BABY SHOWER PO POLSKU

14 listopada 2014

5 PIOSENEK, KTÓRE BOLĄ

17 listopada 2014

PRZYCHODZI DZIECKO DO RESTAURACJI

15 listopada 2014

Znasz to. Jesz sobie spokojnie wykwintny posiłek w dobrej restauracji w dużym mieście. Nagle twoje uszy przeszywa rozpaczliwy wrzask czyjejś pociechy, a ty cały podskakujesz, aż ci się sałata wysypuje z Big Maca.

Nie lubię obcych dzieci. Mój on uważa, że wszystkie są piękne, urocze i nasze, ale moim zdaniem to jest wina przedawkowania Majki Jeżowskiej w okresie adolescencji. Fakty są takie, że całkiem nowe, nieśmigane dzieci są zazwyczaj podobne do siebie nawzajem i do kluski śląskiej jednocześnie, a ponadto uciążliwe w sposób znośny tylko dla swoich rodziców. Moje będzie oczywiście piękne, więc nie mam się czym martwić, obawiam się tylko tego, że bez względu na uroczą buzinkę i imponującą stylówkę, fabjulus bejbi nie będzie mieć za grosz kultury.

Mistrzowie taktyki

To, że małe dziecko czasem się drze, jest całkowicie naturalne. Zwłaszcza, gdy jest poza domem. To, co mnie fascynuje w takich sytuacjach najbardziej, to reakcje rodziców. Dzielą się one na dwa rodzaje:

a) przemowa – „Armando, o co ci chodzi? Uspokój się. Ćśśśś. Tu są ludzie. No, już. Po co ryczysz? Ja się pytam: po co ryczysz? I co? I lepiej ci? To se rycz. No, nie rycz już.” – uwielbiam. Wiadomo, że to nie może nie zadziałać, przecież twoje dziecko ma już pół roku, więc nie tylko rozumie twoje słowa, ale pewnie też płacze dla sportu, a nie dlatego, że jest głodne, wystraszone albo dokonało publicznej defekacji;

b) ignor – to lubię jeszcze bardziej. Stuprocentowa skuteczność. Trzymiesięczna kluska śląska z całą pewnością bezbłędnie rozkmini twoją (świetną zresztą) „metodę wychowawczą” i zaraz się uspokoi.

Co ciekawe, w ciągu ostatniego roku nie zdarzyło mi się zaobserwować tej najbardziej normalnej z reakcji na dziecięcą histerię, jaką jest rozwiązanie problemu krzykacza. Myślę, że powody mogą być trzy. Bramka numer jeden: prawdopodobnie normalni ludzie na tyle szybko reagują na potrzeby swoich dzieci, że te nigdy nie zdążą się rozkręcić, zakłócając spokój innych użytkowników przestrzeni publicznej, bo szybko wracają do stanu szczęścia. Bramka numer dwa: istnieje szansa, że rozsądni ludzie mają grzeczne dzieci, a nie głośnych szantażystów, bo otaczają je miłością i troską, co procentuje permanentnym poczuciem bezpieczeństwa. Bramka numer trzy: być może ludzie, których dzieci nie radzą sobie z tłumami, obcymi miejscami albo parogodzinnym siedzeniem w wózku, po prostu nie zabierają swoich pociech do restauracji. 

Mam ogromną nadzieję, że mój potomek nie będzie uniemożliwiał mi zdrowego funkcjonowania w społeczeństwie i nie będę skazana na areszt domowy, aż się ogarnie, ale jeśli odziedziczy paskudny charakter po listonoszu (bo przecież mój on i ja jesteśmy jak baranki) i będzie takie, to nie będę chodziła z nim do knajp. Obiecuję. Trudno, najwyżej pierwszego kebaba zje dopiero jak skończy rok.