CO TWOI ZNAJOMI NAPRAWDĘ MYŚLĄ O TWOIM DZIECKU?

14 marca 2016

OPOWIEŚĆ O TYM, JAK NIE OGARNĘŁAM

14 marca 2016

TYLKO ZŁE MATKI ROBIĄ KARIERĘ

14 marca 2016
CO TWOI ZNAJOMI
Opowieść o tym, (1)
tylko (2)

– Chyba domyślasz się, dlaczego dziś się tu spotkaliśmy – powiedział Mężczyzna o Kamiennej Twarzy, zamawiając gęś po staropolsku i wino.

– Czyli skończyliśmy już small talk? – zapytała Kobieta w Garsonce, chichocząc uroczo, po czym poprosiła o pieczone bakłażany i poprawiła włosy. Oblicze Mężczyzny o Kamiennej Twarzy nawet nie drgnęło. „Twardy zawodnik” – pomyślałam, po czym wbiłam wzrok w menu, udając, że wcale nie podsłuchuję, tylko wybieram między chilijskim czerwonym a francuskim białym.

– Cóż, Halino… – zaczął tonem Bardzo Ważnego Menadżera Średniego Szczebla, śledząc ruch dłoni kelnerki, nalewającej im wino. – Zgodnie z przewidywaniami, dostaliśmy dziś oficjalną zgodę Berlina, więc od kwietnia ruszamy z filią we Wrocławiu. Gratuluję. To również twój sukces – wygłosił bez cienia entuzjazmu, po czym sięgnął po swój kieliszek.

– Dziękuję – uśmiechnęła się nerwowo Halina, chwytając swój. Zapadła chwila nieznośnej ciszy, podczas której oboje opróżniali swoje kieliszki w atmosferze dalekiej od uroczystej. Zamówiłam czerwone chilijskie.

– Oczywiście wiesz, że nie wyobrażamy sobie, żeby projektem we Wrocławiu mógł pokierować ktokolwiek inny, niż ty – rzekł Mężczyzna o Kamiennej Twarzy, poprawiając sobie krawat, co było zaskakujące, biorąc po uwagę fakt, że po kieliszku dobrego wina powinien mieć wręcz odwrotny odruch. Halina wzdychnęła głęboko.

– Tak. Wiem. Tego się spodziewałam – odezwała się nieśmiało, nie patrząc mu w oczy. – Od trzech miesięcy zastanawiałam się, co bym zrobiła, gdybyście mi to zaproponowali…

– Oczywiście zdajesz sobie sprawę z tego, że wiąże się to z awansem na stanowisko dyrektora zarządzającego oddziału. Gratuluję – przerwał jej, przeszywając ją lodowatym spojrzeniem.

– Wiem. Wiem. Dziękuję. Wiem – odparła Halina.

– Od ciebie zależy teraz, czy będziesz chciała przenieść się tam na stałe, czy będziesz wolała siedzieć tam od poniedziałku do piątku. Musimy znaleźć mieszkanie, które będzie odpowiadało twoim wymaganiom, więc powiedzmy, że masz tydzień na podjęcie decyzji – ciągnął Mężczyzna o Kamiennej Twarzy. Halina splotła nogi pod stołem, zgarbiła się i zaczęła bawić się pustym kieliszkiem.

– Słuchaj, Andżeju… – odezwała się wreszcie. Andżej bez słowa dolał jej wina. – Wiem, że to ogromna szansa i dziękuję wam za to wyróżnienie, ale nie jestem pewna, czy jestem gotowa przeprowadzić się do Wrocławia… – powiedziała, po czym zerknęła na niego w poszukiwaniu śladu zrozumienia na jego niewzruszonym obliczu. Oczywiście, bezskutecznie.

– Nie brałem tego pod uwagę, ale zawsze możesz dojeżdżać – odparł tym samym, płaskim głosem. Jeśli to miał być żart, to raczej mu nie wyszedł, bowiem Halinka spojrzała na niego z przerażeniem i z braku pomysłu na odpowiednią ripostę, napiła się wina. Postanowiłam pójść w jej ślady. Co za palant.

