JAK REKSIO SZYNKĘ

16 października 2015

W INTERNECIE TO NIE ZDRADA

23 października 2015

GDY KOBIETA MÓWI: „NIE JESTEŚ W MOIM TYPIE”

19 października 2015

– Wiesz… Ja to mam pecha… – zagaił Andżej z oczami spaniela. – Całe życie pod górkę…

– Co się stało? – zapytałam więc.

– Eh… Znowu zabrałem się za nieodpowiednią kobietę… Umrę samotnie, a moje zwłoki znajdzie komornik, który przyjdzie ściągać ode mnie zaległy czynsz, zobaczysz… – rzekł dramatycznie.

– Co to jest „nieodpowiednia kobieta”? – odparłam, walcząc z chęcią przewrócenia oczami.

– Kolejna, która dała mi kosza, bo nie jestem w jej typie – wyjęczał on.

– Tak powiedziała? Że nie jesteś w jej typie? – zdziwiłam się, przyglądając mu się z uwagą.

– Tak, znowu to samo – odpowiedział Andżej, nerwowo poprawiając włosy. – Dlaczego zawsze wybieram sobie takie dziewczyny? Może moim typem są kobiety, które mnie odrzucają, bo nie jestem w ich typie? A może po prostu ja nie jestem w niczyim typie? Czy to możliwe? – zapytał żałośnie.

– Nie – odparłam bez chwili wahania. – Bo coś takiego jak „typ” nie istnieje.

Lista przebojów

Andżej zaniemówił. Iskra nadziei, która niepotrzebnie pojawiła się w jego oczach sygnalizowała jednak, że nie zrozumiał, co chciałam mu powiedzieć. Pojęcie „typu” zakłada bowiem, że dana kobieta zawsze wybiera mężczyzn o określonych cechach, tak więc jeśli dowolnie wybrana halinka gustuje w wysokich brunetach niewymawiających „r”, nie skusi się na kolację ze śniadaniem u atletycznego blondyna, nawet jeśli jest strażakiem-kulturystą, który w wolnych chwilach układa ikebanę, a przed snem czytuje niemieckich filozofów oświecenia.

Niestety, Andżej nie był ani wysokim brunetem, ani blondynem zawodowo ratującym kotki. Przeciętność biła z jego wzrostu, urody, mowy ciała i garderoby, jego oczy zdawały się być przezroczyste, a głos płytki i nieprzyjemny niczym Wisła w listopadzie. Choć był inteligentny i sympatyczny, nie miał w sobie niczego, co mogłoby obudzić w kobiecie szał pożądania, a im dłużej dręczyły go męki samotności, tym bardziej bystrość jego spojrzenia wypierana była przez przykry cień desperacji. Andżej za swoje niepowodzenia winił więc niefortunną aparycję – teoretycznie, mężczyźni tacy jak on powinni być skazani na dożywotne orbitowanie na obrzeżach satysfakcjonującego życia osobistego. Tymczasem każdy z nas zna jakiegoś faceta, który przypomina skrzyżowanie jaszczurki z pierogiem, a mimo to zawsze otacza go wianuszek pięknych kobiet. Jak to możliwe? Czyżby jakimś cudem pokraczni szczęściarze mogli być w typie zjawiskowych blondynek i brunetek o nogach do nieba?

To nie ty, to ja.

– Dobrze, że już jesteś – uśmiechnęła się na mój widok Halinka. – Wszyscy już przyszli, czekaliśmy tylko na ciebie.

– Przepraszam za spóźnienie, ale moje włosy wybrały dzisiejszy wieczór na strajk… – odparłam, zamiatając trzykrotnie mytą czupryną.

