SZCZYT GŁUPOTY, CZUBASZEK ABSTRAKCJI

28 grudnia 2014

DO CZEGO SŁUŻĄ POSTANOWIENIA NOWOROCZNE?

31 grudnia 2014

WSZYSTKO, CO NIE GRA W HOBBICIE

30 grudnia 2014


Teraz to już chyba naprawdę koniec: trzecia część najbardziej nieuzasadnionej trylogii w historii kinematografii zamyka Peterowi Jacksonowi furtkę do trzepania hajsów na małych, hobbicich stópkach. Teoretycznie nie ma się do czego przyczepić, bo typ zadbał o wszelkie komponenty sukcesu: są piękne plenery, muzyka, która mizia po duszy i Orlando Bloom. Praktycznie, ten film mnie boli i to nie tylko dlatego, że twórczość Tolkiena znam odkąd jeszcze nie miałam cycków, a w Polsce legalne było granie na automatach w spożywczaku. Ekranizacja „Hobbita” obraża inteligencję widza. Oto, co jest w niej najgorsze:

1. Mędrcy, mędrcy ewryłer

Nie podpadło wam nigdy, że wszyscy w tym filmie są przenikliwi niczym ziąb w Suwałkach i ironiczni jak legginsy w galaktykę? Pan Peter wiedział, że siłą „Hobbita” jest genialna narracja i film wiele straci bez jej błyskotliwych wtrętów, więc postanowił po prostu włożyć je w usta swoich bohaterów. Wszystko spoko, ale w ten sposób, zamiast wiarygodnych postaci, spośród których ktoś jest idiotą, ktoś burakiem, a ktoś inny głosem rozsądku, otrzymujemy bandę intelektualistów w futrach z brudnych wiewiórek, których jedyną wadą jest miłość do żywności bogatej w białko (intelektualistów, nie wiewiórek).

2. Wątki z dupy

Jak z książki, która ma 315 stron, wycisnąć materiał na trzy trzygodzinne filmy? Przenieść wyczerpująco fabułę do scenariusza, a pozostałych pięć godzin wypełnić fan fiction rodem z czeskich forów internetowych: czarodziejem, który nazywa się jak piwo, górami grającymi w futbol amerykański i orkiem-albinosem z grabiami zamiast ręki. Różnica między wątkami wziętymi z Tolkiena oraz tymi wziętymi z dupy jest tak jaskrawa, że nie trzeba być znawcą literatury, żeby wiedzieć, które części filmu zostały sztucznie napompowane. Ja wiem, piniondze się same nie zarobią, ale naprawdę nie dało się tego zrobić w trochę lepszym stylu? Nie? Aha, ok, sorry.

3. Top krasnoludel

Bracia Grimm, Andersen, Tolkien i Disney nie pozostawiają złudzeń: krasnolud to nie jest człowiek, tylko mniejszy. Krasnolud to jest krasnolud: jest pokraczny i dziwaczny. Oto, jak wygląda krasnolud według pana Petera:



Kamon.

4. Guma do żucia dla oczu

To nie jest przypadek, że Thorin wygląda jak bóg seksu. W „Hobbicie” plastikowe jest bowiem wszystko. Postacie są spłycone, wątki uholiłudzone, przygody banalne. Tak, jakby współczesny film nie miał racji bytu bez tandetnego wątku romansowego. Tak, jakby bieg przez las był niekompletny bez potknięcia się o konar drzewa. Tak, jakby Cate Blanchett nie mogła mieć zmarszczek mimicznych.

5. Że mi się to podoba

I to mnie wkurza najbardziej: oglądam to, szlag mnie trafia, skarżę się onemu, dzwonię do taty, po czym film się kończy i czekam na więcej. Nie rozumiem. Ewidentnie jestem w toksycznym związku z „Hobbitem”.

I co ja teraz zrobię? Ostatecznie wykopali mnie ze Śródziemia! Pan Peter będzie musiał znaleźć sobie inną świętość do przeorania. Ogłaszam zatem konkurs na temat następnej trylogii. Moje propozycje to dzieła Sienkiewicza, „Akademia Pana Kleksa” oraz zbiór zadań Kiełbasy. Kto da więcej?