CIASTECZKA CIASTECZKOWEGO POTWORA

28 sierpnia 2015

PRZYJAŹŃ DLA ZAAWANSOWANYCH

3 września 2015

SPIS CUDZOŁOŻNIC

31 sierpnia 2015
spis cudzoloznic

– Mam prośbę… – zaczęła niepewnie, gdy wjechałam wreszcie na jej osiedle i zaczęłam rozglądać się za wolnym miejscem parkingowym pod jej blokiem. – Nie wspominaj proszę przy Andżeju, że spotkałyśmy dziś Mietka, dobrze?
– Dlaczego? – zdziwiłam się.
Wolałabym, żeby Andżej nie zaczął sobie czegoś wkręcać… – ciągnęła apatycznie. Nic z tego nie rozumiałam. Mietek był naszym kolegą z liceum, na którego przypadkiem wpadłyśmy na wieczorze panieńskim koleżanki. Wymieniwszy zaskoczone powitania przy barze, rozstaliśmy się, gdy każde z nas dostało swojego drinka i do końca imprezy już się nie spotkaliśmy.
– Co miałby sobie wkręcać?
– Przecież wiesz… – przewróciła oczami, podczas gdy ja entuzjastycznie wrzuciłam lewy kierunkowskaz, tylko po to, żeby sekundę później jednak go wyłączyć. Pierwsze prawo katowickiego parkingu: już myślisz, że to wolne miejsce, a to matiz.
– Halinko, litości, nie mam pojęcia – odparłam, zirytowana matizem i tą rozmową.
– Nie pamiętasz tej imprezy u Mariolki, tuż po maturze? – zaczęła niechętnie. Spojrzałam na nią jak na Miley Cyrus w  golfie. Biorąc pod uwagę, że było to sześć lat temu i wszyscy byliśmy nawaleni winem owocowym „Antałek”, nie sądziłam, żeby ktokolwiek pamiętał tę imprezę. – No wiesz, jak Mietek i ja… W piwnicy…
– Ach, faktycznie! Troszkę się skonsumowaliście, nie? – uśmiechnęłam się na wspomnienie młodzieńczej jurności. Nie wiem, co musiało by się stać, żeby Halinka dzisiaj zgodziła się zrzucić bieliznę między rowerem a kapustą kiszoną.
– Tak. Więc sama rozumiesz…
– Czekaj, ale skąd Andżej miałby znać Mietka? – zdziwiłam się. Andżej pochodził z Pomorza, poza tym byli razem dopiero od pół roku.
Przecież mu opowiedziałam!
– O jednorazowym pijackim numerku w piwnicy za czasów liceum?!
– No, jasne! – odparła oburzona. – Andżej wie o wszystkim!

Szczerość absolutna

Poruszenie tematu dawnych doświadczeń jest nieuniknione. Prędzej czy później ktoś znajdzie zdjęcia ze studniówki i dyskretnie zapyta, kim jest ten wieszak w garniaku, ewentualnie dlaczego ta dziewczyna ma na głowie martwego pudla. Halinka uważała, że szczerość to podstawa udanego pożycia, kiedy więc tylko poczuła, że jest z Andżejem tak blisko, jak Rafał Brzozowski, bezzwłocznie odbyła z nim pełną uroku rozmowę na temat przebiegu ich machin, nie szczędząc sobie kronikarskiej precyzji i opisów rodem z Orzeszkowej.

– Po co wam takie wyznania? – wzdrygnęłam się, niemal taranując czwartego już matiza pod jej blokiem.
– Przecież to jest ważne! – odparła ona.
– Żeby wyobrażać sobie swojego partnera w ramionach innych kobiet?
– A mam udawać, że byłam pierwsza? Przecież to dziecinne.
Skutki takich wynurzeń są dwa – odezwałam się, choć wiedziałam, że niepotrzebnie to robię. – Zazdrość i współzawodnictwo.
– Współzawodnictwo? – zainteresowała się Halinka.
– Jak Andżej ze swoją byłą narzeczoną uczcił pierwszą rocznicę związku? – zapytałam więc.
– On zrobił kolację, ona wskoczyła w pończochy, związała go i zlizała z niego bitą śmietanę. Śmietana mu się nie podobała, bo potem cały się lepił – odparła, krzywiąc się z niesmakiem. – Widzisz? Dobrze, że to wiem, dzięki temu nigdy nie wysmaruję go żywnością! – dodała z tryumfem.
– Ile par pończoch masz w domu? – rzuciłam niezrażona. Halinka zamilkła, po czym szybko zamrugała oczami i odparła:
– To nie tak, jak myślisz.

Błogosławiona nieświadomość

Wielokrotnie zastanawiałam się, czy chciałabym wiedzieć o moim onym wszystko. Poznać każdy studencki wyskok, wiedzieć z kim piętnaście lat temu witał wschód słońca na Mazurach, ile razy był na pierwszej randce i skąd wie, jaki jest czas oczekiwania na serwisanta windy. Za każdym razem wniosek był jeden: poparte rozległym dreszczem, żywiołowe „za nic!”. Owszem, to, że dziś jest ideałem męża w ciele wikinga po wypadku z kosiarką, pewnie w dużej mierze zawdzięczam temu, czego nauczyły go poprzednie związki, ale miłość to nie remont dzwonnicy w kościele – nie muszę znać listy swoich dobroczyńców. Tak długo, jak jego byłe nie mają dla mnie imion i twarzy, mogę udawać, że po prostu wygrał w genetycznej loterii i urodził się perfekcyjny, a tylko ja musiałam ogarniać swoją padakę umysłową na karuzeli przypałów.

– Halinko, mamy problem! – wykrzyknęłam do słuchawki. – Na fejsie jest galeria z sobotniej imprezy, a w niej fotka, na której gadasz z Mietkiem!
– Wiem, widziałam – odparła półszeptem.
– Co teraz? Pisałaś do admina fanpage’a?
– Nie, już za późno – rzekła ona, przy cichym akompaniamencie łazienkowego echa.
– Awantura? – zapytałam, pełna obaw.
– Nie, ale muszę już lecieć – wyszeptała. – Idziemy z Andżejem załatwić coś w piwnicy.

vagina

A Wy wierzycie w szczerość absolutną, czy wolicie nie zadawać pytań?

fot. Penumbra / flickr