Matka Nieboska: krótka lekcja macierzyństwa

17 grudnia 2018

Jedyne słuszne pierniczki świąteczne

19 grudnia 2018

11 prezentów dla kogoś, kto ma już wszystko

17 grudnia 2018

Wiecie… Pewnie musiałabym zapytać swoich bliskich, czy zgadzają się z tą opinią, ale uważam, że bardzo łatwo jest mi kupić prezent. Serio. Spełniam kilka podstawowych kryteriów, które czynią ze mnie wyjątkowo cennego członka Najbliższego Kręgu Wpływów, albowiem:

  1. noszę i uwielbiam biżuterię. Każdą. W dodatku mam raczej charakterystyczny i niezmienny gust, więc każdy, kto trochę mnie zna, bez najmniejszego problemu trafi w coś, co mnie zachwyci;
  2. czytam – wszystko i dużo, dlatego książki przyjmuję bez ograniczeń, a moja ekscytacja jest wprost proporcjonalna do ilości otrzymanych pozycji;
  3. po namyśle stwierdzam, że w związku z punktem b) uniwersalnym przykładem niedrogiego prezentu, który zawsze mi się przyda, byłby chyba regał na książki z Ikei, bo moje parapety są już tak zawalone, że w sypialni od dwóch miesięcy nie było światła dziennego;
  4. kocham ciuchy i kosmetyki do makijażu – tego nigdy nie jest za dużo;
  5. jaram się świeczkami (ale w sensie, że cieszę, a nie że podpalam sobie nimi włosy), kremami, mydełkami, termoforami i kubkami, czyli wszystkim tym, co podobno jest na czarnej liście prezentowej normalnych ludzi;
  6. UWAŻAM, ŻE NIE MA LEPSZEGO DARU, NIŻ DAR JEDZENIA;
  7. mam pasje – dużo i różne, więc w akcie desperacji zawsze można we mnie walnąć zestawem pędzli, matą do jogi albo przydatną w przypadku mojej największej pasji, jaką jest sen – kołdrą;
  8. kupowanie mi kwiatków doniczkowych jest zawsze świetnym pomysłem, ponieważ w dowolnie wybranym momencie prawie na pewno umiera u mnie jakaś roślina, generując wakat dekoracyjny w doniczkach;
  9. cieszy mnie WSZYSTKO, co dostaję. Po prostu myśl, że ktoś poświęcił trochę energii, żeby coś dla mnie wymyślić sprawia, że się wzruszam.

Gdybym miała wokół siebie samych ludzi takich, jak ja, moja kariera darczyńcy byłaby pasmem nieustających sukcesów nabywczych, a okazje upominkogenne, typu rocznice, urodziny, Święta, Dzień Liczby Pi czy Tłusty Czwartek, nigdy nie przyprawiałyby mnie o wrzody żołądka, zwątpienie i ataki paniki. I w sumie nie mogę, narzekać, w końcu po kimś te wszystkie komponenty czadowości odziedziczyłam, toteż kupowanie prezentów dla mojej mamy, babci czy siostry zawsze było czystą przyjemnością. Niestety, ponieważ życie to nie je bajka, mam też ojca.

To znaczy NAJMOCNIEJ PRZEPRASZAM, TATUSIU, ja się maksymalnie cieszę, że Cię mam! Po prostu spójrzmy prawdzie w oczy: w ciągu swojego życia pewnie z pięćdziesiąt razy odbyliśmy tę samą rozmowę, która wyglądała mniej więcej tak:

– Ej, tato, czy może jest coś, o czym byś, wiesz… marzył? Coś być chciał?
– Nie, Juleczko, wszystko już mam.
– Aha. Ale może czegoś na przykład potrzebujesz?
– Nie, dziękuję, wszystko już mam.
– A jakaś może książka konkretna wyszła? Płyta?
– Cokolwiek wybierzesz, na pewno się ucieszę.
– Ale… Ale może na przykład…
– Wszystko mi jedno, Juleczko.
– Ale… Ale tatooooo…

I tu padało, kurde, Zdanie Wszystkich Zdań. Zmora mojego życia, obiekt mej pogardy:

– Juleczko, PRZECIEŻ NIC NIE MUSISZ MI KUPOWAĆ.

