9 książek, na które warto wydać pieniądze

17 grudnia 2018

11 prezentów dla kogoś, kto ma już wszystko

17 grudnia 2018

Matka Nieboska: krótka lekcja macierzyństwa

17 grudnia 2018

Fabjulus po reaktywacji to nowy pomysł na mój kawałek internetu. W najbliższych dniach będzie się tu działo wiele, ale jestem przekonana, że nie tylko szybko przyzwyczaicie się do zmian, ale również Wam się spodobają – bo zmiany są dobre. Przecież o tym wiecie.

Jedną z rzeczy, które z niemałą satysfakcją przekazuję w Wasze ręce, jest sekcja, w której oddaję głos różnym mądrym ludziom. Takim, jak moja wspaniała wspólniczka, Alexis vel Matka Nieboska. Alexis w dowodzie ma co prawda inne imię, ale umówmy się: Anna Kulawik nawet w połowie nie brzmi tak glamourous jak Alexis Carrington, toteż jak tylko ją poznałam, zrobiłam porządek z tą niepokojącą sytuacją, a następnie ruszyłam z nią na podbój świata. Tak powstało to, co znajdziecie dziś na stronie soxy.pl.

I tak powstało „Matka Nieboska pisze”.

Przeczytajcie tekst, którym zwaliła mnie dziś z nóg. Znowu mnie zaskoczyła, skubana.

Lejdis end dżentelmen, PROSZĘ MJE TU NATYCHMIAST PRZYWITAĆ OWACJAMI MOJĄ KOCHANĄ ALEXIS!!!

 

***

 

1.

Pojechałam do mojej przyjaciółki. Teraz, kiedy jesteśmy mamami, coraz trudniej nam się spotkać. Wspólnym tematom nie było końca. Nawet fakt, że nie możemy wypić dwóch butelek wina nam nie przeszkadzał. Kiedy jednak pojawił się temat dzieci, to coś zazgrzytało. Wiadomo, każda matka najmądrzejsza. Każda wszystko konsultuje ze swoim lekarzem i każdej tenże lekarz jej teorię potwierdza. Od słowa do słowa zaczęłyśmy się delikatniej sprzeczać, wymiana zdań przestała przypominać przyjacielską rozmowę. Zrobiło się gorąco. Padło kilka niepotrzebnych słów, trochę za bardzo emocjonalnie broniłyśmy swoich racji. A i mięsem zdarzyło nam się rzucić. W pewnym momencie do pokoju wszedł mąż przyjaciółki. Ku mojemu zdziwieniu, zaczął na nią krzyczeć. Powiedział, że jest niegrzeczna, że się zachować nie potrafi. Ona, w emocjach – rzecz jasna – odpyskowała coś. A on, jak gdyby nigdy nic, złapał ją za rękę i z całej siły uderzył w tył uda, tuż pod pośladkiem. Krzyknął, że nie będzie się takim tonem do niego odzywać i że ma przemyśleć swoje słowa. Po czym wyszedł. Tak po prostu. A ja nie wiedziałam co powiedzieć.

2.

Mój mąż wrócił z pracy później niż zwykle. Był zmęczony. Wiem, że prowadzenie kilku inwestycji jednocześnie, pilnowanie terminów, umów, realizacji to naprawdę wiele. Niestety spędzanie czasu z dzieckiem, zabawianie go, karmienie, usypianie, pilnowanie, żeby nie stała mu się krzywda, też potrafią być męczące. Jeśli dołożyć do tego prowadzenie domu: gotowanie, pranie, sprzątanie, robienie zakupów, etc., to naprawdę można mieć dość. To był dzień, kiedy Młody dał mi nieźle popalić. Brak południowej drzemki, ząbkowanie, płacz – znacie to? No właśnie. Pół dnia na rękach, drugie pół w wózku. Obiad niedokończony, pranie rozwalone na stole, blat w kuchni brudny, że aż wstyd. No i wchodzi mój mąż, cały na biało. Najpierw grzecznie pyta, co robiłam cały dzień, kiedy więc zaczynam swoją opowieść, on przerywa mi wpół zdania i pyta TYM tonem: „a posprzątać tego cały dzień nie mogłaś?”. Mówię, że nie, zaczynam tłumaczyć, a on wtedy znowu: „Pranie leży od wczoraj, prosiłem, żebyś je poukładała. A obiad? Tego też nie miałaś kiedy zrobić?”. Mówię, że czasu nie było, że dziecko…A on w tym momencie podchodzi i uderza mnie w twarz. Uderza. Mnie. W. Twarz. Do oczu napływają mi łzy, czuję wielką gulę w gardle. Nie mogę wydusić z siebie słowa. Widzę, że i on zauważa, że przekroczył granicę. Zaczyna mnie przepraszać, przytula. Ja szlocham coraz bardziej. On mówi, że wszystko będzie dobrze, że zaraz razem to uporządkujemy. W końcu się uspokajam i wspólnie składamy wyprane ciuchy. Wszystko wraca do normy.