– Po prostu nie wiem, czy chcę przyjąć ten awans – powiedziała na jednym wydechu, jakby bała się że zaraz oberwie. – Bo wiesz… dajecie mi awans, ale on wiąże się z samymi problemami. To jest nowe miasto, nowe obowiązki, nowy zespół…

– Nowa pensja – wtrącił Andżej.

– Na pewno bardzo atrakcyjna… – rzekła ona.

– Pięćdziesiąt procent – rzucił on.

– To super, ale zrozum… ja mam rodzinę… – odparła, łapiąc zadyszkę. Mimowolnie zacisnęłam dłoń w pięść ze współczucia. – Powiedz mi… Co jeśli nie przyjmę twojej propozycji? – Po raz pierwszy odkąd obok nich usiadłam, na twarzy Andżeja pojawił się uśmiech. I to nie był dobry uśmiech. To był uśmiech kota, który wie, że nie wolno mu ukraść kawałka salami z talerza, ale nie zamierza przejmować się czymś tak nieistotnym, jak wola jego pani.

– Wiesz, Halino, że nie ma ludzi niezastąpionych – rzekł po długiej pauzie. Obie z Haliną napiłyśmy się wina.

– Wiem – powiedziała smutno ona.

– Co cię tak martwi? – zapytał z nagłą przymilnością, jakby wcale właśnie nie postawił jej ultimatum. – Co mogłoby cię przekonać? Chcesz ponegocjować wynagrodzenie?

– Nie możesz mi dać tego, czego chcę – odparła ona, łamiącym się głosem.

– Przekonajmy się – rzekł, uśmiechając się drugi raz tego wieczoru.

– Andrzeju, mój mąż już teraz nie jest zachwycony tym, jak wiele poświęcam firmie, gdyby się dowiedział, że mam pracować we Wrocławiu… – burknęła pod nosem.

– Poznałem twojego męża i wiem, że jest rozsądnym człowiekiem. Pięciocyfrowa pensja na pewno przemówiłaby mu do wyobraźni – odpowiedział Andżej, znów sztywniejąc na swoim krześle. Ewidentnie próbował na niej techniki „dobrego i złego policjanta”. Odgrywając jednocześnie obie postaci. Brawo, Andżej.

– Nie sądzę… – burknęła Halina.

– To czego ty chcesz? – zapytał oschle.

– Chcę móc raz odebrać moje dziecko z przedszkola! – uniosła się ona, a z oczu trysnęły jej łzy. – Przepraszam, przepraszam, to takie nieprofesjonalne… – jęknęła, rzucając się do torebki, w poszukiwaniu chusteczek. Zwalczyłam w sobie odruch przytulenia jej, zerując kieliszek wina. Andżejowi nawet nie drgnęła brew.

– Ile lat ma twoja córka? – zapytał po namyśle.

– Cztery – odparła Halina, osuszając rzęsy, żeby się nie rozmazać.

– Czyli jest jeszcze mała. Nie chodzi do szkoły. Bez problemu mogłabyś się z nią przeprowadzić – zaproponował odkrywczo on.

– Mój mąż w życiu się na to nie zgodzi – powiedziała cicho Halina. – Ciągle mówi, że za bardzo poświęcam się pracy…

– Przecież robisz to też dla niego. Wolałby, żebyś była bezrobotna? To da się zrobić – zapytał bezczelnie Andżej. Drugi kieliszek wina szumiący mi w głowie zasugerował, żebym walnęła go krzesłem. Postanowiłam to rozważyć.

– Nie, ale mam dość wyrzutów sumienia, że jestem złą matką, bo robię karierę – odpowiedziała zrozpaczona Halina.

– To, co teraz robisz, to jeszcze nie jest kariera – uśmiechnął się po raz trzeci on.

Nie wytrzymałam.

Wstałam.