No, jasne, spoko. Świetnie to sobie wymyśliłeś. Dzięki. To wiele ułatwia.

Trudne doświadczenia nabyte przy moim Ojcu-Który-Miał-Wszystko przydały mi się w późniejszym życiu, a szlifowałam je na różnych ultra wybrednych partnerach życiowych, przyjaciółkach, na bracie, a raz nawet na narzeczonym przyjaciółki, po tym, jak rozpłakała się w centrum handlowym dzień przed Wigilią i stwierdziła, że temu człowiekowi nie da się nic wybrać, więc ona nie ma innego wyjścia i musi z nim zerwać na tydzień, żeby nie musieć kupować mu prezentu.

(Co, nawiasem mówiąc, skłania mnie ku refleksji, że problemy prezentowe dotyczą najczęściej mężczyzn. Interesujące…).

W każdym razie, jeśli nie chcecie po raz kolejny skończyć z koszem bezpłciowych kosmetyków uniwersalnych z drogerii albo czwartym w tym roku zestawem spinek do mankietów, zerknijcie poniżej – może znajdziecie coś, co zadowoli znanego Wam Kogoś, Kto Ma Już Wszystko!

Bilety na koncert

Wiecie… Poznałam kiedy kogoś, kto nie lubił muzyki. SERIO. Kogoś, kto NIE LUBIŁ muzyki. Nie słuchał jej, nie znał żadnych zespołów, nie miał ulubionych piosenek, w samochodzie słuchał wyłącznie publicystyki lub wiadomości, pod prysznicem nie śpiewał, tylko analizował ostatni odcinek „Kropki nad i”, a po ciężkim dniu relaksował się przy odgłosie pralki.

Typ był dziwny.

Dla każdego poza tym egzemplarzem polecam sprawdzony patent, jakim są bilety na koncert. Koncert nie musi być następnego dnia ani nawet tygodnia. Koncert może być nawet za dwa miesiące czy pół roku. Jeśli nie zbliża się koncert ulubionego zespołu delikwenta, kup po prostu bilety na coś, co zapowiada się na obiektywnie ciekawe wydarzenie. Nie trzeba być fanem Beyonce, żeby docenić show, jakie robi i z zainteresowaniem wysłuchać jej występu, prawda?

untitled-design

Gry planszowe

Ludzie za mało grają w gry planszowe! Jeśli kupujecie prezent dla kogoś, kto je lubi – brawo Wy. Jeśli dla kogoś, kto nie grywa w gry planszowe – to najlepszy sposób, żeby go do tego nakłonić. W gratisie macie pomysł na całkiem przyjemnie spędzony świąteczny wieczór! Gry, które zawsze sprawdzały się w moim domu to Scrabble, Rummikub, Monopoly, Tribond, Taboo, Jenga i Dixit. Biercie je w ciemno, Halinki!

untitled-design-2

Aparat typu „Polaroid”

Mało kto pamięta, że istnieje. Prawie nikt nie wie, że go chce. Jednocześnie znam nikogo, kto by nie zwariował na punkcie tej zabaweczki i przez długie tygodnie po otrzymaniu aparatu typu „Polaroid” nie trzaskał fotek wszystkiemu i wszystkim. Z obecnych aktualnie na rynku aparatów najlepiej znam chyba Fujifilm Instax Mini. Jest w wielu uroczych, cukierkowych kolorach, łatwo go dostać (jest w prawie każdym sklepie rtv-agd) i kosztuje około 250 złotych. Efekt uboczny: pamiątki. Dużo. I fajne.

untitled-design-5

Bilety lotnicze

To nie musi być lot biznes-klasą Fly Emirates do Japonii. To mogą być tanie bilety na weekendowy wypad do Rzymu w kwietniu przyszłego roku. Przy odrobinie dłubaniny w internetach, znajdziecie coś bardzo efektownego za kilkadziesiąt złotych – serio! A samo planowanie wyjazdu sprawi obdarowanemu mnóstwo przyjemności. Tudzież, jak mawia pewien znany mi mistrz słowa, FURĘ FRAJDY (to sformułowanie jest zawsze zabawne). To jeden z najprzyjemniejszych sposobów na przedłużenie przyjemności z otrzymanego prezentu!

