SZCZERE ŻYCZENIA Z CAŁEGO FEJSA

12 listopada 2015

DYSKRETNY JAK APTEKARZ

16 listopada 2015

7 COVERÓW NA JESIENNE WIECZORY

14 listopada 2015

Coś Wam dzisiaj wyznam: słabo radzę sobie z jesienią. Wydłużające się wieczory przybijają mnie niczym gimnazjalista żółwia na dużej przerwie, a spadająca temperatura ciągnie za sobą moje chęci do życia. Teoretycznie przez ćwierć wieku powinnam była do tego przywyknąć, ale co roku jestem tym tak samo zaskoczona. Plan naprawczy jest zazwyczaj prosty: czekolada, miękkie sweterki, czekolada, herbatka, dobre filmy, jeszcze lepsze książki, czekolada, czekolada i muzyka. Dziś odkryję przed Wami część swojej jesiennej playlisty. Bo tak, choć co roku ją aktualizuję, jej rdzeń i klimat są niezmienne odkąd zrozumiałam, że „Spice World” to nie jest jednak najlepsza płyta wszech czasów.

Jakoś tak się stało, że moimi największymi jesiennymi przyjaciółmi są covery. Ale nie takie, w których zmienia się tylko wykonawca i ilość basów w podkładzie. Najbardziej na świecie kocham covery, które rozkładają oryginał na części pierwsze i tworzą z tych klocków nową jakość. Oto siedem coverów, które o tej porze roku wypełniają mi duszę i mieszkanie (korzystając z okazji, chciałam przeprosić sąsiadów, którzy słyszą, jak wyję pod prysznicem). Jeśli nie macie czasu, żeby odsłuchać wszystkie, sprawdźcie przynajmniej pierwszy i ostatni!

7. One thing

„One thing” był bardzo poważnym hitem, kiedy chodziłam do gimnazjum, choć nigdy nie lubiłam tej piosenki – nie mogłam pozbyć się wrażenia, że głos Amerie przypomina szczekanie ratlerka czekającego, aż jego pani kupi mu polędwicę w Społem i zabierze z powrotem do domu.

 

 

Wszystko zmieniło się, kiedy kupiłam płytę LateNightTales Bonobo. Usłyszałam tę wersję i przepadłam. Tak brzmi listopad. Głos Benedicta Cumberbatcha gratis.

 

 

6. Don’t go

Teledysk do „Don’t go” to lata osiemdziesiąte w pigułce: włosy niby krótkie, a jednak spalone, tłusta perła na powiece, smętny blondasek z grzywą na pół twarzy udaje, że gra, światła migają, cycki latają, frędzle się plączą. 10/10.

 

 

Kiedy zobaczyłam, co Nouvelle Vague zrobiło z tą piosenką, wpadłam w stan ciężkiego szoku, który utrzymuje się do dziś. A to już prawie dziesięć lat!

 

 

5. Get lucky

Get lucky to takie „Someboy that I used to know” 2013 roku: na początku wszyscy się nim zachwycali, myśląc, że są jedyni. Potem cieszyli się, że ich znajomi też to doceniają, a świat jednak idzie ku lepszemu. Następnie przyszedł czas euforii, że w RMFie wreszcie leci coś dla ludzi. A potem na brzmienie pierwszych nut „Get lucky”, każdy dostawał biegunki, wysypki i drgawek. Przeżyjmy to jeszcze raz:

 

 

I kiedy już myślałam, że już nigdy więcej nie znajdę przyjemności w słuchaniu wzruszającej historii o wypadzie na miacho w poszukiwaniu przygodnego seksu, koleżanka podesłała mi to:

 

 

4. Hurt

Mam znajomych, którzy darzą oryginał „Hurt” kultem porównywalnym z moim uwielbieniem czerwonego wytrawnego. Nigdy nie podzielałam tego uczucia, ale rozumiem, że to może kogoś brać:

 

 

Nie rozumiem jednak, że kogoś mogłoby nie brać to, bo pan Johnny posprzątał tym wykonaniem skuteczniej, niż Małgorzata Rozenek ręcznikami papierowymi po śniadaniu, w dodatku zrobił to, kiedy już wszyscy myśleli, że jego chwila muzycznej chwały skończyła się pięćdziesiąt lat temu:

 

 

3. Oh my god

Zawsze lubiłam tę piosenkę. Naprawdę. To jest bardzo fajna piosenka:

W przeciwieństwie do tej piosenki. TO nie jest fajna piosenka. To jest abolutnie genialna piosenka. Albo po prostu bardzo seksowna. Nie potrafię się zdecydować.

2. More than this

Inaczej sprawa miała się z „More than this”: darzę Roxy Music Bryana Ferry’ego miłością głęboką niczym gardło Lindy Lovelace, więc nie sądziłam, że komukolwiek będę potrafiła wybaczyć ruszanie świętości:

A potem przyszła Norah…

1. Firestarter

Wszystko to jednak marność na marnościami w porównaniu do kawałka, który rozwala mi czachę od trzech lat i ciągle nie chce przestać. W oryginale jest czad, wiadomo, w końcu to The Prodigy:

Ale to, co się dzieje tutaj, przerasta moje możliwości recenzenckie. Ten kawałek powinien być motywem przewodnim nowego Bonda. I każdego Bonda. Jeśli chcecie, kiedyś Wam powiem, co się dzieje w mojej synestetycznej głowie, kiedy tego słucham:

Dzielenie się muzyką to jedna z najbardziej intymnych form interakcji, jakie znam, więc wiedzcie, że dzisiejsza chwila prawdy dużo mnie kosztowała. Teraz znacie mnie troszkę lepiej…!

Jak brzmi Wasza jesień? Pochwalcie się, co gra Wam teraz w słuchawkach i sercach! A jeśli macie przykłady ciekawych coverów, koniecznie mi je tu podrzućcie. Jeśli jesień już musi nas szczuć szarością i smutkiem, niech przynajmniej dobrze się buja!

fot. fhgitarre / flickr