GDY MĘŻCZYZNA POMAGA W DOMU

6 listopada 2014

5 REKLAM, KTÓRE ZMIENIŁY MOJE ŻYCIE (W TYM TYGODNIU)

8 listopada 2014

CIĘŻARÓWKA NA MELANŻU

7 listopada 2014

Jest nas sześć. Młode, seksowne, w wieku produkcyjnym, w tym jedna w trakcie produkcji. Stwierdziłam, że skoro dobrze się czuję i poza nadzwyczaj okazałym biustem nie widać po mnie czwartego miesiąca ciąży, nie ma powodu, dla którego powinnam opuścić urodziny Izy. Magda jest na antybiotykach, więc będzie mi dotrzymywać towarzystwa w tym eksperymentalnym melanżu na trzeźwo, co dodaje mi otuchy. Plan jest taki: biforek u Izy, po czym idziemy do naszego ulubionego klubu, stamtąd do drugiego, potem do trzeciego, a następnie wybieramy najlepszą imprezę i tam tańczymy do rana. Nie mogę się doczekać.

Faza I – biforek
21:00-22:30

Jakoś nigdy wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z prawdziwej natury biforów: otóż chodzi tu o to, aby jak najszybciej wprowadzić się w stan optymalnego upojenia, tak, aby zminimalizować wydatki na imprezie, ale jednocześnie nie doprowadzić do zbyt szybkiego jej końca. Niby zawsze o tym wiedziałam, ale mimo wszystko myślałam, że chodzi tu też o sympatyczne spotkanie towarzyskie i możliwość spokojnej rozmowy, zanim bity tłuste niczym włosy młodej Chylińskiej wypełnią nasze gardła i uszy. Okrutna prawda uderza mnie już po piętnastu sekundach naszego spotkania. Stoję jak kretynka z tym prezentem w progu, a Iza energicznym mruganiem dziękuje mi za życzenia, ale nie odkleja się od szklanki z drinkiem. Wolną ręką wpycha mnie do mieszkania, nogą zamyka za mną drzwi i leci do kuchni, żeby wyjąć worki z kostkami lodu z zamrażalnika. Dziewczyny seplenią swoje powitania ze słomkami między zębami i dłońmi pełnymi chipsów. Dowiaduję się, że z Magdą spotkamy się dopiero w klubie. Nalewam sobie coli i spoglądam na zegarek.

Faza II – fala wznosząca
22:30 – 23:30

Wchodzimy do pierwszego klubu. Dziewczyny są już bardzo rozchichotane i flirtują z selekcjonerem.  Ala potyka się o schody przy szatni, a zawartość jej torebki rozsypuje się na podłogę. Dwóch blondynów w czarnych koszulach, którzy wyglądają jakby nazywali się Bjoern i Bjoern, trudnili się połowem łososi, a w wolnych chwilach dorabiali jako modele bielizny dla Benettona, podrywa się, żeby pomóc jej zebrać z podłogi błyszczyki, prezerwatywy i grzebień do tapiru. Zamawiamy z Magdą bezalkoholowe mojito i idziemy na parkiet, żeby wykorzystać to, że jeszcze nie jest tam tłoczno jak na pasterce. Dziewczyny biorą kolorowe drinki i siadają w loży. Mówią, że muszą ochłonąć, ale widzę, że wszystkie rozglądają się badawczo po klubie, uruchamiając instynkty łowieckie. Spływa na mnie olśnienie: poza Magdą i mną, wszystkie są singielkami.

