NATURALNIE PIĘKNI

26 października 2014

CZY DOROSŁA KOBIETA MOŻE MIEĆ BRZUSZEK?

26 października 2014

A jeśli tak, to dlaczego akurat wtedy, kiedy jest większy niż kiedykolwiek? 

Baby boom trwa! Wśród gwiazd oczywiście, bo w Polsce przyrost naturalny od lat oscyluje w granicach zera, jak, nomen omen, dryfujące zwłoki. Skutkuje to niezliczonymi publikacjami poświęconymi kolejnym celebrytkom w stanie błogosławionym. Z mediów możemy dowiedzieć się, jak wyglądają, ile przytyły, co jedzą, ile pracują, ale przede wszystkim odkrywamy najważniejszą spośród wszystkich prawd: kobieta w ciąży w magiczny sposób staje się szczęśliwą posiadaczką brzuszka!

Na co dzień dorosły człowiek ma nogę, ramię i pośladki. Bez względu na to, jak bardzo jest wyborna, nie czytamy o „pupce Justina Timberlake’a” ani „zgrabnych nóziach Małgorzaty Rozenek”. Skąd się bierze nagła infantylizacja ciała kobiet, które właśnie stoją u progu najpoważniejszego testu dojrzałości w życiu?

Ze skrajności w skrajność


Połączenie gigantycznego niejednokrotnie brzucha ze zdrobniałą formą, często daje karykaturalny wręcz efekt. Nie tylko brzmi to dziwnie, ale wręcz przyciąga dodatkową uwagę do gabarytów ciała szczęśliwej przyszłej mamy i prowokuje do oczywistej refleksji: tak, proszę państwa, nie wygląda brzuszek. Zestawienie tych słów w jednym zdaniu zawsze wyzwalało we mnie bunt, a na kobiety mówiące tak o swoim ciele patrzyłam ze autentycznym politowaniem.


Cóż za ironia losu, że mój punkt widzenia zmienił się, gdy sama zasiliłam szeregi ciężarówek. Bynajmniej nie chodzi tu o to, że postanowiłam zaklinać rzeczywistość i udawać, że jestem filigranowa i powabna jak modelka Victoria’s Secret. Po prostu nagle uderzyło mnie coś innego: pomimo upływu tygodni, niezliczonych badań potwierdzających człekokształtność rezydenta mojej macicy, jego wyczuwalnych ruchów i tętna, które mogłoby zostać nowym bitem Pitbulla, dla lekarzy, publikacji naukowych oraz ulotki z kwasu foliowego, ów rezydent niezmiennie pozostawał PŁODEM. Kiedy rezydentowi zdiagnozowano już płeć, a my wybraliśmy dla niego imię, kontrast między naszym syneczkiem, o którym w kuluarach mówiło się już jak o pełnoprawnym członku rodziny, a bezosobowym płodem stał się nieznośny.


I wtedy zrozumiałam: proces tworzącego się życia nie mieści się w naukowych prawidłach. Kobieta w ciąży nie jest w stanie nazywać swojego dziecka „zygotą”, a później „płodem”, a wielki brzuch, poza tym, że generuje bóle kręgosłupa i uniemożliwia dopięcie rurek, chwilowo przestał być świadectwem diety bogatej w pszenicę, żeby stać się domem jej maleństwa.


Litości!


Nomenklatura ciężarówek przestała powodować we mnie niestrawność, mało tego: w pełni ją zaakceptowałam i zaadoptowałam. Im kobieta bardziej opuchnięta i zmęczona, tym chętniej nazywam jej nadbagaż „brzuszkiem”, z przekory. Nie zmieniło się jedno: nadal bojkotuję infantylizację ludzkiego ciała w mediach. Jest duża różnica między tym, czy o „brzuszku” Katarzyny Zielińskiej mówi jej mąż, czy redaktor Onetu.


Szanowni dziennikarze, miejcie litość dla swoich czytelników! Jesteśmy poważnymi, dorosłymi ludźmi, którzy oczekują obiektywizmu, profesjonalizmu i wartościowych publikacji.


No, to teraz idę googlać pupkę Justina.