Przepis na związek idealny

6 stycznia 2019

ASMR, czyli orgazm dla mózgu

13 lutego 2019

Moje 6 tygodni bez cukru, glutenu i nabiału

6 lutego 2019

…Czyli o leczeniu kręgosłupa mąką.

Każdy ma jakiś motyw przewodni w swoim życiu. Ja mam na przykład wrażenie, że Wszechświat od blisko trzech dekad bezustannie uczy mnie POKORY. A działa to tak: ilekroć uznaję jakieś zjawisko za niezrozumiałe, dziwne lub głupie, Wszechświat uśmiecha się pod nosem, po czym pastuje buty, zakłada swój najlepszy garniak i wbija do mnie bez skrępowania, mówiąc: „siema, mam dla ciebie niespodziankę!”.

A potem okazuje się, że zjawisko, z którego się śmiałam, to moja nowa rzeczywistość, a ja po raz kolejny piszę sobie szminką na lustrze „NIE OCENIAJ, GŁUPIA DZIDO. NIGDY. NIKOGO”.

Cóż, tym razem Dzida musiała zmierzyć się z własnymi poglądami dotyczącymi diety bezglutenowej… Jeśli chodzi o świadomość istnienia glutenu, byłam prawdziwym zbożowym hipsterem – wiedziałam, czym jest gluten, zanim to było modne, a to za sprawą mojego kuzyna, u którego bardzo dawno temu zdiagnozowano hardkorową celiakię. To były czasy, kiedy produktów z przekreślonym kłosem nie można było dostać w każdej Biedrze, toteż mój stryj ściągał jedzenie z Niemiec, a stryjenka błyskawicznie zaczęła w zaciszu własnej kuchni produkować WSZYSTKO sama, od makaronów, przez chleby, po soki.

Kiedy więc kilka lat później eksplodował trend na życie bez glutenu, z wyższością spoglądałam na powiększającą się rzeszę ludzi twierdzących, że nie wolno im dotykać niczego, co kiedykolwiek leżało obok pszenicy. Wiedziałam, że prawdziwa nietolerancja glutenu jest rzadką, poważną chorobą, więc może bez przesady, że nagle każda trenerka fitness w tym kraju uważa, że ją ma. Hehe. Wariatki.

No, to teraz przeskoczmy w czasie o kilka lat: do listopada ubiegłego roku, kiedy to po miesiącach tułaczki po lekarzach, wylądowałam u osteopaty, który jako jedyny postanowił podejść do sprawy niczym Gregory House, mianowicie: KOMPLEKSOWO.  Nie będę Was zanudzać historią choroby, objawami i wynikami, powiem w skrócie: przyszłam do niego z obolałym kręgosłupem, a on mi kazał zbadać tarczycę, po czym stwierdził: „uuuu, pani, szału ni ma, tu jest pierwszy krok do niedoczynności”. Ja mu na to: „aha, smuteczek, czyli leki?”. A on mi na to…

„Nie, spoko, wyregulujemy to dietą”.

A potem kazał mi na 6 tygodni odstawić mięso, nabiał, cukier i gluten. Kiedy się dowiedział, że od 8 lat jestem wegetarianką, w tym cyklicznie bywam weganką, a od września w ramach eksperymentu nie dotykam cukru, powiedział „wspaniale, czyli nie będzie żadnej rewolucji”.

Jakże się mylił!

Przede wszystkim, jak się okazało, jest ogromna różnica w „unikaniu nabiału i cukru”, a przymusowym wyeliminowaniu WSZYSTKICH rzeczy, jakie mój lekarz uznał za szkodliwe, bez żadnych wyjątków. Czytanie etykiet weszło na nowy poziom. Lekcja pierwsza: we wszystkim, WE WSZYSTKIM jest cukier. Lekcja druga: we wszystkim, NAPRAWDĘ WE WSZYSTKIM jest gluten. Nawet w rzeczach, w których teoretycznie nie powinno go być i nie można tego niczym wytłumaczyć. Kupujesz hummus? Znajdziesz w nim cukier i gluten. Chcesz zrobić własny hummus, dlatego kupujesz pastę sezamową? Znajdziesz w niej cukier i gluten. Robisz własną pastę sezamową żeby zrobić własny hummus, dlatego kupujesz nowy blender? W nim też na bank jest gdzieś cukier i gluten.

