KRÓTKA HISTORIA O TRUDNYCH DECYZJACH

9 grudnia 2015

DO ŁÓŻKA NA ZGODĘ

20 grudnia 2015

NOGI ZA PAS

11 grudnia 2015
podejmowanie decyzji

– Chyba żartujesz! – oburzyła się Halinka, kiedy ubrałam już swoje oburzenie w słowa, perorując nad kawą i ciachem. – To jest niedopuszczalne! I co mu powiedziałaś?!

– Nic mu nie powiedziałam, nie chciałam się nakręcać – odparłam kwaśno.

– Nie poznaję cię… Po prostu tak to zostawiłaś?! – drążyła Halinka.

– Powiedzmy – uśmiechnęłam się do niej słabo. – Pewnie kiedyś to znowu wypłynie, ale wczoraj już nie miałam siły się kłócić.

– Jak to: kłócić? – spojrzała na mnie z oburzeniem. – Na twoim miejscu po prostu bym od niego odeszła!

W poszukiwaniu ideału

Halinka należała do osób wymagających. A przynajmniej tak właśnie tłumaczyła sobie fakt, że mimo dwudziestu siedmiu wiosen na karku, najdłuższy związek przeżyła w pierwszej klasie liceum i trwał on cztery miesiące. Mimo to uważała, że jest osobą odpowiednią do formułowania rad dotyczących związków. Abstrahując od jej lichego doświadczenia, lubiłam jednak od czasu do czasu wypłakać jej się w rękaw, że skarpetki takie na środku sypialni, spóźnienie takie skandaliczne, a zmywarka taka niewypakowana. Jej pomysły na radykalne rozwiązania wszelkich problemów tego świata zawsze mnie bowiem mobilizowały: albo dodawały mi odwagi, żeby iść na całość i nie oglądać się za siebie, albo uświadamiały mi, że jej propozycje na styl życia typu „YOLO” jednak nie jest dla mnie. W obu wypadkach – prawie zawsze sprzątało mi to w głowie. Tym razem jednak po raz pierwszy sytuacja była odwrotna.

– Odeszłabyś po jednej sprzeczce o syf w kuchni? – zapytałam z autentycznym zaciekawieniem.

– Kochana, spójrzmy prawdzie w oczy: to nie była jednorazowa akcja, prawda? – powiedziała z powagą Moniki Olejnik. – Obie wiemy, że tu nie chodzi o te resztki z obiadu, tylko o to, co te resztki sobą reprezentują!

– A reprezentują biedę! – plasnęłam dłonią o stolik.

– Skończ z tym Peją! Syf reprezentują! Inne podejście do życia reprezentują! – huknęła z dezaprobatą. – Te resztki są metaforą waszego wspólnego życia za dwadzieścia lat i dobrze o tym wiesz. Bo, spójrzmy prawdzie w oczy… – dodała ciszej, nachylając się nad sernikiem. – …ty nie jesteś typem kobiety, która akceptuje resztki.

– W kuchni?

– W życiu! Boże, jak na osobę piszącą na co dzień więcej niż gimnazjalista z pakietem darmowych smsów, kompletnie nie ogarniasz metafor… – przewróciła oczami Halinka.

– Ale przecież nad relacjami trzeba w życiu pracować. Nie można uciekać, jak tylko pojawiają się jakieś tarcia – uśmiechnęłam się do niej spokojnie.

– I tu właśnie jesteś w błędzie! – machnęła złowieszczo łyżeczką. – Dałaś sobie wmówić, że na świecie nie ma ideałów. Otóż są!

– Są? – zdziwiłam się.

– Jasne, że są! – odparła buntowniczo. – Po prostu trzeba szukać do skutku!

Spojrzałam na nią badawczo. Jej bezkompromisowość trąciła nieco moim siedemnastoletnim wcieleniem, tylko że pozbycie się tej cechy uważałam za jedno z moich szczytowych osiągnięć okresu dojrzewania. Tymczasem Halinka, o okrągłą dekadę starsza od bardziej pyskatej wersji mnie, nie tylko trzymała się tego spojrzenia na świat, a wręcz była bardziej radykalna, niż ja kiedykolwiek, nawet podczas PMSu, nawet o poranku, nawet bez kawy. I zapominając na chwilę o absurdalnym problemie okruchów na blacie, zadałam sobie pytanie: czy to możliwe, że Halinka miała rację?

perfect

Gotowa do ucieczki

Gdzie bowiem przebiega granica kompromisu w związku? Gdzie kończy się pula wad, które jesteśmy w stanie zaakceptować, a zaczyna droga przez mękę? Każda para ze stażem większym niż dziesięć lat powtarza zgodnie, że związek to ciężka harówka. Najpierw trzeba się dotrzeć, potem dostosować, a następnie już tylko pracować nad sobą. Każdego. Kolejnego. Dnia. Chyba że przeszkoda okaże się niemożliwa do przeskoczenia. Tylko po czym ją poznać? Kiedy jest ten moment, kiedy trzeba już uciekać?

– A nie obawiasz się, że szukanie ideału to przepis na samotność? – zapytałam więc po chwili milczenia.

– A co złego jest w samotności? Sama wiesz najlepiej, że nie warto iść na kompromisy z samą sobą – powiedziała Halinka.

– Ale warto nad sobą pracować. Ucieczka przed problemami uniemożliwia rozwój – odparłam. – Jeśli wycofujesz się za każdym razem, kiedy coś nie gra, zamiast to przepracować, nie masz szansy na szlifowanie charakteru – dodałam, bardziej do siebie, niż do niej. Ostatecznie, miałam w tej materii nieco większe doświadczenie.

– Ty to nazywasz szansą na rozwój. Ja to nazywam ograniczeniem, które go hamuje – uśmiechnęła się Halinka. – Wierzę, że szczęście mogę osiągnąć tylko z kimś, kto dodaje mi skrzydeł, zamiast je podcinać. Mamy tylko jedno życie! Nie chcę marnować czasu, dlatego kiedy coś nie gra, po prostu biorę nogi za pas.

– Z drugiej strony, takie egoistyczne podejście sprawia, że ludzie poddają bez walki – odparłam, sięgając po drugi kawałek sernika. – Myślisz, że gdyby nasze babcie tak na to patrzyły, gadałybyśmy sobie teraz przy kawce?

– Nie wiem. Nie znałam żadnej z moich babć – rzekła, poważniejąc. – Znam za to moją mamę. Trzydzieści dwa lata po ślubie…

– Imponujące.

– Raczej przygnębiające – odparła, zawieszając na chwilę głos. – Ostatecznie, jak sama stwierdziła, od co najmniej trzydziestu jeden lat jest nieszczęśliwa.

 

fot. Donnie Nunley / flickr