POŚLADKI VS BIUSTY

27 listopada 2014

ZDEJMIJ CZAPKĘ, CHŁOPCZE

1 grudnia 2014

BARWY NIESZCZĘŚCIA

30 listopada 2014

Nie dogaduję się z hormonami. Kiedy już myślę, że przejęłam kontrolę nad swoim życiem, obwodem bioder lub cerą, one wjeżdżają z buta i robią swoje porządki. W ciąży nasz konflikt wszedł na nowy poziom: tutaj nie mam nawet pewności, czy śniadanie skończy się zgodnie z planem. Jeśli myślisz, że twoje życie jest ciężkie, poznaj smak prawdziwych ludzkich dramatów. 

Poniedziałek

Muszę zrobić przelew. Wchodzę na stronę banku i nie mogę przypomnieć sobie identyfikatora. Niewiarygodne, przecież od lat mam ten sam! Ciążowy mózg osiągnął apogeum. Jestem taka głupia. Płaczę.

Leżę na kanapie, zbyt opuchnięta, żeby się ruszyć. Kot zaczyna ostrzyć sobie pazury na mojej skórzanej torebce. Wznosząc się na wyżyny mocy, rzucam w niego długopisem. Kot ucieka. Uświadamiam sobie, że teraz muszę schylić się po długopis. Tylko nie to…

Wtorek

Reklama apapu. On ją przeprasza, że był nieprzyjemny. Ona mówi, że rozumie. On mówi, że jest rozdrażniony przez ból głowy. Ona przynosi mu tabletkę. To takie smutne. Brudzę poduszkę maskarą.

Drugi dzień nie potrafię zalogować się do swojego banku. Mój on nieśmiało proponuje, żebym zadzwoniła na infolinię. Ma rację, nie mam wyjścia. On pyta, czemu ryczę. Tłumaczę, że strasznie nie lubię dzwonić na infolinię.

Środa

Dowiaduję się, że aby połączyć się z infolinią, muszę podać swój identyfikator. Kilka sekund później, automat mówi, że jeśli go nie mam, mogę też poczekać na połączenie z konsultantem, ale już jest za późno: muszę się rozłączyć, bo nikt mnie nie zrozumie przez łzy.

Zrobiłam sobie kanapki, herbatę, przygotowałam telefon, laptopa, ładowarki i armię poduszek. Będę pisać. Zabudowuję się pledem, podstawką pod laptopa i podnóżkiem. Włączam komputer. W tym samym momencie młody kopie mnie w pęcherz. Teraz muszę wstać i iść do toalety. To ponad moje siły.

Czwartek

Kot znowu atakuje moją torebkę. Dlaczego jest taki złośliwy? Dlaczego?! *pociąga nosem*

Postanawiam napisać maila do banku. Gdy jestem w połowie, pada mi bateria. To się nie dzieje naprawdę…

Piątek

Zmarzłam. Muszę iść po skarpetki. Przypominam sobie, jak trudno mi się chodzi i zaczynam płakać. Stwierdzam, że wolę marznąć, niż wstać i znowu czuć się jak słoń. Płaczę bardziej.

Spada mi widelec. Dlaczego ja?!

Sobota

Mój on postanawia poprawić mi humor zakupami. Dostaję zadyszki zakładając spodnie. To takie przygnębiające. Zasmarkany kwadrans później rezygnuję z wyjazdu, bo nie chce mi się poprawiać makijażu.

Mój on jedzie na zakupy beze mnie. Przywozi wszystkie dozwolone ciężarówkom poprawiacze nastroju, łącznie z laserem do dręczenia kota. Jest cudowny. Jest aniołem. Jest opoką w czasie kryzysu. Rozklejam się z wdzięczności.

Niedziela

Wstaję rano i nagle tak po prostu przypominam sobie identyfikator. Wzruszam się ze szczęścia.

Loguję się do banku. Widzę saldo. Pora umierać.