CO TWOI ZNAJOMI NAPRAWDĘ MYŚLĄ O TWOIM DZIECKU?

23 lutego 2016

OPOWIEŚĆ O TYM, JAK NIE OGARNĘŁAM

13 kwietnia 2016

TYLKO ZŁE MATKI ROBIĄ KARIERĘ

14 marca 2016

– Chyba domyślasz się, dlaczego dziś się tu spotkaliśmy – powiedział Mężczyzna o Kamiennej Twarzy, zamawiając gęś po staropolsku i wino.

– Czyli skończyliśmy już small talk? – zapytała Kobieta w Garsonce, chichocząc uroczo, po czym poprosiła o pieczone bakłażany i poprawiła włosy. Oblicze Mężczyzny o Kamiennej Twarzy nawet nie drgnęło. „Twardy zawodnik” – pomyślałam, po czym wbiłam wzrok w menu, udając, że wcale nie podsłuchuję, tylko wybieram między chilijskim czerwonym a francuskim białym.

– Cóż, Halino… – zaczął tonem Bardzo Ważnego Menadżera Średniego Szczebla, śledząc ruch dłoni kelnerki, nalewającej im wino. – Zgodnie z przewidywaniami, dostaliśmy dziś oficjalną zgodę Berlina, więc od kwietnia ruszamy z filią we Wrocławiu. Gratuluję. To również twój sukces – wygłosił bez cienia entuzjazmu, po czym sięgnął po swój kieliszek.

– Dziękuję – uśmiechnęła się nerwowo Halina, chwytając swój. Zapadła chwila nieznośnej ciszy, podczas której oboje opróżniali swoje kieliszki w atmosferze dalekiej od uroczystej. Zamówiłam czerwone chilijskie.

– Oczywiście wiesz, że nie wyobrażamy sobie, żeby projektem we Wrocławiu mógł pokierować ktokolwiek inny, niż ty – rzekł Mężczyzna o Kamiennej Twarzy, poprawiając sobie krawat, co było zaskakujące, biorąc po uwagę fakt, że po kieliszku dobrego wina powinien mieć wręcz odwrotny odruch. Halina wzdychnęła głęboko.

– Tak. Wiem. Tego się spodziewałam – odezwała się nieśmiało, nie patrząc mu w oczy. – Od trzech miesięcy zastanawiałam się, co bym zrobiła, gdybyście mi to zaproponowali…

– Oczywiście zdajesz sobie sprawę z tego, że wiąże się to z awansem na stanowisko dyrektora zarządzającego oddziału. Gratuluję – przerwał jej, przeszywając ją lodowatym spojrzeniem.

– Wiem. Wiem. Dziękuję. Wiem – odparła Halina.

– Od ciebie zależy teraz, czy będziesz chciała przenieść się tam na stałe, czy będziesz wolała siedzieć tam od poniedziałku do piątku. Musimy znaleźć mieszkanie, które będzie odpowiadało twoim wymaganiom, więc powiedzmy, że masz tydzień na podjęcie decyzji – ciągnął Mężczyzna o Kamiennej Twarzy. Halina splotła nogi pod stołem, zgarbiła się i zaczęła bawić się pustym kieliszkiem.

– Słuchaj, Andżeju… – odezwała się wreszcie. Andżej bez słowa dolał jej wina. – Wiem, że to ogromna szansa i dziękuję wam za to wyróżnienie, ale nie jestem pewna, czy jestem gotowa przeprowadzić się do Wrocławia… – powiedziała, po czym zerknęła na niego w poszukiwaniu śladu zrozumienia na jego niewzruszonym obliczu. Oczywiście, bezskutecznie.

– Nie brałem tego pod uwagę, ale zawsze możesz dojeżdżać – odparł tym samym, płaskim głosem. Jeśli to miał być żart, to raczej mu nie wyszedł, bowiem Halinka spojrzała na niego z przerażeniem i z braku pomysłu na odpowiednią ripostę, napiła się wina. Postanowiłam pójść w jej ślady. Co za palant.

– Po prostu nie wiem, czy chcę przyjąć ten awans – powiedziała na jednym wydechu, jakby bała się że zaraz oberwie. – Bo wiesz… dajecie mi awans, ale on wiąże się z samymi problemami. To jest nowe miasto, nowe obowiązki, nowy zespół…

– Nowa pensja – wtrącił Andżej.

