OPOWIEŚĆ O TYM, JAK NIE OGARNĘŁAM

13 kwietnia 2016

KREATYWNOŚĆ ATEISTY, CZYLI ŚWIECKIE CHRZCINY

4 maja 2016

GDY BLONDYNKA ZŁAPIE GUMĘ

15 kwietnia 2016
uroczystość nadania imienia

Katowice. Piątek. Piąteczek. Piątunio. Godzina Knoppers zero zero, czyli wpół do dziesiątej rano w Polsce. Blondynka w dresie wystawia swoje nieskalane tapetą oblicze przez okno, po czym stwierdza, że nie chce jej się przebierać za człowieka, bo przecież jedzie tylko do lekarza i z powrotem. Swoją stylóweczkę uzupełnia więc o kalosze w kwiatki i wychodzi. Nie wie, że popełnia błąd. Jak bowiem głosi nieznane jeszcze blondynce Pierwsze Prawo Fakapu Profesora Fabjulusa,

im bardziej kobieta nie wygląda, tym większe prawdopodobieństwo, że będzie potrzebować męskiej pomocy.

Teoretycznie blondynka czuje w kościach, że igra z ogniem – ostatecznie, nieobce jest jej Pierwsze Prawo Rozstań Fab i zna ryzyko wiążące się z opuszczaniem domostwa w stanie rozkładu, jednakowoż stwierdza, że nie ma na świecie takiego byłego, który wygrałby z jej bólem istnienia. Olewa więc temat i jedzie do lekarza. Gada z lekarzem. Wychodzi od lekarza. Wraca od lekarza. I wtedy jakaś bliżej nieokreślona siła wyższa, która ewidentnie uważa, że blondynka nie powinna jeszcze umierać (nawet, jeśli blondynka jest innego zdania), podpowiada nieszczęsnej, żeby zwolniła i wjechała na stację benzynową. Blondynka przystaje na tę propozycję, skuszona wizją turbo dużej kawy z mlekiem. Zwalnia. Kilka sekund później rozlega się explosion, jakiego nie powstydziliby się Kalwi i Remi. Blondynkowóz zaczyna trząść się niczym Kate Moss na detoksie, blondynka zjeżdża więc na pobocze i z zaskoczeniem odkrywa, że jej poprawne politycznie auto tak bardzo utożsamia się ze Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych Rzeczpospolitej Polskiej, że aż eksplodowała mu opona.

eksplozja opony

napisałabym, że audycja zawiera lokowanie produktu, ale to chyba jednak nie jest reklama…

Blondynka robi to, co każdy inny człowiek, który właśnie uniknął śmierci, zrobiłby na jej miejscu: strzela snapa. A potem dzwoni do swojego faceta. Facet śpi. Dzwoni znowu. Im bardziej dzwoni, tym bardziej on śpi. Blondynka dzwoni więc po taksówkę. Dowiaduje się, że w korporacji taksówkowej nie ma nikogo, kto mógłby się podjąć założenia koła zapasowego. W drugiej korporacji też nie. Ani w trzeciej. Sympatyczna pani z czwartej korporacji informuje będącą na skraju załamania nerwowego blondynkę, że za siedem do dziesięciu minut na miejscu pojawi się wybawiciel na stu trzydziestu rumakach mechaniczych. Blondynka oddycha z ulgą, stwierdzając jednocześnie, że w sumie nie trzeba jej już kawy. Rozgląda się po chodniku pełnym jurnych przedstawicieli płci brzydszej i odkrywa, że jest dla nich niewidzialna. Nic w tym dziwnego, przecież jak głosi Drugie Prawo Fakapu Profesora Fabjulusa,

im bardziej kobieta nie wygląda, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że znajdzie męską pomoc.

Siedem do dziesięciu minut później, koło blondynki zatrzymuje się sto trzydzieści rumaków mechanicznych i wyłania się z nich uzbrojony w sto pięćdziesiąt kilo nadwagi Taksówkarz Andrzej. Taksówkarz Andrzej jest zaskoczony, że:

a) ma zmienić blondynce oponę, bowiem dyspozytorka mu o tym nie wspominała;

b) blondynka żyje, bo w życiu nie widział takiej masakry wulkanizacyjnej,

po czym informuje ją (blondynkę, nie oponę), że niestety nie może jej pomóc, ponieważ łupią go korzonki, a przez swój brzuch ostatni raz schylał się w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Blondynka załamuje się i dzwoni po drugą taksówkę, dziękując pomocnym przechodniom, którzy uważają za stosowne informować ją masowo, że strzeliła jej opona.