Faza III – melanż właściwy
23.30 – 1.00

Pora zmienić klub, ale dziewczyny stawiają opór. Ala tańczy z Bjoernami, Aga spotkała przystojnego kolegę z pracy i ciągle gadają przy barze, a Monika już prawie nawiązała kontakt wzrokowy z didżejem. Iza poddaje się i idzie zamówić kolejne drinki. Dostaję trzecie bezalkoholowe mojito. Wracam na parkiet z Magdą, ale szybko wracam do loży, bo nie jestem w stanie znieść wszechobecnych, mokrych od potu ludzi, którzy ruszają bez poczucia rytmu i wstydu. Dopijając mojito, wyczuwam smak rumu. Jestem przerażona: Iza przyniosła mi normalnego drinka! Biegnę do baru po wodę mineralną, żeby to jakoś z siebie wypłukać, ale napotykam na kilometrową kolejkę. Stoję. Ktoś ociera się o mój lewy pośladek, czymś, co, wbrew swojej wiedzy o ludzkiej anatomii, postanawiam zaklasyfikować jako telefon w kieszeni. Jest mi gorąco i niedobrze. Chcę do domu. Monika jest prawie pewna, że didżej ją zauważył. Magda mówi, że chyba ma gorączkę, więc musi się zbierać. Iza zdaje sobie sprawę z tego, ile kalorii przyswoiła w drinkach i postanawia to spalić na parkiecie.

Faza IV – punkt kulminacyjny
1.00 – 2.00

Staje się jasne, że nie zmienimy dziś klubu. Iza już dawno pogodziła się z sytuacją i razem z Moniką miotają feromonami na parkiecie, przy czym Monika nie spuszcza wzroku z didżejki, a Iza z Moniki.
Okazuje się, że trzeźwe spojrzenie w piątkową noc działa jak afrodyzjak. W całym lokalu nie mam konkurencji, jeśli chodzi o umiejętność skupienia wzroku na jednym punkcie przez dłużej niż 2 sekundy (wyjąwszy Monikę, która wygląda jak jedi na szkoleniu z telekinezy), więc ilość mężczyzn, którzy chcą kupować mi dowolnego drinka, tańczyć ze mną i/lub zdobyć mój numer telefonu, pobiła dzisiaj wszelkie rekordy. Byłoby to całkiem przyjemne, gdyby nie to, że bezustannie ktoś na mnie wpada i czuję się jak manekin do crash testów. Zastanawiam się, czy kiedy jestem pijana, instynktownie dostosowuję własne ruchy do trajektorii falującego tłumu, czy po prostu nie zauważam tego, że jestem ludzkim pachołkiem, bo sama obijam się o wszystko i wszystkich. Aga całuje się z kolegą z pracy na parkiecie. Od godziny nikt nie widział Ali ani dwóch Bjoernów.

Faza V – fala opadająca
2.00 – 3.00

Impreza zaczyna przypominać plan zdjęciowy „The Walking Dead”: wszyscy są niezdrowo bladzi, chodzą w zwolnionym tempie, mają brudne i poszarpane ciuchy, a w oczach niepokojącą mieszankę obłędu i determinacji. Mężczyźni nadal oferują mi drinki, pod warunkiem, że będzie to wódka z colą i pójdziemy pogadać na zewnątrz. Aga znajduje Alę. Zauważając, że pewne części ich garderoby zmieniły swoje pierwotne miejsca, a umiejętność mowy została zaburzona przez odrętwiałe języki, proponuję im, że zawiozę je do domu. Ala wybucha płaczem i dziękuje mi za ten cudowny pomysł, tłumacząc, że zapomniała, jak się zamawia taksówkę. Aga wybucha płaczem i mówi, że czuje się grubo. Monika mówi, że nigdzie nie idzie, bo didżej puścił właśnie „Sexy lady” i ona czuje, że zrobił dla niej. Zaskakująco trzeźwa Iza postanawia zostać z Moniką, żeby jej pilnować. Wychodząc z klubu, wdaję się w lekką przepychankę z Bjoernami, którzy nie chcą uwierzyć, że nie wracają z nami. 

Faza VI – pobojowisko
3.00 – 6.00

Pod swoim domem Ala odkrywa, że zgubiła klucze do domu. Zawożę je obie do Agi, gdzie zasypiają na jednym łóżku w pełnych makijażach i szpilkach, czego skutki będą usuwać do środy maseczkami odtykającymi pory. Gdzieś tam na świecie ludzie rzygają sobie na buty w shot barach, dobici przez wódkę zagryzaną białą kiełbasą. Wykąpana i przebrana w piżamkę w misie, przytulam się do śpiącego onego i godzę się z myślą, że w moim życiu skończyła się pewna era. Z zaskoczeniem odkrywam, że wcale mi to nie przeszkadza.