untitled-design-3

Weekend w ładnym miejscu

…Chyba że budżet macie nieco większy. Wtedy możecie pójść o krok dalej i zadbać nie tylko o środek transportu, ale zorganizować też całą resztę wyjazdu. Weekend w górach? Dwa dni nad morzem? Spa i wyżerka? Kilka dni zwiedzania…? No co?! Nie śmiejcie się! Podobno są ludzie, którzy wolą zwiedzanie od spa i wyżerki…!

zrzut-ekranu-2018-12-18-o-01-58-36

Irygator

Nawet jeśli osoba, którą musicie obdarować jest gadżeciarzem i bardzo trudnym typem Jeśli-Coś-Mi-Się-Podoba-To-Od-Razu-To-Kupuję, oto jest jeden z nielicznych gadżetów tego świata, którego być może jeszcze nie ma. Irygatory są na razie stosunkowo mało popularne, a robią bardzo dobrą robotę. Ich podstawowym zadaniem jest czyszczenie przestrzeni międzyzębowych, masowanie dziąseł i wzmacnianie ich, ale ja używam irygatora, który dodatkowo ma działanie wybielające i genialnie dociera tam, gdzie nie dociera nawet szczoteczka soniczna. Taki pomysł na prezent 5 lat temu podsunął mi zresztą mój ówczesny szef, zachwycony gadżetem, który dostał od swojej dziewczyny…

Jeden z najskuteczniejszych irygatorów, o jakich słyszałam to Waterpik, dostępny na przykład tu. Na hasło JULIA10 wszystkie ich urządzenia macie z 10% rabatem, a jak część z Was pamięta z moich live’ów – jestem przeciwna stosowaniu wszelkich jadowitych wybielaczy, które zjadają szkliwo, bo zwyczajnie się ich boję, dlatego sama jestem wierna temu killerowi i jak wiecie – działa.

img_9537

Kurs jazdy w ekstremalnych warunkach

Tu nie chodzi o to, żeby wysłać swojego Andrzeja na jazdy doszkalające, żeby prawidłowo schodził z 50 do 5 km/h przed progiem zwalniającym przy kościele. Tu chodzi o to, żeby Andrzej poczuł się jak Vin Diesel, z wiatrem w brwiach (bo przecież nie we włosach), śmiercią w oczach i niestrawionym śniadaniem w żołądku. Żeby przejął tor niczym Robert Kubica, wpadł w poślizg niczym ja dziś na schodach pod przedszkolem i wyszedł z tego bez szwanku, w przeciwieństwie do mnie dziś na schodach pod przedszkolem (te siniaki nie zejdą przed sylwestrem). Żeby spędził czas z kimś, kto nadaje z nim na podobnej fali. Żeby nauczył się paru motywów, którymi potem będzie Was bajerował na pustym parkingu pod Biedrą w niedzielę niehandlową.

Z tego, co wiem od osób, które na takich jazdach były, współczynnik zabawy do nauki zachowany był na perfekcyjnym poziomie, w dodatku każdy wracał stamtąd mądrzejszy, niż był przed tą przygodą. A to, umówmy się, jest absolutnie bezcenne.

mam-czinkleczento-w-holenderskim-gazie

Tatuaż

Tutaj współczynnik ryzyka jest już większy, a i cena zauważalnie wyższa. Chyba że myślicie nad czymś malutkim. W każdym razie – jeśli dobrze znacie osobę, którą macie obdarować i jesteście pewni, że lubi tatuaże i planuje ozdobić swoje ciało, rozważcie voucher na tatuaż u jakiegoś dobrego artysty tatuażu. Robiłam rozeznanie – każda znana mi osoba z tatuażami deklarowała, że byłaby przeszczęśliwa, gdyby dostała taki prezent. Sama raz taki dostałam. I raz taki komuś zrobiłam. W obu wypadkach – pełen sukces.

julia

Gadżet, który opowiada historię

Być może ziomek ma już siedem zegarków i nie potrzebuje ósmego. A być może nosi Omegę, a tego nie przebijecie dopóki Lotto nie przestanie wreszcie losować liczb jakichś obcych ludzi z drugiego końca Polski. Ale jeśli delikwent wychowywał się w latach ’80, na widok zegarka Casio z kolekcji retro najprawdopodobniej:

  1. rozpłacze się ze wzruszenia;
  2. rozpłacze się z radości.

