JAK ŻRYĆ?!

4 listopada 2014

CIĘŻARÓWKA NA MELANŻU

7 listopada 2014

GDY MĘŻCZYZNA POMAGA W DOMU

6 listopada 2014

Mój on ostatnio zabłysnął. Po uroczystym obiedzie imieninowym u mojej babci, zwanej Huraganem Teresą, pozmywał w kuchni talerze po całym stadzie fabjulusowej familii. To było bardzo urocze z jego strony i byłam mu ogromnie wdzięczna za ten gest. Huragan Teresa również. Pierwszy raz w tej sprawie zadzwoniła do mnie następnego dnia w południe.

– Juleczko, dzień dobry! Jak się dziś czujesz? Słuchaj!
– Cześć, babciu.
– Słuchaj! Ten twój on! Jak on mi pomógł!
– Cieszę się.
– Jak on mnie zaskoczył! Sam z siebie! Jak on na to wpadł? Ty wiesz, jak ja nienawidzę zmywać…
– Wiem…
– …a on po prostu wszystko mi, no wiesz, pozmywał! To było cudowne, mogłam sobie cały wieczór słuchać nowej Gaby Kulki i popijać koniaczek zamiast stać przy zlewie! Podziękuj mu ode mnie!

Podziękowałam. Drugi raz zadzwoniła tego samego dnia wieczorem.

– Juleczko, halo, dzień dobry! Nie przeszkadzam? Słuchaj!
– Cześć, babciu.
– Słuchaj! Ten twój on! Mi to nie daje spokoju, przecież to jest anioł. Ty wiesz, jak ja nienawidzę zmywać…
– Wiem…
– …a dzięki niemu nie musiałam! A to było tyle talerzy! Sama robiłabym to cały wieczór, a dzięki niemu mogłam spędzić ten czas przyjemnie ze swoimi prezencikami. Powiedz szczerze, czy ty mu mówiłaś, jak bardzo nienawidzę zmywać?
– Nie mówiłam.
– A on mimo to sam z siebie…?! No niemożliwe! ANIOŁ! To był najwspanialszy prezent! Podziękuj mu ode mnie!

Podziękowałam. Następnego dnia zadzwoniła tuż po śniadaniu.

– Juleczko, halo, to ja! Nie obudziłam cię? Jak się czujesz? Słuchaj!
– Cześć, babciu.
– Słuchaj! Tak sobie myślę… Ten twój on… To ty go tak nauczyłaś szacunku do kobiet czy jego mama? On chyba musiał wyręczać mamę jako nastolatek, prawda? Ja już to widzę, jak on zmywa, sprząta, a mama sobie odpoczywa po ciężkim dniu!
– Nie wiem, nie znałam go wtedy.
– Na pewno tak było! Twoja teściowa musi być niesamowitą babeczką! Powiedz mi, czy on ci dużo pomaga w domu? – I wtedy zamarłam.

Anioły


Abstrahując od sytuacji wyjątkowych, typu że jestem w 9 miesiącu ciąży i moje dłonie są tak spuchnięte, że nie potrafię sobie spiąć włosów, albo że on ma rozległą kontuzję po którymś z czterystu sportów, które uprawia, oboje pracujemy na pełnych etatach, 8 godzin dziennie, codziennie. Poza tym, oboje tyle samo jemy, pijemy, śpimy i robimy inne fizjologiczne rzeczy, słowem – używamy mieszkania. Dlaczego to on miałby pomagać mnie, a nie ja jemu? Czy sprzątanie to mój obowiązek, drugi etat, a jego pomoc w domu to akt dobrej woli?

Uwielbiam prowadzić dom. Lubię, kiedy koszule onego wiszą wyprasowane w szafie, w piekarniku rośnie ciasto, a skarpetki są ułożone kolorami w szufladzie. Ze względów bardziej charakterologicznych niż kulturowych (idźcie mi w cholerę z tym waszym dżender, ja jestem po prostu upierdliwa), częściej to ja zauważam nieład. Są rzeczy, których męskie oko onego po prostu nie dostrzega, bądź nie stanowią dla niego problemu, podczas gdy ja, z precyzją Terminatora, skanuję otoczenie i wyłapuję anomalie. Jeśli jednak poproszę o pomoc, nigdy nie zostaję spuszczona na drzewo.

Jasne, że mam w domu anioła. Jego anielskość polega na przykład tym, że nie uważa, że bałagan w domu jest bardziej mój niż jego. Polega też na tym, że kiedy jestem smętnym flakiem, uroczyście zakazuje mi się ruszać i przejmuje dowodzenie w departamencie porządkowo-organizacyjnym. Ale, z drugiej strony, ja też mu nie każę myć łazienki, gdy ma zakwasy graniczące z paraliżem po starciu stulecia na Orliku. Są rzeczy, które robię tylko ja i są rzeczy, które robi tylko on, ale większość dzielimy na pół. Uważam, że to jest całkowicie normalne. Nie jest?

Dzwoni telefon. Huragan Teresa.
– Juleczko, halo, dzień dobry! Jak się czujesz? Fatalne dziś ciśnienie. Słuchaj!
– Cześć, babciu.
– Słuchaj! Nie uwierzysz, co za niesamowita historia! Jestem dzisiaj w odwiedzinach u twoich rodziców. Słuchałam sobie właśnie muzyczki i robiłam kawę z ekspresu. Chciałam wyczyścić zbiornik i wylałam cały ten szlam na podłogę w kuchni! Straszna ze mnie niezdara, ale po prostu jak słucham Bon Ivera to odpływam. Poza tym, fatalne dziś ciśnienie. I wchodzi twój brat, ja mu mówię „pomóż mi, proszę”, a on na to „oczywiście, babciu”. I wiesz, co zrobił? Pomógł! Anioł, mówię ci, anioł!!!