BAJKI MOJEGO ŻYCIA

16 września 2015

DZIEWCZYNA Z WORA

22 września 2015

ZADYSZKA

19 września 2015

– Jaki to był piękny ślub! Naprawdę, na was aż miło się patrzy – rozmarzyła się Halinka. – Widzę, jacy jesteście szczęśliwi i wiem, że to jest właśnie to, co mam z Andżejem. On mnie uzupełnia, wiesz? Nigdy nie byłam w takim związku. Jest moim najlepszym przyjacielem i wiem, że mogę na nim polegać w każdej sytuacji, a jednocześnie ciągle mnie zaskakuje. Po prostu podsyca ten płomień, rozumiesz? – mówiła nieprzerwanie, nie czekając na odpowiedź. – Zawsze chciałam zbudować taki związek, jak wasz i teraz wiem, że mi się to udało. Ciągle się śmiejemy i potrafimy rozmawiać na każdy temat. Seks jest wspaniały, serio. Choć wiesz, na pewnym etapie związku seks nie jest najważniejszy, bo człowiek woli się po prostu przytulić, oglądając w dresie film na kanapie. Znasz to, nie? No, ale przede wszystkim, rozumiemy się bez słów. To jest takie cenne! – zakończyła, patrząc na mnie wyczekująco.

– Eee… Tak, tylko… – zaczęłam powoli.

– No, a tak między nami, to za dwa tygodnie jedziemy razem na wakacje i mam przeczucie, że on mi się tam oświadczy – przerwała mi, rumieniąc się z ekscytacji. A więc do tego zmierzała od początku tej rozmowy.

– Co?! – wykrzyknęłam, nie mogąc opanować szoku.

– Wiem! Też tak zareagowałam, kiedy zobaczyłam na jego kompie, że googlał „co mówić podczas oświadczyn”, hihi – trajkotała, wiercąc się na krześle. – Jestem taka podekscytowana. Nie mogę się doczekać! Po prostu czuję, że to on, rozumiesz? Ten jedyny. Wreszcie, po tylu porażkach, ja również znalazłam swoje szczęście…

– Halina, ogarnij się! – nie wytrzymałam. – Ile wy ze sobą jesteście?! Dwa tygodnie?!

– Trzy – poprawiła mnie z urazą w głosie. – A dokładniej, dwadzieścia cztery dni.

– Jak ten czas leci – odparłam z przekąsem. – A znacie się miesiąc?

– Dwadzieścia sześć dni – powiedziała z powagą. – Do czego zmierzasz?

Sprintem

Nie potrafiłam tak po prostu powiedzieć jej, że zachowuje się jak obłąkana. Po pierwsze dlatego, że była moją kuzynką i od lat obserwowałam jej desperackie poszukiwania miłości. Po drugie dlatego, że w jej szaleństwie dostrzegłam odbicie siebie sprzed lat. Podobnie jak niegdyś ja, Halinka poznała kogoś, kto podzielał jej chęć zaangażowania i nie mogła się doczekać, żeby jej związek jak najszybciej stał się bardzo poważny. Z tego powodu, już po dwóch dniach od poznania Andżeja w kawiarni pewnej krakowskiej galerii handlowej, postanowiła skonsumować ten związek i poprosić go, żeby został na noc, a następnie zmieniła sobie status na Facebooku i zaproponowała, że zrobi mu pranie. Halinka była bowiem studentką drugiego roku medycyny i wraz z przyjaciółką, mieszkała w wynajmowanym mieszkaniu tuż przy krakowskim Rynku, Andżej natomiast, choć starszy od niej o cztery lata, mieszkał nadal z rodzicami, motywując to oszczędnością i wygodą.

– Musisz mi doradzić, ty masz większe doświadczenie z teściowymi – powiedziała z przejęciem, gdy zadzwoniła do mnie pewnego sobotniego poranka.

– To ty masz teściową? – zdziwiłam się.

