Korektory pod oczy za 20, 60, 100 i 360 złotych

2 stycznia 2019

Przepis na związek idealny

6 stycznia 2019

Modowe koszmary lat ’00 – czyli co my na siebie zakładałyśmy?

5 stycznia 2019

Przy akompaniamencie Zenka Martyniuka podbijającego Zakopane, nadszedł oto rok 2019, co oznacza, że właśnie mija okrągła dekada, od kiedy pożegnałyśmy lata dwutysięczne – dziesięciolecie, które dało nam „Legalną Blondynkę”, Dodę i Jennifer Lopez. Czy zastanawiałyście się jednak, drogie Halinki, co, poza silnymi wzorcami kobiecymi, najlepiej charakteryzuje lata ’00? Ja owszem i po namyśle stwierdzam, że królowa jest jedna i jest nią MODA.

Tak, moje drogie, ja wiem, że upłynęło niewiele czasu i jakkolwiek z lat ’90 potrafimy się już śmiać, to do stylu lat ’00 nie zdążyłyśmy nabrać jeszcze odpowiedniego dystansu. Dlatego przybywam dziś nieustraszenie, gotowa zerwać ten plaster wyparcia i przypomnieć, co jeszcze bardzo niedawno temu robiłyście swojemu wizerunkowi.

Zaczniemy delikatnie i na warsztat weźmiemy…

Przyciasne sweterki

Nic dziwnego, że teraz odreagowujemy oversizem… Obcisłe dzianiny to było życie. Po co założyć na siebie coś, co pozostawia miejsce na niedopowiedzenia i, o zgrozo!, podejrzenie, że masz gdzieś fałdy?! Lepiej za pomocą łyżki do butów, lubrykantu i pomocnej dłoni sąsiadki wbić się w mikro sweterek, który nie zostawia cienia wątpliwości, co do obwodów właścicielki. Najlepiej jeśli sweterek ma dekolt, ale wiadomo – to się nie zawsze da zrobić, zwłaszcza, kiedy mama ma niską odporność psychiczną na eksponowanie figury przez nastoletnią córkę. Zwłaszcza, że już i tak sporo odsłaniamy, zakładając na siebie…

Biodrówki

I to takie, których zamek błyskawiczny miał maksymalnie 3 centymetry. Jeśli w latach ’00 nosiłaś spodnie, które nie wymagały od Ciebie starannej depilacji strefy bikini, robiłaś coś nie tak. Wymarzone biodrówki musiały odsłaniać bieliznę, uniemożliwiać swobodny skłon oraz generować wylewające się boczki, nawet w przypadku ultra szczupłych i zgrabnych dziewcząt. Oszczędność materiału dość zrozumiała, biorąc pod uwagę, że na dole były…

Nogawki typu boot-cut

Broń Boże nie dzwony, bo dzwony to wiocha, wiadomo. Ale taki boot-cut to już co innego! Lekko rozszerzające się nogawki, które w pierwotnym zamyśle twórczym miały umożliwiać swobodne założenie do nich ciężkich butów, na przykład kowbojek. W praktyce wyglądało to nieco inaczej, nosiłyśmy do nich bowiem…

Czuby na kaczuszce

Tak, jak wiem, moda cyklicznie zatacza koło i prędzej czy później większość trendów wróci niczym estetyczny bumerang, żeby walnąć nas swoim majestatem prosto w twarz. Ale wierzcie mi, nie ma opcji, żeby kiedykolwiek ktokolwiek sprawił, żebyśmy znowu uwierzyły, że ten obuwniczy koszmar jest dobrym rozwiązaniem. Okropne, długie czuby, wyrywające się do przodu niczym nieposłuszny jamnik na jesiennym spacerze, lekko zadarte ku niebu, jak gdyby u samego stwórcy szukały wytłumaczenia: „po co mnie stworzyłeś?!”. Do tego mały, cienki, lekko cofnięty obcas o praktycznej, wygodnej wysokości, zamykającej się w przedziale 3-5 cm. Dlaczego? Dlaczego?! Najśmieszniej było, kiedy do owych cudów sztuki obuwniczej zakładano…

