Równość płci według premiera, czyli najśmieszniejszy żarcik Morawieckiego

15 grudnia 2018

Matka Nieboska: krótka lekcja macierzyństwa

17 grudnia 2018

9 książek, na które warto wydać pieniądze

17 grudnia 2018

Nie wiem, jak było w Waszych domach, ale u nas tradycją świąteczną było, że każdy z domowników dostawał pod choinką książki. Różne. Dużo. I to tych książek nie mogliśmy się doczekać najbardziej. To było oczywiste, że poza różnymi innymi prezentami, jakie by nie były wyszukane, kreatywne i zaskakujące, będzie też coś, co będziemy mogli sobie kartkować do końca wigilijnego wieczoru przy stole, udając, że słuchamy, co się do nas mówi.

Dlatego pomyślałam, że dziś, tydzień przed Świętami Bożego Narodzenia, przyjdę do Was z książkami. Może niektóre zdecydujecie się poznać? A może niektóre zainspirują Was do uzupełnienia własnych prezentów gwiazdkowych i kupicie je dla swoich najbliższych? Poznajcie dziewięć książek, które wpadły ostatnio w moje ręce i uważam, że powinny wpaść też w Wasze!

„Kurt Vonnegut. Opowiadania wszystkie” – Kurt Vonnegut

Jeśli znacie dzieła mistrza – kupcie, bo znajdziecie tu dziewięćdziesiąt osiem opowiadań, które napisał między 1941 a 2007 rokiem, w tym pięć dotychczas niepublikowanych. Czyli nie muszę Was namawiać. A jeśli nie znacie – to kupcie, bo najwyższa pora, żebyście poznali.

Vonneguta pokochałam miłością absolutną w klasie maturalnej. Moje serce podbił abstrakcyjnym poczuciem humoru, inteligencją i tym, jak często wbijał mnie w niewygodne uczucie, że jeszcze długa przede mną droga, zanim będę mogła nazwać samą siebie pełnowartościową, empatyczną przedstawicielką własnego gatunku. Czym rozkocha w sobie Was – chętnie się dowiem. W każdym razie, lećcie, bo warto, w dodatku w „Świecie Książki” był w promocji za pół ceny, a to już doprawdy rozbój w biały dzień!

zrzut-ekranu-2018-12-17-o-01-58-04

„Król” i „Królestwo” – Szczepan Twardoch

„Króla” umieściłam tu tylko dla przyzwoitości. Na wszelki wypadek, gdyby znalazł się tu ktoś, kto o nim nie słyszał. Bo „Królestwo” to kontynuacja bestsellera Twardocha z 2016 roku. Jeśli ktoś nie czytał, niech od razu bierze obie te części i wyłączy telefon na trzy dni. Tyle daję mu czasu na pochłonięcie tych powieści oraz dojście do siebie…

„Król” rozgrywa się w latach trzydziestych XX wieku. Tytułowy bohater to Jakub Szapiro, warszawski pięściarz żydowskiego pochodzenia. W powieści Twardocha trup ściele się gęsto, a towarzyszą mu bezustanne zwroty akcji, romanse, zawirowania polityczne, podziały społeczne i gangsterskie rozgrywki. Wszystko to w precyzyjnie przedstawionym anturażu dwudziestolecia międzywojennego. „Królestwo” ma w sobie nieco mniej z powieści gangsterskiej, a więcej z dramatu. Kontynuacja „Króla” jest książką zupełnie inną, mniej w niej widowiskowości i efekciarstwa, więcej dojrzałości i gorzkiej refleksji. Obawiałam się „Królestwa”, zastanawiałam, czy nie będzie odgrzewanym kotletem. Okazało się być nową jakością. Kupcie od razu w dwóch egzemplarzach – jeden na prezent, jeden dla siebie!

zrzut-ekranu-2018-12-17-o-01-59-34

„Kora, Kora. A planety szaleją” – Kamil Sipowicz

Kupiłam. Zasiadłam. Przeczytałam. Zdziwiłam się, że to już.

