Walcz o siebie, dziewczyno! Oto 3 kobiety, których powinnaś posłuchać

28 stycznia 2018

10 rzeczy, które chcę zrobić przed trzydziestką

28 stycznia 2018

Przełóż karty i pytaj, o co chcesz, czyli poszłam do wróżki

28 stycznia 2018
triviaday
10-rzeczyktore-chce-zrobicprzed-trzydziestka
przeloz-karty-i-pytaj-o-co-chcesz-czyli

Halo, halo! Tylko bez pogardy mi tutaj! Pokażcie mi babski wieczór, podczas którego między kolejną flaszką wina a chipsami cebulowymi, nie padłoby sakramentalne „kurcze, poszłabym do wróżki”. Spokojnie. Poczekam.

Nie inaczej było u nas. Seanse oglądania „Szkoły uczuć”, otwierania wina szydełkiem i robienia horoskopów z Bravo, z czasem, jak zdobywałyśmy kolejne stopnie życiowego ogarnięcia, więc rosły nam IQ i stan konta, przeszło w kartkowanie najnowszego „Przekroju” i zapijanie sushi w tempurze schłodzonym prosecco. A i tak prędzej czy później któraś z nas odkrywała przed resztą swoją wewnętrzną szesnastolatkę i wypluwała z siebie:

– Laski, mam już dość, serio. Nie wiem, o co chodzi w moim życiu. Muszę iść do wróżki.

Ewentualnie, jak w przypadku Grażynki zimą ubiegłego roku:

– Laski, on mi się oświadczył, ale ja go chyba już nie kocham. Muszę iść do wróżki.

Ta niepoczytalność była jak puchar przechodni. Dlatego dotychczas, ilekroć któraś z nas nakręciła się na tyle poważnie, że zaczynała googlać „tarot Śląsk”, reszta natychmiast trzeźwiała i przechodziła do procesu naprawy szkód:

– Uspokój się, to zwykła ściema!

– To tylko wyciąganie pieniędzy, wiesz o tym. Nie wolisz kupić za ten hajs wina?

– Kobieto, przecież to nie ma sensu, one są świetnymi manipulatorkami. Wszystko wyczytują z twojej twarzy i mówią ci to, co chcesz usłyszeć!

– Przypominam, że Kościół to potępia i pójdziesz do piekła.

Ale tym razem było inaczej. Tym razem Halinka i ja obie byłyśmy na zakręcie. Obie miałyśmy naprawdę dość. I obie szukałyśmy jakiegokolwiek drogowskazu. Halinka mnie nie wyśmiała, a ja nie wyśmiałam jej. Spojrzałyśmy na siebie z determinacją właściwą tylko prawdziwej desperacji.

A następnego dnia wysłała mi smsa o treści:

„Umówiłam nas na wtorek do wróżki”.

Wróżka Mariolka

Wróżka Mariolka z Sosnowca w kręgach wtajemniczonych nazywana była prawdziwym lamborghini wśród tarocistek. Ale nie ze względu na cenę usług, tylko raczej na to, że była najlepsza, szybko docierała do celu i była tak dziwna, że aż fascynująca. Jej gabinet, zlokalizowany malowniczo w starym pawilonie handlowo-usługowym, między mięsnym a ortodontą, nie miał żadnego szyldu i wyglądał z zewnątrz, jakby był opuszczoną w połowie lat dziewięćdziesiątych drogerią. Ale to było tylko złudzenie. W środku gabinet wróżki Mariolki wyglądał bowiem jak opuszczona w połowie lat dziewięćdziesiątych pasmanteria.

Na ścianach poczekalni wisiały buro-zielonkawe makatki z muliny, przedstawiające różne odmiany drzew iglastych oraz samców zwierząt z rodziny jeleniowatych. Wzdłuż ścian ustawiono niepasujące do siebie krzesła we wszystkich odcieniach musztardy, a obok pieca stał niepewnie lakierowany na wysoki połysk wiśniowy stolik, na którym wyeksponowano dumnie dziergany obrus w kolorze ecru (idę o zakład, że kiedyś był biały), litrowy słoik po ogórkach kiszonych pełen kolorowych guzików, dwie muszle oraz wszystkie wydania „Życia na gorąco”, jakie ukazały się między rokiem 1994 a 2003.