– No, od przedwczoraj. Nie widziałaś na fejsie? – odparła ona. – Słuchaj, dziś jadę poznać rodziców mojego Andżeja, a tak się składa, że mają dziś rocznicę ślubu, więc kupiłam im wino i kwiaty. Myślisz, że to wystarczy? – zapytała z pełną powagą.

Dlaczego chcesz im cokolwiek kupować? Przecież ich nie znasz! – wykrzyknęłam, podtrzymując opadającą szczękę.

– Mam udawać, że nie wiem o ich święcie? Zapraszają mnie na rodzinną kolację, nie wypada przyjść z pustymi rękami. Zwłaszcza, jeśli mam zrobić dobre pierwsze wrażenie! – odparła spokojnie Halinka.

– Ale dlaczego jedziesz poznać rodziców typa, z którym jesteś od dwóch dni? Oszalałaś? Kto to w ogóle jest?! – produkowałam się dalej.

– Andżej, mój chłopak, partner znaczy się, przecież mówię! – podniosła głos ona. – Jadę, bo mnie zaprosili.

– Halinko, nie sądzisz, że to dzieje się nieco zbyt szybko? – zapytałam spokojniej.

– No, właśnie wiem! – ucieszyła się. – To takie ekscytujące, nie?

Następnego dnia rano, Halinka napisała do mnie smsa. „Jego rodzice mnie pokochali. Wstaliśmy rano i wyszliśmy z jego pokoju, a w kuchni czekało na nas królewskie śniadanie!”. Opadając, moje ręce nabiły sobie trzy siniaki.

Zabawa w dom

W ciągu następnego miesiąca, Halinka i Andżej zdążyli pojechać razem na chrzciny siostrzenicy Halinki i uroczyste osiemdziesiąte urodziny dziadka Andżeja, zapisać się na kurs salsy, dwa razy pojechać do Ikei, gdzie nabyli nową pościel, talerze i durszlak, przeżyć pierwszą kłótnię w miejscu publicznym, a także wywołać wspólne zdjęcia i włożyć je sobie do portfeli. Andrzej codziennie woził Halinkę na uczelnię, a po pracy ją odbierał. Z tęsknotą boleśnie znaczącą tych osiem okrutnych godzin, radzili sobie dzięki nowo nabytym pakietom darmowych smsów. Halinka przestała imprezować ze swoimi znajomymi, twierdząc, że szkoda jej czasu na to niedojrzałe towarzystwo. Andżej zaczął przeglądać w internecie adresy okolicznych salonów tatuażu, pragnął bowiem wytatuować sobie imię mojej kuzynki na bicepsie. Kiedy otrzymałam od nich kartkę z życzeniami ślubnymi podpisaną „życzą Kowalscy”, coś we mnie pękło i wykręciłam jej numer telefonu.

– Halina, czyżbyś zmieniła nazwisko? – zapytałam złośliwie.

– Jeszcze nie, ale i tak już wszyscy tak na nas mówią – odparła niewinnie.

blood

– Zwróciłam mu pierścionek – powiedziała nieoczekiwanie, kiedy zadzwoniłam wczoraj zapytać ją, co słychać.

– Co się stało? – zdziwiłam się.

– Ostatni miesiąc to był jakiś koszmar – odparła smętnie. – Ciągle się kłóciliśmy. Andżej był bezustannie zazdrosny, kontrolował mnie, zrobił się wybuchowy i podejrzliwy. Strasznie się zmienił, wiesz?

– Bardzo mi przykro – powiedziałam, myśląc, że może wcale się nie zmienił, a po prostu pokazał swoją twarz.

– Wiesz, kiedyś, na początku naszego związku… – zaczęła ona.

– Czyli trzy miesiące temu? – wtrąciłam.

– Trzy i pół – poprawiła mnie oschle. – Byliśmy wtedy tacy niewinni, beztroscy… Teraz dojrzeliśmy i idziemy w nasze strony – dodała filozoficznie. – Trudno. Ważne, że mamy co wspominać.

fot. Oliverd / flickr