TYLKO ZŁE MATKI ROBIĄ KARIERĘ

14 marca 2016

GDY BLONDYNKA ZŁAPIE GUMĘ

15 kwietnia 2016

OPOWIEŚĆ O TYM, JAK NIE OGARNĘŁAM

13 kwietnia 2016

Parafrazując jedną z najlepszych kobiecych postaci w historii sitcomów, dialogów i beretów z antenką…

alloallo

fot. filmweb.pl

…niniejszym apeluję: słuchajcie uważnie, bo nie będę powtarzać. Dziś Wam powiem, jak nie żyć.

Trochę mnie tu nie było. Teoretycznie wpadałam na chwilę, żeby przerwać tę ciszę, od której aż dzwoniło mi w uszach, ale zaraz potem znikałam znowu. Wersja oficjalna była taka, że nie miałam czasu, bo nowa praca, nowe obowiązki, poza tym Dziedzic taki absorbujący, a maile takie długie. To była dobra wersja: jak mawiał Lichtenberg, najlepszym kłamstwem jest zniekształcona prawda. Wersja prawdziwa była natomiast taka, że nawet kiedy miałam trochę czasu, byłam wyspana, Dziedzic bawił się grzecznie jakimś nożem, a biorytm mi sprzyjał, siadałam przed WordPressem i… nie byłam w stanie pisać. Zrzucałam to na zimową deprechę, przepracowanie, niedobory wina i/lub zbyt dużo węglowodanów, ale źródło tej blokady było zupełnie inne. Znalazłam je, nazwałam, zabiłam i wreszcie mogę Wam o tym powiedzieć.

Nie wszystkie zmiany są dobre

Jeśli ktoś Wam mówi, że da się mieć wszystko, wiedzcie, że ten ktoś kłamie. Myślałam, że potrafię pogodzić galopującą karierę, szczęśliwą rodzinę, studia, w dodatku dzienne, bo po co komu sen, blaty w kuchni wylizane niczym u Małgorzaty Rozenek sprzed epoki szortów, życie towarzyskie, sporty, pasje, blog, zbilansowaną dietę, regularnie zafarbowane odrosty i kalendarz szczepień mojego syna. Zmieniłam więc swoje życie, żeby udowodnić, że potrafię wszystko, wszystko mi wolno, mam nad wszystkim kontrolę i niczego się nie boję. Jakże cieszyły mnie te zmiany! Przecież zmiany są dobre! Zmiany są potrzebne! Nie?

Otóż nie.

Przegięłam. Przegięłam tak bardzo, że zapomniałam, o co mi w tym wszystkim chodziło: co z tego zestawu jest najważniejsze, a co trochę mniej, co tak naprawdę sprawia mi przyjemność, a co jest kulą u nogi. Wzorem każdego typowego nieogara, odkryłam w pewnym momencie, że jestem bardzo nieszczęśliwa, więc uznałam, że najlepszym pomysłem będzie dalsze brnięcie w to bajoro, bo jakim cudem mogę być nieszczęśliwa, skoro przecież mam wszystko? Widocznie mam za mało wszystkiego i trzeba cisnąć dalej! I tak powstał czokapik. Znaczy się kryzys.

Definicja wszystkiego

Aż nagle przyszło olśnienie. Któregoś dnia, kiedy siedziałam sobie właśnie u progu kolejnej infekcji, niewyspana mimo jedenastu godzin snu, z palpitacjami serca, zaburzeniami oddechu i czarnymi myślami nad pyszną kawusią, przypomniałam sobie, że przecież jeszcze bardzo niedawno byłam nieprzytomnie szczęśliwa. Każdego dnia przeżywałam co najmniej trzy chwile, które mogłabym nazwać idealnymi, wywołać w formie pocztówki i powiesić na ścianie. Przecież ja już miałam wszystko. Co poszło nie tak? Otóż zamieniłam to wszystko na inne wszystko, czyli klimat, który wysysał ze mnie energię, w zamian dając frustrację, zadyszkę i bezustannego doła.

Brawo, Fab! Taką mądra, a taka głupia.

Pacnęłam się więc w łeb wielkim, metalowym młotkiem. A potem, jako że w moim życiu karma zazwyczaj nie zwleka, zanim wypłaci mi z liścia, przyszło Otrzeźwienie Ostateczne. Odkrywszy, jak bardzo jest mi źle, postanowiłam sobie więc ze sobą pogadać o tym, co jest w życiu ważne. I wiecie, co odkryłam?

źr.: scarmendamian.bloog.pl

źr.: scarmendamian.bloog.pl

To może Was zaskoczyć: rodzina jest ważna. Dziecko pokazujące mi pająka w łazience. Odkrycie, że mam pajęczynę w łazience. Znalezienie w sobie siły, żeby posprzątać pajęczynę w łazience. Wytłumaczenie dziecku, że pajęczyny się nie je. Branie oddechu pełną piersią. Spokojny sen. Dobre wyniki EKG. Czyste sumienie. Rozwijanie swoich pasji. I śmiech. Dużo śmiechu.

Zastanawiałam się, czy mówić Wam to wszystko, bo osobiste wynurzenia raczej nie są w moim stylu, ale nie mogłam tego nie zrobić. Po pierwsze dlatego, że ilość maili i wiadomości, które od Was dostałam podczas swoich wakacji od szczęścia, zaskoczyła mnie i wzruszyła. Jeszcze nie na wszystko zdążyłam odpisać, ale nie macie pojęcia, jak ważne jest dla mnie to, że zauważyliście mój brak. Uznałam więc, że jestem Wam winna kilka słów wyjaśnienia. Po drugie, pomyślałam, że może jest gdzieś ktoś, kto właśnie zastanawia się nad wejściem w nowe, totalnie niewygodne buty, bo przedawkował trenerów rozwoju osobistego i wydaje mu się, że warto za wszelką cenę wychodzić ze strefy komfortu, być zwycięzcą, diamentem, tytanem, iść na całość i wyciskać każdy dzień jak cytrynę.

źr.: lodz-24.pl

źr.: lodz-24.pl

Zawsze ufajcie swojej intuicji. Jeszcze nigdy mnie nie zawiodła, zawiodło mnie natomiast udawanie, że intuicja się myli. I wreszcie, po trzecie, piszę Wam to dlatego, że znowu potrafię. A bardzo mi tego brakowało.

Trzymajcie za mnie kciuki i miejcie dla mnie trochę wyrozumiałości. Przede mną wielkie zmiany. I całe szczęście! Bo wiecie, zmiany są dobre.

fot. www.balancedwellness.co.uk