Zostawiłam niedojedzony makaron i zanim zdążyłam się zastanowić, czy to dobry pomysł, ruszyłam przed siebie. Cholerne chilijskie wytrawne.

Nie mogłam dłużej patrzeć na to, jak ta biedaczka się męczy. Zwłaszcza, że czułam, w czym tak naprawdę był problem. Jak nikt inny wiedziałam, co właśnie czuje i jak mogę jej pomóc.

Poprosiłam więc kelnerkę o kartkę papieru i napisałam: „Jesteś świetną matką. Doskonale sobie radzisz. Pewnie dawno tego nie słyszałaś, ale jestem z Ciebie bardzo dumna”. Zapłaciłam za posiłek, poprosiłam kelnerkę, żeby przekazała Halinie moją wiadomość i wyszłam.

 

fot. Sam Javanrouh / flickr

  • Gdyby to Mąż Haliny dostał taką propozycję, nigdy nie byłoby takich dylematów i takiej sytuacji, Nigdy.

    • Też tak sobie pomyślałam. Myślę też, że Halina by mu powiedziała, że mu gratuluje i jest z niego dumna…

      • Dot

        Zgadzam się z Wami. To właściwie dziwne, że kobiety czują potrzebę przebywania z dzieckiem i jest dla nich ważniejsze od pracy, a mężczyźni nie.
        Nie wiem, czy to kwestia płci czy świadomości, że ciągła nieobecność rodzica nie wpływa dobrze na dziecko.

  • Agnieszka Rachwalska

    to już XXI wiek a to ciągle tylko kobiety stawia się przed takim wyborem… jak praca to nie rodzina, jak rodzina to nie praca, a mężczyznom jest łatwiej, bez wyrzeczeń i wyborów. oczywiście, każda sytuacja jest inna, ale to – przede wszystkim – matki dwoją się i troją by pogodzić te wszystkie role – matka, żona, pracownik, szef, pani domu…. a gdzie są ojcowie, mężowie, panowie domu?

    • No ktoś to dziecko z przedszkola Halince odbiera prawda? Zawsze też to nie jest babcia…

      • Jeśli był to ojciec dziecka, to może niezupełnie ‚Halince’ je odbierał ;)

  • A ja powiem tak – miny i gesty Andżeja to jedno, ale to, że Halinka nawet nie rozważyła rozmowy z mężem na ten temat to drugie. To ona sama odbiera sobie szanse na karierę. Pracuję w branży, gdzie nie jedną taką matkę spotkałam – między młotem a kowadłem, bo ani nie mogą poświęcić się karierze (bo rodzina), ani rodzinie (bo kariera). A ja uważam, że bycie we wszystkim na pół gwizdka to najgorsze co może być. A wystarczyłoby porozmawiać z mężem – może on mógłby przeprowadzić się z nią? Jeśli zarabia dużo, to zakładam, że jest dobry w swojej pracy i bez problemu znajdzie nową we Wro. Zarabia mało? To nic go nie trzyma i mogą żyć we Wrocławiu z jej pięciocyfrowej pensji i to on będzie mógł odbierać dziecko z przedszkola. Nowa praca i zbudowanie od postaw kompetentnego zespołu mogłoby wkrótce ją odciążyć i miałaby ten wymarzony czas na bycie matką. A tak to wybiera brak zmian i życie, w którym zupełnie szczęśliwa nie jest. Dla kogo ma być to dobre rozwiązanie? Wbrew pozorom oschły Andżej przynajmniej próbował ją zachęcić do zmian i być może dać do zrozumienia, że nie musi się wiecznie oglądać na to „co powie mąż”…

    • Halinka myśli od trzech miesięcy już nad tą propozycją. Śmiem twierdzić, że już z mężem ugadała co i jak.

      • „gdyby się dowiedział”, „Mój mąż w życiu się na to nie zgodzi” – wnioskuję, że nie. To póki co tylko jej gdybanie.

      • Tez odniosłam wrażenie, ze skoro od trzech miesięcy nad tym myślała, temat był omówiony. W tej rozmowie słyszałam echa oporów pana męża i moim zdaniem Halina była przede wszystkim zdołowana brakiem wsparcia w domu, a nie gburowatoscią szefa.