– Na pewno bardzo atrakcyjna… – rzekła ona.

– Pięćdziesiąt procent – rzucił on.

– To super, ale zrozum… ja mam rodzinę… – odparła, łapiąc zadyszkę. Mimowolnie zacisnęłam dłoń w pięść ze współczucia. – Powiedz mi… Co jeśli nie przyjmę twojej propozycji? – Po raz pierwszy odkąd obok nich usiadłam, na twarzy Andżeja pojawił się uśmiech. I to nie był dobry uśmiech. To był uśmiech kota, który wie, że nie wolno mu ukraść kawałka salami z talerza, ale nie zamierza przejmować się czymś tak nieistotnym, jak wola jego pani.

– Wiesz, Halino, że nie ma ludzi niezastąpionych – rzekł po długiej pauzie. Obie z Haliną napiłyśmy się wina.

– Wiem – powiedziała smutno ona.

– Co cię tak martwi? – zapytał z nagłą przymilnością, jakby wcale właśnie nie postawił jej ultimatum. – Co mogłoby cię przekonać? Chcesz ponegocjować wynagrodzenie?

– Nie możesz mi dać tego, czego chcę – odparła ona, łamiącym się głosem.

– Przekonajmy się – rzekł, uśmiechając się drugi raz tego wieczoru.

– Andrzeju, mój mąż już teraz nie jest zachwycony tym, jak wiele poświęcam firmie, gdyby się dowiedział, że mam pracować we Wrocławiu… – burknęła pod nosem.

– Poznałem twojego męża i wiem, że jest rozsądnym człowiekiem. Pięciocyfrowa pensja na pewno przemówiłaby mu do wyobraźni – odpowiedział Andżej, znów sztywniejąc na swoim krześle. Ewidentnie próbował na niej techniki „dobrego i złego policjanta”. Odgrywając jednocześnie obie postaci. Brawo, Andżej.

– Nie sądzę… – burknęła Halina.

– To czego ty chcesz? – zapytał oschle.

– Chcę móc raz odebrać moje dziecko z przedszkola! – uniosła się ona, a z oczu trysnęły jej łzy. – Przepraszam, przepraszam, to takie nieprofesjonalne… – jęknęła, rzucając się do torebki, w poszukiwaniu chusteczek. Zwalczyłam w sobie odruch przytulenia jej, zerując kieliszek wina. Andżejowi nawet nie drgnęła brew.

– Ile lat ma twoja córka? – zapytał po namyśle.

– Cztery – odparła Halina, osuszając rzęsy, żeby się nie rozmazać.

– Czyli jest jeszcze mała. Nie chodzi do szkoły. Bez problemu mogłabyś się z nią przeprowadzić – zaproponował odkrywczo on.

– Mój mąż w życiu się na to nie zgodzi – powiedziała cicho Halina. – Ciągle mówi, że za bardzo poświęcam się pracy…

– Przecież robisz to też dla niego. Wolałby, żebyś była bezrobotna? To da się zrobić – zapytał bezczelnie Andżej. Drugi kieliszek wina szumiący mi w głowie zasugerował, żebym walnęła go krzesłem. Postanowiłam to rozważyć.

– Nie, ale mam dość wyrzutów sumienia, że jestem złą matką, bo robię karierę – odpowiedziała zrozpaczona Halina.

– To, co teraz robisz, to jeszcze nie jest kariera – uśmiechnął się po raz trzeci on.

Nie wytrzymałam.

Wstałam.

Zostawiłam niedojedzony makaron i zanim zdążyłam się zastanowić, czy to dobry pomysł, ruszyłam przed siebie. Cholerne chilijskie wytrawne.

Nie mogłam dłużej patrzeć na to, jak ta biedaczka się męczy. Zwłaszcza, że czułam, w czym tak naprawdę był problem. Jak nikt inny wiedziałam, co właśnie czuje i jak mogę jej pomóc.

Poprosiłam więc kelnerkę o kartkę papieru i napisałam: „Jesteś świetną matką. Doskonale sobie radzisz. Pewnie dawno tego nie słyszałaś, ale jestem z Ciebie bardzo dumna”. Zapłaciłam za posiłek, poprosiłam kelnerkę, żeby przekazała Halinie moją wiadomość i wyszłam.

 

fot. Sam Javanrouh / flickr