SERCE NA PAMIĄTKĘ

27 grudnia 2015

CO ZNACZĄ DAMSKIE TATUAŻE?

16 stycznia 2016

RYCERZE Z DWORCA PKP

6 stycznia 2016

Oczywiście, że podszedł do mnie. Pociąg pełen młodych ludzi, ale wybrał mnie. Dlaczego? Bo jestem Fab. Takie historie mnie kochają. Pyta mnie więc jegomość perfekcyjnym angielskim, czy następna stacja to już Katowice. Odpowiadam, że tak. On dziękuje. Zakładam z powrotem słuchawki, które pompują we mnie sztucznie odrobinę energii potrzebną, żebym po tym długim jak zdanie podrzędnie złożone Roberta Makłowicza dniu doczołgać się do taksówki, która zawiezie mnie do domu. Bez wspomagania pewnie padnę gdzieś na Placu Andrzeja, który powinien nazywać się Placem Andżeja, ale tym niedopatrzeniem zajmę się jak już zostanę prezydentem wszystkiego.

Niestety, już pół „Supergirl” później, czuję na ramieniu jego wyczekujące spojrzenie. Wyciągam słuchawki. Odwracam się. On chce wiedzieć, czy na dworcu w Katowicach będzie wi-fi. Mówię mu, że wątpię, choć pewnie znajdzie hotspot w jakiejś knajpie. Widzę, że się zmartwił, ale uprzejmie dziękuje mi za informację i wraca na miejsce. Mogłabym z powrotem podpiąć się pod źródło zasilania i zapomnieć o sprawie, ale oczywiście tego nie robię. Wiadomo: w końcu jestem Fab.

Mówię mu więc, żeby się ubierał, bo dojeżdżamy na miejsce, a jak wyjdziemy z pociągu, dam mu skorzystać z komputera. On myśli, że żartuję. Mówię mu, że nie żartuję. On patrzy na mnie pytająco, szukając haczyka. Udaję, że tego nie widzę. Już po chwili człapiemy żywiołowo na halę dworca. Wyciągam komputer, podpinam modem i czekam, aż się ze sobą dogadają. On pyta, skąd jestem i czym się zajmuję. Odpowiadam uprzejmie, oczami wyobraźni widząc jednak, jak mdleję z przemęczenia na Placu Andrzeja i nikt nie zwraca na mnie uwagi, bo nie jestem pierwszym andżejem, który zalicza tam dziś glebę. On mówi, że jest z Nigerii, a na imię ma Rydwan, ewentualnie Bolid – nie jestem pewna, ale coś z lokomocją. Pytam, co robi w Polsce. Rydwan-Bolid vel Romet uśmiecha się szeroko i z dumą rzecze, że od trzech lat studiuje medycynę w Rosji, ale przyjechał w odwiedziny do kuzyna, który studiuje medycynę w Polsce. Tymczasem komputer radośnie informuje mnie, że dogadał się z internetami, podaję więc koledze moje centrum dowodzenia blogiem, czyli, umówmy się, najcenniejszy sprzęt w tej części Europy. Ewentualnie peronu czwartego.

Rydwan-Bolid vel Romet wbija na fejsa i dzwoni do kuzyna. Kuzyn coś mówi. Rydwan nie rozumie. Kuzyn powtarza. Rydwan nadal nie kuma, bo niestety rozmowę zagłusza skutecznie informacja o tym, że pociąg do Ostravy rusza z toru ósmego przy peronie czwartym. Kuzyn zarządza więc coś po nigeryjsku i się rozłącza. Rydwan pyta z zakłopotaniem, czy mógłby zadzwonić z mojego polskiego telefonu na polski telefon swojego kuzyna. Mówię, że spoko. Rydwan nie wierzy we własne szczęście, ale bierze mój przebrany za Myszkę Minnie ajfon i dzwoni. Już po chwili wszystko jest jasne i oddaje mi telefon, dziękując serdecznie i pytając, czy powiem mu jeszcze, gdzie jest McDonald’s. Objaśniam niezwłocznie. On mówi, że rozumie, ale widzę w tych jego ogromnych oczach, że to kłamstwo. Odpalam więc resztki energii, które tak skrzętnie oszczędzałam na przeżycie i każę mu iść za mną. Rydwan z radości podskakuje niczym poziom cukru we krwi po Snickersie, po czym zgarnia bagaże i posłusznie drepcze w ślad za mną.

Idziemy, z każdym krokiem oddalając się od Placu Andrzeja, aż dochodzimy do miejsca, z którego widać już migoczące entuzjastycznie łuki „restauracji innej, niż wszystkie”. Rydwan-Bolid vel Romet pyta, czy może zaprosić mnie na kawę, żeby się odwdzięczyć. Odmawiam, tłumacząc, że nie ma na świecie takiej ilości kofeiny, która mogłaby uchronić mnie przed śmiercią z przemęczenia. Rydwan kłania się więc w pas, mówiąc, że uratowałam mu życie i jeśli wszyscy Polacy są tacy sympatyczni, to chyba się tu przeprowadzi. Mówię, że polecam, bo Polska jest super. Rydwan uśmiecha się serdecznie, odwraca i startuje w kierunku Stawowej. W tym momencie w kiosku wychodzą dwaj strojni w ortalionowe zbroje rycerze zakonu Ciepłego Harnasia w Puszce. Rycerze patrzą na Rydwana. Radosny Rydwan patrzy na rycerzy. A rycerze przenoszą wzrok z Rydwana na siebie nawzajem, po czym z ewidentną wprawą zakrzykują chóralnie:

– Wracaj na drzewo, jebany bambusie!

 

fot. Hege / flickr