To jedna z tych książek, które połyka się podczas jednego posiedzenia. Po części dlatego, że została napisana i wydana w sposób sprzyjający szybkiemu czytaniu. Ale przede wszystkim dlatego, że historia Kory, opowiedziana jej własnymi słowami, nie pozwala się od tej lektury odkleić. Ta kobieta przeżyła co najmniej sześć różnych żyć, a mądrość, jaką z tego wyciągnęła, szczęśliwie postanowiła przedstawić światu za pośrednictwem mężowskiego pióra. Często Wam powtarzam, że lubię biografie, bo chętnie uczę się na cudzych błędach. Dzięki tej książce na pewno przerobiłam co najmniej cztery całkiem nowe lekcje.

zrzut-ekranu-2018-12-17-o-02-27-01

„Obsesja piękna. Jak kultura popularna krzywdzi dziewczynki i kobiety” – dr Renee Engeln

Tu wkleję Wam po prostu to, co o tej książce mówi Wydawca. Dlaczego? Bo wszystko, co sama chcę Wam o tym napisać, powiem w osobnej notce. Ok? A Wydawca pisze tak:

„Wielokrotnie nagradzana profesor psychologii pokazuje, jak obsesja na punkcie wyglądu i aparycji stała się epidemią, która przeszkadza kobietom podejmować życiowe decyzje, poprowadzić szczęśliwe i wartościowe życie. Współczesne młode kobiety stają obecnie przed nie lada dylematem. Nie chcą wyglądać jak lalki Barbie, ale podobnie jak kobietom wcześniejszej generacji wmawia się im, że tak właśnie wyglądać powinny. Złoszczą się na to, jak media pokazują kobiety, a mimo to stosują rady z kolorowych magazynów. Wyśmiewają współczesną kulturę ideału, ale inspirują się filmikami tutorialami, jak poprawić zdjęcie w Photoshopie.

Autorka sprzeciwia się takiej postawie, przekonuje nas do tego, by pozbyć się chęci porównywania siebie z innymi i spojrzeć na siebie łaskawszym okiem. Bo wygląd to nie wszystko.”.

No, dlatego przeczytajcie i widzimy się niebawem.

zrzut-ekranu-2018-12-17-o-02-00-47

„Brakująca połowa dziejów. Krótka historia kobiet na ziemiach polskich” – Anna Kowalczyk

Tę książkę od razu, w ciemno, wzięłam w dwóch egzemplarzach. Jedną dla siebie. Drugą (Zosiu, jeśli to czytasz, to szybko zamknij tę stronę!!!) – wysłałam siostrze do Stanów, jako jeden z prezentów gwiazdkowych. Jak się okazuje, bardzo dobrze zrobiłam! Książka jest dokładnie tym, czym obiecuje być – to naprawdę jest brakująca połowa dziejów. Anna Kowalczyk opisała losy Polek, od czasów przedchrześcijańskich, aż po współczesne. Robi to dokładnie, skrupulatnie, a jednak lekko i z humorem. Trochę opowiada ich dzieje, trochę tłumaczy, dlaczego dotychczas niewiele o nich słyszeliśmy. A całość okraszona jest ilustracjami Marty Frej. Bierzcie! Kupujcie dla siebie! Kupujcie dla córek! Kupujcie dla przyjaciółek! Dajcie mamie i siostrze! Naprawdę warto.

