MĘŻCZYŹNI WOLĄ KRÓLICZKI

9 września 2015

ZOSTAW MOJE SKRZYDŁA

14 września 2015

DO SZEREGU WSTĄP

11 września 2015
mężczyźni wolą króliczki

– Ej, stara, on to naprawdę zrobił? – zapytała drżącym głosem, pół godziny po tym, jak zamieściłam na Instagramie zdjęcie wydziaranej łydki Onego.

– Tatuaż? Naprawdę, zresztą ma go już od jakiegoś czasu – odparłam zaskoczona jej przejęciem.

– I to nie jest kalkomania? – dopytywała dalej.

– Nie, prawdziwy tatuaż. Piękny, nie? – odpowiedziałam.

– A wygląda jak kalkomania – rzekła błyskotliwie, ignorując mój entuzjazm. Przewróciłam oczami, korzystając z tego, że rozmawiałyśmy przez telefon, a nie osobiście.

– Bo jest dobrze zrobiony i mocno kolorowy – wytłumaczyłam spokojnie. Halinka zamilkła na kilka długich sekund.

– Boże… Oby wiedział, co robi – wydukała wreszcie.

– Bez obaw, jest dużym chłopcem – odparłam. – Dlaczego?

– Nooo… Wiesz… – zaczęła ostrożnie. – Chyba sama przyznasz, że troszkę to… niepoważne?

Jak tak można?

Mój on nie ma litości dla tłumu. Hołdując swej autorskiej zasadzie, że „mniej znaczy mniej”, uwielbia przywdziać się we wszystkie znane zachodniej cywilizacji wzory i kolory naraz, co stanowi dość zabawną przeciwwagę dla jego aparycji, która mówi światu „jestem duży i groźny”. Jako że sama wyglądam trochę jak wychowane w cygańskim taborze dziecko arabskiej księżniczki i Królika Bugsa, przybijam mu pionę za każdym razem, gdy znowu zakłada buty w komiks, zegarek w sowy i skarpetki w kosmos. Kiedy jednak pewnego pięknego dnia poinformował mnie, że kupuje bluzę z Królem Lwem, uznałam, że tego już za dużo i postawiłam mu się niczym pasjans. Skoczyło mi ciśnienie, na czole wyszła żyła, pot spłynął mi po karku. „W życiu!” – grzmiałam. „To infantylne!”. Zapytał mnie, dlaczego. Nie potrafiłam odpowiedzieć i odpuściłam.

Trzy dni później, bluza została nowym członkiem naszej rodziny i podbiła moje serce. Kiedy jednak mój już zachwyt okrzepł, a jej focia rozgościła się na Instagramie, zadałam sobie pytanie, dlaczego właściwie tak gwałtownie zareagowałam na pomysł, żeby mój wiking odział się w szatę z printem hitu naszego dzieciństwa. Diagnoza była bezlitosna, bolesna i przerażająca: resztki niedokładnie amputowanego w przeszłości kija w dupie. Na szczęście, kij okazał się być operacyjny i podatny na leczenie. W ramach kuracji, bezzwłocznie zaimplementowałam sobie paznokcie w kwiaty.

bluza

To nie wypada

– Tak się cieszę, że wszystko wam się dobrze poukładało! – powiedziała, myśląc chyba, że w ten sposób złożyła nam życzenia.

– Eee… Ja też – odparłam więc, odbierając od niej kwiaty.

– Tak więc żyjcie sobie spokojniutko i w zdrowiu. No, i myślę, że teraz już spoważniejesz, prawda? – dodała z szerokim śmiechem, cmokając mnie głośno w oba policzki.

– W jakim sensie? – zdziwiłam się, odruchowo drugi raz nadstawiając prawy policzek do trzeciego pocałunku.

– Ustatkujesz się, zwolnisz, wydoroślejesz po prostu – uściśliła. Zmarszczyłam się nieatrakcyjnie w niezrozumieniu, więc ciocia uśmiechnęła się szerzej i wyjaśniła: – Oj, no te twoje kolorowe okularki, dziwne ciuchy, głos, gestykulacja, podskakiwanie… – zaczęła wymieniać, potęgując moje osłupienie. – To jest wszystko bardzo sympatyczne u nastolatek, ale mężatce nie wypada – dokończyła, po czym poklepała mnie po ramieniu i przesunęła się, żeby złożyć życzenia Onemu.

Przynieś wódkę.  I jakieś szkło. (3)

To było jak zimny prysznic. Jeszcze nikt nigdy tak szybko nie wypunktował wszystkiego, co uważałam za swoje zalety, przerabiając to na wady. Co według niej miałam zrobić? Zmienić swój styl bycia, żeby pasować do wizerunku typowej mężatki? Do każdej ręki przywiązać sobie wór ziemniaków, żeby przestać gestykulować i obniżyć głos codzienną płukanką z kwasu? Oczywiście, przez chwilę rozważyłam strzelenie sobie na głowie fryzury a la kalafior z fioletowym połyskiem, nabycie obuwia ortopedycznego w kolorze mokrego psa, buraczkowej garsonki ze spódnicą o praktycznej długości „do połowy łydki”, a w pielęgnacji twarzy ograniczenie się do oparów znad schabowego, ale potem przypomniałam sobie, że to może głupio wyglądać przy bluzie z Królem Lwem. Spojrzałam więc na nią, na siebie, znowu na nią i uśmiechnęłam się pod nosem. Biedna ciocia. Musi się bardzo męczyć z przekonaniem, że pewnych rzeczy już nigdy nie będzie mogła zrobić tylko dlatego, że nie ma już piętnastu lat.

Wciąż mając jednak w pamięci swą pulsującą na czole żyłę i nerwową zadyszkę, zwracam się do Was z gorącym apelem: szanujcie każdego, kto stoi w szeregu. Kij w dupie naprawdę bardzo boli.

fot. Akshay Moon