Jak zrobiliście prezenty dla 260 dzieci

22 grudnia 2018

Modowe koszmary lat ’00 – czyli co my na siebie zakładałyśmy?

5 stycznia 2019

Korektory pod oczy za 20, 60, 100 i 360 złotych

2 stycznia 2019

Wy to jednak dyplomatyczne jesteście, Halinki kochane. Same Waszczykowskie mi się tu trafiły. Codziennie na Instagramie obserwujecie mnie zarówno w wydaniu „dzień dobry, gdzie jest moja kawa, gdzie jest mój mózg?”, jak i w wydaniu „witam serdecznie w imieniu własnym oraz mojej tapety”. I niby wszystko fajnie, niby sympatycznie, a jednak za każdym kiedy pokazuję się Wam w makijażu, przepełnione szczerym zaskoczeniem pytacie mnie „JEZU, FAB, JAKIEGO UŻYWASZ KOREKTORA POD OCZY?!”.

Miło. Fest miło.

Nie no, spoko, ja oczywiście jestem w pełni świadoma, że obok latynoskiego zawieszenia, po mamusi odziedziczyłam też cienie pod oczami. I to tak zaawansowane, że Grzegorz Schetyna inspirował się moimi oczodołami, tworząc swój gabinet cieni. Dlatego też wypowiadając się w kategorii korektorów, doprawdy wiem, co mówię. I dziś chętnie utnę te niekończące się rozmowy na Instagramie i powiem Wam, co zasiedla moją kosmetyczkę.

Co raczej istotne, mam skórę wrażliwą i skłonną do przesuszenia. Kolor bardzo jasny, wpadający w róż, więc kosmetyków używam z nutą różową, a nie żółtą. Mam pod okiem zmarszczki mimiczne, w których kosmetyki lubią się osadzać, jeśli z nimi przegnę. Co więc w tych warunkach przeszło mój surowy Test Wora?

M.A.C. Prep + prime – ok. 110 złotych

Moje oblicze bardzo lubi się z Makami. W sensie – tymi kosmetykami, a nie cheeseburgerami. I korektor M.A.C. z pędzelkiem jest jednym z dwóch moich najukochańszych cienioukrywaczy. Świetnie rozświetla i dobrze kryje, choć nie jest aż takim killerem, jak Sisley, o którym potem. Ale nie zawsze potrzebujemy killera, prawda? Nie przesusza, trzyma się cały dzień, nie odznacza się przy fluidzie, kompletnie nie osadza się w zmarszczkach, szybko się wchłania. Przy codziennym używaniu wystarcza mi na około pół roku. Czyli, spójrzmy prawdzie w oczy – wydajność ma na levelu pro.

Wibo Deluxe Brightener – ok. 20 złotych

Jakież było moje zaskoczenie, kiedy kupiłam ten korektor! Wygodny aplikator z pędzelkiem, dobry kolor, niezłe krycie i rozświetlenie. Za dwie dychy w Rossmannie. Używałam go dzień w dzień, każdego ranka zadając sobie pytanie: „gdzie jest haczyk?!”. I wkrótce zagadka się rozwiązała: korektor skończył się po miesiącu. Czyli, porównując go do droższych, ale bardziej wydajnych korektorów, cenowo wychodzi na to samo. W dodatku jeden z egzemplarzy, których używałam w ostatnich miesiącach, rozpadł mi się w dłoniach. Co nie zmienia faktu, że korektor jest naprawdę niespodziewanie dobry. Warto go kupić zwłaszcza podczas cyklicznych rossmanowych wyprzedaży – pod warunkiem, że znajdziecie odpowiedni kolor, bo występuje chyba tylko w dwóch wariantach.

Sisley Phyto-Cernes Eclat – ok. 360 złotych

A to było tak… Weszłam do drogerii. Pani W Czerni dopadła mnie przy dziale z korektorami innej firmy i mówi: „a Sisley pani testowała?”. Nie testowałam. „Uuuuu, to proszę przetestować! Ma pani teraz kilka minut czasu?” – zapytała. Miałam. Pani W Czerni zaciągnęła mnie więc na swój czarny fotel grozy i mnie pomalowała. „Proszę pochodzić w nim cały dzień i sprawdzić, jak na niego reaguje skóra” – powiedziała. I dała próbkę, żebym mogła też pomalować się w domu, spryciara. Ja oczywiście zwariowałam. Dwa dni później tam wróciłam. A przy kasie prawie dostałam zawału. 360 ziko za małą tubeczkę korektora! Słodki Jezu W Morelach, toż to rozbój w biały dzień! Wzięłam skurczybyka. A potem nastąpiła niespodzianka. Ta mała tubka wystarczyła mi na… niecały rok! Przy codziennym używaniu pewnie zużyłabym go w około 9-10 miesięcy. Nie trafił mi się jeszcze tak dobrze kryjący, gęsty, napigmentowany, a jednocześnie nie zatykający skóry korektor. Nie zbryla się w zmarszczkach, genialnie rozświetla i wystarczy malutka kropelka, żeby ogarnąć oba wory pod oczami. Kochom, normalnie kochom go całym sercem!

Sephora Collection – ok. 60 złotych

Całkiem przyzwoity korektor. Dobrze kryje i jest bardzo trwały. Aplikuje się go gąbeczką, podobnie jak w przypadku błyszczyków do ust. I występuje w kilkunastu wariantach kolorystycznych, więc prawie każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Gorzej z wydajnością – korektor wystarczył mi na niespełna miesiąc codziennego używania. Co nie zmienia faktu, że byłam z niego zadowolona.

Becca Under Eye Brightening Corrector – ok. 110 złotych

To jeden z tych produktów, których używania trzeba się nauczyć. Występuje w zakręcanym pojemniczku, a nakładać można go pędzelkiem lub palcem. Jest dość gęsty i na początku łatwo przesadzić z ilością, ale kiedy nauczycie się z nim obchodzić, odkryjecie jeden z najlepiej rozświetlających korektorów, z jakimi się spotkałam. Bardzo wydajny – wystarczył mi na około pół roku. Gorzej z ilością wariantów kolorystycznych – spotkałam się tylko z dwoma, online też nie widziałam innych odcieni, ale ten jaśniejszy u mnie sprawdził się idealnie.

Pamiętajcie, że każdej skórze odpowiada coś innego, tak więc zanim wydacie milion monet na jakikolwiek kosmetyk, bez obciachu lećcie do Pań W Czerni i proście, żeby Was pomalowały. A potem pośmigajcie w tym po świecie, bo nawet jeśli szybko znajdziecie idealny kolor, może się okazać, że wymarzony produkt Was przesusza, zatyka, zbryla się w zmarszczkach – po prostu Wam nie służy. A nie ma chyba większego bólu, niż wydać hajsy na drogi kosmetyk, a potem szukać koleżanki, która zechce go przygarnąć.

A co najważniejsze: nie ma nic złego w tym, że mamy cienie pod oczami. Jesteśmy ludźmi z krwi i kości, miewamy pryszcze, przebarwienia, piegi i odciśniętą na policzku poduszkę. Tak więc bez histerii z tym twarzozmianem, ok?