Oczywiście, żeby zwrócić uwagę na wszystkie te szczegóły, trzeba było:

a) przyzwyczaić się do panującego w pomieszczeniu półmroku;

b) zignorować kolejkę, liczącą na oko jakieś dwanaście osób.

– Ej, Halinka, czy my przypadkiem nie byłyśmy umówione dokładnie na 11:20? – zapytałam więc zdezorientowana.

– A owszem, coś tu nie gra – przyznała skonfudowana Halinka. – Przepraszam panie, na którą godzinę były panie umówione?

Zanim jednak ktokolwiek zdążył odpowiedzieć na to pytanie, otworzyły się białe drzwi z pomarańczową szybą i oczom naszym ukazała się skonstruowana z dużej ilości frędzlowanych koców, czarnych loków i bordowego sztruksu postać.

– Witam was, dziewczyny. Mamy lekki poślizg, bo wiele osób potrzebowało dziś pogłębionej rozmowy – powiedziała postać, a zza jej pleców wyłoniła się młoda dziewczyna w air maksach, po czym wymruczała szybkie „do widzenia” i zwiała. – Jeśli macie co robić, to idźcie zająć się swoimi sprawami i wróćcie za trzy godziny.

Mówię Wam, to był znak. Powinnyśmy były stamtąd zwiać i nie wrócić. A my zwiałyśmy i wróciłyśmy. Wariatki.

Po obiedzie, na który pojechałyśmy z synem Halinki, Andżejkiem Dżuniorkiem, weszłyśmy dokładnie w momencie, w którym ostatnia klientka opuszczała mistyczną kanciapę Królowej Włóczki.

– Idź pierwsza, co? – wymamrotała pod nosem przerażona Halinka, robiąc mimowolnie krok w tył.

– Ok, ale uprzedzam, że jeśli cię tu nie będzie, kiedy skończę, to wpuszczę do internetu filmik z twoich urodzin, na którym…

– Dobra, dobra, spokojnie! – przerwała mi Halinka i siadła na musztardowym relikcie PRL-u, po czym sięgnęła po „Życie na gorąco” z Izabelą Trojanowską na okładce. Weszłam do gabinetu wróżki Mariolki i zamknęłam za sobą drzwi.

Czyli zdążyłam?

– Usiądź nie krzyżując nóg i przełóż karty prawą dłonią – powiedziała wróżka Mariolka, wyplątując włosy spomiędzy frędzli swojej koconarzuty. – Czy masz jakieś konkretne pytania, na które chciałabyś poznać odpowiedź?

– Nieee, chyba nie – skłamałam, wychodząc z założenia, że jeśli jest takim wymiataczem, jak mówią, to powinna sama wiedzieć, dlaczego nie śpię po nocach. Spojrzałam na karty, które położyła przede mną na biurku i zdębiałam. Czy wróżka Mariolka miała świadomość, że jej karty były… puste? Przede mną leżała sterta mocno sfatygowanych, pożółkłych kartoników, ale na żadnym z nich nie było najmniejszego symbolu, obrazka, cyfry, litery, kucyka Pony ani haseł do „Taboo”. Niewidzialny tarot. Niezły psychiatryk. Przełożyłam karty prawą dłonią.

– Okej… – zaczęła wróżka Mariolka, wpatrując się w puste karty. – Widzę rozłąkę. Twoi rodzice nie mieszkają w Polsce, nie? – zapytała i rzuciła mi kontrolne spojrzenie. – Widzę ich daleko stąd… Kanada? Stany?

– Stany – odparłam, usiłując powstrzymać wytrzeszcz.

– Długo ich nie widziałaś, co? I jeszcze długo nie zobaczysz, ale potem do nich pojedziesz. Oni tu nie wrócą, od razu uprzedzam – zastrzegła z zaskakującą stanowczością. – Ile lat ma twój syn? Malutki jest, nie skończył jeszcze trzech, prawda? – zapytała nagle. – Imię ma na M albo na N. Fajny jest, ale kiedyś będzie ci strasznie pyskował, nie pozwól się temu rozkręcić – powiedziała, nie odklejając wzroku od niewidzialnych kart. Rozejrzałam się kontrolnie po pomieszczeniu w poszukiwaniu ukrytych kamer. – A ty bądź ostrożna. W ciągu następnego roku pozna cię cała Polska, to nie będzie łatwe do zniesienia. A poza tym, dwa razy wylądujesz w szpitalu, w tym raz będziesz miała operację jamy brzusznej. Chorujesz na coś?