zrzut-ekranu-2018-12-17-o-02-09-36

„Jej ciało i inne strony” – Carmen Machado

I znowu opowiadania! Dopiero teraz zdaję sobie z tego sprawę! To ciekawe, bo nie przepadam za opowiadaniami… A jednak tutaj od pierwszej strony wpadłam po uszy. To była jedna z tych książek, które czytałam nawet myjąc zęby. „Jej ciało i inne strony” to zbiór ośmiu opowiadań o koszmarach bycia kobietą. W założeniu. Bo w praktyce, moim zdaniem, to jest po prostu osiem historii o tym, jak trudno być… człowiekiem. Pani Machado została okrzyknięta literackim objawieniem roku w USA. A także feministycznym głosem nowego pokolenia. Biedna Carmen – to są dwie, bardzo poważne etykietki. Dlatego właśnie pofatygowałam się do księgarni, a następnie kulturalnie przeczekałam tydzień, po czym w nocy z 5 na 6 grudnia ukryłam książkę w wielkiej, czerwonej skarpecie przy własnym łóżku i pozwoliłam swojemu synowi dokonać w mikołajkowy poranek wstrząsającego odkrycia: „MAMOOO!!! WSTAWAJ!!! Ty też dostałaś prezent, chyba byłaś grzeczna!!!”. Czy objawienie? – nie wiem, poczekam na następną książę. Czy feministyczny głos pokolenia? – na pewno jeden z wielu. Czy warto? – z całą pewnością tak. Jeśli przeczytacie, dajcie znać, które opowiadanie do Was przemówiło. Ja chyba najbardziej polubiłam pierwsze i ostatnie.

zrzut-ekranu-2018-12-17-o-02-12-40

„Poetka i książę” – Manuela Gretkowska

Rzadko coś mnie wkurza. W sensie, że jakiś człowiek albo jakieś dzieło. Naprawdę rzadko. Raczej nie oceniam ludzi i jeśli coś ze mną współgra, to w to idę, a jeśli nie – omijam. Taką mam jednak zasadę, że jeśli coś mnie wkurza, ale tak autentycznie wkurza, to zadaję sobie pytanie „stara, co takiego ten ktoś w tobie poruszył, że aż cię wkurza?”. A potem się temu komuś przyglądam tak długo, aż potrafię odpowiedzieć na to pytanie.

Tak miałam z Osiecką.

Długie lata z premedytacją jej unikałam. Nie lubiłam jej. Irytowała mnie. Miałam na jej temat dużo opinii, wszystkie nieprzyjemne i zaskakująco emocjonalne, jak na kogoś, kogo nie lubię i, spójrzmy prawdzie w oczy, NIE ZNAM. Dlatego właśnie pewnego dnia wzięłam głęboki wdech, po czym wkroczyłam z buta do księgarni i wzięłam wszystko, co dotyczyło życia słynnej poetki. Nie brałam jeńców, poświeciłam na to miesięczny budżet na prosecco, a i uszczupliłam część Funduszu Obuwniczego. Ale wiedziałam, że muszę to przeżuć. Zrozumieć. Dodarapać do tej części swojego mózgu, która ostrzegała mnie przez Osiecką.

Ależ oczywiście, że już w połowie pierwszej książki sprawa okazała się być dla mnie jasna. Że znalazłam swoje wady w cudzych wadach i swoje lęki w cudzych lękach. Ale nie o tym dziś rozmawiamy, nie o tym… W każdym razie – „Poetki i księcia” nie mogłam nie wziąć, prawda? Opowieść o miłości młodej Agnieszki i znacznie starszego od niej Giedroycia – nie mogłam, prawda?

Manuela Gretkowska w oparciu o prawdziwą historię stworzyła powieść. Zadanie wyznaczyła sobie niesłychanie trudne. O Osieckiej powstało mnóstwo książek, ukazały się pamiętniki, listy, opracowania, toteż każdy, kto je czytał, ma jakiś obraz legendarnej poetki. Aż tu nagle ktoś próbuje nas przekonać, że wie lepiej. Przyznaję – na początku miałam z tym spory problem. Dopiero kiedy postanowiłam czytać to jak fikcję literacką, a nie opowieść inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami, weszłam w klimat. A teraz powiem Wam, że bez względu na to, czy szukacie dobrej fikcji literackiej, czy opowieści o autentycznych postaciach historycznych – warto.

zrzut-ekranu-2018-12-17-o-02-10-31

„Dziennik geniusza” – Salvador Dali

Ach, jaka to jest dobra książka! Trafiłam na nią przez przypadek, chyba w Empiku, choć pewności nie mam. Od czasu, kiedy w gimnazjum zobaczyłam zdjęcie Salvadora Dalego spacerującego po Paryżu z mrówkojadem na smyczy, wiedziałam, że to jest dokładnie ten typ korby życiowej, jaka do mnie przemawia.