      • Dot

        Pewnie powiedział: „Nie ma mowy” i tyle było z tego ugadywania się :/

  • Jakiś czas temu zasugerowałam w domu, że może poszłabym do pracy poza domem (mam własną firme, moje biuro mieści się obok mojej kuchni). Dzieci były bardzo oburzone pomysłem, że mamy nie będzie w domu. W sumie, to mi się miło zrobiło. jestes świetną matką. Halinka też jest świetną matką i swietną pracownicą, tylko szefa ma dupka.

  • W tej historii parę rzeczy mnie zastanawia.

    1. To, o czym słusznie pisze w komentarzu @Maria Banach:disqus – owa pani nawet nie pomyślała o tym, że to może być decyzja wspólna w małżeństwie. Dla jasności: oczekiwałbym, że w sytuacji odwrotnej jej mąż po otrzymaniu takiej propozycji poprosi o czas na przedyskutowanie jej z żoną.

    2. Zakładam, że do tej pory owa pani coś w tej firmie robiła. Dlaczego nie może robić tego dalej, gdy ktoś inny obejmie to jakże prestiżowe stanowisko? To znaczy – skąd ta alternatywa awans lub bezrobocie? Ok, zakładam, że może tak być, iż alternatywa ta bierze się z głupoty szefa.

    3. Nie rozumiem do końca głosów, że to jest dylemat, przed którym stają tylko kobiety. Mam luksus pracy w domu, Żona moją szefową, jest fajnie. Ale gdybym pracował w korpo, to taka propozycja dla mnie byłaby tak samo wątpliwa jak dla jakiejś kobiety. Nie wiem, skąd przekonanie, że dla faceta rodzina nie jest ważna, dzieci nie są ważne. Ok, może tacy są. Współczuję kobietom, które się z nimi wiążą.

    • Tak, jak pisałam wcześniej: odniosłam wrażenie, ze temat był już dawno przegadany w domowym zaciszu. Tez nie wiem, skąd taka alternatywa, może pan szef chciał mocno zmotywować Halinę. Wiem jedno: kobiecie mniej się wybacza. Nikogo nie zaskakuje mężczyzna trzepiący nadgodziny i jeżdżący w delegacje, kobiecie nie wypada…

      • Ewelina Pszczolarska

        O, właśnie, Fab dobrze napisała. Kobieta nie może wyjechać i robić karierę, bo jest przywiązana do dziecka(wiadomo)emocjonalnie, ale też wszystkimi typowymi stereotypami, a gdyby facet dostał propozycję za taką kasę, to jestem pewna w 99%, że by wyjechał, a kobieta by się cieszyła, bo może np. uzbieraliby na zakup wymarzonej działki i postawienie domu. Dla kobiety to jest trudne, bo nawet, jak facet powie „jedź”, to zostaje obawa, którą ciężko jest przezwyciężyć. Ale tak, jak któraś z dziewczyn wyżej napisała – życie można od nowa zbudować w innym miejscu, on może znaleźć sobie pracę, ba! szukać jej bez pośpiechu, bo ona ma mieszkanie służbowe i dobrą wypłatę, a dziecko jest za małe, żeby aż tak trwałe przyjaźnie zawiązać, które by przeszkadzały w zmienieniu miejsca zamieszkania.
        Ja bym się nie zastanawiała, bo to wielka szansa, a pan mąż powinien podejść do tego obiektywnie.

      • Fab dobrze piszesz: „kobiecie mniej się wybacza”. W końcu tylko kobieta wie jak zrobić kanapki, ugotować obiad itp. Ale jeśli kariera to tylko skromniejsza niż ta męża, który bryluje na światowych salonach! Może przesadzam z tym ostatnim, ale takie mam odczucia po przeczytaniu tekstu i komentarzy.

