TYLKO ZŁE MATKI ROBIĄ KARIERĘ

13 kwietnia 2016

GDY BLONDYNKA ZŁAPIE GUMĘ

13 kwietnia 2016

OPOWIEŚĆ O TYM, JAK NIE OGARNĘŁAM

13 kwietnia 2016
tylko (2)
blondynka łapie gumę
Opowieść o tym, (1)

Parafrazując jedną z najlepszych kobiecych postaci w historii sitcomów, dialogów i beretów z antenką…

alloallo

fot. filmweb.pl

…niniejszym apeluję: słuchajcie uważnie, bo nie będę powtarzać. Dziś Wam powiem, jak nie żyć.

Trochę mnie tu nie było. Teoretycznie wpadałam na chwilę, żeby przerwać tę ciszę, od której aż dzwoniło mi w uszach, ale zaraz potem znikałam znowu. Wersja oficjalna była taka, że nie miałam czasu, bo nowa praca, nowe obowiązki, poza tym Dziedzic taki absorbujący, a maile takie długie. To była dobra wersja: jak mawiał Lichtenberg, najlepszym kłamstwem jest zniekształcona prawda. Wersja prawdziwa była natomiast taka, że nawet kiedy miałam trochę czasu, byłam wyspana, Dziedzic bawił się grzecznie jakimś nożem, a biorytm mi sprzyjał, siadałam przed WordPressem i… nie byłam w stanie pisać. Zrzucałam to na zimową deprechę, przepracowanie, niedobory wina i/lub zbyt dużo węglowodanów, ale źródło tej blokady było zupełnie inne. Znalazłam je, nazwałam, zabiłam i wreszcie mogę Wam o tym powiedzieć.

Nie wszystkie zmiany są dobre

Jeśli ktoś Wam mówi, że da się mieć wszystko, wiedzcie, że ten ktoś kłamie. Myślałam, że potrafię pogodzić galopującą karierę, szczęśliwą rodzinę, studia, w dodatku dzienne, bo po co komu sen, blaty w kuchni wylizane niczym u Małgorzaty Rozenek sprzed epoki szortów, życie towarzyskie, sporty, pasje, blog, zbilansowaną dietę, regularnie zafarbowane odrosty i kalendarz szczepień mojego syna. Zmieniłam więc swoje życie, żeby udowodnić, że potrafię wszystko, wszystko mi wolno, mam nad wszystkim kontrolę i niczego się nie boję. Jakże cieszyły mnie te zmiany! Przecież zmiany są dobre! Zmiany są potrzebne! Nie?

Otóż nie.

Przegięłam. Przegięłam tak bardzo, że zapomniałam, o co mi w tym wszystkim chodziło: co z tego zestawu jest najważniejsze, a co trochę mniej, co tak naprawdę sprawia mi przyjemność, a co jest kulą u nogi. Wzorem każdego typowego nieogara, odkryłam w pewnym momencie, że jestem bardzo nieszczęśliwa, więc uznałam, że najlepszym pomysłem będzie dalsze brnięcie w to bajoro, bo jakim cudem mogę być nieszczęśliwa, skoro przecież mam wszystko? Widocznie mam za mało wszystkiego i trzeba cisnąć dalej! I tak powstał czokapik. Znaczy się kryzys.

Definicja wszystkiego

Aż nagle przyszło olśnienie. Któregoś dnia, kiedy siedziałam sobie właśnie u progu kolejnej infekcji, niewyspana mimo jedenastu godzin snu, z palpitacjami serca, zaburzeniami oddechu i czarnymi myślami nad pyszną kawusią, przypomniałam sobie, że przecież jeszcze bardzo niedawno byłam nieprzytomnie szczęśliwa. Każdego dnia przeżywałam co najmniej trzy chwile, które mogłabym nazwać idealnymi, wywołać w formie pocztówki i powiesić na ścianie. Przecież ja już miałam wszystko. Co poszło nie tak? Otóż zamieniłam to wszystko na inne wszystko, czyli klimat, który wysysał ze mnie energię, w zamian dając frustrację, zadyszkę i bezustannego doła.

Brawo, Fab! Taką mądra, a taka głupia.

Pacnęłam się więc w łeb wielkim, metalowym młotkiem. A potem, jako że w moim życiu karma zazwyczaj nie zwleka, zanim wypłaci mi z liścia, przyszło Otrzeźwienie Ostateczne. Odkrywszy, jak bardzo jest mi źle, postanowiłam sobie więc ze sobą pogadać o tym, co jest w życiu ważne. I wiecie, co odkryłam?

źr.: scarmendamian.bloog.pl

źr.: scarmendamian.bloog.pl

To może Was zaskoczyć: rodzina jest ważna. Dziecko pokazujące mi pająka w łazience. Odkrycie, że mam pajęczynę w łazience. Znalezienie w sobie siły, żeby posprzątać pajęczynę w łazience. Wytłumaczenie dziecku, że pajęczyny się nie je. Branie oddechu pełną piersią. Spokojny sen. Dobre wyniki EKG. Czyste sumienie. Rozwijanie swoich pasji. I śmiech. Dużo śmiechu.

Zastanawiałam się, czy mówić Wam to wszystko, bo osobiste wynurzenia raczej nie są w moim stylu, ale nie mogłam tego nie zrobić. Po pierwsze dlatego, że ilość maili i wiadomości, które od Was dostałam podczas swoich wakacji od szczęścia, zaskoczyła mnie i wzruszyła. Jeszcze nie na wszystko zdążyłam odpisać, ale nie macie pojęcia, jak ważne jest dla mnie to, że zauważyliście mój brak. Uznałam więc, że jestem Wam winna kilka słów wyjaśnienia. Po drugie, pomyślałam, że może jest gdzieś ktoś, kto właśnie zastanawia się nad wejściem w nowe, totalnie niewygodne buty, bo przedawkował trenerów rozwoju osobistego i wydaje mu się, że warto za wszelką cenę wychodzić ze strefy komfortu, być zwycięzcą, diamentem, tytanem, iść na całość i wyciskać każdy dzień jak cytrynę.

źr.: lodz-24.pl

źr.: lodz-24.pl

Zawsze ufajcie swojej intuicji. Jeszcze nigdy mnie nie zawiodła, zawiodło mnie natomiast udawanie, że intuicja się myli. I wreszcie, po trzecie, piszę Wam to dlatego, że znowu potrafię. A bardzo mi tego brakowało.

Trzymajcie za mnie kciuki i miejcie dla mnie trochę wyrozumiałości. Przede mną wielkie zmiany. I całe szczęście! Bo wiecie, zmiany są dobre.

fot. www.balancedwellness.co.uk

  • Mrs.Lucky

    Boże, wreszcie. Obiecuję, że będę lajkować i kometować intensywniej niż dotychczas na rozruch żeby dodać Ci motywacji i impetu. Internety bez Ciebie są puste!!! :* :* :*

    • Alison

      O, właśnie. Podczas tej FabNieobecności miałam wyrzuty sumienia, że mało komentowałam, mało lajkowałam i ogólnie jakoś taka mało aktywna byłam. I to nie dlatego, że się wstydziłam albo nie miałam nic do powiedzenia, tylko z czystego lenistwa. Tażeten, Fab, Ty jesteś jak zdrowie… ;) Klęczę na grochu i obiecuję poprawę! No i przesyłam miliony serduszków, bo serduszków nigdy za wiele <3

      • Boziu… Dzięki <3 Serduszka dużo, serduszka for lajf!

  • gohagoha

    W końcu jesteś! :D czekam na więcej ;)

    • Będzie. Odcięłam złą energię, to wróciła ta dobra. Niby takie oczywiste, a musiałam to rozkminić w bólach.

      • gohagoha

        Chyba każdy czasem ma załamania i nie widzi prostych rzeczy, najważniejsze że potrafiłaś w porę uświadomić sobie co jest nie tak i dałaś radę pójść do przodu. Mega się cieszę :D

  • Lady Shepard

    Tęskniłam potwornie :*

  • Daryjka

    Brzmi jak wejście w korposwiat z poczuciem misji i pasji, która jest tam często tlamszona klamstwem-albo bardziej-zmowa milczenia, która dąży do tego, żebyś stał się masą :)

    • Brzmi, jakbyś znała temat ;)))

  • kasza_b

    Pogubiłaś się, biedaku :( Dobrze, że tak szybko się ogarnęłaś. Będzie git. Będziesz znowu pisać regularnie, to nikomu nie stanie się krzywda!

    • Pogubiłam się turbo fest… Ale luz, znowu uruchomiłam mózg, więc może jeszcze będą ze mnie ludzie…

  • Aneta

    Cieszę się, że wróciłaś, że się odnalazłaś :*
    Chyba ja też potrzebuję zmiany. Jestem w związku z facetem, którego kocham, ale nie do końca jestem szczęśliwa. Kłótnie, odległość (pracuje za granicą) już tak mnie wykańczają, mało kiedy jestem naprawdę uśmiechnięta. Męczę się tylko. I nie wiem co z tym zrobić.

    • Nie będę Ci nic radzić, ale powiem, że zawsze warto walczyć o miłość. Mam nadzieję, że wszystko sobie poukładasz i znajdziesz swoją harmonię :*

  • Mateusz Rzońca

    Panie premierze, jak żyć? No jak żyć?

  • Fab, nie masz pojęcia jak bardzo znam to i rozumiem :) Też kiedyś wydawało mi się, że konkretna kasa i świadomość, że w wieku 20 lat potrafię sama się utrzymać, opłacić sobie szkołę prywatną daje mi szczęście. Że potrafię pracować codziennie po 10h, potem iść na trening, pisać bloga, malować, wieczorami imprezować a w weekendy zasuwać na uczelni. Uświadomiłam sobie, że tak nie jest, kiedy z przemęczenia potrafiłam rozpłakać się bez żadnego powodu i po prostu stać tak, płacząc przez pół godziny. Wtedy zaczęłam sprzątać swoje życie, walczyć o normalną pracę, która mogłaby mnie cieszyć i dawać więcej czasu wolnego zamiast ” miliona monet”. Dotarło do mnie, że nie muszę być we wszystkim idealna i ciągnąć trzydzieści projektów na raz, gdzie wszystkie w mojej głowie, opatrzone były nalepką ” priorytet” i ” asap” ;-) Dobrze jest nie być idealnym. Dobrze jest być idealnie szczęśliwym- po swojemu. Buziaki, super, że wróciłaś :-*

  • Trzymam kciuki :* Pewnie, że zmiany są dobre. Tylko biegnąc za szybko, trudno złapać powietrze. Powietrze jest potrzebne, jak czekolada! Zwolnij, Mała :D

  • Eda

    Dziołcha, następnym razem pakuj walizki i wpadaj do mnie. Pogrążymy się w nieogarnięciu razem. Z kotami, dziedzicami i winem.

    • I będziemy gadać o kosmitach? :D

      • Mój synem w takich sytuacjach każe gadać o kosmosie. Jeszcze głębszy temat ;)

        Palpitacje serca, niedosypianie (niestety) i na koniec rąbnięcie się młotkiem po mózgu – i mi pomogło. Dzięki, że nawet ja głowiłam się, gdzie jesteś. Znaczy że, dobrze że jesteś! Pajęczyna rulez, tyle da się wytłumaczyć na jej przykładzie ;)

  • Nareszcie jesteś <3 Ja się nie będę rozpisywać, po prostu jak zobaczyłam, że jest nowy tekst u Fab to serce mi mocniej zabiło ze szczęścia!

  • Tęskniłam za Tobą, ale cierpliwie czekałam :)

  • pola

    Powodzenia ;) nie tylko w dziedzinie bloga. Trzymam kciuki za powrót do żywych.

  • Jezu. Zakładka. Tym bardziej przepraszam.

  • Armanda

    noo alleluja ! :D ja zaglądałam na fejsa, na bloga, na insta, myślę „kurcze może coś przegapiłam, że Fab coś wrzuciła” , no ale nic Cisza jak makiem zasiał.. wróć ! ja czekam na dalszą część KOBIETY MAFII ;)

  • Ania Polak

    Tęskniłam! Wchodziłam tu parę razy i z westchnieniem żalu zauważałam brak nowego posta ; < Ale wiadomo, ludzie bywają zajęci, ja to rozumiem. I muszę ci powiedzieć, że u mnie szczęście zniknęło z dokładnie odwrotnego powodu: nie robiłam nic. Poza żałosnymi studiami (żałosnymi bo odwoływali zajęcia ciągle) zero wycieczek poza strefę komfortu, która z czasem zawężała się coraz bardziej, aż w końcu osiągnęła duszące wymiary mojego łóżka… Spałam po 15h, bo nie miałam nic do roboty… Ale też nadeszło otrzeźwienie, zaczęłam robić nowe rzeczy, ruszać się, interesować co nieco gotowaniem (bo drożdżówki 3x dziennie to nie najlepsza dieta), myślę też nad pracą. I powoli się poprawia. Dlatego trzymam kciuki za ciebie, ty trzymaj za mnie i bądźmy szczęśliwe! :)

  • Muka

    Trafiłaś mi z tematem idealnie :) Właśnie zamierzam porzucić pracę, w której jestem kierownikiem, i dla której się kształciłam, dla nowej, gdzie będę szeregowcem. Bo mam dość. Frustracji, porąbanej branży, harowania w ciężkich i niezdrowych warunkach, niepewności kolejnych zleceń i wmawiania przez ludzi dookoła, że to taki cudowny, prestiżowy zawód. Prestiżem się człowiek nie naje ani prestiż nie da mu szczęścia i bezpieczeństwa. Dlatego idę zając się czymś totalnie niepoważnym ale stabilnym, co zostanie zapewne szeroko wyśmiane. I na samą myśl jest mi lżej.
    Ostatnie półtora roku spędziłam tak naprawdę wciąż będąc w pracy. Bo co z tego, że wróciłam do domu, skoro już przy otwieraniu zamka miałam kolejny telefon? Co z tego, że byłam we własnym łóżku, skoro nie potrafiłam spać ze stresu? Nie warto!

  • Trzymam kciuki za zmiany! :-)

    Tak, tak czasem można się zapędzić. Skąd to znam, tylko w tym kołowrotku czasami ciężko o refleksje „po co mi to?”. Dobrze, że u Ciebie przyszła, a z nią jak domyślam się postanowienie kolejnych zmian :-)

    Pozdrawiam ciepło.

  • Fab – nareszcie jesteś! Ja tu o.Tobie wspominałam w swoim poście o Share Week, a tu taka cisza była… Pamiętaj, że pisanie oczyszcza i daje siły. Dlatego czekam na więcej!

  • Edzia

    W końcu jesteś! Tęskniłam! <3

  • Ania

    Ty żyjesz!!! Ufffff :-) cieszę się, że wróciłaś :-) cudownie jest znów czytać Twoje wpisy :-) nie zostawiaj już nas na tak długo!

  • Fab, jakże się cieszę, że do nas wróciłaś!

  • Dot

    Cieszę się, że wróciłaś! :) Ale jeszcze bardziej będę się cieszyć, kiedy Ci się uda wszystko ogarnąć, opanować tę burzę w życiu (za co mocno trzymam kciuki!!) I pamiętaj, że gdybyś potrzebowała, ZAWSZE oferuję opiekę nad Dziedzicem. Zadzwoń tylko, a będziesz miała rodzinną nianię w mig :D Buziaki!! :* :* :*

  • hanuta

    Kobito, dzięki! Piszesz to w momencie, kiedy wzięłam na siebie trzecią pracę, opiekę nad wszystkimi wymagającymi opieki, a małż już zapomniał jak wyglądam z uśmiechniętą buzią, bo wieczorem, jak już wreszcie nikt ode mnie niczego nie chce, to chce mi się albo płakać, albo wina. Zwykle jednego i drugiego. Za śmiech i dystans!

  • Ej.

    Wsparcie już jedzie PKP Cargo z Bielska. Zapakowałam je w różową kokardę i przypieczętowałam uszami czekoladowego zająca Lindt, którego z ogromną radością i zaskoczeniem znalazłam dziś w szafce 3 tygodnie po świętach. Java zjadła dzwonek. Kuba wyrzucił papierki. Kochamy Cię! <3

    • O takie komentarze walczyłam!

  • A już miałam pisać! Ale właśnie tak sobie tłumaczyłam: żeś biedna, bo dziecko, bo praca, bo studia. Że trzeba Ci dać czas. Ale! Jedno wiedziałam na pewno – że wrócisz do nas! To tak jakby przerwać nagle Modę na Sukces. Co dalej z Halinką i Andżejem? A tak na serio – Boże, jak to dobrze, że znowu zmierzasz do szczęścia!

  • Michal Fary

    Dobry wpis ;) Dopisał bym coś że niby nie tylko Ciebie to spotyka bla bla i przemyślenia i wnioski też trafne…
    Ale napiszę tylko że dobry wpis.

    Ostatnio leczymy się z mą właśnie z tego. Wymagań. Wymagań wobec siebie.
    I nagle wszystko się układa. ;)

    • Dzięki. I powodzenia, bo to niełatwa walka!

  • Same oczywiste oczywistości tu napisałaś. Przecież każdy to wie. I cholera jedna, każdy oczywiście o tym zapomina. Ja też nie jestem bez winy, a najgorsze jest to że człowiek sobie myśli myśli, że jak super, że nowe, że może ciężko, ale przecież to początek, droga na szczyt i takie tam dyrdymały, że za chwilę już będzie lepiej. Moja babcia tak zdobyła Babią Górę, powtarzając co zakręt, że dalej to ona już nie pójdzie. A dziadek jej na to, że tam na horyzoncie to już zaraz szczyt i że tylko jeszcze dwa kroczki. I tak ją oszukiwał, a ona się nabierała, aż do samego szczytu. Tylko, że tak można zdobić Babią Górę, ale życia już nie. I zamiast szczytu przychodzi w pewnym momencie świadomość, że ta nasza niby „droga do szczęścia” już dawno zaprowadziła nas w zupełnie odwrotnym kierunku, tylko nie chcieliśmy tego wiedzieć.

  • Uff, jak dobrze. Mnie też od tej ciszy u Ciebie dzwoniło w uszach, ale tak myślałam, że to przez powrót do roboty. Zaglądałam na Twój puściutki fanpage i współczułam po cichu, bo też miałam taki kryzys po powrocie do pracy po narodzinach pierworodnego i latałam z wywieszonym ozorem. Tyle, że mi o wiele dłużej zajęło ocknięcie się, szkoda, że wtedy nie kopnęłaś mnie tym mądrym tekstem w zadek! ;) Teraz już będzie tylko #dobrazmiana! Cmok! :*

  • A ja wiedziałam że potrzeba czasu i wrócisz! Ja odkąd Cię odkryłam odpalam adres bloga-tak z automatu. I mimo że nie pisałaś już dłużej (smuteczek ogromny i tęskno i zamartwińsko co się dzieje) ja nadal odpalałam- aż tu dziś! I missed U! Trzymam kciuki i słuchaj intuicji! <3 :*

  • Skoro nic się nie dzieje bez przyczyny to to też stałi się „z”. W moim świecie liczy się skutek Twojej nieobecności a jest nim ten post, na który zwróciłam uwagę (z tablicy znajomej) i nawet przeczytałam, a w dodatku teraz spieszę polubić Twoją stronę i czytać :-D

    To prawda, że czasem w tym pędzie motywacyjnym można przedawkować trenerów.. Tym bardziej jestem więc wdzięczna, że ja trafiłam w pierwszej kolejności na takiego co nie tylko hej do przodu ale też głęboko w siebie, do środka, do sedna, do najważniejszych… i to Ty mi uświadomiłaś (kolejny raz) jak to jest ważne.
    Poza tym piszesz fajnie i lekko (jak wnioskuję po tym 1! poście ;-) ) więc Cię kupuję – masz nową czytalniczkę (FANFARY!)

    Pozdrawiam się serdecznie,
    Prawdziwa
    <3

    PS Rodzina JEST NAJWAŻNIEJSZA :-) a o oczywistościach najłatwiej się zapomina.. :-*

  • Wycelowałabym do tego pana na ostatnim obrazku tym, co Miszel z Ruchu Oporu trzyma na pierwszym obrazku.

  • Emilia ze 100procentkalorii.pl

    Cieszę się, że wróciłaś :) Miej na uwadze, że masz też cały ogrom cichych czytelników – takich jak ja. Nie zostawiaj nas więcej! :)

  • IAM

    Fab! Tęskniłam!! <3 Od dłuższego czasu też się zbierałam, by napisać do Ciebie, bo się zaczęłam martwić, choć troszkę mnie uspokajały zdjęcia dodawane przez Ciebie na insta, bo to oznaczało, że żyjesz <3 A sama też mam ostatnio masę rzeczy na głowie i myślałam o napisaniu do Ciebie gdy nie miałam jak tego zrobić, a jak miałam jak, to zapominałam. Gdy zobaczyłam na facebooku Twój nowy tekst to nawet nie wyobrażasz sobie, jaka radość mnie ogarnęła :*
    Cieszę się, że powolutku do nas wracasz i trzymam za Ciebie kciuki! Dawaj co jakiś czas znać, jak Ci idzie <3

  • Olgee

    Obie się bardzo cieszymy, że jesteś :) :)

  • M.

    Siedzę w pracy, jest piątek – coś pięknego! I tak scroluję tę internety i scroluję (skuteczny pracownik pracuje do 12:00, później odpoczywa!). I jak już mi się skończyły pomysły na scrolowanie pomyślałam – „Dobra, dam tej Fab jeszcze jedną szanse, bo mnie już Blondi wkurza. Ja tu potrzebuję Halinek i wina, a tu cisza i cisza… Ileż można wyczekiwać na nowy tekst, ile korpokarteczek muszę wypisać i wymalować w serduszka…. Patrzę i oczom nie wierzę! FAB WRÓCIŁA!” A więc kobieto masz szczęście, bo już szyłam laleczkę woodu ;)

  • Sandra

    Wreszcie wraca Osoba, która potrafi wnieść trochę koloru w nasze codzienne szarości. :) Już wiem dlaczego złapałam doła – i przyszedł właśnie ratunek! Dzięki :)

  • Promyczek

    Co tu dużo mówić.. Tęskniłam :)

  • Promyczek

    A co najlepsze.. Pod postem o tatuażach chwaliłam Ci się, że mam zamiar się wydziarać. No i wydziarałam się. I tak myślę ‚Fab nie ma, jak ja jej się teraz pochwalę’ :D

    • POKA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      • Promyczek

        Pokażę Ci na insta ;d

  • Genialnie, że już umiesz i oby tak zostało, skoro dopiero co Cię polubiłam :)

  • magda

    Dopiero tu trafilam. I zostane na stale. Fantastyczny tekst! Powodzenia!

  • Mądrze, szczerze i dowcipnie! Świetnie! Żeby nasze społeczeństwo takie było, marzenia ..:) Do apelu o wierze w intuicję, dodałabym z mojego doświadczenia, że nie należy lekceważyć symptomów. I wtedy raczej się nie pomylimy. A co do bycia perfekcyjnym wszystkim, pełna zgoda. Nie istnieje, całkowita utopia. Ale to też chyba przychodzi trochę z wiekiem, że człowiek wyluzowuje. A chyba takie przed 30tką jest najgorsze i ma się największą spinę, później jest już tylko lepiej ;) A przed 40tką ma się prawdziwą f..y..position in life, że też zacytuję mój ulubiony monolog Johna Goodman’a w „The Gambler” :) Fajnie, jeśli udało Ci się osiągnąć ten stan dużo wcześniej :)

  • Ojeja, zaraz tam nie ogarnęłaś, znajdź mi kogoś kto nie przechodzi nigdy zawirowań życiowych… ale zobacz ile refleksji dają takie doświadczenia :) I jak fajnie, że jesteś z powrotem!

  • Lubię jak piszesz <3

  • Przyznam szczerze, że nie ogarniam swojej kuwety. Dziś tak zupełnie przypadkiem, z powodu „nadmiaru wolnego czasu”, który miałam pożytkować na wyrywanie marchewki w ogródku, układanie nowego tekstu na bloga, czytanie książki albo chociaż zmycie łuszczącego się lakieru do paznokci weszłam na Twojego bloga. Trochę z nieukrywanym strachem, bo może przyjdzie mi czytać tyyyyle nowego. A tu znok! Wybrałaś tą samą bramkę co ja – rodzinę. Uwielbiam Cię – czy piszesz codziennie, czy raz w miesiącu!

  • Dokładnie tak, czasami trzeba WRÓCIĆ do swojej strefy komfortu (też o tym napisałam).
    Wygląda na to, że znowu znikłaś (przeczytałam pół Twojego bloga, sprawdziłam daty, Detektyw Rutkowski, te sprawy), więc życzę szybkiego ogarnięcia i ponownego powrotu na łono piśmiennicze.