Co znajdziecie w pamiętniku jednego z największych artystów XX wieku? Przede wszystkim, absolutnie zaskakujące przemyślenia i rozważania genialnego umysłu. W pewnym momencie złapałam się na tym, że z ogromnym zaskoczeniem odkrywam, że Salvador Dali był… normalnym człowiekiem. Żył, pracował, coś jadł, kogoś znał, spał, nudził się i bawił. Oto ów geniusz schodzi z piedestału i daje nam, niegodnym, wgląd w swój szalony świat. Świat, w którym chwilami pozwala sobie na bycie obrazoburczym twórcą, a chwilami jest po prostu pragmatycznym biznesmenem. Dali opisuje to wszystko z ogromnymi pokładami ironii i abstrakcyjnego poczucia humoru, chwilami ocierając się o granice dobrego smaku. W dodatku do samego końca pozostawia czytelnika niepewnego – co było prawdą, a co puszczeniem oka? Czy naprawdę był tak bezgranicznie w sobie zakochany, czy tylko śmiał się z siebie samego? Czy jego ekscentryczne pomysły były próbą zwrócenia na siebie uwagi czy eksperymentem społecznym? Bardzo, bardzo polecam. Nawet, jeśli nie lubicie jego malarstwa.

zrzut-ekranu-2018-12-17-o-02-00-14

„To tylko seks” – Jan Favre

Tak, dobrze kojarzycie, Jan Favre to autor stayfly.pl, toteż jego druga powieść nieprzypadkowo trafiła w moje śląskie łapska – Janek po prostu mi ją wysłał i rzekł „daj znać, co myślisz”. ALEŻ Z PRZYJEMNOŚCIĄ, MÓJ DROGI KOLEGO Z SOSNOWCA!

O czym jest? Informacja prasowa streszcza to tak: „3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny z życia w Krakowie. Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów. Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?”. Jak to jest w praktyce? Jeśli liczycie na soczyste opisy pełne płynów ustrojowych i naturalistycznych obrazów spod budki z piwem w czerwcową noc, to muszę Was zmartwić: Janek niby jest z Sosnowca, ale to jednak wrażliwy, mądry chłopak z dobrego domu, toteż kolejnego „polskiego Greya” tu nie znajdziecie. Sorry. Janek ma klasę. Co więc dostajemy w „To tylko seks”? Dostajemy siedmioro bohaterów i dowiadujemy się o nich sporo, ale nie wszystkiego. Poznajemy ich dylematy, ale zostajemy częściowo bez odpowiedzi na pytania, jakie są im postawione. Janek zrobił w tej książce dokładnie to, czym podbił serca czytelników swojego bloga: dał im kawałek mięcha, zmusił do tęgiej rozkminy i kazał wyciągnąć własne wnioski. Jedyna wada? Pod książką nie ma sekcji komentarzy, w której czytelnicy na bieżąco mogą wymieniać się przemyśleniami. Jeśli lubicie styl Janka i szukacie czegoś, od czego nie będziecie potrafili się oderwać – nie wahajcie się ani chwili.

zrzut-ekranu-2018-12-17-o-02-02-01

A teraz, jako że z kupowania książek nie da się wyleczyć, bardzo, BARDZO proszę, żebyście napisali mi, co dobrego ostatnio przeczytaliście Wy? Jako że aktualnie czekać w napięciu na książkę Michelle Obamy (dear Santa…), muszę czymś zabić czas. Dajcie znać, co warto kupić!