      • E tam, zaraz nie wypada… Krótko bo krótko, ale pracowałem w korpo. Dziewczyny normalnie zasuwały. Niektóre nawet bardziej od facetów. Choć śmiem twierdzić, że ci, którzy ograniczają te nadgodziny i delegacje, niezależnie od płci, to ci mądrzejsi :)

  • vinga

    naprawdę przekazałaś tę karteczkę? to ja jestem dumna z Ciebie :)

    • Mam tylko nadzieję, że Halinka nie rozpłakała się przeze mnie bardziej ;)

      • Ja bym się poczuła głupio, że ktoś słyszał rozmowę i moją chwilę załamania (*) #fauxpas #kobietasukcesu #wiecznietwarda #niepłacząca #cozrobićwkażdejsytuacjiwiedząca

  • O matko i córko! Tylko to krzesło niewykorzystane stoi i krzyczy „uderz mną!”…

  • Mysia

    O matko i córko.
    Miałam podobnie. Oczywiście nie to stanowisko, żaden „dyrektor”. Ale praca do 18, weekendy na wyjazdach służbowych. Praca marzenie, bo podróże, bo fajna płaca, bo rozwijajace ale… właśnie przez pół roku ani razu nie odebrałam syna ze żłobka. No i musiałam podziękować, założyłam własną działalność i teraz jest PERFEKCYJNIE. Tylko trochę mniej sobie płacę : ))

    A tak na mrginesie – this is true story?

  • Czy tylko mi się wydaje że tym razem Halinką jesteś Ty? Albo pozna pora i dziwnie trybie..;)
    Niezależnie kto jest Halinką jest ona dzielną i twardą kobietą!

    • Nie :D Bywałam Halinką, ale nie tym razem. Przysięgam, że to jest true story. I cały czas się zastanawiam, jaka zrobiła minę, kiedy przeczytała mój liścik :)

      • Uff! A ja już się doszukiwałam 2 dna i metafor :D Oj gdyby zobaczył mogłoby być ciekawie ;)

      • Dot

        Też jestem ciekawa! Pewnie się uśmiechnęłą, a może nawet wzruszyła. Musisz przy okazji zapytać :D

  • Ech, konserwa mówi: ja się nie wtryniam w prywatne sprawy konkretnych ludzi, bo nie taka moja rola i każdy sobie układa życie tak, jak chce. Ale ludziska, przecież nie bez powodu tak się potoczył rozwój cywilizacji, że kobieta dziećmi się zajmuje a mąż rodzinę utrzymuje. Nie bez powodu jest nacisk społeczny na to, aby kobiety były matkami. Nie bez powodu świat i ludzie tak działają. To się sprawdza i koniec, kropka, takie role są przypisane danej płci. Jak kto sobie inaczej w związku poukłada, to każdego sprawa, byle grało i buczało. Ale jeśli kobiecina ma rozterki, jeśli jej przykro, że mało czasu ma dla własnego dziecka, to chyba warto się zastanowić nad wartościami i nad życiem, bo wyraźnie odzywa się zew macierzyństwa. Kto się za mocno jednej rzeczy poświęca, w innej będzie kulał, innej rady nie ma.
    A z innej beczki: wychowywanie dzieci to kształtowanie nowego pokolenia, dalszych losów świata, a przynajmniej danego społeczeństwa. To nie jest zajęcie na chwilę i nie można na pół gwizdka. Mam wrażenie, że ludzie podchodzą do tego zbyt lekko, jak do posiadania psa: nakarmić, ubrać, umyć i git. I jak tak sobie patrzę, wcale mi się nie podoba to, co wyrasta z pokolenia dzieci zapracowanych rodziców, dzieci wychowywanych przez telewizor i gry. Kto ma ich uczyć życia, zasad, kultury, jak to praktycznie półsieroty, co to rodziców prawie nie widują?
    Żeby się nikt nie czepiał, bo ostatnio istny wysyp feministek i kobiet uciśnionych: na mężczyzn przecież też się wywiera ogromną presję społeczną, muszą się wywiązywać ze swojej roli: opiekuna, żywiciela, obrońcy, jednostki niezłomnej, umiejącej radzić sobie w każdych warunkach. I szczerze współczuję, bo nie łatwo jest podołać, kiedy z pracą krucho, z kasą cienko, nie ma za co domu postawić, nie ma kiedy syna spłodzić, a i żona czasem ma większy wkład pieniężny w domowy budżet. Niełatwo być mężczyzną z krwi i kości w świecie wyzwolonych kobiet, samotnych matek, matriarchatu. Mężczyźni robią się zbędni i to bardzo często za sprawą samych kobiet.
    Każdy ma jakąś rolę do odegrania, grunt to wzajemnie się wspierać i rozumieć.

