7 ABSURDÓW POLSKIEGO WESELA

7 sierpnia 2015

7 FILARÓW KOMEDII ROMANTYCZNYCH

13 sierpnia 2015

ŚWIĘTA RACJA

11 sierpnia 2015

– Od dnia ślubu nie przespałam ani jednej nocy – powiedziała, a w głowie zaświtała jej przykra myśl, że wyjęte z kontekstu, to zdanie brzmiało co najmniej dobrze.
– Co się dzieje? – zdziwił się, widząc jej zapłakane oczy.
– Po przyjściu z pracy natychmiast sięga po wino, a potem zaczyna się awantura – mówiła łamiącym się głosem, a łzy kapały jej na splecione palce. – Krzyczy, szarpie mnie, trzaska drzwiami…
– Jak to? Codziennie od dnia ślubu? – zapytał, a ona przytaknęła smutno, mocniej zaciskając trzęsące się dłonie. – Czyli od kiedy? – chciał wiedzieć.
– Od zeszłej soboty, proszę księdza – odparła.

Dobre rady

To nie była dobrana para. Zanim wzięli ślub, byli ze sobą dwa lata, a jednak wszyscy dookoła mieli wrażenie, że tak naprawdę w ogóle się nie znają. Ich kłótnie były tyleż częste, co ostre, a dzielące ich różnice nie znikały, a nawarstwiały się z każdym tygodniem. Z tego powodu, ich spektakularne zaręczyny w towarzystwie fajerwerków i setek róż nie wywołały entuzjazmu w żadnej z ich rodzin, a huczne wesele na sto pięćdziesiąt ponurych osób przypominało raczej stypę niż święto miłości.

Nikt nie rozumiał, dlaczego tak bardzo uparli się, żeby być razem, ale oni tłumaczyli, że miłość nie wybiera. Pytani, czy dwa lata bezustannej szarpaniny niczego ich nie nauczyły, mówili, że po ślubie na pewno wszystko się zmieni. Pomysł co najmniej idiotyczny. Mimo to, nikt nie spodziewał się, że ta historia potoczy się aż tak źle. Oto młoda mężatka, niespełna dwa tygodnie po ślubie, zamiast niesiona skrzydłami miłości, fruwać pod sufitem niczym śląski nastolatek po Mocarzu, siedziała na niewygodnym krześle w kancelarii parafialnej kościoła, w którym niedawno ślubowała swojemu mężowi dozgonną miłość i płakała, że boi się wracać do domu.

– I wcześniej się tak nie zachowywał? – ksiądz chwycił pióro i zaczął notować coś w wielkiej księdze oprawionej w brązową skórę.
– Nigdy, ale przecież wcześniej razem nie mieszkaliśmy – zaszlochała ona.
– No, dobrze… To czego pani ode mnie oczekuje? – zapytał znienacka.
– Słucham? – zdziwiła się, a wielkie jak grochy łzy zadrżały na jej rzęsach, zbierając z nich resztki tuszu.
– Po co pani tu przyszła? Chciała się pani wygadać? – dopytywał z uśmiechem, a ona zaniemówiła.
– No… Nie wiem, chyba chciałam jakiegoś wsparcia… – odpowiedziała powoli, usiłując zebrać myśli. – Półtora tygodnia temu wzięliśmy ślub i od tej pory moje życie to koszmar. Wczoraj prawie zepchnął mnie ze schodów. Nie wiedziałam, co robić, więc przyszłam tutaj… – mówiła, zastanawiając się, czy dodać, że od dzieciństwa uczono ją, że zawsze może liczyć na pomoc policjanta i księdza.
– Rozumiem. Ale mąż traktuje tak tylko panią, prawda?
– Yyy… No, tak.
– Czyli można powiedzieć, że jest pani dla niego wyjątkowa – uśmiechnął się. Zamarła. Przełknęła ślinę i wydobyła z siebie resztki sił.
– Co takiego?
– Otóż tak. Spójrzmy prawdzie w oczy: właściwie mąż w ten sposób okazuje pani miłość! – zakończył z entuzjazmem, a ona wybuchnęła histerycznym śmiechem.
– Jestem zaszczycona, naprawdę. Tylko że nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam bez snu – powiedziała sarkastycznie, nie wierząc, że to dzieje się naprawdę.
– Przecież mówiła pani, że jest studentką i nie pracuje – stwierdził spokojnie ksiądz.
– Jaki to ma związek? – zdziwiła się.
Na pewno w ciągu dnia znajdzie pani parę godzin, żeby się przekimać, zanim mąż wróci z pracy – odparł z pełną powagą.

Nie przekonał jej, choć minął jeszcze miesiąc, zanim uciekła z domu pod nieobecność męża. Pół roku później nowożeńcy byli już po rozwodzie, każde w trakcie terapii, złe na siebie, byłego współmałżonka i świat, przy czym ona dodatkowo zastanawiała się, czy przetrącona chrząstka w nosie kiedyś wróci na swoje miejsce, bo chirurg plastyczny trochę kosztuje, a on, czy kiedykolwiek zaufa innej kobiecie, skoro ta go tak zraniła.

Grzech

– Słyszałam, że wychodzisz za mąż – jej ciotka miała osiemdziesiąt dwa lata, honorowe miejsce w pierwszej ławce parafialnego kościoła i, jak się właśnie okazało, numer telefonu wnuczki swojej siostry, choć dotychczas nigdy z niego nie korzystała.
– Tak, za tydzień – rozpromieniła się ona.
– Ślub cywilny – uściśliła ciotka.
– Tak, ciociu. Kościelny już miałam – powiedziała, a po plecach przebiegł jej nieprzyjemny dreszcz.
– Wiem. Pięć lat temu – odparła ostro, po czym zamilkła za kilka długich sekund, aż wreszcie dodała: – Cóż, dziecko… Miejmy nadzieję, że Bóg ci wybaczy.

 

fot. flickr / Shena Tschofen