MISTRZYNI CIĘTEJ RIPOSTY

19 listopada 2015

OSZUKAĆ PRZEZNACZENIE

30 listopada 2015

SYNDROM MONEYPENNY

21 listopada 2015

– Dobrze, że dzwonisz! – ucieszyłam się, odbierając telefon. – Jeśli jeszcze nie wyszłaś z domu, weź proszę swój blender, bo mój nie kruszy lodu, a chciałam zrobić nam mohito.

– Nooo, właśnie jest taka sprawa… – zaczęła Halinka z ociąganiem.

– Co się stało? – zapytałam, pełna złych przeczuć.

– Wiesz… Chyba nie dam rady przyjechać…  – powiedziała tak cicho, że prawie zagłuszył ją odgłos mojego marszczącego się czoła.

– Wszystko ok? – zapytałam, postanawiając dać jej szansę się wytłumaczyć, zanim znowu odwoła nasze spotkanie w ostatniej chwili. Może stało się coś poważnego. Choroba. Wypadek. Oczko w rajstopach. Bad hair day.

– Ze mną? Tak, po prostu zapomniałam, że mam do skończenia taki bardzo ważny projekt do pracy… – wyjaśniła. Spojrzałam na talerz muffinek, które upiekłam specjalnie z myślą o tym wieczorze.

– Jest piątek – powiedziałam oschle.

– Wiem, ale to jest naprawdę duży projekt! – odparła szybko. – To mi może zająć cały weekend, właściwie muszę zabrać się za to już teraz, nawet odwołałam jutrzejszy obiad u mamy…

– Halinko? – przerwałam jej.

– No?

– Zadzwonił, prawda? – zapytałam spokojnie. W słuchawce zapadła martwa cisza. – Halinko?

– Tak – wydukała wreszcie z zakłopotaniem. – Pięć minut temu. Przepraszam.

Plan B

To nie był pierwszy raz. Andżej mieszkał na drugim końcu miasta i od czterech miesięcy tworzył z Halinką coś, co ona nazywała związkiem, a on nie nazywał tego w ogóle, z braku adekwatnej nomenklatury. Cały tydzień był bardzo zapracowany w swojej całkiem typowej korporacji, choć prawie zawsze znajdował okienko, żeby odpisać Halince na smsa. Wieczorami oddawał się zazwyczaj jednej ze swoich licznych pasji, którymi były przede wszystkim wizyty na siłce lub granie na Playu, choć pewności nie było, bo nie czuł się zobligowany, żeby tłumaczyć się, co robi i z kim. W weekendy natomiast zwykł umawiać się z kolegami i resetować się z nimi w klubie, jeździć na gokartach lub śmigać na spontaniczny relaksik w górach. Chyba że coś się wysypało. Wtedy dzwonił do Halinki.

Po pierwszej fali irytacji, zrobiło mi się jej żal. Wiedziałam dokładnie, przez co przechodzi – dawno temu, kiedy byłam młoda, urocza i naiwna, sama dwukrotnie wpadłam w podobną pułapkę. Halinka stała się bowiem ofiarą syndromu Moneypenny.

Syndrom Moneypenny

Sytuacja, w której dowolnie wybrana halinka jest uwikłana w bliżej niezdefiniowaną relację z andżejem, który pozostaje zdystansowany i nieosiągalny, podczas gdy rzeczona halinka wiernie czeka na sygnał z jego strony. Gdy tylko andżej przejawia chęć interakcji, halinka natychmiast rzuca żelazko, laptopa, randkę, fryzjerkę, zebranie zarządu i/lub maraton „Seksu w wielkim mieście”, a następnie pędzi we wskazane miejsce, żeby spełnić aktualne oczekiwania ukochanego.

large

Zaćmienie mózgu

Halinka nie skarżyła się Andżejowi na swą niedolę. Nie zadawała pytań. Nie miała pretensji. Niczego nie oczekiwała. Zawsze witała i żegnała go uśmiechem. Liczyła, że jeśli będzie wystarczająco wyrozumiała i cierpliwa, wreszcie doczeka dnia, w którym Andżej zaproponuje, żeby zostawiła u niego swoją szczoteczkę, a może nawet, kto wie?, przedstawi ją mamie. Tymczasem postanawiała jednak udawać przed sobą i światem, że jest bardzo zajęta, ma bogate życie towarzyskie i liczne pasje, choć nawet kiedy szła pod prysznic, na wszelki wypadek ustawiała głośność telefonu na maksimum, żeby nie przegapić swojej chwili chwały, a jeden sms był w stanie wyciągnąć ją z wesela koleżanki, na które zresztą poszła bez osoby towarzyszącej – tak na wszelki wypadek.

Choć on zazwyczaj witał ją w dresie, ona wyglądała dla niego jak milion dolarów przed opodatkowaniem. Zawsze miała ochotę robić to, co on i nigdy nie była zmęczona. Głodna bywała wtedy, kiedy on i miała mnóstwo czasu – chyba że on musiał popracować; wtedy ona też przypominała sobie o dedlajnach. Kiedy zapomniał o jej urodzinach, stwierdziła, że nie ma mu tego za złe, bo przecież nie mógł o nich wiedzieć. Kiedy własne spędził z kolegami w Pradze, powiedziała mi, że to się świetnie składa, bo i tak miała do zrobienia pranie, ale wiem, że cały weekend spędziła lajkując jego statusy na Fejsie, w pełnym makijażu zresztą, bo przecież nie miała pewności, kiedy Andżej wróci i czy nie będzie miał ochoty do niej wpaść.

Wiedziałam, że nie było sensu tłumaczyć jej pojęć takich jak „godność”, „duma” czy „szacunek do samej siebie”. Widziałam to w jej oczach: syndrom Moneypenny zaćmił jej mózg. Musiałam to przeczekać.

dwoje

– Jesteś zła? – zapytała po chwili milczenia.

– Trochę. Ale idź, rozumiem – odparłam, sięgając po muffina.

– Dziękuję. Odbijemy to sobie, obiecuję! – ucieszyła się.

– Wiem – uśmiechnęłam się. – Tylko pamiętaj o jednym – dodałam.

– No?

Bond nigdy nie ożenił się z Moneypenny.

 

fot. leventlecri / flickr