    • Ja myślę, że naciski społeczne i utrudnianie Halinom godzenia macierzyństwa z karierą zarówno przez potencjalnych mężów, jak i menedżerów Andżejów najprędzej sprawią, że młodsza Halina się dwa razy zastanowi, czy aby na pewno chce zostawać matką i czy aby na pewno tutaj. Zresztą choćby i mąż i Andżej byli super, na pewno w życiu Haliny będzie ktoś, kto będzie jej klepał, że jest beznadziejną matką, tylko dlatego, że w ogóle myśli o karierze – i takie kopanie być może wpływa na jej wątpliwości równie mocno, jak wymieniony przez Ciebie ‚zew macierzyństwa’.

      • Temu jest to kwestia indywidualna: jak kto sobie życie poukłada, tak będzie miał. Jeśli komuś presja społeczna nie odpowiada, to niech się jej po prostu nie poddaje – życie naprawdę jest bardzo proste.
        Ja mam takie bardzo prymitywne podejście do związków, biblijne wręcz, mimo, że wierzącą nie jestem: kobiety, bądźcie posłuszne mężom, mężowie, kochajcie swoje żony. Ta prosta myśl też się idealnie sprawdza i rozwiązuje wszelkie problemy. Jeśli mężczyzna kocha, dba i mu zależy, zrobi absolutnie wszystko, żeby swoją żonę wspierać w jej dążeniach do celu. Ba, drogę jej różami wyścieła. Ja wybrałam życie kury domowej – mojemu samcowi to bardzo odpowiada. Jednak wiem, że gdybym chciała spełniać się w jakimś zawodzie, również zapewni mi pełne wsparcie.
        Wracając do presji i kopania Halinek – nie byłabym taka pewna. Mam lat 24, siłą rzeczy obracam się w towarzystwie w wieku zbliżonym. Naprawdę, mnóstwo dziewczyn marzy o tym, żeby móc być w domu, z rodziną i byciu gospodynią dawać z siebie 120%. Więc jeśli Halina się waha, czy zostać w domu, czy zasuwać dalej, nie szukałabym tam drugiego dna, bo najprostsze rozwiązania są zawsze najlepsze, a wydaje mi się całkiem sensownym i logicznym stwierdzenie, że rodzina jest zdecydowanie ważniejszą wartością niż praca.
        Ale co ja tam wiem, młoda jestem, ze wsi w dodatku :)

        • Ja mam lat 29, obracam się w towarzystwie osób w podobnym wieku lub trochę młodszych i dość trudno byłoby mi znaleźć kobietę lub dziewczynę o podejściu podobnym do Twojego. I nie widzę w tym żadnych przesłanek na uniwersalne reguły świata, tylko prawdziwość prostej zasady, że człowiek zwykle otacza się ludźmi podobnymi do niego ;)
          I przypuszczalnie po prostu ja interpretuję zachowanie Halinki zgodnie ze swoją mentalnością, a Ty ze swoją.
          Natomiast presja społeczna, czyli mówiąc mniej poetycko, wtrącanie się ludzi w cudze sprawy, nie może być wymówką na wszystkie niepowodzenia, ale potrafi dość skutecznie zatruć życie. W obie strony – w jednych środowiskach znajdziesz Haliny zgorzkniałe, bo otoczenie chciałoby je zepchnąć do kuchni, a w innych, bo wbrew ich woli chciałoby zrobić z nich ‚kobiety sukcesu’. I dlatego nie podobają mi się ani mąż Haliny, ani Andżej.