Przybywszy na radosne pobocze, Taksówkarz Mirek mówi blondynce, że to cud, że żyje (blondynka, nie Taksówkarz Mirek) i zabiera się do roboty, zadając blondynce mnóstwo dziwnych pytań o jakieś śruby i korbki. Wtedy do akcji wkracza Pomocny Sąsiad Mietek, który zaintrygowany godzinnym spektaklem na dzielni, postanowił zwolnić punkt obserwacyjny na pierwszym piętrze pobliskiego bloku i znaleźć się bliżej ognia wydarzeń. Pomocny Sąsiad Mietek informuje blondynkę, że gdyby jechała odrobinę szybciej, rozsmarowałaby się na latarni. Blondynka udaje zaskoczoną tym komunikatem i siada na chodniku, bo czuje, że jest jej słabo.

Pół godziny później, po dwóch kłótniach natury metodologicznej („panie, pan tego tak nie kręci, bo pan wyrąbie kobiecie skrzynię!”) oraz merytorycznej („panie, czy pan wiesz cokolwiek o samochodach?!”), panowie zgodnie stwierdzają, że koło się zapiekło i nie chce zejść, więc jakby Houston, mamy problem.

Houston, mamy problem

każdy pretekst jest dobry, żeby wkleić zdjęcie młodej Whitney Houston. / źr.: instyle.com

Pomocny Sąsiad Mietek mówi, że idzie do domu po narzędzia, żeby „mocniej w to pieprznąć”. Wraca z puszką WD-40 oraz siekierą. Blondynka stwierdza u siebie stan przedzawałowy. Niestety, konstrukcja z siekiery, wyciągniętego ze śmietnika panelu podłogowego w kolorze dąb sonoma oraz prawego buta Pomocnego Sąsiada Mietka nie pomaga, postanawia więc on podjechać do pobliskiego wulkanizatora po poradę. Taksówkarz Mirek stwierdza tymczasem, że nic tu po nim i znika, inkasując dychę za fatygę. Blondynka googla w telefonie objawy wylewu, bo wydaje jej się, że je ma. Piętnaście minut później, Pomocny Sąsiad Mietek wraca z radosną nowiną: nic z tego nie będzie, trzeba zamówić lawetę i zawieźć auto do mechanika, który zabierze się za to od dołu. Blondynka googla w telefonie lawety w Katowicach. Pomocny Sąsiad Mietek postanawia kontynuować swą pomocność i oferuje blondynce, że znajdzie z nią mechanika. Blondynka dziękuje w duchu sile wyższej.

Kilka minut później, Pomocny Sąsiad Mietek podjeżdża po blondynkę swoim wymuskanym Saabem i jedzie z nią do zaprzyjaźnionego warsztatu. Niestety, panowie w zaprzyjaźnionym warsztacie nie mają czasu, ale polecają zaprzyjaźniony warsztat. W zaprzyjaźnionym warsztacie zaprzyjaźnionego warsztatu, po krótkiej rozmowie z Pomocnym Sąsiadem Mietkiem, Mechanik Janusz nakazuje Młodemu, Co Się Uczy Zawodu jechać z blondynką i Pomocnym Sąsiadem Mietkiem na miejsce zbrodni. Młody, Co Się Uczy Zawodu zabiera młotek, lewarek w kształcie Wieży Eiffela oraz kij, po czym wsiada do Saaba. Już po chwili panowie rozkładają zabawki obok blondynkowozu i przygotowują się do ostrej akcji, tylko po to, żeby odkryć, że w międzyczasie WD-40 zadziałało i koło… odskakuje.

Panowie przystępują do montażu koła zapasowego, a blondynka po raz pierwszy od trzech godzin stwierdza u siebie w miarę regularną akcję serca. Po założeniu koła, Pomocny Sąsiad Mietek obraża się na pomysł przyjęcia od blondynki pieniędzy, po czym życzy jej powodzenia i informuje, że jedzie odstawić auto do garażu na drugim końcu osiedla. Blondynka żegna się serdecznie ze swoim wybawicielem i wsiada do samochodu, żeby odwieźć Młodego, Co Się Uczy Zawodu do warsztatu Mechanika Janusza.

Śmieje się pod nosem z ulgą, że wszystko skończyło się dobrze i teraz opisze tę niesamowitą przygodę na swoim blogu. W sumie przecież nikt się nawet nie zdziwi, nie? To takie w jej stylu. Wkłada kluczyki do stacyjki. Wreszcie pojedzie coś zjeść. Jest taka głodna. I zmęczona. I słaba. Przekręca kluczyk.

– O, miała pani włączone światła? – dziwi się Młody, Co Się Uczy Zawodu. Blondynka mruga szybko z przerażeniem.

Auto nie odpala.

Padł mu, kurde, akumulator.

 

fot. Harold Navarro / flickr