NOGI ZA PAS

11 grudnia 2015

SERCE NA PAMIĄTKĘ

27 grudnia 2015

DO ŁÓŻKA NA ZGODĘ

20 grudnia 2015

– Wczoraj po raz pierwszy się pokłóciliśmy – oznajmiła mi uroczyście.

– Dopiero? – zdziwiłam się. – Przez pół roku nie było żadnego focha?

– Ani razu. Za to wczoraj nastąpiła kumulacja, którą nadrobiliśmy pół roku rzygania tęczą – uśmiechnęła się Halinka.

– O co poszło? – zapytałam, próbując za nią nadążyć w pasażu galerii handlowej.

– Zaczęło się niewinnie: zdenerwował się, że nie odpisywałam na smsa przez cztery godziny i zaczął gadać, że się o mnie martwił, bo nie wiedział, co się ze mną dzieje. Ja się wkurzyłam, że chce mnie kontrolować, on mi na to, że skoro tak reaguję, to na pewno mam coś do ukrycia, ja mu na to, że jak śmie mnie podejrzewać i potem poszło już z górki… – mówiła, zdecydowanym krokiem kierując się do sklepu z bielizną. – Ja mu powiedziałam, że jest zazdrosnym świrem i jeśli mi nie ufa, to musimy się rozstać, a on mi na to, że jeśli chcę się z nim rozstać, to proszę bardzo…

– Widzę, że szybko przeszliście do konkretów – wtrąciłam.

– Oj, tak… Zaczęliśmy się na siebie drzeć, ja w niego rzuciłam butem, on walnął ręką w ścianę, aż pękł tynk obok framugi… – ciągnęła rozanielona, a ja patrzyłam na nią z rosnącym przerażeniem. – Dopiero po jakimś czasie przyznał mi, że ma kłopoty z zaufaniem, bo poprzednia dziewczyna go zdradzała, on ją zresztą też – dodała, po czym zamilkła na chwilę, rozglądając się po ścianach pełnych staników.

– Nigdy wcześniej ci o tym nie wspominał? – zapytałam, żeby wybudzić ją z letargu.

– Nie, nie opowiadamy sobie o poprzednich związkach – odparła Halinka, po czym podała ekspedientce swoje wymiary i zarządziła poszukiwania czegoś czerwonego.

– I co dalej? – szturchnęłam ją w żebra.

– No, wiesz… – wyszczerzyła się w szerokim uśmiechu. – Kiedy już przestaliśmy się na siebie drzeć i on się otworzył, wreszcie mogliśmy zacząć normalnie rozmawiać. On mi opowiedział o swoich obawach, ja mu powiedziałam, co mnie w nim drażni…

– A co cię drażni? – zainteresowałam się.

– Że jest taki impulsywny, nie potrafi przyznać się do błędu i często narzuca mi swoją wolę – wyliczyła szybko, po czym nagle odwróciła się i spojrzała mi głęboko w oczy. – Dobra, stara, to jest wszystko nieważne, nie po to ci to mówię.

– To po co? – zdziwiłam się, podczas gdy pani ekspedientka wręczyła Halince dwa wieszaki skąpane w czerwonej koronce.

– Bo wiesz, jesteśmy razem pół roku, ale kiedy wczoraj tak przez dwie godziny gadaliśmy o naszych emocjach i oczekiwaniach, poczułam nowy wymiar bliskości. To było coś niesamowitego, tak jakby ta awantura szerzej otworzyła przed nami drzwi do miłości – odparła Halinka Coelho, śmigając w podskokach do przymierzalni. – Zobaczyłam go w całkowicie innym świetle! Nasz związek wzniósł się na kolejny etap, rozumiesz? – ciągnęła, zrzucając z siebie płaszcz.

– Rozumiem. Pamiętam – odparłam. – Pierwsze kłótnie są magiczne, zawsze się po nich wydaje, że bezpowrotnie usunęliście jedyną przeszkodę, która stała na drodze do idealnego związku i teraz rozumiecie się lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej.

– Właśnie! – ucieszyła się Halinka, po czym zbliżyła się do mnie, ściszając głos. – Poza tym… stara, ten seks…!

– Na zgodę? – zapytałam.

