni.