Dlaczego tu nie ma klamek?! Czyli cała prawda o zdalnej pracy z dzieckiem

25 stycznia 2018

Przełóż karty i pytaj, o co chcesz, czyli poszłam do wróżki

25 stycznia 2018

Walcz o siebie, dziewczyno! Oto 3 kobiety, których powinnaś posłuchać

25 stycznia 2018
dlaczego-tu-nie-ma-klamek_
przeloz-karty-i-pytaj-o-co-chcesz-czyli
triviaday

Trochę więcej możemy, trochę więcej musimy i trochę więcej chcemy. Można się pogubić? Nie da się inaczej. Zwłaszcza, że wsparcie z zewnątrz mamy niewielkie… Jeśli potrzebujesz czasami doładowania, bo padają Ci akumulatory i sama już nie wiesz, jak to wszystko poukładać, to te babeczki dadzą Ci kopa i otrzeźwią lepiej, niż podwójny kebab o czwartej rano w nocy z piątku na sobotę!

– Straszne. Straszne te czasy, Juleczko. Kobiety zwariowały – powiedziała posępnie, mieszając kawę we wzorzystej filiżance z chińskiej porcelany. Zacisnęłam mocniej dłoń na widelczyku do ciasta. Po co wspomniałam o tym proteście? Bo co w ogóle zaczęłam ten temat? – Nie ma się do dziwić, świat stanął na głowie!

Spojrzałam na nią z uwagą, a w głowie błyskawicznie rozrysowałam sobie tabelkę „za i przeciw”. Odezwać się czy nie? Przecież wiedziałam, jak to się skończy, bo zawsze kończyło się tak samo. Ale może jednak? Może warto spróbować zasiać wątpliwość, zamiast pomagać umacniać ten mur? Podczas gdy usiłowałam rozstrzygnąć, czy warto wejść w polemikę, czy lepiej nie psuć humoru nam obu, ona moje milczenie odebrała jako zachętę do rozwinięcia swojej myśli.

– Kiedyś kobieta to była kobieta, mężczyzna to był mężczyzna. Każdy znał swoją rolę. Teraz baby próbują przejąć kontrolę, fetyszyzują aborcję, antykoncepcję, karierę i władzę. Biedni mężczyźni są tym skołowani, bo czują się kastrowani. Chłop bez władzy, to nie chłop, Juleczko – powiedziała z powagą.

Przez chwilę ogarnęła mnie irytacja, tylko po to, żeby moment później ustąpić miejsca rozbawieniu. W gruncie rzeczy, ta sytuacja była dość kosmiczna. Oto była moja ciocia, która całe dotychczasowe życie uczyniła wielkim, feministycznym manifestem. Nigdy w życiu nie prasowała nikomu koszul, a pierwszego faceta, który usiłował zmusić ją do robienia mu kanapek do pracy, pogoniła z domu w 1973 i już nigdy nie pozwoliła mu wrócić. Nigdy nie nauczyła się gotować niczego poza dwoma zupami, risotto i rybą na parze – uznała, że skoro te cztery potrawy opanowała do perfekcji, szkoda czasu na zgłębianie innych przepisów. Przez blisko sześćdziesiąt lat swojego dorosłego życia ciężko pracowała na swoje własne rachunki, podróże, wielkie kapelusze, kolorowe filiżanki, serniki, które kupowała w sklepie za rogiem i książki, które zwoziła z pobliskiej księgarni do domu w wózku na kółkach, żeby nie nadwyrężać kręgosłupa. A mimo to, siedziała teraz przede mną, szczerze zatroskana niepożądaną zmianą tradycyjnego porządku, który nigdy nie był jej porządkiem.

Policzyłam do dziesięciu. Dojadłam sernik. Wróciłam do domu. Włączyłam komputer.

Masz przerąbane, dziewczyno…

Bo tak, oczywiście. Kobieta w 2018 roku żyje nieco inaczej, niż kobieta w 1918 roku. I nie, nie tylko dlatego, że nie trzyma w domu kandelabrów i nie ma lokaja, który polewałby jej poncz. Trochę więcej może, trochę więcej musi i trochę więcej chce. Można się pogubić? Nie da się inaczej. Zwłaszcza, że wsparcie z zewnątrz mamy niewielkie…

Tu wchodzę ja, cała na biało, z Fabjulusem w moim komputerze w lśniącej zbroi. I chcę Ci powiedzieć, że jeśli potrzebujesz czasami doładowania, bo padają Ci akumulatory i sama już nie wiesz, jak to wszystko poukładać, to te babeczki dadzą Ci kopa i otrzeźwią lepiej, niż podwójny kebab o czwartej rano w nocy z piątku na sobotę.

Każda z nich ma Ci do powiedzenia coś innego, ale każda z tych lekcji jest bardzo ważna.

Wystąpienia nie miały polskich napisów, więc dla tych z Was, które nie wszystko potrafiłyby wyłapać,  przetłumaczyłam ich treść i wrzuciłam pod filmy. To co, lecimy?

1. Lekcja od Oprah: WYLUZUJ

Tak, wiem, że aktualnie wszyscy są zachwyceni wystąpieniem Oprah Winfrey (btw. czy Was też tak drażni, że jej imienia nie da się deklinować?!) podczas tegorocznej gali wręczenia Złotych Globów, ale nie to nie było pierwsze ani najlepsze spośród przemówień Królowej Amerykańskiej Telewizji. Moje ulubione? List, jaki Oprah napisała do dwudziestoletniej siebie z perspektywy kobiety, która przeszła już całą tę trudną drogę do sukcesu i szczęścia. Mocna rzecz:

 

 

 

Tekst po polsku:

„Droga, Piękna Dziewczyno o brązowej skórze,

Używam słowa „piękna”, bo wiem, że sama nigdy byś się tak nie nazwała.

Patrzę w Twoje oczy i widzę światło i nadzieję. Na tym zdjęciu jesteś tuż przed 20 urodzinami, pozujesz przed stacją telewizyjną, w której niedawno zatrudniono Cię w charakterze reportera. Wyglądasz na spokojną i szczęśliwą, ale wiem, jaka jesteś wystraszona. Gdybym mogła powiedzieć Ci cokolwiek, powiedziałabym: „wyluzuj wszystko będzie dobrze”. Jesteś dumna z siebie, że dostałaś tę pracę, ale jesteś też niepewna. Niepewna, czy dasz radę pogodzić pełnoetatową pracę w newsach z zajęciami w college’u. A poza tym, jakie aktualnie jest Twoje największe zmartwienie? Jak poukładasz swój związek z Bubbą. Tak, spotykasz się z kimś o imieniu „Bubba”.

Tego dnia przyprowadziłaś go ze sobą do studia, żeby zobaczył, gdzie pracujesz, mając nadzieję, że będzie dumny. On się zachowuje, jakby nie robiło to na nim wrażenia. Prawda jest taka, że jest onieśmielony. Ale ty tego nie wiesz, bo patrzysz na siebie samą jego oczami. A lekcją, którą będziesz musiała przerabiać wiele, wiele razy, będzie to, abyś nauczyła się patrzeć na siebie samą własnymi oczami i kochać siebie samą własnym sercem.

Spędziłaś zbyt wiele dni i lat, próbując uszczęśliwić innych ludzi i być tym, kim oni chcą, żebyś była. Rozumiem to i wiem, dlaczego tak się stało. Będziesz musiała się nauczyć, że rany po tym, jak zgwałcono Cię, kiedy miałaś 9 lat; molestowano od 10 do 14 roku życia; bito, gdy byłaś dzieckiem (przez ludzi, którzy mówili, że Cię kochają), bo „zachowałaś się niestosownie”, a potem nie pozwalano pokazywać Ci złości czy płakać – one zniszczyły Twoją samoocenę. Gdybyś tylko wiedziała teraz, jak bardzo… A jednak, pomimo tego wszystkiego, dałaś radę trzymać się wiary w Boga, a co ważniejsze – w to, że Bóg wierzy w Ciebie. To, moja droga, będzie Twój największy dar: świadomość, że istnieje siła większa, niż Twoja i wiara w to, że ta siła Cię prowadzi.

Trajektoria Twojego życia zmieniła się dnia, w którym odebrałaś telefon od Chrisa Clarka, który był szefem wiadomości w stacji WLAC-TV. Twoja odpowiedź była zainspirowana słowami Twojego ulubionego wówczas fragmentu Pisma Świętego, Listu do Filipian (3:14): „pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie”. Wiara, że istnieje jakieś powołanie będzie Cię wzmacniać i wypełniać.

Z miejsca, w którym siedzę teraz, obserwując Twoją podróż, mam bardzo mało żali. Co oznacza, że dobrze przeżyłam swoje życie. Już wtedy rozumiałaś, że sukces to proces. A działanie z prądem życia, a nie pod prąd, będzie Twoim największym osiągnięciem.

Uczyniłaś mnie bardzo dumną”.

2. Lekcja od Madonny: BĄDŹ SOBĄ

Przyznaję się bez bicia: odkąd zobaczyłam to przemówienie, patrzę na tę kobietę całkowicie inaczej. I bardzo mi wstyd za każdy raz, kiedy ją zaszufladkowałam albo z pogardą odnosiłam się do tego, co robi. A „będąc młodą lekarką”, zdarzało mi się, niestety.

Dziś sobie myślę, że można lubić jej muzykę lub nie. Można zgadzać się z jej wyborami życiowymi lub nie. Ale każda z nas powinna wziąć trochę odwagi tej kobiety i iść z nią w świat. Uwaga:

 

 

Tekst po polsku:

„Mogę to odłożyć? Tak jest lepiej. Zawsze czuję się lepiej z czymś twardym między nogami.

Dziękuję za uznanie mojej zdolności kontynuowania kariery przez 34 lata, wbrew jawnej mizoginii, seksizmowi, ciągłemu zastraszaniu i nieustającemu znęcaniu.

Kiedy zaczynałam, nie było internetu, więc ludzie musieli mówić mi to prosto w twarz. Niewiele było osób, którym musiałam przyklaskiwać, bo życie było wtedy łatwiejsze. Kiedy przeprowadziłam się do Nowego Jorku, byłam nastolatką. Był rok 1979, a Nowy Jork był przerażającym miejscem. W ciągu pierwszego roku byłam trzymana na celowniku, zgwałcona z nożem przystawionym do gardła, a do mojego mieszkania włamano się i okradziono je tak wiele razy, że po prostu przestałam zamykać drzwi.

W następnych latach straciłam prawie każdego przyjaciela z powodu AIDS, narkotyków albo postrzałów. Możecie sobie wyobrazić, że te wszystkie niespodziewane zdarzenia nie tylko pomogły mi stać się odważną kobietą, która stoi właśnie przed wami, ale przypomniały mi także, że jestem bezbronna, a w życiu nie ma prawdziwego bezpieczeństwa poza wiarą w samego siebie i świadomością, że mój talent nie jest moją własnością. Nic nie jest moją własnością. Wszystko, co mam, jest darem od Boga. I nawet te wszystkie porąbane rzeczy, które mnie spotkały i ciągle spotykają, są darami, które dają mi lekcje i sprawiają, że jestem silniejsza.

Otrzymuję nagrodę Kobiety Roku, więc zastanawiam się, co mogę powiedzieć o byciu kobietą w przemyśle muzycznym? Co mogę powiedzieć o byciu kobietą? Gdy zaczynałam pisać piosenki, nie myślałam w kategoriach płci. Nie myślałam o feminizmie. Chciałam po prostu być artystką. Oczywiście, inspirowały mnie Debbie Harry, Chrissie Hynde i Aretha Franklin, ale moją prawdziwą muzą był David Bowie. Uosabiał jednocześnie ducha mężczyzny i kobiety, a to mi bardzo odpowiadało. Sprawiał, że wierzyłam, że nie ma żadnych zasad. Ale myliłam się. Nie ma zasad… jeśli jesteś facetem.

Jeśli jesteś dziewczyną, musisz grać w GRĘ. Jaka to gra? Możesz być ładna, słodka i seksowna, ale nie bądź zbyt mądra. Nie miej własnego zdania. Nie miej zdania, które jest nietypowe lub narusza status quo. Możesz być uprzedmiotowiana przez mężczyzn i możesz się ubierać jak dziwka, ale nie jesteś właścicielką własnego „dziwkarstwa”. I nigdy, powtarzam, nigdy nie dziel się ze światem swoimi fantazjami erotycznymi. Bądź taka, jak chcą tego mężczyźni, ale przede wszystkim bądź taka, żeby nie krępować innych kobiet, gdy stoisz u boku mężczyzn. I wreszcie… nie starzej się, bo to grzech. Będziesz krytykowana. Będziesz szkalowana. I nie będą cię grali w stacjach radiowych.

Gdy stałam się sławna, w „Playboyu” i „Penthousie” pojawiły się moje nagie zdjęcia – zdjęcia, które zrobiono w szkole artystycznej, w której pozowałam, żeby zarobić pieniądze. Nie były zbyt seksowne, właściwie to wyglądam na nich na znudzoną – bo byłam znudzona. Oczekiwano, że te zdjęcia mnie zawstydzą, ale nie zawstydziły i to wszystkich zaskoczyło. W końcu zostawiono mnie w spokoju, bo poślubiłam Seana Penna, a nie dość, że on skopałby wam tyłki, to jeszcze ja zniknęłam z „rynku”. Nie byłam już zagrożeniem. Kilka lat później, rozwiedziona i samotna, przepraszam Sean, nagrałam album „Erotica” i wydałam książkę „Sex”. Pamiętam, że pisano o mnie na pierwszych stronach wszystkich gazet i magazynów i wszystko, co przeczytałam, było potępieniem. Nazywano mnie dziwką i wiedźmą. W jednym z nagłówków porównano mnie do szatana.

Pomyślałam sobie: „chwila, czy przypadkiem Prince nie biega w kabaretkach i na obcasach, ze szminką i z tyłkiem na wierzchu?”. Tak. Tak było. Ale on był mężczyzną. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałam, że kobiety nie są tak samo wolne jak mężczyźni. To mnie sparaliżowało. Potrzebowałam chwili, żeby się pozbierać. I żeby dalej tworzyć. I żeby dalej żyć. Znajodowałam pocieszenie w poezji Maya Angelou, tekstach Jamesa Baldwina i w muzyce Niny Simon.

Pamiętam, jak bardzo pragnęłam mieć przyjaciółkę, która by mnie wsparła. Camile Paglia, słynna feministyczna pisarka, stwierdziła, że cofam ruch kobiecy poprzez uprzedmiotowianie swojej seksualności. „O – pomyślałam. – Czyli jeśli jesteś feministką, nie masz seksualności, wypierasz ją?”. Więc stwierdziłam” „Pieprzyć to. Jestem innym rodzajem feministki. Jestem złą feministką”.

Ludzie uważają, że jestem kontrowersyjna, a ja myślę, że najbardziej kontrowersyjną rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłam, jest to, że wciąż tu jestem.

Chciałabym powiedzieć wszystkim zgromadzonym tu dziś kobietom jedno: kobiety były uciskane przez tak długi czas, że wierzą w to, co mężczyźni mówią na ich temat i wierzą, że muszą wspierać mężczyzn, by cokolwiek osiągnąć. Są wspaniali mężczyźni warci wsparcia – ale nie dlatego, że są mężczyznami, tylko dlatego, że są wartościowi. Jako kobiety musimy zacząć doceniać swoją wartość i wartość siebie nawzajem. Poszukajcie silnych kobiet, aby się z nimi zaprzyjaźnić, zjedoczyć, uczyć się od nich, inspirować nimi, współpracować z nimi, wspierać je, by być przez nie oświeconymi. Jak już mówiłam: nie tyle chodzi o nagrodę, ile o możliwość wystąpienia przed wami i podziękowania wam. Jako kobieta, jako artystka, jako człowiek. Nie tylko ludziom, którzy mnie kochali i wspierali przez cały czas. Tak wielu z was siedzi tu teraz przede mną. Nie macie pojęcia, jak wiele znaczy dla mnie wasze wsparcie… Ale wszystkim wątpiącym, mówiącym „nie”, wszystkim, którzy zgotowali mi piekło i mówili, że nie mogę, że tego nie zrobię, że mi nie wolno: wasz opór mnie wzmocnił, sprawił, że cisnęłam jeszcze mocniej, uczynił ze mnie wojowniczkę, jaką dzisiaj jestem i kobietę, jaką dzisiaj jestem, dlatego dziękuję!”

3. Lekcja od Reese: PRZEJMIJ KONTROLĘ NAD WŁASNYM ŻYCIEM

Wystąpienie Reese tak naprawdę było dwa razy dłuższe, ale nigdzie nie ma jego pełnej wersji… Nie szkodzi, to, co ostało się w internecie i tak robi wrażenie.

Drogie Panie, mam dla Was wstrząsającą wiadomość: Reese Witherspoon tak naprawdę JEST Elle Woods z „Legalnej blondynki”. I zaraz postawi Was na nogi!

 

 

Tekst po polsku:

„„Co my teraz zrobimy?”. Serio, nie żartuję, wróćcie do domu i zobaczcie jakikolwiek film, teraz będziecie zwracać na to uwagę i będziecie słyszeć ten tekst wszędzie. Ostatnio moja córka oglądała film i nagle zawołała „mamo, słyszałam ten zwrot!”. Uwielbiam zadawać pytania, ale tego jednego nienawidzę.

Nie znoszę czytać scenariuszy, przy których tworzeniu nie pracowała żadna kobieta, bo zawsze docieram do momentu, w którym kobieta zwraca się do mężczyzny słowy: „co my teraz zrobimy?”. Czy znacie jakąkolwiek kobietę, która nie wiedziałaby, co robić w chwili kryzysu?! Przecież nawet dzieciom mówi się, żeby w kryzysowym momencie poszły porozmawiać z kobietą! Pomysł, że kobieta nie wiedziałaby, co robić, jest idiotyczny.

W każdym razie, kiedy poszłam do różnych studiów filmowych i mówiłam ludziom, że w filmach prawie w ogóle nie ma głównych postaci kobiecych, a przemysł filmowy jest w kryzysie, ludzie byli przerażeni. „To straszne” – mówili. A potem zmieniali temat, kontynuowali posiłek, wracali do swoich żyć. Ale ja nie mogłam zmienić tematu. Nie mogłam pójść do jakiegoś faceta i zapytać „co my teraz zrobimy?”. To jest MOJE życie!

Robię filmy całe swoje życie. Od 25 lat, odkąd miałam 14 lat. I to był moment, żebym powiedziała sama do siebie: „ok, Reese, co my teraz zrobimy?”. Odpowiedź była bardzo jasna. Moja mama, która tu dzisiaj jest, bardzo silna, mądra kobieta z Południa, powiedziała mi „jeśli chcesz, żeby coś było zrobione, zrób to sama, kochana”.

Więc założyłam własną firmę producencką, Pacific Standard Films, z misją opowiadania historii o kobietach. I słuchajcie: byłam przerażona. Wydawałam własne pieniądze, a każdy w tej branży wam powie: „NIGDY nie inwestuj własnych pieniędzy”. Ostrzeżono mnie, że nawet jeśli dostaniemy jakiekolwiek dobre scenariusze, i tak nie przetrwamy pierwszych kilku lat, bo nie ma popytu na historie o kobietach. Ale ja, podobnie jak Elle Woods, nie lubię być niedoceniana…

Uwielbiam czytać. Jestem absolutnym molem książkowym. Podobnie jak moja partnerka w firmie. Czytałyśmy więc setki rękopisów, część z nich nawet jeszcze zostały wydane, ale znalazłyśmy tylko dwa materiały, które były odpowiednie. Włożyłyśmy w nie swoje pieniądze i modliłyśmy się, żeby się udało. W obu były silne, skomplikowane, fascynujące kobiety jako główne bohaterki. I oba były napisane przez kobiety. I wyobraźcie sobie, że oba tytuły zostały numerami jeden na liście bestsellerów New York Timesa. Jedna to „Zaginiona dziewczyna”, a druga to „Dzika droga”. Zrobiłyśmy na ich podstawie filmy, a oba te filmy zarobiły ponad pół miliarda dolarów na całym świecie i dostały trzy nominacje do Oscara za role kobiece! I to był nasz pierwszy rok. Pomimo wszystko, Pacific Standard przetrwał rok drugi i trzeci. Kupiłyśmy pięć kolejnych bestsellerów.

W następnym roku wypuścimy ekranizacje dwóch z nich: „Wielkich małych kłamstewek” oraz „Najszczęśliwszej dziewczyny na świecie”. Jesteśmy w trakcie produkcji 25 filmów i 3 seriali – we wszystkich występują główne bohaterki w różnym wieku, o różnych rasach i profesjach. Niektóre są astronautkami, niektóre są żołnierkami, inne naukowcami, jest nawet sędzia Sądu Najwyższego! Nie są po prostu dobre lub złe – są odważne, skomplikowane, niebezpieczne, tryumfujące – zupełnie jak prawdziwe kobiety, które spotykamy każdego dnia w naszych życiach. Ale robimy to nie tylko dlatego, że tak należy. Robimy to dlatego, że… TO DZIAŁA! W tym tylko roku, „Wykolejona” z Amy Schumer, „Agentka” z Melissą McCarthy, „Pitch Perfect 2”, „Kopciuszek” i „Igrzyska Śmierci” zarobiły 2,2 mld dolarów. Filmy o kobietach to nie są prace społeczne tylko absolutna maszynka do zarabiania pieniędzy!

Uważam, że przeżywamy kryzys kulturowy na każdym polu. W każdym przemyśle, kobiety nie są wystarczająco reprezentowane ani wystarczająco opłacane. Spośród 500 największych firm w Stanach, niecałe 5% ma kobiety na kierowniczych stanowiskach. W Kongresie kobiety stanowią tylko 19%. Nic dziwnego, że nie mamy wystarczająco dobrej opieki zdrowotnej, płatnego urlopu macierzyńskiego albo dostępu do bezpłatnej opieki wczesnoszkolnej. I to bardzo mnie martwi. Jak możemy oczekiwać, że prawodawstwo będzie spełniać nasze oczekiwania, skoro nie mamy sprawiedliwej reprezentacji? Jeśli działasz w polityce, mediach, przemyśle technologicznym, jesteś przedsiębiorcą, nauczycielką, inżynierem czy opiekunką, wiesz, z jakimi wszystkie zmagamy się problemami.

Proszę każdą z was, żeby zadała sobie pytanie: „CO MY TERAZ ZROBIMY?”. To ważne pytanie. Co jest tą rzeczą, o której myślisz, że nie dasz rady jej osiągnąć? Albo o czym ludzie mówili, że nie możesz tego robić? Czy nie byłoby naprawdę świetnie udowodnić im, że się mylili? Bo ja wierzę, że „ambicja” to nie jest brzydkie słowo. To po prostu wiara w siebie samą i we własne możliwości. Wyobraź sobie: co by się stało, gdybyś była wystarczająco odważna, żeby być bardziej ambitna? Myślę, że to zmieniłoby świat!”

charmion_1897

Świat nie stanął na głowie, dziewczyny. Świat stał na głowie przez setki lat, a teraz wreszcie staje na nogi. To, jak, która z amerykańskich koleżanek przemówiła do Was najbardziej? I, przede wszystkim, co my teraz zrobimy?!

  • Dzięki!

  • Szukam tej 5.która największe wrażenie na Tobie zrobiła… :D

    • Haha, tak, wyedytowałam tekst :D Miało być tutaj tych babeczek więcej, ale podzieliłam je tematycznie, pozostałe wjadą osobno :)

  • Pięknie! Dzięki :*

  • Paulina Brzeska

    Ciesze sie, ze przeczytałam ten tekst własnie dzisiaj z samego rana. Wiesz Julia, codziennie sobie powtarzam, ze przeciez dam rade…udowodnie im wszystkim…a po chwili rozpatruje wszystkie za i przeciw i w polowie dnia zas sie wycofuje. Tak one we 3 maja mega wielka racje i szczerze? Faktycznie, to ja sama siebie blokuje bo patrze na to co powiedza inni, po co? Nie wiem…ale wlasnie tak mna kierowano cale zycie. „Nie rob tego , bo co powiedza inni..” -sluchalam, bo przeciez te osoby to moje autorytety. Dzisiaj jak zrobilabym bilans, co osiagnelam dzieki tym ” autorytetom ” zostawilabym chyba pusta kartke…bo tak naprawde nic.
    Dzieki Julia za ten prawdziwy tekst.