    • Tata MarMata

      Łapka do góry, czyli wpis, z którym się zgadzam.

  • Tata MarMata

    (Niewykluczone, że będę najstarszym komentatorem na tym forum, 52 lata). Na bardziej ogólnym poziomie, niż ta konkretna sprawa, mogą mieć znaczenie także inne względy. Otóż, w przytoczonej historii widać klasyczną „kalkę” amerykańskich wzorów korporacyjnych. Amerykanie (pomijając potomków rdzennych Indian, czy jak ich inaczej nazywać) są imigrantami i w swej mentalności są gotowi do zmiany miejsca zamieszkania, do częstych przeprowadzek. Sądząc nie tylko z filmów, dla przeciętnego Amerykanina nie ma problemu sprzedać dom i „za pracą” przenieść się na drugą stronę kontynentu, zostawiając rodzinę (rodziców, rodzeństwo, itp.) oraz przyjaciół (bo będą nowi). I taki model stosują w swych korporacjach, importując go do swych filii na świecie. Niestety, ten model nie przewiduje, że np. w Polsce są bardzo silne więzi rodzinne i wizyta(!) u rodziców 1-2 razy w roku z okazji świąt to stanowczo zbyt mało. Poza tym, często mieszkamy na „ojcowiźnie”, czyli mieszkaniu, domu „po rodzicach”, z którym często trudno nam się rozstać.
    W naszej rzeczywistości sprzedanie takiego mieszkania (domu) też wiąże się z ryzykiem, które chyba jest jakoś „podskórnie” znane. Otóż, sprzedaję, wyprowadzam się (do Wrocławia), ale po pół roku, może po roku, firma upada, wyprowadza się z Polski – cokolwiek – i….?
    Kolejna, ale nie mniej istotna sprawa, to fakt, że amerykańscy rodzice pracując przez całe życie mają wystarczająco duże konto, iż wyprowadzają się np. na Florydę, też nie mając sentymentu do poprzedniego „rodzinnego” domu. Ale przede wszystkim, mają też opiekę medyczną, itp.
    I jak teraz Halinka ma namawiać męża do wyjazdu do odległego np. o 200 km Wrocławia, gdy jej i jego starzy rodzice zostają na miejscu, mają groszową emeryturę i potrzebują chociażby elementarnej pomocy w postaci zakupów 2-3 razy w tygodniu, nie licząc potrzeby odwiezienia do lekarza na badania i mnóstwa innych drobiazgów.
    Podsumowując, dla mnie przynajmniej, zmiana miejsca zamieszkania tylko ze względu na potencjalne (ale bez gwarancji długoterminowości) wyższe zarobki w Polsce są obarczone baaardzo wysokim stopniem ryzyka.
    Chyba, że rzuca się wszystko w diabły i rzuca rzeczywiście na „głęboką wodę” wyjeżdżając np. do USA, gdzie reguły gry (pracy) są jakieś bardziej proste, przejrzyste i przewidywalne…

  • Dot

    „Drugi kieliszek wina szumiący mi w głowie zasugerował, żebym walnęła go krzesłem. Postanowiłam to rozważyć.” :D

    Wspaniale zrobiłaś! Halinka pewnie dawno nie słyszała takich słów, ciągle tylko zastanawiała się, czy aby na pewno pewno jest dobrą matką.
    Ty też jesteś wspaniała mamą!! :) A Twój syn coraz bardziej kradnie serca innych :D

  • Historia, która daje do myślenia.
    Przeczytałam w komentarzach, że wydarzyła się naprawdę i poważnie zostawiłaś jej tę kartkę. Szacun! ;) Będę tu zaglądać! ;)

  • Dominika Pindur

    PROSZĘ SERDECZNIE O CZĘŚCIEJ WIĘCEJ POSTÓW NA BLOGU <3