Ten syf jest we wszystkim. W mrożonych warzywach. W warzywach w puszkach. W przecierach i przetworach. W sokach. W koktajlach. Choć mojego syna nie obowiązywała moja nowa dieta, wczytałam się też w etykiety jego serów, jogurtów, wędlin i przekąsek. Gluten, gluten, cukier, gluten. Po co cukier w szynce? Trudno powiedzieć. Po co gluten w kiełbasie? Jak by to ujął klasyk…

Moim hitem okazało się być bezglutenowe pieczywo – znaleźć takie, które poza brakiem glutenu nie zawiera też cukru ani nabiału okazało się być prawie niemożliwe.

Trochę mnie znacie, więc już wiecie, co było dalej…

Tydzień później w moim domu działała już sprawnie mała fit fabryka eko żywności. Niektórzy nie śpią, bo trzymają kredens – ja nie spałam, bo piekłam chleb i robiłam własny przecier pomidorowy. Niektórzy w wolnych chwilach szperają w Zalando w poszukiwaniu promek na t-shirty Calvina Kleina. Ja w wolnych chwilach surfowałam po necie, szukając makaronu z soczewicy.

W tym chorym reżimie musiałam przetrwać Święta, sylwestra, wesele przyjaciółki i urodziny mojego syna.

Poza tym, że było to przedsięwzięcie trudne, pracochłonne i zaskakująco drogie, wiem jednak, że macie konkretne pytania, jakie były efekty…

Czy schudłam?

Tak, i to więcej, niż mogłabym się spodziewać, bo choć od lat nie mam wagi i nie śledziłam dokładnie tych spadków, ostatecznie było to około 5 kilogramów. Wszystkie spodnie zrobiły się luźne, zauważyłam też, że przestałam zatrzymywać wodę w organizmie, a miewałam z tym poważne problemy. Cały czas czułam się lekko, mimo że jadłam ogromne ilości jedzenia (na które składały się jednakowoż głównie warzywa i orzechy, więc w sumie co ja się dziwię…).

Czy dobrze się czułam?

Byłam bardzo zaskoczona, ale nowa dieta okazała się bardzo mi służyć – nie było żadnych mdłości, zawrotów głowy, miałam mnóstwo energii i świetny humor. To ostatnie było szczególnie ważne, biorąc pod uwagę ilość szydery ze strony najbliższych, z jaką musiałam się zmagać. W ostatnim tygodniu przed wizytą kontrolną u lekarza zaczęłam jednak czuć się słabo i po raz pierwszy w życiu (!) zrobiły mi się zajady – myślę, że mogło to mimo wszystko być wywołane jakimiś niedoborami.

Czy poprawiły mi się wyniki?

Po sześciu tygodniach tego szaleństwa poszłam powtórzyć badania. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom – były WZORCOWE. Perfekcyjne wartości we wszystkich badanych parametrach. Nawet nie zauważyłam, kiedy okazało się, że ustąpiły wszystkie problemy zdrowotne, jakie miałam – na czele z bólami kręgosłupa. Jak to jest możliwe, że odstawienie glutenu wyleczyło mi rwę kulszową? Cóż, tu raz jeszcze o pomoc poproszę Jurka Kilera, bo…

Wyobraźcie więc sobie ogrom mego zdziwienia, kiedy po 6 tygodniach w piekle poszłam do lekarza, a on zerknął na moje wyniki, po czym powiedział:

„Pięknie! Okaz zdrowia! Świetnie. O to nam chodziło. Jestem z pani dumny. To teraz proszę kontynuować tę dietę przez 8 tygodni”.