Modowe koszmary lat ’00 – czyli co my na siebie zakładałyśmy?

5 stycznia 2019

Moje 6 tygodni bez cukru, glutenu i nabiału

6 lutego 2019

Przepis na związek idealny

6 stycznia 2019

Oczywiście tytuł to trochę ściema. Nie ma czegoś takiego, jak przepis na związek. Ba, nie ma też czegoś takiego, jak idealny związek. Każdy z nas jest inny, każdy oczekuje czegoś innego od życia, od partnera, od siebie. Istnieje jednak coś takiego, jak zasada trzech warunków. Tę teorię wysnułam po ślubie, kiedy to pewnego wieczoru myślałam o tym, jaka jestem szczęśliwa i zastanawiałam się czemu wcześniej moje życie właśnie tak nie wyglądało. No i doszłam. Doszłam do wniosku. Słuchacie więc: by osoby stworzyły idealną, wartościową relację muszę być spełnione JEDNOCZEŚNIE trzy warunki. Nie jeden, nie dwa, a trzy jednocześnie.  

1. POCIĄG FIZYCZNY

Nie bez powodu wyliczankę rozpoczynam o sfery seksualnej. Bardzo często to fizyczność, wygląd, to co zewnętrzne, decydują o naszym zainteresowaniu drogą osobą. Każdy zna kogoś, kto od łóżka znajomość zaczął. Sama potrafiłabym wskazać kilka niezwykle udanych małżeństw, których pierwsze wymienione zdania brzmiały: „U MNIE CZY U CIEBIE?”, a nie „JAK MASZ NA IMIĘ?”. Aby dwoje ludzie mogło żyć i być ze sobą, nie może zabraknąć bliskości, czułości, dotyku, przytulania, całowania i seksu. No nie może. I nikt mi nie wmówi, że białe małżeństwa mogą być szczęśliwe, bo nie jesteśmy zwierzętami i to nie o kopulację chodzi. Jasne, że nie jesteś zwierzętami. Dlatego nie bzykamy się po to, żeby przedłużyć gatunek, ale też po to, żeby ubogacać sferę emocjonalną naszego związku. Tak, seks, fizyczność, ta bliskość pomagają budować zaufanie, poznawać się, uczą wyrażania emocji. Dlatego jest to niezwykle ważne w tworzeniu związku na lata. 

2. PODZIW 

Tutaj możecie wsadzić dużo. Mówiąc najogólniej, musicie swojego partnera za coś podziwiać. Czymś musi Wam imponować. Coś musi wywoływać w Was takie wewnętrzne „WOW!”. Dla jednych będzie to wygląd (spoko, nie mówię, że to źle; jeśli podziwia się kogoś a to, jak wygląda, ile pracy wkłada w to, by osiągnąć taki efekt, to nie ma w tym nic płytkiego ani złego). Inni wodospad zachwytu wyleją na umiejętności sportowe / artystyczne / kulinarne etc. To mogą być rzeczy błahe. Ja na przykład podziwiam mojego męża za to, jak włada Excelem! Niech Was to nie dziwi, wszak nie tylko o tabelkach przestawnych tu mowa, nie tylko o funkcji licz.jeżeli. Tu się o całokształ rozchodzi. O to, jak sprawnie, szybko, mądrze, logicznie to potrafi tam wszystko wyliczyć, jakie sobie scorecardy tworzy, jak analizuje, planuje. O mamo, za każdym razem, jak to widzę, to kocham go mocniej. Podziwiam też to, jak super jeździ rowerem bez trzymanki, ale to już nie jest tak spektakularne, jak Excel. Mój mąż natomiast podziwia we mnie wrażliwość, za każdym razem zaskakuje go to, jak małe i niepozorne rzeczy potrafią mnie wzruszyć i ucieszyć, jak potrafię płakać i śmiać się z otaczającej rzeczywiści (sam to powiedział, ale nie w takim ładnym, wielokrotnie złożonym zdaniu). Imponuję mu też umiejętnościami kulinarnymi. 

3. COŚ WSPÓLNEGO

Nie, nie mam tutaj na myśli kredytu hipotecznego. Choć, jakby się nad tym głębiej zastanowić… Generalnie zasada mówi, że ludzie będący w związku powinni mieć ze sobą coś wspólnego. Coś, co będzie ich łączyć, co będzie stanowiło wspólny mianownik relacji. To może być pasja. Umiłowanie do górskich wędrówek czy jazdy na rowerze. To mogą być podobne poglądy polityczne, takie same hierarchie wartości, wspólne antypatie. Podobnie, jak  w przypadku podziwu, można tutaj wsadzić wiele. Ważne, by tę wspólnotę odnaleźć. Z moim mężem łączy nas snobizm (my to nazywamy umiłowaniem do rzeczy ładnych), podróżowanie i gust. Podobają nam się podobne rzeczy (wnętrza, filmy, seriale). I oczywiście milion innych aspektów nas różni. Niemniej te wymienione sprawiają, że odnajdujemy dużą przyjemność w spędzaniu czasu razem. 

Teraz Wasza kolej. 

Jestem autentycznie ciekawa Waszych opinii. Czy będąc w szczęśliwych związkach jesteście w stanie wskazać wszystkie trzy warunki? Czy myśląc o zakończonych relacjach widzicie, że czegoś brakowało? Powiem Wam, że analizując wcześniejsze związki, mimo że kochałam, to czegoś zawsze brakowało. Albo dopasowanie w łóżku nie działało, albo nie było nic naprawdę wspólnego. Albo nie mogłam znaleźć czegoś, co w pełni mi imponowało. Gdzieś zawsze był zgrzyt. 

A może dodalibyście jakiś punkt od siebie? 

Chodźcie, porozmawiajmy o związkach!