Welurowy dres

To była dopiero ostra jazda bez trzymanki! Welurowy dres na salonach najchętniej przyjmowano w kolorach pastelowych, typu jasny róż lub błękit, choć i ognista czerwień dostawała owacje wśród Halinek AD 2003. Najważniejsze było, żeby bluza miała kaptur, a spodnie były (niespodzianka!) biodrówkami. W wersji turbo VIP deluxe edyszyn, spodnie miały też na tyłku zrobiony z kryształków Swarovsky’ego napis „JUICY COUTURE”, w wersji VIP podróbka bieda edyszyn pojawiało się „sexy”, „love”, a nawet… słodki Jezu w morelach… „SPORT”. Do dresu obowiązkowo musiały wjeżdżać…

Okulary przeciwsłoneczne z cieniowaniem

Takie, które miały szkła przechodzące z ciemnych w całkiem przezroczyste. Najlepsze były takie w metalowych oprawkach, jakie nosiła J.Lo w swoich pierwszych teledyskach, można było nosić też te w plastikowych oprawkach, bo takie miała Paris Hilton, ale wszystko to było drugorzędne względem złotego Graala stylu, jakim były…

Kryształki, cyrkonie, kamienie i brokat

Bling-bling, bejbe! Miały być wszędzie i miało ich być dużo. Jasne, na oprawkach okularów słonecznych też, ale przede wszystkim obfity połysk jak w jajach Faberge cara Mikołaja II musiał inkrustować naszą ODZIEŻ. Kryształki stylowo upiększające dekolt topów? Klasyka. Kryształki naszyte na mikro sweterki? Standard. Kryształki na zegarku? Oczywistość. Kryształki naklejone na brzuch? Christina Aguilera. Amerykańscy raperzy inspirowali nas na każdym kroku. Szkoda tylko, że oni obwieszali się prawdziwymi diamentami, a my resztkami stłuczonej szklanki z duraleksu. Ale nie można mieć wszystkiego. Zwłaszcza, że u nas sytuację ratowała…

Biżuteria

Dłuuuugie sznury koralików. Plastikowe wisiory. Sznury neonowych pereł. Długie, plastikowe kolczyki. Nosiłyśmy to do wszystkiego: plastikowe cudeńka idealnie komponowały się z odzieżą sportową, elegancką, codzienną, pasowały do dżinsów, sukienek, spódnic i dresów. Z tym ostatnim idealnie współgrały zwłaszcza silikonowe bransoletki Livestrong. Stworzone przez Lance’a Armstronga po tym, jak wygrał z rakiem, ale jeszcze zanim przyznał się do stosowania dopingu i odebrano mu wszystkie tytuły. Okropne bransoletki z szybkością błyskawicy doczekały się całej serii podróbek we wszystkich kolorach tęczy, w dodatku podróbki owe nawet nie udawały, że służą jakiemuś celowi charytatywnemu. Po prostu kupowało się je za 5 ziko na bazarze i wszyscy byli zadowoleni. Silikonowe ozdoby najdumniej prezentowały się wtedy, gdy ręka w nie uzbrojona trzymała dumnie…

Malutkie torebki

Najczęściej odwołujące się do stylistyki sportowej, z naszytymi wielkimi cyframi, stworzone z ekoskóry o różnych dziwnych barwach. Im bardziej się gryzły, tym lepiej. Trudno to wytłumaczyć. Tak, jak na przykład Duet Dekady, jakim niewątpliwie było połączenie…