3.

Przychodzi wieczór. Oboje z mężem siedzimy i pustym wzrokiem wpatrujemy się telewizor. Młody śpi od kilku godzin. Następne karmienie o 4:00 rano, więc pozwalam sobie na małą lampkę wina. Wyciągam kieliszki, nalewam nam kilkunastoprocentowego trunku. Matko najkochańsza, jak to wino pysznie smakuje. Delektuję się każdym łykiem. Na szklanym ekranie trzymająca w napięciu scena zostaje przerwana przez reklamę. A skoro mamy przerwę to i małżonek postanawia pójść do toalety. Poruszając się, jak słoń w składzie porcelany potrąca mój kieliszek z winem. Kieliszek spada na podłogę, wino się rozlewa, dookoła pełno szkła. Wpadam w szał. Wstaję i z całej siły popcham męża na kanapę: „CO TY, KURWA, ROBISZ? Jak łazisz? Natychmiast to posprzątaj!”. Tu jeszcze raz uderzam go w ramię. Mąż posłusznie zaczyna sprzątać bałagan.

Trzy krótkie historie. Co czułyście czytając o mężu przyjaciółki, o moim mężu czy o mnie? Złość? Niedowierzanie? Zbulwersowanie?

A teraz wyobraźcie sobie, że czytacie o dwóch kilkuletnich dziewczynach, które się kłócą i wyzywają, które tato jednej z nich karci uderzając w pupę? Wyobraźcie sobie, że czytacie o ojcu, który uderza dziecko, które – mimo próśb – nie posprzątało w swoim pokoju. Wyobraźcie sobie, że czytacie o mamie, które dała klapsa córce za to, że ta rozbiła kubek?

I co? Teraz wydaje się ok? Teraz mniej bulwersuje? Teraz to zrozumiałe? Jeśli uważasz, że tak, to masz poważny problem.

Przemoc to przemoc. Nietykalność cielesna nie jest przywilejem dorosłych. Nie może być tak, że bita żona czy mąż kojarzą się z patologią, a bite dziecko, w imię „edukacji” czy „wychowania” jest społecznie akceptowane. TO NIE JEST NORMALNE. Każda przemoc jest zła. Każda świadczy o tym, że to MY, jako rodzice, nie radzimy sobie z wychowaniem naszego dziecka. To świadczy o naszej słabości, naszej ułomności i naszym problemie. Nie dziecka. To my nie daliśmy rady. Jeśli bicie słabszego, bezbronnego człowieka jest dla nas słuszną metodą wychowawczą, to może nie powinniśmy mieć dzieci w ogóle. I serio, tłumaczenie, że to dla dobra dziecka, że nas bili i przeżyliśmy – to nie są argumenty. Klaps to też przemoc. Koniec i kropka. To porażka rodzica. To porażka całego systemu wychowawczego. I serio, jak słyszę, że dorosły człowiek publicznie wypowiada się o tym, że klapsy są ok, to szlag mnie trafia.

Wiecie, ja też dostałam niejeden raz lanie. Jednak mój tato do dziś wspomina historię, kiedy miałam 5 albo 6 lat i w ramach kary dostałam w tyłek. Po wszystkim wstałam, z trzęsącą się brodą, hamując łzy, powiedziałam, patrząc prosto w oczy: „Żałuję, że nie masz innych argumentów”.

To był ostatni raz. Tato zrozumiał. I tego życzę wszystkim, którzy wychowują poprzez klapsy – abyście znaleźli inne rozwiązanie. Abyście mieli inne argumenty.