– Nie ma problemu – uśmiechnęła się, odbierając ode mnie starannie skompletowany w Ikei zestaw parapetówkowy. – Mariolkę, Mirka i Mietka już znasz. To jest Andżela, moja koleżanka z pracy i jej mąż, Andżej – zawiesiła głos, kiedy wymieniałam uprzejme uśmiechy z przybyłymi. – Na kanapie siedzą Ola i Ala, a na balkonie jest Czesiek… – mój wzrok podążył za ruchem ręki Halinki. Na balkonie ujrzałam niskiego, łysiejącego faceta z brzuszkiem, kończącego właśnie namiętny pocałunek z papierosem. Ubrany w dżinsy i niedokładnie wyprasowaną koszulę, sprawiał wrażenie typowego szaraczka przed czterdziestką, choć stał do mnie bokiem i nie widziałam dokładnie jego twarzy. Wreszcie zgasił niedopałek w popielniczce z puszki po Lechu, po czym wszedł do świeżo malowanego salonu Halinki, wnosząc ze sobą chmurę nieznośnego smrodu czerwonych Marlboro. Dopiero teraz zauważyłam dziwną krzywiznę jego nosa, najpewniej złamanego w młodości. W obcasach przewyższałam go o dobre pół głowy.

– Czesiu, poznaj moją przyjaciółkę – zaćwierkała podejrzanie entuzjastycznie Halinka.

– Cześć, przyjaciółko – uśmiechnął się Czesiek i spojrzał mi prosto w oczy, a mnie zrobiło się ciepło. Krew odpłynęła mi z rąk i nóg, i zalała z nagłą mocą policzki, czyniąc ze mnie pieczonego buraka nabitego na ruszt. – Czesiek, bardzo mi miło – dodał, przeszywając mnie wzrokiem na wylot z taką mocą, że mogłam przysiąc, że wie, jaką mam na sobie bieliznę i w których zębach mam plomby z fluorem. Nie zdając sobie sprawy z tego, że przestałam oddychać, zaczęłam zastanawiać się, czy moja bielizna spodoba się Cześkowi i czy ma coś przeciwko tatuażom. Halinka spojrzała na mnie skonsternowana, po czym dyskretnie odchrząknęła, sprowadzając mnie na ziemię i przypominając mi, że milczę od pięciu dobrych sekund.

– Eeeeeeee – przestawiłam się więc Cześkowi.

Skąd wziąć „to coś”?

Teoria, że ludzie zawsze wybierają kogoś, kto wpisuje się w ich ideał, to mit, którym andżeje i halinki od lat tłumaczą sobie brak chemii. Jakkolwiek istnieją bowiem pewne cechy, które mogą nam się podobać, najczęściej nie mają one żadnego wpływu na to, czy ktoś na nas działa, czy nie. To nie idealnie wyrzeźbiony brzuch i kolor tęczówki rozgrzewają kobietę, a organ niewidoczny dla jej krytycznego oka: mózg. Jeśli jest natomiast jedna rzecz, która działa na wszystkie kobiety, jest nią błysk pewności siebie w oku, a także niedawno odkryty przez amerykańskich naukowców pierwiastek sukcesu. Zresztą, przekażmy głos autorytetom:

Po dwudziestu latach wnikliwych badań, wreszcie możemy z dumą ogłosić, że odkryliśmy, jak być w typie każdej kobiety na świecie. Panie i panowie: otóż trzeba mieć „to coś”!

Amerykańscy naukowcy

Innymi słowy: „nie jesteś w moim typie” to kulturalny zamiennik stwierdzenia „prędzej odgryzę sobie własną stopę i ją zjem, niż pozwolę ci zobaczyć się nago”. Nie tylko pozostawia delikwenta ze złudnym wrażeniem, że niewiele brakowało, aby stopił lód jej serca, ale i zrzuca z halinki odpowiedzialność za odrzucenie. Może i poszłaby z nim na randkę, ale niestety nie jest w jej typie. Cóż poradzi? To nie jej wina, czysty pech!

Untitled design (22)

– No, dobra, to co mam zrobić? – zapytał zrezygnowany Andżej.

– To zależy – odparłam. – Albo założysz, że gdzieś na świecie jest kobieta, która jest dla ciebie idealna, więc nie ma sensu się przejmować, bo wystarczy poczekać, albo będziesz musiał wreszcie coś zmienić.

– Na przykład co? – spojrzał na mnie zdezorientowany.

– Masz dwadzieścia osiem lat i nigdy nie byłeś na randce – zaczęłam ostrożnie. – Na początek proponuję wszystko.

 

A Wy? Macie „swój typ”?

 

fot. danrocha / flickr