JAK PRZETRWAĆ ZAKUPY Z KOBIETĄ?

25 listopada 2014

POŚLADKI VS BIUSTY

27 listopada 2014

NIE MOGĘ CI POMÓC, JESTEM MATKĄ

26 listopada 2014
Jak przetrwać zakupy z kobietą

– Byliśmy ostatnio na „Interstellarze” – zagaił mój on.
– My też! – ożywił się Andrzej.
– I co? Podobało wam się? Bo też byśmy poszli – zapytał Mariusz.
– A puchną ci nogi? – obudziła się Mariolka.
– Bardzo – odpowiedziałam, myśląc o filmie.
– Mi też puchły – rzuciła Irenka, dojadając parówkę córki.

Znajomi z pracy mojego onego, Andrzej i Irenka, zaprosili nas oraz Mariusza i Mariolkę na potrójną randkę, żeby pochwalić się nowym domem i nowym dzieckiem (drugim). Nie znałam nikogo w tym gronie i byłam nieco spięta, ale mój on uspokoił mnie, mówiąc, że Andrzej, Mariusz i Irenka są bardzo sympatyczni, a Mariolki co prawda nie zna, ale musi być spoko, skoro jest żoną Mariusza, który jest przezabawny, cytuje z głowy Monty Pythona i ćwiczy kickboxing. Przekonał mnie. Namalowałam sobie twarz, przebrałam się za człowieka i poszłam.

Tuż po ceremonii przedstawiania, podczas której wszystkim było bardzo miło wszystkich poznać, wszyscy cieszyli się, że wreszcie udało się spotkać, a także ustaliliśmy, że wyglądam bardzo dobrze jak na 9 miesiąc ciąży, a Irenka jak na połóg, dowiedziałam się, że Irenka jest mamą miesięcznej Vanessy i dwuletniej Victorii, a Mariolka dwa lata temu wydała na świat Kevina, który bił mnie teraz swoją czapką. Mój on popatrzył na mnie porozumiewawczo, ruchem brwi mówiąc „widzisz? Będziecie miały wspólne tematy!”.

On jeszcze nie wiedział.

– Czym się zajmujesz? – zagadnęłam Mariolkę, nakładając sobie szarlotkę. Panowie byli już po pierwszej dolewce whisky i dyskutowali o ZUSie.
– Teoretycznie pracuję w księgarni, ale tak naprawdę od dwóch lat nie myślę o sobie inaczej, niż tylko „mama” – odparła szybko. Zdławiłam w sobie impuls przytulenia jej i pogłaskania po głowie: to była najsmutniejsza rzecz, jaką słyszałam w życiu.
– Mam tak samo – ucieszyła się Irenka. – Też już tak masz? – zapytała mnie z promiennym uśmiechem na twarzy.
– Nie mam… – odpowiedziałam zaskoczona, zastanawiając się, czy wolno mi być szczerą. – Mam nadzieję, że nigdy nie będę tak miała – dodałam wreszcie.
– No coś ty? Dlaczego? – zmartwiła się Irenka.
– Chciałabym myśleć o sobie też jako o człowieku. Kobiecie. Macierzyństwo jest ważne, ale nie tylko to definiuje… – Mariolka i Irenka wymieniły porozumiewawcze spojrzenia.
– Sama zobaczysz – przerwała mi Mariolka. – Bycie matką to najpiękniejsze, co cię może spotkać w życiu.
– Nie mówię, że nie…
– Ona po prostu jeszcze tego nie rozumie – powiedziała Irenka do Mariolki.
– Za wcześnie. Daj jej miesiąc – odpowiedziała Mariolka, jakby mnie tam nie było. Spłonęłam rumieńcem. Czułam, że strzeliłam straszną towarzyską gafę, może nawet uznały, że się wywyższam i teraz już nie naprawię złego wrażenia do końca wieczoru.
– Kochanie, jak się nazywał ten typ, co okleił swoje auto? – zapytał nagle Andrzej.
– Co? – zdziwiła się Irenka.
– No ten, co napisał, że dorwie złodziei z Wiejskiej…
– Nie wiem, o co ci chodzi – zbyła go, wstając do płaczącej Vanessy.
– Już wiem! Stonoga! – przypomniał sobie Mariusz.
– Stonoga! – zawtórowali mu panowie z ulgą i stuknęli się szkłem.

– A ile jest wszystkich książek w serii? – zapytał Andrzej, odkręcając drugą butelkę whisky.
– Ile miała miesięcy, gdy po raz pierwszy zrobiła do nocnika? – zapytała Mariolka.
– Dziesięć – odpowiedział Mariusz.
– Jedenaście – odpowiedziała Irenka.
– To ja czytałem tylko trzy – powiedział mój on.
– Niemożliwe! – skrzywiła się Mariolka.
– Plus jeszcze „Łowców głów” – dodał po namyśle.
– Naprawdę! – krzyknęła Irenka.
– Ale to nie seria z Harrym Holem – uściślił Mariusz.
– Ale to chyba przez przypadek – odpowiedziała Mariolka.
– Może i tak, ale też się liczy – obruszyła się Irenka.
– „Łowców głów” też czytałem. Świetna książka! – ucieszył się Andrzej.
– A wasz? – zapytała Irenka.
– Piętnaście – odrzekła Mariolka.
– I był jeszcze film, nie? – zapytał mnie mój on.
– To wcale nie jest późno… – Irenka dobrotliwie poklepała Kevina po głowie.
– Tak, świetny zresztą – odpowiedziałam onemu.
– Przecież wiem – irytacja Mariolki rosła z każdą chwilą.
– To nasza jest tak zaskakująco do przodu, nie przejmuj się – ciągnęła Irenka.
– Skandynawski? – zainteresował się Andrzej.
– A Vanesskę rodziłaś naturalnie? – zapytała nagle Mariolka.
– Tak, norweski – odpowiedziałam Andrzejowi.
– Nie mogłam, bo przy Victorii miałam cesarkę – odparła Irenka.
– I nie spieprzyli tego, jak ekranizacji „Millenium”? – zapytał Andrzej.
– Ach, bo ona przecież była wcześniakiem! – krzyknęła, niemal radośnie, Mariolka.
– To była tragedia! – mój on walnął ręką w stół.
– No tak… – przyznała Irenka z zakłopotaniem, którego źródła jeszcze nie potrafiłam zrozumieć.
– I ile miała w skali Apgar? – zapytała jadowicie Mariolka. Już rozumiałam.
– Ale za to amerykańska ekranizacja „Millenium”… – zaczął Andrzej.
– Sześć – odparła kwaśno Irenka.
– Genialna! – rozpłynął się Mariusz.
– No widzisz, a nasz dziesięć – rzuciła triumfalnie Mariolka, pakując synowi parówkę do ust.

– Ale było fajnie, nie? – zagadnął mnie podchmielony on, gdy wracaliśmy do domu trzy długie godziny później.
– Bardzo – odpowiedziałam, dodając gazu.
– Pogadałyście sobie? – zapytał radośnie.
– O tak, dużo się dziś dowiedziałam – uśmiechnęłam się nieszczerze. Na szczęście, był zbyt wstawiony, żeby to zauważyć.

Gdy już zasnął, wyciągnęłam ze szpitalnej torby plan porodu. W rubryce „dodatkowe uwagi i życzenia” dopisałam: „bardzo proszę o nieusuwanie mi mózgu wraz z łożyskiem”.