Podobnie ma się rzecz z każdym innym pomysłem, żerującym bezczelnie na nostalgii. Prezent nie musi kosztować wszystkich pieniędzy świata, ale jeśli zapachnie obdarowywanemu wakacjami w ’86 albo grą w kulki pod trzepakiem z kolegami w siódmej klasie, może okazać się, że przypadkowo sprezentowaliście komuś podróż w czasie…

untitled-design-6

Soxy

Ha! Co myśleliście, że zapomnę o swoim własnym dziecku? Nigdy w życiu! Dokładnie tak samo jak w przypadku wszystkich pozostałych opcji, pomysł mam całkowicie sprawdzony, bowiem kolorowe, pojechane skarpetki ZAWSZE były uzupełnieniem moich prezentów, ale w tym roku dodatkowo wyprodukowałam je sobie sama. Znaczy nie sama, bo z Alexis, ale wiecie, o co chodzi… Jeśli ktoś nie zna – niech leci poznać. I zerknie przede wszystkim do zestawów świątecznych – tam odwaliłyśmy z Alexis za Was połowę roboty koncepcyjnej.


Wyświetl ten post na Instagramie.

Wreszcie nadszedł! Dziś zaczął się ADWENT! Z tej okazji mamy dla Was kilka niespodzianek… Wszystkie dobre, ale ostatnia najlepsza Niespodzianka 1: na stronie znajdziecie już prześliczne, świąteczne soxy w klasycznym, ale jednocześnie niebanalnym wzorze. Są renifery, jest śnieg, jest rozgrzewająca czerwień i stylowa mięta. Powiemy Wam szczerze: jesteśmy bardzo dumne z tego wzoru. Niespodzianka 2: piękne, świąteczne pudełka z tym samym wzorem, który jest na nowych soxach. Wszystkie skarpetki, które zamówicie, od dziś do Świąt gratis będziemy pakować w te wyjątkowe, prezentowe pudełka. ACZKOLWIEK liczba pudełek jest ograniczona, a jak się skończą – wrócimy do standardowych. Kto pierwszy, ten lepszy! ❄️❄️❄️ Niespodzianka 3: mamy nowy wzór stopek: PACMAN MINI, który znajdziecie już na stronie! ❤️ I na koniec prawdziwa petarda… SOXOWY KALENDARZ ADWENTOWY! Zaczynamy odliczanie do Świąt. Jak? RABATAMI! Od dziś do samej Wigilii codziennie dostaniecie nowy kod rabatowy, a zniżki będą odpowiadały ilości dni, jakie dzielą nas od Świąt! Dziś na hasło „XMAS24” macie 24% rabatu na wszystkie nowości! Spieszcie się, z każdym dniem rabat będzie mniejszy o 1% No, to czekamy na stronie

Post udostępniony przez Soxy.pl (@soxy.pl)

Książka

Zawsze warto. ZAWSZE. Ale o tym, które książki polecam Wam pod rozwagę, pisałam Wam już wczoraj. Zerknijcie koniecznie!

zrzut-ekranu-2018-12-18-o-02-04-13

Dajcie znać, jakie są Wasze prezentowe hity!

I pamiętajcie – znoście swoje brzemię z godnością. Na każdego trudnego do obdarowania członka rodziny przypada bowiem jeden łatwy do uszczęśliwienia.

Typu Huragan Teresa, która od kiedy pamiętam, każdego roku w okolicach września wykonuje niewinny telefon, który przebiega na przykład tak:

– Cześć, Juleczko. Nie wiem, czy już o tym myślałaś, ale gdybyś tak przypadkiem nie miała pomysłu na prezent dla mnie na Święta, to właśnie wyszła biografia Wyspiańskiego, którą bardzo bym chciała przeczytać. No, to nie przeszkadzam, paaaa!

Tekst zawiera lokowanie irygatora Waterpik. Oraz moich własnych Soxów. Oraz Vina Diesela. Oraz Huragan Teresy. Oraz innych rzeczy, które nigdy nie zawodzą.