OCZY MAM WYŻEJ

2 stycznia 2015

10 NAJGŁUPSZYCH PYTAŃ DO KOBIETY W CIĄŻY

6 stycznia 2015

NAJOBRZYDLIWSZE ZE ZDAŃ

4 stycznia 2015

Jak świat długi i szeroki, dziwne rzeczy stawiają ludziom namioty i zalewają piwnice. Spoko, nie oceniam tego: różni ludzie, różne potrzeby. Jakkolwiek jestem jednak w stanie zrozumieć przywiązywanie się do łóżka, podduszanie, wskakiwanie w lateks, mizianie grzywą kucyka Pony po klacie, przebieranie się za strażnika miejskiego wystawiającego mandat za parkowanie, okładanie skórką banana i czytanie „50 twarzy Graya”, jest coś, czego nie zrozumiem nigdy. Coś, co sprawia, że cofa mi się śniadanie. Coś, co sprawia, że mam ochotę zwinąć się w kłębek i schować pod kocem. Coś, przez co moja macica kurczy się ze strachu i kitra między płucami. To ono – najobrzydliwsze ze zdań:

Who’s your daddy?


Zagajka na podryw i uzupełnienie satysfakcjonującego stosunku. „Who’s your daddy” w różnych wariacjach zdobi t-shirty, kubki i bieliznę (@#%&$!), a także pojawia się w piosenkach, filmach i serialach, budząc powszechną wesołość.

Wiadomo: różne są odchyły na świecie, w tym takie, które ściągają ludzi do Tajlandii albo do poznańskiego ZOO. Tyle, że zazwyczaj kontrowersyjne fetysze pozostają w podziemiu, zaklasyfikowane jako tabu. Tymczasem zdanie „who’s your daddy”, wraz ze swoją jeszcze bardziej obleśną mutacją – „come to daddy”, nie tylko nie jest uważane za tekst dla etatowych zboczków, ale wręcz króluje wśród męskich wyrazów aprobaty dla atrakcyjności kobiet. Właśnie w tym drugim wydaniu, a więc „chodź do tatusia”, ten werbalny rzyg występuje też w naszym kraju. Skąd światowa popularność tak walniętego tekstu?

Chodź do psychiatry

Dzisiejszy bohater swoje pochodzenie zawdzięcza tej piosence, genialnej zresztą:



Piosenka „Time of a season” powstała w 1968 roku i to w jej tekście po raz pierwszy to pytanie pojawiło się w kontekście podrywu, a nie udzielania pomocy zaginionemu dziecku w miejscu publicznym, chociaż gdyby ktoś powiedział wtedy sympatycznym panom ze lśniącymi grzywkami, w co wyewoluuje tekst ich hitu, z zaskoczenia wyskoczyliby z kamizelek. Śpiewają oni bowiem: „what’s your name? Who’s your daddy? Is he rich like me?” – co ma, umówmy się, całkowicie inny wydźwięk, niż skrócona wersja, którą znamy dzisiaj, czyli to:


Żesz kurde, co za poroniony umysł stwierdził, że to jest spoko? Co za debil to łyknął i posłał dalej w świat? Co za tępa strzała przetłumaczyła to na polski? Kiedy po raz pierwszy usłyszałam ten tekst, byłam niewinna niczym pączek lilijki na wiosnę i myślałam, że się przesłyszałam. Kiedy okazało się, że nie, przełknęłam pawia i uznałam, że pewnie się nie znam i kiedyś to pojmę. Lata minęły, pączek zdążył rozkwitnąć, a nawet się zapylić, a paw nadal powraca, ilekroć ktoś dowali tym pytaniem.

Niech mi ktoś wytłumaczy, co w tym ma być seksowne? Panowie: jara was myśl, że posuwacie swoją córkę? Panie: podnieca was sugestia, że dobiera się do was wasz ojciec?


Matko bosko częstochowsko, przecież to się nadaje do kryminału! Zaprawdę powiadam wam: to hasło jest na wskroś chore. Tak samo, jak używanie angielskich zapożyczeń językowych w każdym obszarze życia, nawet w łóżku. Po co to? Przecież i tak wszyscy wiemy, że język miłości na świecie jest tylko jeden i jest to niemiecki.