– Nie – wydusiłam z siebie.

– To dobrze, ale uważaj na siebie, bo zaczniesz – rzuciła. – A powiedz mi… Masz jakąś przyjaciółkę, której imię zaczyna się na G? Grażynkę, Gabrysię…

– Grażynkę – powiedziałam niepewnie.

– A wzięła już ten ślub czy jeszcze nie? – zapytała.

– Nie! – wykrzyknęłam, tracąc resztki opanowania.

– Czyli zdążyłam! Całe szczęście! – ucieszyła się, odgarniając włosy z twarzy. – Zrób, co możesz, żeby go nie wzięła. Ona tego gościa nie kocha.

W ciągu następnych dwudziestu minut wróżka Mariolka podsumowała całe moje życie uczuciowe i zawodowe, dokładnie opisała sytuację, w której się znalazłam i przedstawiła, co mnie czeka, w zależności od tego, jak się zachowam. Części rzeczy, które do mnie nie mówiła, nie rozumiałam. Miałam je zrozumieć dopiero tygodnie, miesiące później… Kiedy wręczałam jej honorarium za czytanie z pustych kart, dwa razy musiałam wytrzeć dłonie w spodnie, żeby nie rozmoczyć pieniędzy.

Opuściwszy kanciapę, minęłam wystraszoną Halinkę bez słowa, osunęłam się bezdźwięcznie po lamperii na krzesło w pustej poczekalni i wzięłam do ręki „Życie na gorąco”, zalotnie wołające z okładki, że „Michał Wiśniewski się ożenił! Wyjątkowe zdjęcia z lodowej ceremonii w Kirunie w Szwecji”.

Co tu się właściwie wydarzyło? Co mi odwaliło, że tu przyszłam? Przecież to było przerażające! Próbowałam znaleźć lukę w systemie. Wizytę umawiała Halinka. Nie podawała naszych imion, a wróżka Mariolka o nie nie spytała. Nie wiedziała o nas nic. Nie miała żadnych danych, więc nie mogła nas sprawdzić. Im dłużej o tym myślałam, tym bardziej byłam wystraszona. „Nigdy więcej” – obiecałam sobie. I postanowiłam wygooglać „egzorcyzmy Śląsk”.

Dwadzieścia minut później, drzwi dzielące mnie od najbardziej przerażającej kobiety na świecie otworzyły się z głośnym skrzypnięciem. Halinka wyszła z szerokim uśmiechem na twarzy, po czym dała mi skinieniem głowy znak do wyjścia, ignorując moje wyczekujące spojrzenie. I dopiero kiedy oddaliłyśmy się na bezpieczną odległość, spojrzała na mnie i z autentycznym rozbawieniem rzuciła:

– Najpierw powiedziała mi, że umrę bezdzietna, a potem powiedziała, że przede mną kariera w służbie zdrowia. Straszna ściema z tą wróżką, nie?

  • Pauli

    Moja mama była kilka razy u wróżki. Tez przyslowiowe ferrari u nas w mieścinie, wychodziła za kazdym razem w takim stanie jak Ty. A kilka rzeczy zrozumiała dopiero po latach! Mam z tym pewien problem, z jednej strony sama bym ją odwiedziła (czysta, ludzka ciekawość), ale z dugiej – po prostu się boję!

  • Ej.

    Jako, że temat znam, pozwolę sobie na mały follow-up’ik i lokowanie produktu „skuteczna wróżka z sosnowca” w komentarzu: Grażyna ślubu nie wzięła. Zmieniła pracę, miasto, a z czasem także przyszłego męża. I może to właśnie dzięki wróżce z sosnowieckiego pawilonu nie musi teraz googlować „dobry prawnik na rozwody śląsk”. Chociaż nie. To nie była wróżka. To był jednak telefon do przyjaciela :)

  • Kładę czasem sama karty w domu sobie albo komuś i nawet pomimo mojego amatorskiego skilla też zdarzają się mocne wrażenia ;) Słyszałam już kilka takich historii. Ludzie mają różne talenty. Zaglądanie pod podszewkę rzeczywistości… może lepiej się żyje bez tego :) Ale mnie to nie przeraża, raczej imponuje.