– Dokładnie! – wyszczerzyła się ona. – Stara, to było coś niesamowitego. Był ogień i namiętność, a jednocześnie czułość i bliskość… – mówiła, rumieniąc się, po czym zniknęła w przymierzalni. –  Zawsze było nam dobrze w łóżku, ale to był najlepszy seks w moim życiu!

– Tak dobry, że postanowiłaś kupić dziś nową bieliznę? – zapytałam różową kotarę.

– No… Może jeszcze coś wycisnę z wczorajszego klimatu… – odparł stłumiony głos zza kotary.

– Może – odparłam. – A jeśli się nie uda, zawsze możecie strzelić sobie nową awanturę. Na przykład pokaż mu, ile kosztował ten komplet.

Paradoks kłótni-

– Jezu, jak dobrze, że dzwonisz! Nie wiedziałam, czy możesz rozmawiać! – wykrzyknęła na powitanie Mariolka, odebrawszy telefon. „Nie masz pojęcia, jak ten palant mnie dziś wkurzył” napisała kilkanaście sekund wcześniej. Bardzo nieprzepisowo odczytałam smsa, ruszając na światłach, po czym nieco bardziej przepisowo kazałam Siri do niej zadzwonić.

– Cześć, Mariolko. Opowiadaj – rzekłam więc.

– Wiesz, że Andżej ma od wczoraj urlop, nie? – zapytała, po czym nie czekając na odpowiedź, zaczęła mówić dalej. – Wyobraź sobie taką sytuację: wracam do domu z pracy, zmęczona, głodna, zakupy w obu rękach, otwieram sobie drzwi nogą, pies rzuca się na mnie w przedpokoju, zakupy spadają na podłogę i się rozsypują, jajka się tłuką, butelka wina pęka, jabłka turlają się w stronę kuchni. Słowem: masakra.

– Mam to – odparłam.

– Klnę pod nosem i wołam tego palanta, żeby przyszedł mi pomóc, a on wychodzi z salonu, uwaga, w piżamie, z padem w jednej ręce i słuchawkami w drugiej!

– Spędził cały dzień przy konsoli – podsumowałam za nią.

– To jest jeszcze nic! – wykrzyknęła oburzona. – Pranie, które puściłam rano, gnije w pralce. Łóżko oczywiście niepościelone. Zmywarka, którą nastawiłam przed wyjściem, piszczy, że skończyła program. Siedział z piszczącą zmywarką przez jakieś siedem godzin i nawet jej nie wyłączył, rozumiesz?

– Typowe… – uśmiechnęłam się pod nosem.

– Tragiczne, nie typowe! – usadziła mnie Mariolka. – Więc mu mówię, że kiedy ja mam urlop, a on jest w pracy, to zanim zacznę się opierniczać na kanapie, to przynajmniej ogarniam syf dookoła siebie, robię coś do żarcia, żeby miał co jeść, kiedy wróci i biorę prysznic, a on oczywiście ma wszystko w dupie. I że gdyby nie ja, to byśmy zarośli syfem.

– A on?

– A on, że mam mu dać spokój, bo ma urlop i chciał wypocząć, a nie robić generalne porządki! Wyobrażasz sobie, jaka bezczelność?!

– I co?

– Kłóciliśmy się przez pół godziny, po czym poszłam sobie zrobić kanapkę i teraz leżę w wannie. Zostawiłam go z tym syfem, jestem ciekawa, czy coś z nim zrobi – syknęła jadowicie.

– Nie denerwuj się. Idę o zakład, że właśnie burczy pod nosem, że jesteś nienormalna, wypakowując zmywarkę – odparłam, posiłkując się własnym doświadczeniem.

– Oby – burknęła Mariolka bez przekonania.

– Spoko. Zaraz się pogodzicie, on się umyje, a potem już tylko seks na zgodę – roześmiałam się do słuchawki, parkując pod domem.

– Oszalałaś?! – wzburzyła się ona. – Jaki seks?! Jestem taka wściekła, że nie dam mu się dotknąć przez miesiąc!

– Aż tak? – zdziwiłam się.

– Nie żartuj. To chyba oczywiste – odparła ona. – Jak miałabym mieć ochotę, żeby mnie dotykał, skoro jestem na niego zła?!

 

fot. corrinstarship / flickr