DLACZEGO NIE MASZ SZANS NA FILMOWĄ MIŁOŚĆ

10 stycznia 2015

PRZEPROWADZKA: LEVEL PRO

14 stycznia 2015

KONWERSACYJNE KLOCKI

12 stycznia 2015

Nie łudź się – ty też je stawiasz
Już wypowiadając te słowa, masz wewnętrzne poczucie żenady i czujesz się jak wujek Janusz na imieninach, ale nie potrafisz się powstrzymać. Wiesz, że musisz. Dlatego zanim zdążysz się zorientować, otwierasz usta, żeby usłyszeć, jak wypadają z nich one: konwersacyjne klocki.

Każdy z nas zna je na pamięć. Wcale nie są zabawne ani błyskotliwe, a mimo to świat je kocha. Gotowe do użycia, banalne do bólu, uniwersalne konstrukcje, które tylko czekają, aż ktoś wstawi je w rozmowę – dlatego klocki. Obrzydliwe, bezużyteczne skutki uboczne konwersacji, przemielone przez jelita braku kreatywności – dlatego klocki. Słyszeliśmy je już miliony razy i usłyszymy kolejnych miliard. Poznaj te najpopularniejsze i dowiedz się, co tak naprawdę znaczą. I nie łudź się – ty też je stawiasz. Układasz. Stawiasz. 

Klocki – zagajki


Jak tam po weekendzie?


Nieodłączny element poniedziałkowych poranków w pracy. Ma za zadanie ukryć absolutny brak jakichkolwiek wspólnych tematów z rozmówcą. Stajesz przy ekspresie do kawy, starając się nie myśleć o tym, jak bardzo chcesz umrzeć, kiedy nagle do kuchni wchodzi koleżanka z księgowości i staje tak blisko, że musisz coś powiedzieć. Tylko co? Poinformować ją, że pada? Zwierzyć się, że masz kaca? Zapytać, czy wie, że przytyła? Nagle jest: idealne, bezpieczne, zrzuca na nią odpowiedzialność za dalszy ciąg konwersacji. Jesteś genialny.

Gdyby tak mi się chciało, jak mi się nie chce…


Odkrywcze, błyskotliwe, przewrotne – takie właśnie nie jest to zdanie. Używane od wtorku do czwartku. Autorstwo tych przeżutych przez konwencje społeczne słów przypisuje się Kubusiowi Puchatkowi oraz księdzu Tischnerowi. Ktokolwiek to był, dziękujesz mu w duchu za każdym razem, gdy musisz ukryć swoje zniesmaczenie faktem, że ktoś wkroczył w twoją przestrzeń i teraz musisz z nim gadać, zamiast w spokoju zalać neskę wrzątkiem i nucić pod nosem reklamę Media Ekspert.

Wreszcie piątek, nie?


Pytanie-mistrz. Doprawdy, nie sposób się nie zgodzić. Rzeczywiście, jest bowiem piątek, co więcej – nadszedł on wreszcie. Jesteś świetny. Jesteś najlepszy. Jesteś królem konwersacji. Przed tobą nikt inny nie zadał dziś tego pytania i nikt inny tego nie zrobi, bo nikt na to nie wpadnie. Brawo ty.

Klocki – podtrzymywacze rozmowy

Wiesz, jak jest.


Kwintesencja klockowości. Sformułowanie bez sensu, wrzucane na koniec lub początek dowolnego zdania. Ewentualnie zamiast jakiegoś zdania. W zależności od intonacji, może być zawoalowaną skargą, wyrazem zmęczenia, niedopowiedzeniem, flirtem, pochwałą lub naganą. Używasz go zawsze, kiedy nie do końca wiesz, o co ci chodzi, ale nie chcesz, żeby ktoś się zorientował.

Co zrobisz? Nic nie zrobisz!


Wyborna konstrukcja, jak zresztą każda, w której sam sobie odpowiadasz na swoje pytanie. Używasz jej zawsze wtedy, kiedy zdajesz sobie sprawę, że nieco cię poniosło, kiedy zwierzałeś się znajomemu, że nienawidzisz swojej pracy, pies pogryzł ci buty, wróciły ci hemoroidy i gnije ci zderzak w golfie, ale nie chcesz wyjść na żałosnego. Często towarzyszy mu radośnie dodane hasło „życie!”. 

Także ten…


Mój faworyt. Ta kwestia pasuje do wszystkiego, zwłaszcza innych klocków, dzięki czemu jest w stanie sztucznie wydłużyć czas dowolnej wypowiedzi. Wrzucasz ją wszędzie tam, gdzie bardzo chcesz mieć coś do powiedzenia, ale niestety twoja kreatywność skończyła się na rozmowach o pogodzie oraz omówieniu planów na wakacje. Szczególnie pomocna przy rodzinnym stole oraz gdy szef pyta, gdzie podziały się wszystkie dziurkacze.

Klocki – podsumowania

Gdyby tak to spisać, to by był bestseller.


Wiadomo. Bo przecież jesteś taki fascynujący, a twoje życie takie ciekawe. Idealnie zakończenie każdej historii, którą opowiadałeś trochę za długo i teraz widzisz, że nie wywołała takiej reakcji, na jaką liczyłeś, bo nikt się nie uśmiał.

Komu w drogę, temu trampki.


Ulubione pożegnanie każdego andżeja. Na ogół towarzyszy mu radosne „hehe” i gest podciągania spodni pod pachy. Łączy twoje obycie z wrodzonym poczuciem humoru, dzięki czemu utrwala twój wizerunek duszy towarzystwa. Poza tym, osładza twojemu rozmówcy gorycz pożegnania.

Będziemy w kontakcie!


Prawdziwy klasyk. Klocek – zbawienie, kiedy niespodziewanie spotykasz dalekiego znajomego i nie wiesz, jak dać mu znać, że chcesz już sobie iść, bo w sumie nie macie o czym gadać i w zasadzie masz go w dupie. Sprawdzony sposób na bezbolesne spławienie natręta tak, żeby nie czuł się spławiony, a nad jego głową unosiły się plusiki podtrzymanej relacji towarzyskiej, jak w Simsach.

Jako prawdziwy lew salonowy, mistrz konwersacji i wirtuoz budowania relacji, jestem prawdziwą fanką i kolekcjonerką konwersacyjnych klocków. Wrzucajcie swoje typy na najlepsze towarzyskie pewniaki! I pamiętajcie: gdyby tak to spisać, to by był świetny post na bloga!