    • A ja sobie myślę, że to nie jest dobra energia i lepiej jej unikać :)

  • Aga

    Mogę prosić o namiar na tą wróżkę ? :)

    • Nie, nie chcę przykładać ręki do takich klimatów :)

  • Dla mnie to niepojęte. Jak można chcieć wiedzieć, co się stanie…? Gdy byłam dzieckiem moja mama nie miała mi prawa powiedzieć, na kiedy umówiła mnie do dentysty, bo inaczej czekając na tę godzinę W bym chyba dostała nerwicy. Nigdy wróżek nie pojmę D:

    • Ja też już nigdy nie pójdę ;)

  • Dot

    Naprawdę Ci to wszystko powiedziała? Szok. Niektóre tarocistki naprawdę mają dar i potrafią wiele wyczytać. Ale są też i takie, które tylko kasę chcą wyciągnąć. Nigdy nie wiesz, na co trafisz. ;)

    • Lepiej unikać wszystkich ;)

      • Dot

        Mówisz? :) Właściwie jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do wróżki. Co ma być to będzie, a ja też mam wpływ na mój los.

  • Sisi

    Ja tam uważam, że wróżka obserwuje Cię na Insta :)

    • Wtedy to by był spory wyczyn :D

  • Anna Klein

    czy Ty jesteś po rozwodzie? czy mogłabyś coś napisać na ten temat?

    • Jestem i nie mogłabym :) Pozdrawiam

  • Borsuk

    Przyznam, że ta aura tajemniczości mnie skusiła do zabawy w Sherlocka. Sto razy chciałam iść do wróżki, ale jakoś zawsze koniec końców wydawało mi się rozsądniejsze kupić kolejną parę szpilek, niż słuchać o wymyślonym wysokim, bogatym brunecie. Wklepałam w Google temat, ale o tej wróżce nie ma ani jednej konkretnej informacji. Setki ludzi proszących o kontakt do niej i zero odpowiedzi. Jeśli kiedyś będę mieć chwilę to podjadę na Naftową i zapytam w tym sklepie „Pod Nosem”, czy ta wróżka to prawda, czy urban legend :) No i jeśli Halinka naprawdę znalazła do niej numer to jest mistrzem researchu :D

  • Sylwia Kolonkowska

    ja byłam u wróżki jakieś 2 może 3 razy w życiu. na pierwszą wizytę poszłam z koleżanką jako wsparcie, oczywiście rowniez weszłam. usłyszałam same pozytywne rzeczy, zresztą moje życie było wtedy lekkie i przyjemne. natomiast ostatnia wizyta kilka lat temu to był niepotrzebny stres. wróżka jest ok, nie mam do niej uwag, powiedziała co widziała w kartach a ze jej nie posluchalam to już inna sprawa. usłyszałam m.in. ze urodze córkę (byłam na początku ciąży jeszcze nie wiedząc o tym), że nie wytrzymam z ojcem młodej, fakt jest obecnie szanownym byłym itd. niestety szarpałam się z życiem niepotrzebnie chcąc zrobić wszystko inaczej. może gdybym nie wiedziała wszystkiego z góry, nie trzymałam się tak kurczowo spraw i tak straconych

  • Lasericious

    „W ciągu następnego roku pozna cię cała Polska” – pudelek to na szczęście chyba nie cała ale trzeba przyznać, że kobieta ma dar. #pokacycki

  • Jeeeeezuuu dziewczyno jak Ty pięknie piszesz, chociaż pięknie to raczej nieodpowiednie słowo, Ty piszesz reportażowo, dobrze, soczyście, normalnie Szczygieł w spódnicy. Jak ja się cieszę, że tu trafiłam! Czekam na Twoje książki. Powieści dla młodzieży lub reportaże z wizyt u wróżek, bez różnicy. Obiecuję, że przeczytam WSZYSTKO!!! Póki co zaczynam z blogiem ;-)

  • Fab, nie mogę zrozumieć… dlaczego nic mi nie pokazało, ze od tygodni piszesz teksty! Dlaczego mnie tu nie było wraz z Twoim powrotem? Czuję się tym przytłoczona. Coś poszło nie tak. Muszę się dowiedzieć dlaczego tak się stało. Idę do wróżki!

  • Co za historia! Nie raz zastanawiałam się czy iść do wróżki, ale zawsze koniec końców uważałam to za głupi pomysł… i tego będę się trzymać;)
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

  • Justyna Cyprys

    Mozna jakies namiary i jaka to opłata była ?