Brąz + turkus

Jeśli nie miałaś w swojej garderobie ciuchów w tych kolorach i nie łączyłaś ich ze sobą dumnie, tworząc przykry dla oka Zestaw Grozy, prawdopodobnie w latach 2000 – 2009 nie było cię jeszcze na świecie. Brąz i turkus kroczyły dzielnie, ramię w ramię, pojawiając się w stylizacjach codziennych i odświętnych, nade wszystko jednak łączyły się z hitem, jakim była…

Satyna

To, jaką ta połyskująca tkanina zrobiła karierę w Epoce Kryształu Łupanego, może się dziś wydawać abstrakcyjne tym, którzy tego nie przeżyli, ale całej reszcie przypominam: nieważne, jak bardzo będziecie usiłowały to wypierać, fakt pozostaje faktem. WY RÓWNIEŻ MIAŁYŚCIE BLUZECZKI Z SATYNY, KTÓRE ZAKŁADAŁYŚCIE DO BIODRÓWEK BOOT-CUT! Wy również kupowałyście odcinane pod biustem TUNIKI. Wy również zakładałyście sukienki, które wyglądały jak koszule nocne (rozwiązanie dość praktyczne, po imprezie można było iść prosto do łóżka). I wy również do tych sukienek zakładałyście…

Bolerka

Matko bosko kochano, co to w ogóle był za poroniony pomysł?! Mikro narzutki z rękawami? Same rękawy połączone kawałkiem materiału na plecach? Pół-żakiety z satyny? Po co?! Najgorsze były te z krótkimi rękawami, ale nie zapominajmy, że był taki moment, że wszystkie uwierzyłyśmy, że bolerko to obowiązkowe uzupełnienie każdej stylizacji wieczorowej, a bez tej śmiesznej konstrukcji nasza sukienka będzie niekompletna. Smutna i skromna. Niczym głowa, z której ktoś zdjął…

Kaszkiet

Nazwijmy rzeczy po imieniu: jedyny powód, dla którego ktokolwiek mógłby bezkarnie założyć taki kaszkiet, to główna rola w ekranizacji Olivera Twista. Jeśli jednak nie wcielasz się w postać dziewiętnastowiecznej sieroty, dlaczego miałabyś to sobie robić?! Z nieznanych jednakże przyczyn, kaszkiety zrobiły zawrotną karierę i pojawiały się w absolutnie wszystkich wersjach, jakie mogą przyjść wam do głowy. Kaszkiet ze skóry. Kaszkiet ze sztruksu. Kaszkiet z tweedu. Kaszkiet z lateksu. Kaszkiet z dżinsu. Kaszkiet z kryształkami. Gorsze były tylko…

Rybaczki

Za długie na szorty. Za krótkie na boot-cuty. Spodnie w najbardziej krzywdzącej dla proporcji figury długości były naszym faworytem przez długie lata. Nosiłyśmy je od wiosny do jesieni. I z jakiegoś powodu wydawało nam się, że fantastycznie maskują mankamenty figury. Dlaczego tak długo to trwało, zanim ktoś nam uświadomił, że rybaczki nam te mankamenty TWORZĄ? Dlaczego wychodziłyśmy w tym z domu? Dlaczego zakładałyśmy do tego…

Paski z wielką klamrą

To już była wisienka na torcie. Taki malutki drobiażdżek. Oczywista konsekwencja stylówki „na bogato”. Wielka, plastikowa klamra z kryształkami, zwieńczająca szeroki pasek. W sumie nie ma się co dziwić – biorąc pod uwagę niski stan biodrówek, pasek to była absolutna konieczność, jeśli chciałyście móc od czasu do czasu zaszaleć, czyli na przykład się schylić i zawiązać buty. Życie na krawędzi. Dzisiejsze dzieci tego nie znajo.

I wiecie co? Możemy się śmiać ile chcemy, ale fakty są takie, że wszystkie trendy wracają i te też wrócą. Już wracają. Dlatego nie pozostaje nam nic innego, jak tylko zadać sobie pytanie…

Którą z powyższych perełek założyłybyście na siebie najchętniej?