    • Cieszę się, że znalazłaś tu coś dla siebie. Pamiętaj – „inni” nie płacą Twoich rachunków i nie żyją w Twojej skórze. Nigdy nie oglądaj się na innych!

  • Klaudia

    Właśnie siedzę w pracy, której nie znoszę i zastanawiam się, co ja właściwie tutaj robię. Ukończyłam studia magisterskie, na kierunku, którego szczerze nienawidziłam. Bo wszyscy mi mówili, że są „prestiżowe” (z perspektywy czasu śmieję się przez łzy na dźwięk tego słowa w połączeniu z moimi studiami), że powinnam być wdzięczna, że mogę studiować, że nie każdy otrzymuje taką szansę. Mam dwadzieścia pięć lat, a nadal robię rzeczy, na które nie mam najmniejszej ochoty, tylko dlatego, że się tego ode mnie oczekuje. Zamiast realizować marzenia, podporządkowuję się naciskom otoczenia, powoli popadając w apatię i zniechęcenie.
    Chyba potrzebowałam tego tekstu (a szczególnie Reese!) właśnie w tym momencie mojego życia.
    Dziękuję Fabjulus <3

    • Kurczeeee, leć do gwiazd, dziewczyno! Szkoda życia, serio. Za chwilę będziesz miała trzydziestkę, dzieci, psy, kredyty i znacznie trudniej będzie dokonywać zmian. Do boju!

      • Klaudia

        Historia o tym, jak @FabJulus zmotywowała mnie do działania. Do końca dnia opracowałam sobie plan działania na najbliższe miesiące, zapisałam się na odpowiednie kursy i za rok mam zamiar ruszyć z własną, wymarzoną działalnością <3 oczywiście od najbliższych usłyszałam, że co to za szalone pomysły i że mam się uspokoić, ale postanowiłam, że dzisiaj jest dzień, od którego przestanę się tym przejmować :)

  • Będą! :)

  • Aix79

    Ciągle jeszcze żyjemy w świecie zdominowanym przez mężczyzn i wiele wskazuje na to, że jeszcze długo będziemy niestety. Ale takie babki dają nadzieje i trzeba brać z nich przykład i żyć dla siebie i wspierać kobiety przy każdej okazji. Dla mnie Madonna wielki numer 1, wstrząsnęła mną jej wypowiedź. Moja mama zawsze powtarzała, że gdyby mężczyźni rodzili zamiast kobiet to już dawno wymyślono by sposób na bezbolesny poród:/ i niestety coś w tym jest. Na szczęście ja i moja mama to kobiety, których to mężowie pytają „co my teraz zrobimy”? :D Miłego weekendu Fab i wielkie dzięki za ten tekst!

  • Dzięki!

  • Największe rozczarowanie przeżyłam, kiedy mój dawny znajomy z liceum, „lewa” oraz osoba, którą uważałam za inteligentną, podczas dyskusji o nierówności na rynku pracy spytał mnie: „A kto ci bronił iść na studia inżynierskie, pracować w kopalni albo prowadzić autobus?”. No. I koniec dyskusji. Nie ma problemu. A to, że dwie moje znajome po budownictwie się przekwalifikowały, bo nikt ich nie traktował poważnie i w końcu miały dosyć, to już na pewno dlatego, że baby się po prostu do tego nie nadają.

  • Dot

    Świetny wpis! Bardzo potrzebny. Posyłam dalej, niech wszyscy się zmotywują :)

  • Promyczek

    Największe wrażenie zrobiła na mnie przemowa Reese i stwierdzam, że Girl Power!

  • Nastazja

    Wspaniały tekst! Madonnę już znałam ale reszty nie. Sama jestem twórcą – reżyserką i scenarzystką – i staram się dołożyć swoją cegiełkę do świata. Kreując silne, ciekawe, wielowymiarowe postaci kobiece. I właśnie za punkt honoru postanowiłam sobie obśmiać „what we do now” w najnowszym filmie. Pozdrowienia i rób dalej, bo robisz dobrze!

  • Lara

    Świetny wpis, genialne przemówienia. Jedna tylko uwaga techniczna- błąd Ci się wkradł :) PRZYJM zamiast Przyjmij przy Reese